KWIATY & MIUT w Poznaniu, czyli najmodniejsza polska kwiaciarnia

Katarzyna Szczerbowska
W długim poziomym lustrze odbijają się ogromne piwonie, zielone chryzantemy, czarne dalie, seledynowe goździki, hiacynty, paproć, na półkach z surowej stali stoją kubki z napisem Społem i butelki przypominające te z aptek sprzed lat. Są zeszyty w szarych okładkach, podobne do tych, jakie kiedyś nosiło się do szkoły, ceramika z Bolesławca, akwarium z drewnianymi owadami. Szare i czarne ściany, betonowa podłoga. Oto miejsce stworzone przez Łukasza Marcinkowskiego, absolwenta ogrodnictwa i projektanta mebli, oraz Radka Berenta, fotografa i grafika. Twórcy i właściciele KWIATY & MIUT namawiają do otaczania się pięknem.

Kwiaty to...

Radek Berent: Coś perwersyjnego, z wszystkimi organami wywalonymi na zewnątrz. Zmysłowość i śmierć. Eros i Tanatos. Kwiaty przeżywają agonię i umierają na naszych oczach. W świecie, gdzie młodość i życie otoczone są kultem, przypominają o śmierci, przemijaniu.

Łukasz Marcinkowski: Są zawieszone między życiem a śmiercią. Przechowywać cięte kwiaty w wazonach to trochę tak jakby uciąć sobie rękę i wsadzić do pięknego naczynia z wodą, potrzymać tam parę dni, póki ładnie wygląda, a kiedy zacznie się psuć, wywalić do śmieci.

R.B.: Kwiaty to zbytek.

Ł.M.: To nie jest sweter ani chleb. Nie ubierasz się w nie, nie jesz ich. Kwiaty nie są towarem pierwszej potrzeby, lecz fanaberią.

R.B.: Barokowe kompozycje na niderlandzkich obrazach były odbiciem świata, wizerunkiem czasu. Malowano je ze szkiców. Są na nich gatunki, które kwitną o odmiennych porach. Te bukiety nie istniały.

fot. Kwiaty & Miutfot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut

Wy też opowiadacie o czasie. W waszej kwiaciarni czas toczy się po kole, jak na wsi. Co roku te same święta, zmieniające się gatunki kwiatów w zależności od tego, czy jest wiosna czy lato akurat. Czas jest też u was linearny - asystujecie ludziom w granicznych momentach: chrzciny, komunia, ślub, pogrzeb. Przeprowadzacie z jednego świata do drugiego.

R.B.: Latem, kiedy przyroda bucha życiem i milionem kształtów, jest najłatwiej. Paleta gatunków do wyboru jest tak ogromna, że można niemal popaść w szaleństwo wśród propozycji kształtów i barw. A jeszcze jakby tego było mało, zbieramy kwiaty na polach i łąkach, żeby dodawać je do tych sprowadzanych przez dostawców i kupowanych na giełdzie. Zimą do bukietów wkładamy nagie gałęzie.

Ł.M.: Czasem udaje nam się oszukać czas. Wiele kwiatów można sprowadzać z zagranicy w dowolnym momencie. Pora kwitnienia przestaje obowiązywać. Wspaniałe rośliny hoduje się w Australii, Nowej Zelandii, Kenii, Ameryce Południowej. Bierzemy kwiaty głównie od polskich producentów i dostawców, ale korzystając z holenderskich sprzedawców kwiatów, można mieć niemal wszystko o każdej porze roku. To tylko kwestia ceny.

Wasze bukiety mają w sobie coś z niderlandzkich starych obrazów i tajemniczego ogrodu - takiego babci, ale i takiego, w jakim została zaczarowana Gerda z "Królowej Śniegu", ogrodu, którego nie da się opuścić, bo bierze we władanie wszystkie zmysły. Kto was polubi, już was nie opuści.

Ł.M.: W doborze kwiatów staramy się odtworzyć wspomnienia z ogrodów naszych babć. Dla obu z nas wszystko zaczęło się dawno, tak dawno, że nie sięgamy tam pamięcią, wśród roślin, którymi nasze babcie ozdabiały dom. Dorastałem na wsi. Pomagałem babci sadzić kwiaty, wyrywać chwasty. Grzebaliśmy razem w ziemi, a kwiaty zmieniały się z biegiem miesięcy - przebiśniegi i krokusy zastępowały tulipany, malwy, piwonie, potem rosły chryzantemy.

R.B.: Moja babcia w gościnnym pokoju zawsze miała wazon ze świeżymi kwiatami. Zbierałem z nią też na łąkach kwiaty na cmentarz. To pewnie sprawiło, że takie dziko rosnące kwiaty w rowach czy na leśnych polanach zachwycają mnie. Pamiętam, że kiedy jeździłem z babcią na wycieczki, ona zawsze dryfowała w stronę parków i ogrodów botanicznych. Jeśli jakaś roślina ją zachwyciła, urywała gałązkę, żeby zasadzić w doniczce, a potem ewentualnie zacząć hodować w ogrodzie. Kradłem z babcią fragmenty roślin.

Ł.M.: Nie interesują nas trendy we florystyce, pogoń za kwiatowymi instalacjami, barokowymi czy minimalistycznymi. Floryści starają się być jak lekarze, balsamować kwiaty, by przedłużyć ich życie. Nam jest to obce, uważamy to za sztuczność.

R.B.: Jeśli ktoś chce mieć wieczny bukiet, może zamówić kompozycję ze sztucznych kwiatów z materiału. One są też piękne, a nie kłamią, naśladują naturę, nie zmieniają jej. Uważamy, że na wszystko jest czas, że jest czas życia i czas śmierci, i że to ma głęboki sens.

Ł.M.: Nie opakowujemy kwiatów w tiule, nie budujemy bukietów na wymyślnych stelażach, nie stosujemy piór ani błyszczących kamieni, nie używamy sztucznie farbowanych kwiatów. Staramy się wydobyć z roślin ich naturalne piękno, wyeksponować je tak, jak pokazuje je przyroda. Cenimy prostotę.

R.B.: Kiedyś przyszła do nas dziewczyna ze zdjęciem bukietu z pawimi piórami i poprosiła o podobny. Nie mogliśmy zrealizować tego zamówienia.

Na zdjęciach na waszej stronie internetowej i na profilu na Facebooku można zobaczyć, jak przystrajacie kościoły do ślubu, jak ozdabiacie restauracje na wesela i przyjęcia. Są przykładowe wiązanki ślubne, wianki i bukiety. Temat pogrzebu nie istnieje. Jest tylko wzmianka, że można zamówić wieniec.

Ł.M.: Nie wyobrażamy sobie pokazywania pogrzebowych wieńców w internecie.

Jak wyglądają wasze wieńce?

Ł.M.: Klasyczne, okrągłe, puste w środku, z kwiatami o intensywnych kolorach. Ludzie zwykle proszą o to, żeby były to kwiaty o dużej energii, takie w których najlepiej zamyka się metafora życia, lub kwiaty polne albo ogrodowe. Tak żeby wieniec przypominał łąkę lub ogród.

Najtrudniejszymi klientami są...

R.B.: Panny młode. Potrafią dzwonić setki razy o najbardziej przedziwnych porach dnia i nocy. Od ich telefonów zaczyna się dzień o świcie. Na ich telefonach się dzień kończy.

fot. Kwiaty & Miutfot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut

Najdziwniejsze zamówienie...

Ł.M.: Jeszcze nikt nas nie poprosił o suknię z kwiatów. To akurat byłoby do zrealizowania, ale zdarzają się prośby niemożliwe do spełnienia. Kiedyś dziewczyna poprosiła, żebyśmy zrobili jej ślubną wiązankę z pietruszki. Wyjaśniliśmy, że pietruszka jest bardzo nietrwała, że nie doniosłaby bukietu do kościoła.

R.B.: Teraz realizujemy bardzo ekscentryczne zamówienie. Robimy dekorację z materiałowych kwiatów do hinduskiego domu w Londynie. Widzieliśmy zdjęcia tego domu - stiuki ozdobione płatkami złota, niesamowite szklane konsole, ściany wytapetowane brązową skórą. Kwiaty mają być w holach i pokojach, wszędzie.

Kwiaty częściej kupują mężczyźni czy kobiety?

R.B.: Zdecydowanie kobiety. One częściej dają je bez okazji. Mężczyźni kupują kwiaty na imieniny, dzień kobiet, w święto zakochanych, na rocznice ślubu. Najgorsze są sytuacje, gdy kwiaty mają towarzyszyć przeprosinom, a to zdarza się dość często.

Ł.M.: Kiedy mężczyzna prosi nas, żebyśmy napisali na dołączanym do kwiatów bileciku coś w stylu "przepraszam, wiem, że nawaliłem", wiemy już, że będzie źle.

R.B.: Kobiety nie chcą wziąć takich kwiatów. Kiedy próbujemy je przekazać, mówią: - Proszę sobie zabierać tę żałosną wiązankę, nie przyjmę jej. Cud, że żadna nas jeszcze nie pobiła. Używamy rozmaitych podstępów, dostarczając "przeprosinowe kwiaty". Zostawiamy bukiety w recepcji, u koleżanki.

A jeśli do kwiaciarni przyszedłby mężczyzna i poprosił o bukiet, którym miałby powiedzieć partnerce, że ją kocha?

Ł.M.: Rozmawiamy z nim. Wiele zależy od wieku klienta, od tego, jakiego rodzaju związek łączy go z osobą, którą chce obdarować. Pytamy go, jakie ta kobieta lubi kwiaty, lub chociaż kolory, gdy nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli jest jego żoną, pytamy, jakie miała kwiaty w ślubnej wiązance. Jeśli nie może nam pomóc, staramy się stworzyć coś, co nam się wydaje najpiękniejsze. Myślę, że kobietę zawsze urzekną piwonie.

Jakie kwiaty ostatnio was najbardziej zachwyciły?

R.B.: Największe emocje wzbudzają we mnie dalie. Nimi jestem niezmiennie najbardziej oczarowany od lat.

Ł.M.: Mnie ostatnio zafascynowały cieliste kwiaty, takie w kolorze ludzkiej skóry. To moim zdaniem największy florystyczny odjazd.

Jakich kwiatów u was nie ma?

R.B.: Czerwonych róż. Pąsowa róża to najprostsza, najłatwiejsza propozycja. Uważamy, że jeśli mężczyzna przynosi kobiecie czerwoną różę, jest w tym coś obraźliwego, że wybierając taki kwiat, poszedł na łatwiznę. Nie wiedział co kupić, więc sięgnął po nią.

A jeśli ktoś się upiera, bo jego dziewczyna akurat lubi takie róże?

R.B.: Pokazujemy mu inne piękne kwiaty, ale jeśli twardo obstaje przy swoim, mówimy, że czerwone róże znajdzie na rynku w Jeżycach, tłumaczymy jak tam dojść, jeśli nie jest z Poznania. Po prostu nie przekonasz kogoś do drożdżówki, jeśli on uwielbia pączki.

Ł.M.: Bardzo zależy nam na wzbudzaniu zaufania klientów, na tym, żeby klient oddał się w nasze ręce. Jesteśmy profesjonalistami. Siedzę w kwiatach od kilkunastu lat. Skończyłem ogrodnictwo, pracowałem w kwiaciarni. Chcę, żeby klient wiedział, że przyszedł do kogoś, kto się zna na tym co robi, żeby na mnie polegał.

R.B.: Bardzo trudno się porozumieć z ludźmi, którzy wszystko wiedzą lepiej. Czasem zdarzają się klienci, którzy wybrzydzają w nieskończoność, nic im się nie podoba, mają jakieś wizje, których nie potrafią zwerbalizować, albo najchętniej sami ułożyliby sobie bukiet. Kilka razy zrezygnowaliśmy z przygotowywania zamówień kwiatowych na imprezy, bo człowiek, który składał zamówienie, ciągle miał pretensje lub dyktował co i jak mamy zrobić, nie biorąc naszych propozycji pod uwagę, torpedował wszystkie nasze pomysły.

Ł.M.: Zabawne są też wizyty ludzi, którzy przychodzą z kwiatami kupionymi na bazarze i proszą nas o ułożenie bukietu. To tak jakby się przyszło do fryzjera z własnymi nożyczkami, albo do cukierni z cukrem, mąką, owocami i przepisem i poprosiło o upieczenie tortu. Nie robimy takich rzeczy. Nie obrażamy się na klientów, nie mamy pretensji, jak ktoś idzie do innej kwiaciarni, bo mu się nie podoba to co ma u nas. Staramy się ludzi traktować tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Rozumiemy, że nie wszystko musi się podobać wszystkim, i szanujemy to, że ktoś ma inny gust.

fot. Kwiaty & Miutfot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut

W waszej kwiaciarni jest też Miut, czyli naczynia, ozdoby do domu. Jak wybieracie te rzeczy?

R.B.: Często krążymy po bazarach, wyszukujemy przedmioty, którym można nadać nowe życie, które zabierają nas w przeszłość, budzą wyobraźnię. Nie trzeba przecież wciąż tworzyć nowych rzeczy, kiedy jest mnóstwo takich, które można jeszcze wykorzystać na wiele sposobów.

Można u was kupić szkło laboratoryjne, czyli takie butelki i słoiki, jakie były dawniej w aptekach, zeszyty przypominające te, których używało się kiedyś, naczynia z Bolesławca.

R.B.: Mamy silny związek z wsią. Często jeździmy do rodziny Łukasza. Na wsiach robi się kompoty, dżemy, konfitury, stąd słoiki w naszej kwiaciarni. Naczynia z Bolesławca nas zachwycają, są oryginalne, nie ma takich drugich na świecie. Niezwykłe jest bogactwo wzorów. Wiele naczyń można stosować do różnych celów.

Ł.M.: Teraz robimy własną zastawę, ze stemplami w kształcie maleńkich liści, chcemy jej używać przy Restaurant Day, imprezie kulinarnej, którą od czasu do czasu organizujemy dla klientów i znajomych.

R.B.: W miejscu, w którym jest kwiaciarnia, kiedyś była piekarnia. Wciąż w piwnicy mamy zabytkowy stary piec do pieczenia chleba opalany węglem. Kiedyś planowaliśmy, że to miejsce będzie kawiarnią połączoną z kwiaciarnią, ale jak jeszcze zajęlibyśmy się gotowaniem, pieczeniem i robieniem kawy, musielibyśmy przestać spać.

I tak chyba niewiele śpicie. Rozmawiamy przecież o nietypowej porze, zaraz minie północ. Jak wygląda wasz dzień?

R.B.: Łukasz często zaczyna dzień o czwartej rano, żeby o piątej być na giełdzie. Przy obsługiwaniu klientów zamieniamy się. Są dni, kiedy bywa tu 15 osób, ale zwykle jest ich dużo więcej. Bez przerwy ktoś dzwoni, ludzie pytają ile kosztuje to czy tamto, składają zamówienia. Czasem pracy jest jeszcze więcej, bo organizujemy warsztaty układania bukietów i robienia wianków. W efekcie my w ogóle nie bywamy w domu. Wpadamy tam na cztery godziny, żeby się przespać. Ostatnio zaczęliśmy zostawiać w kwiaciarni telefon, bo zdarzały się przypadki, że ktoś dzwonił o morderczej porze, żeby coś załatwić.

Ł.M.: No i mamy jeden dzień odpoczynku. W niedzielę nie ma nas dla nikogo. Kwiaciarnia jest zamknięta, a my nie realizujemy żadnych zamówień. Jeżeli ktoś pyta, czy może odebrać kwiaty w niedzielę, odpowiadamy: nie.

R.B.: Przecież równie dobrze można przyjechać po bukiet w sobotę. Bardzo mnie bawi, jak ktoś kupując kwiaty, zadaje mi pytanie, czy one zaraz nie zwiędną, czy wytrzymają do jutra. Stawiamy na mocne kwiaty, staramy się robić takie bukiety, które przetrwają w dobrej kondycji tydzień. Ludzie często niewiele wiedzą o kwiatach. Są tacy, którzy z trudem odróżniają różę od goździka i myślą, że najlepiej kupować kwiaty w pąkach, ale tak nie jest. Pąk może opaść, nie rozwinąć się. Nasze kwiaty są rozwinięte nie dlatego, że mają zaraz skończyć swój żywot. To jest ich atut. One są świeże, nigdy nie przechowujemy kwiatów w chłodniach. Po prostu powinno się kupować rozwinięte kwiaty, wtedy kiedy są najbardziej efektowne, i takie właśnie sprzedajemy.

fot. Kwiaty & Miutfot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut

Spodziewaliście się, że wasza kwiaciarnia stanie się modna, że Maryla Rodowicz będzie występować w waszym wianku, że na weekend będą zamówienia na kilka ślubów, że wciąż będą klienci?

R.B.: Kiedy tworzyliśmy to miejsce, myśleliśmy, że będziemy pracować we dwóch. Łukasz zajmie się kwiatami, ja całą resztą, promocją, zdjęciami, zbieraniem rzeczy do sklepu. Projektowaliśmy wnętrze tak, żeby dobrze się tu czuć, żeby było wygodnie. Teraz zatrudniamy pięć osób - dwie stale, trzy dodatkowe przy większych zamówieniach. Mamy wysoko blaty do układania kwiatów, półki są pod sufitem. Przepraszamy naszą Asię, że musi się wdrapywać na krzesła, żeby coś zdjąć z góry, kiedy akurat nie ma nas pod ręką, żeby jej podać. A wianek dla Maryli Rodowicz zrobił nasz pracownik, Marcin Gładki.

Wielu ludzi nas namawia, żebyśmy zrobili filię w Warszawie, ale wtedy musielibyśmy się sklonować. Pierwszego grudnia otwieramy nowy punkt w Poznaniu, na Śródce po drugiej stronie rzeki. Początkowo miały być tam tylko elementy wystroju wnętrz, ale kiedy powiedzieliśmy o tym pomyśle klientom i znajomym, przekonywali, że kwiaty też muszą być.

Ł.M.: Jeśli o czymś można z pewnością powiedzieć, że jest piękne, to kwiat jest niewątpliwie taką rzeczą. Kwiaty są po prostu piękne.

fot. Kwiaty & Miutfot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut fot. Kwiaty & Miut

Kwiaciarnia "KWIATY & MIUT" , ul. Szamarzewskiego 11/1, Poznań-Jeżyce

Łukasz Marcinkowski. Florystyką zajmuje się od 14 lat, sam zaprojektował wnętrze oraz meble kwiaciarni, tak by to kwiaty grały w niej główną rolę.

Radek Berent. Pokazuje kompozycje Łukasza na wysmakowanych zdjęciach, które można zobaczyć na internetowej stronie KWIATY & MIUT. On także wyszukuje ciekawe przedmioty do wystroju wnętrza i rzeczy, które poza kwiatami tutaj się kupuje.

Katarzyna Szczerbowska. Lubi przyglądać się ludziom, poznawać różne pomysły na życie. Dziennikarstwo jest dla niej pracą i pasją, bo daje okazję do niezwykłych spotkań. Jej marzeniem jest wejście na Mt. Everest.