Jestem macochą

Jak wychowywać cudze dzieci?

PAMIĘĆ O MAMIE

O stereotypie macochy wiele dowiadujemy się z baśni o Królewnie Śnieżce. Z psychologicznego punktu widzenia macocha jest metaforą negatywnego aspektu matki - zazdrosnej, rywalizującej, niszczącej. W baśni tej ukrywa przed królewną jej pochodzenie, urodę. Królewna nie wie nawet, że jest królewną.

Najpiękniejszy spadek, który otrzymuje córka, to miłość matki. Nie dostaje go, kiedy ma złą macochę, która - jak w baśni - usypia córkę, wprowadza ją w

Trans nieodczuwania

By królewna doświadczyła miłości, musi pojawić się królewicz, czyli mężczyzna. Często jednak nie ma takiej mocy, żeby odczarować królewnę - dziewczynka nie może uwierzyć, że jest kochana.

Być macochą jest trudno. Nie jest to zresztą częsta sytuacja, ponieważ dzieci po rozwodach na ogół pozostają ze swoimi biologicznymi matkami. Problem pojawia się, kiedy prawdziwa matka umiera lub dzieje się z nią coś, co nie pozwala jej dobrze wychowywać dzieci: np. choruje, emigruje. Sytuacja macochy jest prostsza, jeśli matka nie żyje i dzieci mają tego świadomość. W przeciwnym razie musi przebijać się przez nadzieję dzieci, że mama kiedyś wróci.

Nie należy robić niczego, co umniejszałoby znaczenie prawdziwej matki. W wypadku śmierci, musi być

szanowana jej pamięć

w innych sytuacjach - nadzieja na jej powrót. Dobrze jest uczestniczyć w pamięci o mamie - razem pójść na cmentarz albo przypominać o napisaniu listu.

Macocha musi obudzić w sobie miłość do nie swoich dzieci. W najtrudniejszej, piętrowo skomplikowanej sytuacji staje kobieta, która już ma swoje dzieci. Wtedy oprócz konieczności znalezienia w sercu miejsca dla potomstwa partnera, może pojawić się

konflikt między jej i jego dziećmi

Ten konflikt będzie spychał ją w stereotyp macochy, czyli tej, która przede wszystkim broni interesów swoich dzieci. To będzie rodziło napięcia z partnerem.

Może też być odwrotnie. Kobiecie może tak zależeć na uczuciu partnera, że będzie nadmiernie faworyzować jego dzieci kosztem swoich.

Wchodząc w rolę matki, macocha nie musi mieć poczucia winy. Dzieciom pełna rodzina daje większe poczucie bezpieczeństwa, więcej troski i ciepła. A kiedy przybywa członków rodziny, przybywa też np. prezentów pod choinką.

Kobiecie, która decyduje się na taki związek, radzę, by dała swojemu partnerowi i jego dzieciom czas na przeżycie rozstania z matką. Nie spieszyła się z zamieszkaniem pod wspólnym dachem. Najpierw można jeździć razem na wakacje, spędzać weekendy, w domu mieć status gościa.

Nie wolno od razu kazać mówić do siebie "mamo". Naturalne jest, że przez jakiś czas dzieci będą zwracały się do niej "proszę pani", dopiero potem można zaproponować mówienie po imieniu.

Najlepiej, żeby wszyscy zachowywali się zgodnie z tym, co czują. Jeśli macocha czuje, że ojciec jest w konflikcie z dziećmi, nie ma racji, to

powinna bronić dzieci

Najważniejsze są stosunki z dziećmi - jeśli się powiodą, to związek z partnerem też będzie dobry. A jeśli dorośli naprawdę się kochają, dobrze się porozumiewają, to z czasem wszystko da się ułożyć. Ale trudności są nieuniknione i trzeba być na to przygotowanym. Najczęściej potrzeba co najmniej dwóch lat na w miarę harmonijne ułożenie życia.

Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta, buddysta, autor książek psychologicznych i programów telewizyjnych ("Okna"), stały współpracownik "Zwierciadła". Ojciec dwóch synów.

WOJCIECH EICHELBERGER

WYSOKIE OBCASY nr 5, dodatek do Gazety Wyborczej nr 101, wydanie z dnia 30/04/1999 , str. 31

Więcej o: