"Mówi się, że udany związek jest wynikiem kompromisu. My z mężem byliśmy bezkompromisowi, natomiast umieliśmy ze sobą o tym rozmawiać" rozmowa z Kamilą Łapicką

Dzięki książce "Łapa w łapę", która jest zapisem rozmów Andrzeja i Kamili Łapickich, czytelnik wpuszczany jest do intymnego świata pary. Świata, pełnego słownych potyczek i zaskakujących zwrotów akcji. W wywiadzie z Kamilą Łapicką, rozmawiamy na trzy głosy, wplatając małżeńskie konwersacje.

- Jak myślisz, dlaczego nie dostałam się do szkoły teatralnej?

- Pewno zdawałaś o złej godzinie. O której zdawałaś?

- Nie pamiętam.

- Chodzi o to, że jeśli byłaś siedemdziesiątą drugą dziewczyną od 16.00, to nie miałaś szans.

- A ty byś mnie przyjął?

- Zastanawiam się właśnie. Chyba nie, bo dopiero bym miał teraz kłopot!

- Dlaczego?

- Żona - aktorka. O Jezus Maria!

- Takie nieszczęście?

- Większym może być tylko recenzentka.

- Jesteś doprawdy uroczy.

- Nie martw się, jest dla ciebie nadzieja, bo zanosi się na to, że będziesz reżyserem. Chwała Bogu, że mnie nie będziesz reżyserować.

Pani Kamilo, mąż miał przeczucie, że będzie pani reżyserować. Czy ostatnie lata sprawiły, że wyklarowała się pani wizja, tego, co chce pani dalej robić zawodowo?

Mam nadzieję odnaleźć swoje miejsce w teatrze. Zarówno w konkretnej instytucji, jak w sprecyzowanej roli. Na tę chwilę łączę pisanie z reżyserskimi asystenturami. Doświadczenie pracy praktycznej uruchamia w człowieku nowe energie, które domagają się realizacji, własnych koncepcji. Chciałabym więc z czasem stać się samodzielnym twórcą, a do tego momentu mieć szansę przyglądać się, jak pracują najlepsi. Marzy mi się na przykład asystentura u Mariusza Grzegorzka, nowego rektora Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, który w tamtejszym Teatrze im. Jaracza stworzył mnóstwo zachwycających spektakli!

...

- Kasieńko... tak do mnie mówił mój dziadek, podoba ci się?

- Bardzo. A skąd to się wzięło?

- Z chrztu. Katarzyna mam na drugie.

(...)

- Dlaczego twój dziadek nie nazywał cię Kamila?

- Nie lubił tego imienia.

- Pewno uważał, że za bardzo wymyślone.

- Może. Ty też tak uważasz?

- Nie, mnie się zawsze podobało, zwłaszcza, że byłaś pierwszą Kamilą, jaką poznałem w życiu.

Po lekturze książki można odnieść wrażenie, że panią interesowało w mężu absolutnie wszystko. Jakie sfery Pani życia interesowały męża?

Mąż miał uroczy zwyczaj mawiać, że jestem nudna. Rozumiał przez to moje cechy precyzyjne, takie jak punktualność, czy pracowitość. Sądził, że na nic nie są one w życiu człowiekowi przydatne, a do sukcesu wiedzie droga poprzez charyzmę i osobowość. Lubił jednak pytać o moje lektury, ulubionych twórców, czy spektakle. Jego ukryta przyjemność polegała na tym, że miał już na ich temat wyrobiony osąd, zwykle krytyczny i mogliśmy oddawać się szermierce nawet przez kilka godzin. Był natomiast orędownikiem uczenia się przeze mnie nowych rzeczy, takich jak języki obce, a wzruszał się, kiedy udawało mi się usiedzieć kwadrans w jednym miejscu. Nie dostarczałam mu powodów do wzruszeń zbyt często.

...

- Czy uważasz, że kobieta powinna pracować?

- Nie. Powinna pachnieć, ładnie wyglądać i bardzo się interesować życiem męża, ale nie jego życiem erotycznym, tylko zawodowym. Powinna mu mówić, że jest najlepszy i stale go dopingować. Żona jest to rodzaj dżokeja.

- A mąż?

- Mąż jest koniem. Koń jest po to, żeby wygrywać, a żona po to, żeby dopingować.

- I smagać bacikiem.

- Bacikiem i ostrogami czasem też zawadzić.

- A czy koń może dopingować dżokeja?

- Nie.

- Dlaczego?

- Za duży jest.

- Może inaczej - czy pomyślałeś kiedyś, że będę pracowała, i to w dwóch miejscach?

- Gdy się do ciebie zalecałem, nie mieściło mi się to w głowie.

- A teraz?

- Też jestem oburzony. Ale ponieważ jestem chwilowo bezrobotny - ty utrzymujesz dom. Tylko żebyś jeszcze miała pieniądze.

Czytając książkę trudno stwierdzić czy wypowiedzi - jak np. ta powyżej to zdania mówione z przymrużeniem oka, czy na serio. Czy Pani mąż był w sprawach małżeńskich tradycjonalistą?

Ta wypowiedź jest absolutnie serio! Mąż nie był entuzjastą zawodowego równouprawnienia, przynajmniej w obrębie podstawowej komórki społecznej. Tradycjonalistą był jednak umiarkowanym. Zamiast gotowania w domu, wybierał pójście do restauracji, zamiast rodzinnych świąt - kameralny wyjazd w góry. Zresztą wykształciło się dzisiaj tyle modeli życia, że chyba trudno powiedzieć, co tak naprawdę oznacza tradycyjne małżeństwo.

...

- Zechciałbyś mnie chociaż zemablować jednym zdaniem, na puentę?

- Jesteś najinteligentniejszą z pociągających kobiet albo najbardziej pociągającą ze wszystkich intelektualnie rozwiniętych.

- Dziękuję.

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że wasza komunikacja wymagała ciągłej czujności intelektualnej. Czy rzeczywiście tak rozmawialiście - jak w czasie nagrywania konwersacji do książki, nie było miejsca na banalność i codzienność?

Proszę mnie skarcić za pychę, ale na banalność nie było miejsca. Na codzienność owszem. Zwykle rozmawialiśmy w bardzo podobny do książkowego sposób - mąż nie tuszował swojej inteligencji i ironii, żeby wprawić mnie w lepszy nastrój. Przeciwnie. Dopingował mnie mocno i starałam się dotrzymywać mu kroku.

...

- A co sądzisz o układzie dwa w jednym, czyli żona agent?

- To jest naturalne, że żona lansuje i załatwia, zwłaszcza jeśli ma zdolności buchalteryjne.

- Bardzo przydaje się też, jeśli jest twarda, uparta i ostra jak brzytwa.

- Uważasz, że nadawałabym się na agentkę?

- Przecież jesteś ostra jak brzytwa. Chcesz, to bądź.

Jak układały się role w Państwa związku? Z lektury książki można wywnioskować, że Pani była łącznikiem z technologiami, współczesnym światem - tą przebojową, otwartą. Czy to Pani opiekowała się i dbała o męża, czy może było odwrotnie?

Nie da się naszych ról jednoznacznie podzielić. Opiekowaliśmy się sobą nawzajem, w zależności od momentu życiowego. Tak, jak w każdym innym związku. Raz były to czynności bardziej praktyczne, na przykład, kiedy mąż złamał nogę i przechodził półroczną rehabilitację, a innym razem chodziło o wsparcie psychiczne, którego potrzebowałam w chwilach rozterek, co do swoich zawodowych wyborów.

Pyta pani, czy byłam łącznikiem? Przywiodło mi to na myśl ton Andrzeja, który lubił uśmierzać moją wiarę w człowieka niezwykle łagodnymi środkami. Mówił na przykład, że byłabym w Powstaniu świetną łączniczką, bardzo odważną i skłonną do poświęceń, dzięki czemu zginęłabym na pierwszej linii ognia mniej więcej w dziesiątej minucie i na tyle przydałby się mój entuzjazm. Mimo licznych prób tego typu, mężowi nie udało się nigdy osłabić mojego życiowego zapału. Muszę też dodać, że Andrzej był niezwykle ciekawy świata i nawet, kiedy coś nie było mu użyteczne na co dzień, interesował się żywo zastosowaniem tej czy innej rzeczy. Pamiętam, jak tłumaczyłam mu, czym się różni tablet od laptopa albo "smartfon" od zwykłej komórki. Miał zresztą chrapkę na "smartfona" z uwagi na duży ekran i świetny aparat, ale tego zamówienia już nie zdążyłam zrealizować.

...

- Więcej nas łączy niż myślałeś, co?

No właśnie, co państwa połączyło? Na samym początku i wraz z upływem czasu?

Na początku połączył nas czarowny uśmiech męża i niebywała bystrość jego umysłu. Z czasem siła przyciągania żadnej z tych rzeczy nie osłabła.

...

- Jak sobie wyobrażasz kobietę idealną?

- Siedzi przede mną.

- Proszę cię... Mów prawdę.

- Przecież bym się nie ożenił z gorszą.

- Ale ja nie jestem piękna.

- Ty masz piękno duchowe.

- Andrzej, nie jestem piękna?

- Piękna nie jesteś.

- Naprawdę? Dlaczego?

- Taką cię Pan Bóg stworzył.

- To jaka jestem?

- Interesująca.

- Nie wiem, czy kobiecie można coś lepszego powiedzieć. Na pewno nie umówiłabym się z tobą na drugą randkę.

- Dlatego mówię ci to po trzech latach.

- Muszę się głęboko zastanowić nad sensem naszego związku.

- Życzę wszystkim takiego związku, jak my mamy. Uważam, że jest bardzo udany.

Co stało za "udanością" waszego układu?

Zwykle mówi się, że udany związek jest wynikiem kompromisu. Odnoszę jednak wrażenie, że oboje z mężem byliśmy bezkompromisowi, natomiast umieliśmy ze sobą o tym rozmawiać. Jak widać, to też może być jakaś recepta.

Często nawiązuje pani w pytaniach do pierwszej żony. Czy pani mąż był skory do wspomnień?

Pierwsza żona Andrzeja, Zofia Chrząszczewska zmarła w 2005 roku - nie miałam okazji jej poznać. Jednak mąż opowiadał o niej często. Z czułością i sentymentem. Była kobietą aniołem, która swoje życie osobiste połączyła z jego zawodowym i była w tym spełniona. Nie wiem, czy taki model byłby dziś możliwy. Ja nie mam w sobie podobnego altruizmu i aktywność zawodowa jest dla mnie niezwykle ważna. Mogę tylko dodać, że nasz dom był pełen pogodnych zdjęć pani Zofii i patrzyłam na nie bardzo chętnie, nawet żartobliwie żaląc się na męża, kiedy nadciągały czarne chmury.

...

- Masz wiele zalet, ale masz również ogromne wady.

- Mógłbyś wymienić jedną bez zastanowienia?

- Rządzisz. Cały czas rządzisz.

(...)

- A ty myślisz, że jesteś bez wad?

- Nie, mam wady.

- Wymień jedną.

- Egoizm.

- Jeszcze jedną.

- Jeszcze raz egoizm.

Czym objawiał się egoizm pani męża, a czym pani "pozytywny supervising"?

Czy dało się rządzić egoistą? Jakie miała Pani sposoby?

Mój mąż był egoistą pozornym. W słowie i w piśmie. Nie w czynie. Lubił mówić o sobie w ten sposób, bo legitymizowało to wiele kategorycznych sądów, jakie wygłaszał na temat zawodu, zjawisk społecznych czy historii. Owszem, cieszył się, kiedy byłam ciekawa jego zdania, tak jak każdy człowiek czuje się doceniony, kiedy druga osoba puka do jego świata. Supervising polegał natomiast na utrzymaniu pewnego rytmu życia, codziennych rytuałów, świątecznych wyjść i zadań prozaicznych - terminowych opłat, czy badań lekarskich. Z własnej woli zajmowałam się częścią organizacyjną naszego małżeństwa i mam wrażenie, że mąż w ramach tej organizacji czuł się bardzo dobrze.

...

- Czy masz jakieś marzenia?

- Chciałbym jeszcze w jako takiej formie półtora roku, dwa lata pożyć. Tylko tyle. To jest przecież końcówka.

Czy baliście się tego, że wasz związek może się skończyć wcześniej niż inne? Czy pani mąż przygotowywał panią na swoje odejście?

Strach to chyba złe słowo. Mieliśmy tę świadomość. Poza żartobliwymi momentami, nie mówiliśmy o tym "zakończeniu" zbyt często. Nie było powodu. Oboje znaliśmy mechanizm, któremu podlegają ludzie. Bez wyjątku. Oto całe przygotowanie...

Fot. Materiały prasowe

Książkę "Łapa w łapę", zapis rozmów Kamili Łapickiej z Andrzejem Łapickim wydało wydawnictwo Czerwone i Czarne.

 
 

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Więcej o: