Jak przetrwać święta? Zdradzamy nasze sposoby [AKTUALIZACJA]

Do świąt zostało coraz mniej czasu. Jeśli przeliczymy to na weekendy, robi się go jeszcze mniej. Dodajcie do tego szalejące wirusy, które mogą was w każdej chwili zwalić z nóg oraz dzieci, które po godzinie spędzonej na zakupach umierają z nudów, a okaże się, że czas się właściwie skończył...

Przy okazji świąt w 2012 roku zastanawiałyśmy się nad tym, co zrobić, żeby się nie narobić i nie zarobić? To pytanie gnębiło nie nas jedyna. Pewnie część z nas po zeszłym roku przysięgła sobie w duchu, że w tym roku okna będą nieumyte, śledzi tylko trzy rodzaje, a makowiec kupny. A jak się kończą takie deklaracje? To już same wiecie najlepiej z własnego doświadczenia. Jeśli jednak jesteście otwarte na zmiany, to polecamy wcielenie w życie rad, które przepracowały już inne osoby.

Oprogramowanie ma aktualizacje, dlaczego więc nie miałyby go mieć świąteczne przygotowania? Sprawdzamy, jak jeszcze bardziej ułatwić sobie życie i czego po ostatnich świętach nauczyłyśmy się jeszcze.

Finansowo

Na naszych Wigiliach spotyka się od 15 do 20 osób - mówi Andrzej. Kupowanie nawet skromnego podarku dla takiego grona, to drenaż kieszeni i łatwy sposób na urażenie pokrzywdzonych. Osoby rodzinnie "popularne" dostają np. po 10 podarków, podczas gdy mniej lubiane lądują z jednym, co zresztą potem ze smutkiem wypominają przy każdej okazji. Dlatego w zeszłym roku wprowadziliśmy losowanie - każdy losuje osobę, której kupuje prezent za odgórnie przyjętą kwotę. Jeśli ktoś chce dać żonie i dzieciom prezent od siebie, robi to po Wigilii, w zaciszu domowym i bez świadków. Ten pomysł całkiem dobrze wypalił, ale w tym roku wprowadziliśmy modyfikację - na losach oprócz imienia, wpisywane są także wymarzone prezenty.

W naszej rodzinie jest składkowa Wigilia - każdy ma obowiązek zrobienia częściowych zakupów - wody, pieczywa, napojów, przetworów oraz przygotowania zadeklarowanych wcześniej potraw - mówi Maria. Co roku także rotuje się miejsce, w którym ma miejsce wigilijna biesiada, a rodzina, która "udostępnia lokal" ze względu na konieczność przygotowania go do świąt i późniejszego zmywania i sprzątania, gotuje mniej potraw.

Aktualizacja nr 1:

Prezent przekracza uzgodnioną przed losowaniem kwotę? Mikołaj może dostać "dofinansowanie" od osoby, którą chce obdarować. Dołożenie do większego prezentu sprawdziło się w przypadku Pawła, który wybrał sobie album droższy o połowę od wyznaczonego budżetu. W jego przypadku wystarczyło kupić kartę podarunkową do sieciowej księgarni - brakującą kwotę dołożył sobie sam, przy zakupie.

Aktualizacja nr 2:

Składkowa Wigilia to za mało! W końcu samo przyniesie jedzenia nie urządza gospodarzy. Po Wigilii zostaje jeszcze sprzątanie, zmywanie, pranie, wkładanie umytych talerzy i sztućców do szafek i szuflad. W tym roku nikt nie wyjdzie z Wigilii zanim te wszystkie czynności nie zostaną gremialnie wykonane.

Fizycznie

- Najbardziej męczą mnie: przedświąteczne kolejki, korki, tłumy w sklepach, braki w towarach - wylicza Ewa. Dlatego u mnie święta zaczynają się dwa miesiące wcześniej - kupuję ryby, które zamrażam, rozglądam się za prezentami, zaganiam rodzinę do porządków i przygotowań. Dzięki temu nie jestem zestresowana ani ja, ani moja rodzina. Dla Tomka przedświąteczne sprzątanie to czysta przyjemność: - Dzięki temu nie muszę brać udziału w łażeniu i kupowaniu prezentów. Myję okna, odkurzam, trzepię dywany - a przy tym odmóżdżam się i zapewniam sobie sporą dawkę ruchu. - A ja dzielę obowiązki i już nie udaję, że jestem "wonderwoman" - mówi Kasia. - Przed świętami przychodzi do nas pani do sprzątania i wspólnie z nią ogarniam dom. Mój chłopak w tym czasie jeździ jako kierowca i razem moją mamą robi zakupy - czekanie w samochodzie i wnoszenie zakupów to jego zadanie. Mój ojciec jest z kolei "podkuchennym". Do jego obowiązków należy zmywanie, wyrzucanie śmieci, przynoszenie rzeczy i ich wynoszenie. Mama nim tylko dyryguje.

Aktualizacja nr 1:

Nie będziemy się napinać. To nasze zeszłoroczne postanowienie. Nie damy się wyprowadzić z równowagi, dlatego na zakupy wychodzimy, kiedy przewali się największa fala - w okolicach godziny 20.00. Galerie Handlowe omijamy szerokim łukiem w weekendy, a już nic nas nie skłoni, żeby w sobotę lub niedzielę wybrać się do... IKEI.

Psychicznie

- Okres przed świętami i w czasie świąt to dla mnie horror - mówi Małgosia. - Jestem wtedy ciągle zdenerwowana i napięta. Dwa lata temu byłam na skraju załamania, dwa dni przed Wigilią pożarłam się z matką i siostrą, miałam także ciche dni z mężem. Rok temu dla higieny psychicznej postanowiłam, że muszę mieć wentyl bezpieczeństwa. Kiedy czuję, że jest źle, znikam. Zwalając winę na padnięty telefon, korki na mieście, wyłączam telefon i idę do kina na świąteczną komedię romantyczną. Tam się wszyscy kochają, celebrują i ten nastrój udziela się także i mi.

Majka ma inny sposób na stres: - Po prostu się nie spinam. Pracuję nad utrzymaniem wewnętrznej harmonii, staram się nie złościć na sytuacje ode mnie niezależne, nie trąbię na innych kierowców, jestem miła, pomocna i sympatyczna. To brzmi sekciarsko, wiem, ale w moim przypadku jest skuteczne.

Aktualizacja nr 1:

Żeby się rozerwać i rozładować, Ania wprowadziła nową świecką tradycję: w tygodniu przed Wigilią spotyka się "na śledziku" ze swoimi koleżankami. Dają sobie prezenty, rozmawiają, śmieją się, narzekają. To jej daje energetycznego kopa i siłę na dalszą walkę.

Wagowo

Święta trwają tylko trzy dni, ale rekordziści potrafią przytyć w ich trakcie nawet kilka kilogramów. - Ja mam problemy z wagą - mówi Jan - dlatego w święta jem wszystko, ale w bardzo małych dawkach. Chodzę także na zimowe spacery z rodziną, symbolicznie jem ciasta i słodycze. Gdy jestem syty, odmawiam przyjmowania kolejnych dań. Namówiłem także moją żonę, żeby zamiast majonezu i tłustych śmietan stosowała mniej kaloryczne zamienniki. - A ja wybieram lżejszą alternatywę - chwali się Ewa. - Nie jem sosów, pierogi wybieram z wody, nie smażone, śledzia korzennego, nie w oleju ani śmietanie. Wolę jeść mądrze niż umierać później na ból brzucha.

Aktualizacja nr 1:

Po zeszłym roku już wiemy, że cudów nie ma. Czego byśmy sobie nie obiecywały i tak będą nas bolały brzuchy... Trudno, najwyżej przez tydzień po świętach będziemy jeść mniej, częściej i bardziej rozsądnie...

Więcej o: