Dzieciom stanowczo dziękujemy - mówią trzydziestolatki, które nie chcą potomstwa

Raz na jakiś czas spotykam się w czteroosobowym damskim towarzystwie mieszanym - dwie z nas są matkami, dwie nie planują powiększania rodziny. Odkąd jestem mamą lepiej rozumiem i w stu procentach szanuję takie podejście do sprawy. Nie jest to jednak postawa powszechna.

Na początku szybko wymieniamy uwagi, co u której słychać. Matki - mające dzieci w różnym wieku narzekają każda na co innego - że noce nieprzespane, że ciągły bunt i negacja. Gadamy tak, przewracamy oczami, wymownie wzdychamy, aż w pewnym momencie, jedna z nie-matek bardzo rozsądnie pyta: - A jakieś korzyści i radości w posiadania dziecka macie? Po tamtym spotkaniu wyszłam z przekonaniem, że sama za bardzo weszłam w nurt macierzyństwa non-fiction, czyli przegięcia w drugą stronę. To już nie ciągły lukier, wychwalanie macierzyństwa, zanudzanie otoczenia opowieściami, które nie mają puenty, są nużące i daleko im do anegdot, a ich głównym bohaterem jest dziecko w każdej możliwej konfiguracji. Niewyidealizowane macierzyństwo to przegięcie w drugą stronę - krwawe opowieści o porodzie, szczere wyznania na temat chronicznego niewyspania, wyszukane porównania oddające reakcje organizmu matki na płacz dziecka, historie o brzuszysku, które nie chce schudnąć. Też tak, kurcze blade, robię, chociaż chętnie opowiadam również o śmiesznych momentach, nocnikowych refleksjach dziecka, jego spostrzeżeniach. Moje macierzyństwo to literatura faktu z elementami komedii, a nie fantastyka łącząca baśń z mitem.

Nie chcę, nie planuję, nie mam zamiaru

Znam trzy kobiety, które dzieci mieć nie chcą, oraz znajomych, którzy nawet jeśli kiedyś chcieli, to ostatecznie się nie doczekali i będąc po pięćdziesiątce raczej sytuacji tej nie zmienią. - Skąd wiedziałaś, że chcesz mieć dziecko? - zapytała mnie kiedyś koleżanka, a ja już wtedy wyczułam, że znajoma próbuje zdiagnozować u siebie "problem". Ze mną było prosto - kiedyś w nocy wyobraziłam sobie siebie za 20 lat bez dziecka. Poryczałam się na samą myśl i wiedziałam, że bez potomka ani rusz. Ale przyznaję szczerze do cudzych maluchów mnie nigdy nie ciągnęło, na ręce nie brałam, na podłogę do raczkujących się nie rzucałam. Trzy lata od pamiętnego pytania moja znajoma już wie, że dziecka nie chce. Nie chce go także jej partner. - Nie czuję powołania do tego żeby zostać matką. Widzę, ile wysiłku kosztuje wychowanie dziecka, i nie chcę go podejmować. Kocham swoje życie - podróżowanie, wygodę, spontaniczność - i dziecko na pewno nie jest jego brakującym elementem. Starsze pokolenie na deklaracje, które na temat niechęci do posiadania potomstwa składają - mówiąc o przyszłości piosenkarka Doda i nawiązując do przeszłości Maria Czubaszek - reaguje różnie. Doda w opinii kilku osób potrzebuje czasu na zmianę decyzji - dorośnie, zachce - słyszałam i takie teksty.

A kto ci herbatę poda na starość?

- Macierzyństwo możecie sobie zachwalać bez końca - ja nie chcę być matką, bo wiem, że się do tego nie nadaję - to argument drugiej znajomej. - A dzidziusia domagają się wszyscy - od rodziny przez ginekologa. Doskonale wiem, dlaczego nie chcę być matką, ale z rozmów, które na ten temat odbyłam najlepiej do otoczenia trafia argument finansowy. Jak mnie ginekolog zapytała: - Kiedy dzieciątko? - Odpowiedziałam, że już mam jedno - kredycik we frankach i na inne mnie nie stać. Oczywiście nie chodzi o kasę - bo jak mówi rodzina, urodzę i zobaczę, że wszystko się ułoży - ale o to, że ja NIE-CHCĘ-MIEĆ-DZIECKA. - A kto ci na starość herbatę poda? - pyta leciwa babcia moją macierzyńsko oporną znajomą. - Herbata na starość, radosne śmiechy, tupot bosych stópek - takie argumenty mnie nie przekonują - dodaje koleżanka. - Nie dam się pod presją społeczną zmusić do urodzenia dziecka - nie unieszczęśliwię siebie, ani tego małego człowieka, z drugiej jednak strony nie mam zamiaru iść na łatwiznę i kłamać, że nie mogę mieć dzieci. Chociaż w ten sposób na stówę zamknęłabym usta wszystkim i skazała się na pełne współczucia spojrzenia. - Nie dla wszystkich dziecko to największe szczęście i cel w życiu - przekonuje. Mnie akurat nie musi, choć moje dziecko jest moim szczęściem.

 

Bywa ciężko, ale mój rachunek wypada na plus. Fot. Arch. prywatne.

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Więcej o: