Ewelina Kustra: Z Nowego Jorku. W czasie pobytu tam, gdy szłam ulicą ubrana w kombinezon uszyty według mojego pomysłu, jakiś zupełnie nieznany mi chłopak krzyknął do mnie na przejściu dla pieszych: " Twój tyłek super wygląda w tych spodniach". W pierwszej chwili trochę mnie zatkało, ale to bezpośrednie stwierdzenie obcego faceta bardzo mnie też rozbawiło. Roześmiana odpowiedziałam " Idziesz o zakład, że nie tylko tyłek?" Nasz dialog trwał kilka sekund. Ale stał się przyczyną rewolucji w moim życiu. Wróciłam do hotelu, przejrzałam się w lustrze i pomyślałam sobie: "Miał chłopak rację" (śmiech). I druga myśl, że fajnie by było pomóc innym dziewczynom, żeby ich tyłek też wyglądał dobrze w ciuchach, które wymyślam. Pierwsza kolekcja SHE/S A RIOT, którą zrobiłam, składała się wyłącznie z kombinezonów.
Moja pierwsza prezentacja wspomnianych jedwabnych i aksamitnych kombinezonów, ze złotymi detalami oraz awangardowych toczków odbyła się w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, jako żywa rzeźba. Wszystko w ramach artystycznego festiwalu Re:wizje. Było super, ale już następnego dnia wróciłam do swojej regularnej pracy, której poświęcam się od 12 lat - czyli do dziennikarstwa i wywiadów z ludźmi kultury i show-biznesu.
Czas SHE/S A RIOT jeszcze nie nadszedł. Dostawałam jednak mnóstwo maili z pytaniami o te ubrania. Ludzie chcieli je mieć! Uznałam, że los po raz kolejny daje mi sygnał.
Pracę dziennikarską w korporacji porzuciłam kilka miesięcy temu. Pracowałam cały dzień w redakcji, wieczorami biegałam na imprezy z gwiazdami, z których przygotowywałam relacje. Wracałam o 23-24 i siadałam do komputera, by do 2, 3 nad ranem opracowywać pomysł na SHE/S A RIOT. Uznałam, że tak się dłużej nie da. Teraz jestem swoją własną szefową, to wspaniałe uczucie. Sama decyduję o tempie i zakresie działań i nie jestem od nikogo uzależniona.
Tak jak większość pomysłów, które znajdują zastosowanie w mojej firmie: z codziennego życia. Nie było tak, że siedziałam godzinami przy biurku i zastanawiałam się, jak nazwać markę. Kolega fotograf z Nowego Jorku pracujący dla WireImages w rozmowie z moim bratem wypowiedział takie zdanie: "Your sister, she's a riot". Uznałam, że trafił w sedno - ta marka i ubrania, które powstają pod jej szyldem, idealnie odzwierciedlają mój nieco zadziorny charakter.
Tak. Wszystkie ubrania robię również najpierw dla siebie. Utożsamiam się z nimi. Gdy powstanie prototyp, zanim zaplanuję jego ostateczny kształt, zawsze testuję czy fajnie się nosi, dobrze podkreśla atuty sylwetki, lub robi wrażenie dzięki zadziornemu nadrukowi. W fazie testów potrafię dane ubranie nosić całymi dniami po to, by przekonać się, że można w nim zarówno wygodnie siedzieć w biurze przed komputerem jak i tańczyć na imprezie. Chcę mieć pewność, że spełnia wszystkie moje oczekiwania.
Na początku zakładałam, że te ubrania znajdą odbiorców głównie wśród ludzi takich jak ja - lubiących odważniejsze ciuchy, doskonale skrojone i uszyte z bardzo dobrych materiałów. Dziś wiem już, że SHE/S A RIOT ma fanów również wśród znacznie młodszych ludzi. Kolekcja koszulek z przewrotnymi nadrukami ma wielu fanów wśród nastolatków. Świetne są takie momenty, gdy zakupy u mnie robi cała rodzina: kobieta kupuje sukienkę, mężczyzn płaszcz, a ich syn lub córka koszulkę. W ofercie każdy znajdzie coś dla siebie, kto ceni wysoką jakość i ma poczucie humoru.
Przede wszystkim przez internet wchodząc na stronę shesariot.com .
Można też zajrzeć do pracowni w Warszawie na Nowym Świecie, po wcześniejszym umówieniu się drogą mailową contact@shesariot.com .
Przedział cenowy jest dość zróżnicowany. Ważna jest dla mnie doskonała jakość, dlatego większość tkanin, bawełna, dzianiny - powstają na specjalne zamówienie dla SHE/S A RIOT.
Koszulki z bawełny wykonanej w polskiej przędzalni kosztują 100 zł, rockowe kołnierzyki podobnie. Sukienki to koszt około 300 zł, wełniane płaszcze i kurtki plasują się w przedziale 400-600 zł.
Bardzo mnie cieszy, gdy idę ulicą i mijam kogoś ubranego w jakiś mój ciuch. Za każdym razem, gdy ktoś wraca na kolejne zakupy chwaląc jakość moich ubrań wiem, że warto było poświęcić kilka tygodni np. na szukanie właściwej podszewki czy wyprodukowanie własnych guzików, bo fani doceniają takie detale.
Jakiś czas temu byłam świadkiem bardzo sympatycznej sytuacji. Przechodziłam obok kawiarnianego ogródka, na ramieniu miałam wypchaną po brzegi firmową torbę z nadrukiem. Usłyszałam fragment rozmowy dwóch siedzących przy stoliku dziewczyn. Wskazując na torbę jedna opowiadała drugiej: - "Patrz, to jest właśnie ta zaje...sta marka, o której ci mówiłam". To są dla mnie właśnie chwile, w których wiem, że moje wysiłki mają sens.
Współpracuję obecnie z trzema profesjonalnymi szwalniami (każda z nich specjalizuje się w szyciu różnych części garderoby) i przędzalnią oraz konstruktorką i technologiem odzieży. Wszystkie ubrania są szyte w Polsce. Tak jak wspomniałam, na zamówienie mojej marki w przędzalni powstają tkaniny. Jestem non-stop w kontakcie z pracującymi w tych miejscach osobami i dzięki nim wiele się uczę.
Zawsze uwielbiałam podszewki w płaszczach Stelli McCartney. Mają ciekawą fakturę, są doskonałej jakości. Gdy planowałam wprowadzenie kurtek i płaszczy do kolekcji SHE/S A RIOT, też chciałam mieć tak wspaniałe podszewki. Kiedy dowiedziałam się, że sporą część kolekcji Stella odszywa w Polsce, zaczęłam intensywnie poszukiwać producentów dobrych podszewek. Takim tropem dotarłam do producenta, który pracuje dla Stelli McCartney. Dziś pracuje również dla mnie.
Przez wiele lat pracowałam jako dziennikarka i z wieloma osobami ze świata kultury i show-biznesu przeprowadzałam wywiady. Dziś to bardzo miłe uczucie, że te gwiazdy kojarzą moją markę ze mną. Bardzo dobrze nam się współpracowało na innym polu i osoby te uważają, że moje nazwisko to znak dobrej jakości. Bardzo to doceniam i dziękuję za takie opinie.
Czy branża postrzega Cię jeszcze jako dziennikarkę czy już jako projektantkę?
Od momentu, gdy oficjalnie rzuciłam pracę w korporacji, wiele osób pyta mnie, czy już skończyłam z dziennikarstwem i czy będę się teraz zajmowała wyłącznie modą. Absolutnie nie odcinam się od dziennikarstwa. Uwielbiam przeprowadzać wywiady z niezwykłymi ludźmi. Obecnie robię to w magazynie "Monitor". Więc po godzinach spełniam się także dziennikarsko.
Na polskim rynku pojawia się coraz więcej rodzimych marek i projektantów ubrań. Taka tendencja pokazuje rynkową niszę i pragnienie dużej grupy ludzi, by odejść od tego, co oferują sieciówki. Szukając alternatywy, mają szansę trafić do takich marek jak SHE/S A RIOT i inne. W tych kategoriach konkurencja jest czymś mobilizującym. To super, bo ja nie lubię nudy.
Anję uwielbiam, uważam, że jest doskonała w tym co robi. Kiedy powstawała ta koszulka, nie znałam Anji, więc nie miałam pojęcia, że kiedykolwiek będzie ją nosić. Tym bardziej było to miłe, gdy zobaczyłam na Twitterze jej wakacyjne zdjęcie w koszulce.
Podoba mi się styl wielu osób. Może Kim Kardashian? Wiele osób uważa ją za tandetną celebrytkę. Mam inne zdanie. Dwukrotnie przeprowadzałam z nią wywiad, jest bardzo zabawna i słodka jak ciastka oreo. Myślę, że fajnie wyglądałaby w ubraniach SHE/S A RIOT.
Mam wiele pomysłów. Na tę chwilę chciałabym rozszerzyć linię proponowanych ubrań. Wtedy już nie musiałabym niczego kupować (śmiech).
Praca jest moją pasją. Są jednak też inne rzeczy, które sprawiają mi wielką przyjemność. Kocham przedstawienia burleski. A ostatnio zatęskniłam za tangiem argentyńskim, któremu oddawałam kiedyś prawie cały swój wolny czas. Chciałabym do tego wrócić.
Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.