Jesteś piękna - wierzysz? Bo my raczej nie

Często słyszymy komplementy, ale marnie radzimy sobie z ich przyjmowaniem. Fryzurę mamy normalną, bluzkę z przeceny, a figura? I tak ostatnio przybyło 2 kilogramy. Dlaczego?

Kilka kobiet spotyka się w korytarzu. Poznają swoje imiona, chwilę rozmawiają, nic szczególnego. Po kolei wzywane są do pokoju, w którym za zasłoną siedzi rysownik - nie widzą jego, ani on nie widzi ich. Mają powiedzieć mu jak wyglądają, a on jak najwierniej odtwarza ich opis. Żegnają się i wychodzą - wciąż nie pokazując rysownikowi twarzy. Na koniec każda z nich pytana jest o wygląd poznanej wcześniej kobiety. Opisują się wzajemnie, a rysownik pracuje. Po kilku godzinach wchodzą z powrotem do pokoju, gdzie wiszą już ich portrety. Jeden powstały dzięki ich opisowi, a drugi dzięki opisowi poznanej na miejscu osoby. Choć przedstawiają tę samą osobę, są zupełnie różne. W swoich oczach jesteśmy brzydkie. Po prostu.

 

Całe zdarzenie to kolejna część kampanii Dove "Real Beauty", która ma za zadanie poprawić samoocenę kobiet. Według międzynarodowych badań marki, tylko 4 proc. kobiet uważa się za atrakcyjne. W Polsce aż połowa kobiet odczuwa presję bycia piękniejszą. Film pokazuje, że nie jest to wyłącznie kokieteria - nawet opisując siebie w neutralnych słowach, podkreślamy defekty - często niedostrzegane przez innych.

Zawsze w tyle

Podobne doświadczenia z pracy z kobietami ma Maria Rotkiel, psycholog i terapeutka poznawczo- behawioralna z wieloletnim doświadczeniem. - Kobiety mają społecznie wpojoną skłonność do stawiania siebie na ostatnim miejscu. Za dzieckiem, mężem, czyimiś potrzebami, ale też czyjąś urodą. Jesteśmy przekonane, że ci "ładni" mają w życiu łatwiej. My, jeśli pojmujemy siebie jako gorsze, stajemy się więc mniej zaradne życiowo - tłumaczy.

Jej zdaniem tym, co czyni nas atrakcyjnymi jest nie tyle wrodzone piękno, czy symetryczne rysy twarzy, ale zadbanie, odpowiedni makijaż i fryzura, w których dobrze się czujemy. - Raz zdarzyło mi się spóźnić na nagranie programu, w którym miałam się wypowiedzieć jako ekspert. Za chwilę miałam się pojawić na wizji, więc nie było czasu na makijaż - zostałam dosłownie maźnięta podkładem i usiadłam przed kamerą. Choć byłam merytorycznie przygotowana, to wiem, że nie wypadłam najlepiej. Czułam się bardzo niekomfortowo i niepewnie wiedząc, że nie wyglądam tak jak bym mogła - opowiada psycholożka.

Co ja widzę?

Pamiętam grę, którą zajmowałyśmy sobie z siostrą czas podczas jazdy samochodem, gdy byłyśmy małe. Co ja widzę? pytała jedna z nas, a druga próbowała zgadnąć, naprowadzana tylko odpowiedziami "tak" i "nie". Teraz zmieniłam trochę zasady gry i zastosowałam ją wobec trzech koleżanek. Co ja widzę patrząc na nie i czy one też to widzą? Nie zawsze.

U Dagmary widzę uśmiech - mówi nawet, że mimo młodego wieku (zbyt młodego jak na zmarszczki) ma już kurze łapki od tego ciągłego śmiania. Ona wie o swoich zaletach - to właśnie uśmiech podaje jako cechę wyglądu, którą może się pochwalić.

Magda ceni natomiast swoje włosy, choć zaznacza, że mówi to "nieskromnie". Podobnie wygląda jej stosunek do komplementów. - Nie dostaję ich ani często, ani rzadko - tak w sam raz. Zawsze dziękuję, a jeśli mnie zawstydzają lub wydają się nieprawdziwe, mówię: A weź przestań, co ty gadasz - podkreśla.

Natalia komplementy też słyszy dość często i tak jak Magda przepuszcza je przez filtr własnej samooceny. - Jeśli akurat wiem, ze wyglądam dobrze, to po prostu uśmiecham się i dziękuję. A jeśli myślę, ze wyglądam tragicznie, to mówię: No co ty?! Beznadziejnie wygladam! - śmieje się. Kiedy pytam ją o jej największą zaletę odpowiada: - Oczy. Podobno, tak mówią -. A ja zastanawiam się, dlaczego mamy taki problem z chwaleniem się własną urodą?

Więcej o: