W Google Lively jak w Związku Radzieckim: też nie ma seksu

"U nas seksu niet!" - głosił niegdyś niezbyt wyrafinowany dowcip o życiu intymnym mieszkańców ZSRR. Wkrótce będzie go można użyć ponownie, tym razem w odniesieniu do bywalców wirtualnego świata Google Lively.

Okazało się bowiem, że młodzi internauci wprowadzają do tego świata coraz więcej erotycznych akcentów - a firma z Mountain View, wierna amerykańskiej hipokryzji zawzięcie z tym walczy.

Na łamach bloga poświęconego Lively Google napisało: ?Otrzymaliśmy skargi o niedawno utworzonych << pokojach seksu>> i potraktujemy je poważnie. [...] Standardy naszej społeczności zakazują obscenicznych obrazków i pomieszczeń przeznaczonych do aktywności seksualnej ? nawet wirtualnej aktywności seksualnej. Jeśli tylko się dowiemy o << pokojach seksu>>, które naruszają nasze warunki świadczenia usługi, usuniemy je?.

Co się dzieje? Czyżby z okazji rocznicy Rewolucji Francuskiej stado rozpasanych libertynów zajęło Google Lively? Gdzież tam. Krótkie przejrzenie dostępnych pomieszczeń pokazuje, że w najlepszym razie są to pokoje o nazwach typu ?sexo virtual?, ?sexy babes?, a w środku nie ma niczego, co mogłoby przypominać o seksie ? no chyba że kogoś podniecają reklamy poradników w stylu ?Jak podejść dowolną kobietę, kiedykolwiek i zdobyć jej numer telefonu by umówiła się z tobą na randkę?.

Jednak Google jest purytańsko czujne: ?Nie pozwalamy na nagość, wyraźne akty seksualne i seksualnie obsceniczny materiał. Dotyczy to także składania seksualnych propozycji innym użytkownikom. Nie pozwalamy także na treści, które prowadzą do pornograficznych witryn lub które promowałyby pedofilię, kazirodztwo lub zoofilię. Google prowadzi politykę zerowej tolerancji wobec dziecięcej pornografii. Jeśli dowiemy się kiedykolwiek o takim materiale, zostanie on usunięty, a jego twórcy zgłoszeni odpowiednim władzom?.

A jeśli ktoś dokona nieobyczajnego aktu i złoży niedwuznaczną propozycję innemu użytkownikowi Lively? Wówczas Google zablokuje jego konto i dostęp do usługi. Jest tak, ponieważ ? jak możemy przeczytać ? ?Lively ma być miejscem dla mieszkańców Lively, w którym mogą się oni łączyć ze sobą i wyrażać się swobodnie, w bezpiecznym dla nich otoczeniu?.

Do tej pory kpiliśmy nie raz ze stworzonego przez Linden Labs Second Life. Jednak dziś to Google przejmuje palmę pierwszeństwa w dziedzinie obłudy. Czyżby panowie Page i Brin byli przekonani, że ?swobodne wyrażanie się? oznacza zakaz seksualnej ekspresji? Nie takie było Metaversum z ?Zamieci? Neala Stephensona ? niewątpliwa inspiracja wirtualnych światów z Mountain View.

Źródło: Webware.com