Wysokie obcasy na wyjście z kryzysu?

Szpilki nosimy wtedy, gdy w ekonomii dzieje się dobrze, a płaskie buty, kiedy czujemy, że brakuje nam stabilizacji. Takie wnioski wysnuli naukowcy. Zgodzicie się z ich tezą?

Żeby dodać sobie wzrostu

Trzy ze sfotografowanych koleżanek z piętra miały na stopach buty, które śmiało można nazwać obuwiem na wysokich obcasach. Magda przyszła do pracy w butach o ciężkich, masywnych obcasach. - Mój partner mówi, że te obcasy wyglądają jak nogi od stołu - uśmiecha się. Dlaczego Magdalena chodzi w obcasach? - Żeby dodać moim 165 cm wzrostu jeszcze trochę centymetrów, poczuć się lepiej, bardziej kobieco . Dziewczyna dodaje, że uwielbia także trampki, w których również spędza wiele czasu. W obcasach chodzi do pracy, na spotkania ze znajomymi i na większe wieczorne wyjścia.

Agnieszka ma pod biurkiem w redakcji specjalny karton, w którym trzyma buty na obcasach. Lubi szpilki, ponieważ czuje się w nich kobieco, wysmuklają jej sylwetkę (lepiej się w nich prezentuję ) i także dodają jej centymetrów w pionie. Aga ograniczyła jednak chodzenie na obcasach ze względów zdrowotnych, a jej kolekcja powiększyła się o baleriny i adidasy na płaskim obcasie, w których przychodzi do pracy z domu.

 

Na obcasach. fot. Archiwum prywatne

Co na to naukowcy?

Wydaje się, że argumenty stojące za wyborem wysokości obcasów nie mają wiele wspólnego z panującym na świecie kryzysem. Zdaniem badaczy z IBM, można jednak znaleźć bezpośrednie przełożenie z wysokości obcasów na ekonomię. Zdaniem naukowców, którzy od 2008 roku badali wpisy w mediach społecznościowych oraz posty bloggerów modowych, gdy gospodarka i ekonomia mają się gorzej kobiety wybierają niskie obcasy - symbolicznie stabilne, mocno osadzone na ziemi, wygodne. W czasach prosperity obcasy rosną, a głowom pań bliżej wtedy do chmur. Analiza kobiecych zakupów potwierdza zdaniem naukowców tę tezę: w 2008 roku panie kupiły więcej butów na płaskim obcasie (66 procent), w lecie 2012 roku zaś więcej butów na wysokich obcasach (84 procent).

Do balerinek, które obcasami nie grzeszą przekonała się ostatnio największa znana nam wielbicielka szpilek, czyli Victoria Beckham. Jej, ani jej rodziny kryzys raczej nie dotyka, ale może zmiana wysokości to zapowiedź czarnych chmur?

 

Wielkie równiny. fot. Archiwum prywatne

Wielkie wypłaszczenie

To nie pierwsza próba znalezienia zależności pomiędzy modą a światową ekonomią. W 2000 roku pojawił się tzw. "Lipstick Index" - określenie, którym posłużył się Leonard Lauder z kosmetycznego giganta, marki Estée Lauder. "Indeks szminki" miał dowodzić o istnieniu małych luksusowych przyjemności, z których nawet w czasach największych kryzysów kobiety nie rezygnują (największa filmowa frekwencja miała w USA miejsce w 1930 roku, podczas wielkiego kryzysu). W jego opinii takim właśnie produktem były wtedy luksusowe szminki - dobrej jakości, w pięknych opakowaniach, których sprzedaż w czasach zaciskania pasa zamiast spadać - rosła. Od kilku lat sprzedaż szminek konsekwentnie spada, a Lauder w rozmowie dla "Timesa" tłumaczy, że to dlatego, że teraz rolę szminki przejęły lakiery do paznokci.

Do psychologicznych aspektów noszenia obcasów odwołuje Milena, mama dziewięciolatki. - Codziennie zakładam do pracy buty na obcasach. Zawsze kupuję nową parę, gdy chcę sobie dodać pewności siebie. W szpilkach czuję, że mam władzę, inaczej chodzę, stoję i rozmawiam. Baletki nosi moja córka - i wygląda w nich dziewczęco. Ja chcę z nią kontrastować i wyglądać dojrzale. Obcasy dodają mi także energii i optymizmu . Czyżby kryzys odchodził małymi krokami (w balerinach)?

Lubisz nasze artykuły? Zostań fanem i kliknij tutaj.

Więcej o: