Flamenco namawia do wolności - mówi Anna B. Kann, autorka książki "Do zobaczenia w Barcelonie"

"Jak mówią Hiszpanie: "jeśli masz serce i duszę, możesz tańczyć flamenco". Flamenco nie jest proste, ale przecież nie chodzi o to, żeby zostać mistrzem, tylko żeby cieszyć się tańcem" - mówi Anna B. Kann. Opowiada nam jak zmienił się ją taniec wymyślony przez andaluzyjskich Cyganów, o stylach flamenco i jego specyfice. Przypomina o tym, że w życiu warto mieć pasję.

'We flamenco chodzi o to, by każdy dzień był dobry i piękny, by zachować harmonię, czyli mieć też czas  i dla siebie. Żeby wyciszyć złe emocje, wzmocnić dobre, odpocząć psychicznie od problemów dnia codziennego'. - mówi Anna B. Kann"We flamenco chodzi o to, by każdy dzień był dobry i piękny, by zachować harmonię, czyli mieć też czas i dla siebie. Żeby wyciszyć złe emocje, wzmocnić dobre, odpocząć psychicznie od problemów dnia codziennego". - mówi Anna B. Kann "We flamenco chodzi o to, by każdy dzień był dobry i piękny, by zachować harmonię, czyli mieć też czas i dla siebie. Żeby wyciszyć złe emocje, wzmocnić dobre, odpocząć psychicznie od problemów dnia codziennego". - mówi Anna B. Kann "We flamenco chodzi o to, by każdy dzień był dobry i piękny, by zachować harmonię, czyli mieć też czas i dla siebie. Żeby wyciszyć złe emocje, wzmocnić dobre, odpocząć psychicznie od problemów dnia codziennego". - mówi Anna B. Kann

Katarzyna Szczerbowska, kobieta.gazeta.pl: Po co Pani flamenco?

Anna B. Kann: Dzięki niemu przypomniałam sobie, że jestem. Poczułam, że istnieję nie tylko jako żona, matka, dziennikarka. Przestałam się przejmować tym, że mija czas. Zaczęłam smakować życie. We flamenco chodzi o to, by każdy dzień był dobry i piękny, by zachować harmonię, czyli mieć też czas i dla siebie. Żeby wyciszyć złe emocje, wzmocnić dobre, odpocząć psychicznie od problemów dnia codziennego. Zyskać dystans do świata. Inaczej łatwo się zagubić. Pasja jest bezcenna. Nadaje życiu sens, pozwala przetrwać trudne chwile. Moją pasja jest flamenco, ale to może być cokolwiek - bieganie, chodzenie po górach, kółko literackie, warsztaty fotograficzne. Ważne, żeby była, żeby ją odnaleźć.

Flamenco jest przesycone erotyką, to taniec o pięknie kobiecego ciała. Taniec trochę obcy naszej kulturze, w której ideałem jest gospodyni domowa, łącząca opiekę nad dziećmi i domem, czasem z trzema etatami, ale jednak zawsze dryfująca w stronę domu.

- Nie, to nie tak. Flamenco jest i dla kobiet, i dla mężczyzn. Płeć nie ma znaczenia. To nie o piękno ciała chodzi, a o emocje. O historie, które opowiada. Można w ciągu 5 minut pokazać całe swoje życie. Dać wyraz szczęściu i smutkowi. I właśnie te emocje sprawiają, że postrzega się flamenco jako obce nam kulturowo. Bo my uczeni jesteśmy ról, kontrolujemy nasze zachowania na zasadzie "co ludzie powiedzą", ciągle włączamy autocenzurę. Nam wiecznie "czegoś nie wypada". A flamenco domaga się życia pełnego: kochaj na sto procent, wściekaj się na sto procent, bądź prawdziwy w tym, co robisz, nie udawaj kogoś innego. To jest kłopot. My lubimy maski. Mamy problem z akceptowaniem siebie. Ciągle jesteśmy porównywani do innych i chcemy być jak inni. Plotkujemy, bardziej nas obchodzi cudze życie niż własne. Mało kto dostrzega naszą wrodzoną wyjątkowość. I my sami też boimy dostrzec w sobie tę wyjątkowość. Mamy kompleksy. A potem łatwo znikamy z życia, wiele kobiet po czterdziestce staje się "przezroczystymi". Jeśli pozwolisz na to, by inni ciebie nie zauważali, staniesz się taka. Warto poluzować kulturowe gorsety. I do tego namawia flamenco. Namawia w sumie do małej rewolucji: nieco egoistycznego potraktowania siebie, do wolności

Kiedy zaczęła Pani tańczyć?

- Już jako dziecko, potem zatraciłam się w pracy i rodzinie. Powrót do intensywnego tańczenia zdarzył się osiem lat temu. Zaczęłam od tańców izraelskich, rok później zawładnęło mną flamenco Na tyle mocno, że - bywało - poświęcałam mu kilka godzin dziennie.

Jak odkryła Pani ten taniec?

- Przez pracę Jestem dziennikarką telewizyjną, w 2007 roku TVP Kultura zleciła mi reportaż o Międzynarodowych Warsztatach Tańca Współczesnego w Poznaniu. Zdecydowaliśmy się na materiał "wcieleniowy', to znaczy ja sama miałam być uczestniczką kursu i pokazać na sobie, że w ciągu 9 dni warsztatów jest możliwe poznanie jakiejś techniki tańca na tyle dobrze, by wystąpić na koncercie zamykającym te zajęcia. Najciekawszym telewizyjnie wydawało się flamenco. Jest widowiskowe. Ale flamenco to wiele różnych stylów. Na warsztatach było osiem grup, dwóch nauczycieli. Uszyłam spódnicę, kupiłam buty, wybrałam sevillanas

Sevillanas, czyli co?

- Taniec, który najłatwiej spotkać w Hiszpanii, bo jest tańczony na fiestach, weselach, chrzcinach, rozwodach, w dyskotekach. Wydawało mi się, ze nie może być trudny Scenariusz gotowy, ekipa filmowa umówiona. Na dwa tygodnie przed zdjęciami telewizja wycofała się z produkcji. Zostałam ze strojem i miejscem na kursie. No i poszłam się uczyć. Okazało się, że sevillanas wcale takie proste nie jest jak myślałam. Ucieszyłam się, że nie robimy filmu o tym, jak tańczę. Zsynchronizowanie nóg, rąk, ciała było karkołomnym zadaniem. Nie wiem, jak bym sobie poradziła, gdyby doszło jeszcze myślenie o kamerze. I taki był początek. Potem lekcje w szkole flamenco, intensywne warsztaty, aż w końcu przyszedł czas na zajęcia w Hiszpanii, naukę języka, do tańca doszły kastaniety. Tego ciągle było mało, w pewnym momencie zaczęłam organizować w Poznaniu weekendowe zajęcia z techniki flamenco, które prowadził mój pierwszy nauczyciel, Teo Barea. Stworzyliśmy Laboratorium Sztuki - Flamenco.

Kolejne etapy wtajemniczenia?

- Nie wiem Może to przejście od myślenia o flamenco jako sztuce do filozofii, jaka w nim się kryje? A może to rozróżnianie stylów? Jest ich ponad 70 i ciągle przybywają nowe Czasami różnice zawierają się wyłącznie w niuansach

Który z nich Pani lubi najbardziej?

Nie mam jednego ulubionego palo (palo - styl; przyp. red). Wybór zależy od nastroju. Raz to będzie uwodzicielska, delikatna guajira, innym razem mocna, męska farruca, kiedy indziej tangos, bulerias czy siguiriyas Uwielbiam Tangos de Malaga w choreografii, jaką kiedyś dla mojej grupy przygotował w Barcelonie Domingo Ortega. Zdecydowanie jednak od flamenco puro, czyli tego pierwotnego, czysto andaluzyjskiego, wolę flamenco nuevo - to, które pojawiło się w latach 70-tych ubiegłego wieku. Zapoczątkował je Paco de Luc~a. Flamenco wtedy otworzyło się na świat, weszło w dialog z innymi gatunkami muzycznymi, a w tańcu zaczęło sięgać do doświadczeń na przykład baletu klasycznego.

Kto tańczy je najpiękniej?

- Według mnie Sara Baras. Można ją zobaczyć w filmach Carlosa Saury, poświęconym flamenco... Jej spektakl "Sabores" znam na pamięć. Ciągle nie mogę przestać się zachwycać techniką i emocjami, które wkłada w taniec. U niej oba te elementy idealnie się dopełniają. Taką harmonię znaleźć można u wielu tancerzy. Sara Baras ma jednak jeszcze to nieokreślone "coś", co sprawia, że nie mamy wątpliwości co do jej artyzmu. No i rzecz najważniejsza: prawda przekazu. Dzięki niej zrozumieć można, co to jest "duende" - ekstatyczne przeżycie związane ze sztuką.

Książka "Do zobaczenia w Barcelonie" jest dostępna tutaj >>

'Flamenco jest i dla kobiet, i dla mężczyzn. Płeć nie ma znaczenia. To nie o piękno ciała chodzi, a o emocje. O historie, które opowiada. Można w ciągu 5 minut pokazać całe swoje życie'. - mówi Anna B. Kann"Flamenco jest i dla kobiet, i dla mężczyzn. Płeć nie ma znaczenia. To nie o piękno ciała chodzi, a o emocje. O historie, które opowiada. Można w ciągu 5 minut pokazać całe swoje życie". - mówi Anna B. Kann "Flamenco jest i dla kobiet, i dla mężczyzn. Płeć nie ma znaczenia. To nie o piękno ciała chodzi, a o emocje. O historie, które opowiada. Można w ciągu 5 minut pokazać całe swoje życie". - mówi Anna B. Kann "Flamenco jest i dla kobiet, i dla mężczyzn. Płeć nie ma znaczenia. To nie o piękno ciała chodzi, a o emocje. O historie, które opowiada. Można w ciągu 5 minut pokazać całe swoje życie". - mówi Anna B. Kann

Każdy może tańczyć flamenco?

Każdy, komu taniec sprawia przyjemność. Jak mówią Hiszpanie: "jeśli masz serce i duszę, możesz tańczyć flamenco". Flamenco nie jest proste, ale przecież nie chodzi o to, żeby zostać mistrzem, tylko żeby cieszyć się tańcem. Do mnie flamenco przyszło późno. Miałam już duże dzieci, byłam zajęta praca, która pochłaniała czasem kilkanaście godzin na dobę. Ale ja wierzę, że w życiu wszystko się pojawia wtedy, kiedy powinno. Dzięki flamenco, kilka lat temu, łatwiej zniosłam fakt, że po 16 latach pracy nagle zostałam zwolniona z telewizji w ramach zwolnień grupowych. Zamiast się załamać, tańczyłam. Wytupywałam swój żal i rozczarowanie.

Pani powieść "Do zobaczenia w Barcelonie" to historia kilku kobiet, które przyjeżdżają do Barcelony nie tylko po to, żeby uczyć się tańczyć, kilka z nich także po to, by ułożyć sobie tam życie, najlepiej u boku tancerza flamenco. Czy ta historia ma jakieś elementy autobiograficzne?

- Nie czuję potrzeby opowiadania o sobie, gdybym ją posiadała, powstałaby autobiografia. Osobiste jest spojrzenie na taniec i na Barcelonę. Opisuję miejsca prawdziwe. Prawdą jest też, że zorganizowałam kiedyś warsztaty dla moich koleżanek w Barcelonie, ale bohaterki tej książki są wymyślne. Każda jest określonym typem psychologicznym. Główna bohaterka, celowo dojrzała kobieta, Ewa, jest w takim momencie, kiedy wiele z nas rewiduje swoje życie, albo jest do tego zmuszonych. W jakimś sensie opowiadam o swoim pokoleniu.

Tańczyła Pani pod okiem hiszpańskiego tancerza, tak jak bohaterki książki?

- Tak, moim pierwszym nauczycielem był Teo Barea, prawdziwy mistrz flamenco i świetny pedagog. Bardzo intensywnie pracujący, przykładający równą wagę do techniki flamenco jak i techniki tańca klasycznego. On także uczył mnie flamenco jazzu.

Kobieta może się uczyć od mężczyzny? Przecież flamenco w męskim wydaniu różni się od kobiecego.

- Ale to nie znaczy, że nauczyciele nie wiedzą, jak mają się poruszać kobiety. Czasami robią to nawet lepiej od nas. To Teo mi pokazał, jak prawidłowo trzymać spódnicę, by pięknie pracowała, to on uczył mnie, jak biodra powinny się ruszać, by przypominały "rozbujany dzwon"... Mężczyźni są świetni, a już zupełnie nie do przecenienia, kiedy wchodzą w grę palos męskie, na przykład siguiriyas con baston (z laską) czy martinete (taniec kowali).

Ile ma Pani spódnic do flamenco?

- Niewiele, siedem. Nie potrzebuję ich więcej, bo nie występuję na scenie.

Co jeszcze jest potrzebne do tańca?

- Wachlarze, kolczyki, kwiaty, grzebienie, szale, chusty, kapelusze, kastaniety

Trzeba to sprowadzać z Hiszpanii?

- Nie, już nie. W Polsce jest dostępne wszystko. Są świetne krawcowe, które potrafią uszyć idealne spódnice, co wcale nie jest proste. Żeby spódnica dobrze "tańczyła" nie może być ani za ciężka, ani za lekka. To około 8 metrów materiału dla fasonu klasycznego, a przecież bywają też bardzo zdobne - z godetami, falbanami, no i spódnice z trenem: bata de cola, z mnóstwem specjalnie ułożonych falbanek. W Polsce jest też kilka miejsc, gdzie można zamówić buty do flamenco. Mamy też polskie sklepy internetowe, w których sprzedaje się ubrania, obuwie i akcesoria z Hiszpanii.

Buty powinny...

- Wyglądać jak pantofle, ale w istocie muszą być niemal pancerne. Są gwoździkowane, to znaczy mają na czubkach i obcasach ponabijane bardzo gęsto gwoździki. Dzięki temu słychać step. Mają też specjalnie wzmocnioną wierzchnią część czubków, bo nimi również uderza się o podłogę.

'Flamenco uczy jak sobie radzić z emocjami, otwierać się na świat, uruchamia zmysły. W konsekwencji pozwala odnaleźć siebie'. - mówi Anna B. Kann, fot. Dorota Pisula"Flamenco uczy jak sobie radzić z emocjami, otwierać się na świat, uruchamia zmysły. W konsekwencji pozwala odnaleźć siebie". - mówi Anna B. Kann, fot. Dorota Pisula "Flamenco uczy jak sobie radzić z emocjami, otwierać się na świat, uruchamia zmysły. W konsekwencji pozwala odnaleźć siebie". - mówi Anna B. Kann, fot. Dorota Pisula "Flamenco uczy jak sobie radzić z emocjami, otwierać się na świat, uruchamia zmysły. W konsekwencji pozwala odnaleźć siebie". - mówi Anna B. Kann, fot. Dorota Pisula

Flamenco nasycone jest emocjami. Ono może zachwycać tylko wtedy, kiedy tancerka lub tancerz zechcą nam powiedzieć prawdę o sobie. Nie boi się Pani mówić o emocjach?

- Bez prawdy nie ma sztuki. Bez emocji nie ma życia. Jeśli emocje dusimy, kłamiemy. Jeśli kłamiemy, czynimy sobie krzywdę. Nie ma powodu, by ukrywać, że coś nam sprawia radość albo nas boli. Jak inni mają nauczyć się żyć z nami, jeśli nie dostaną od nas "instrukcji obsługi"? Flamenco uczy jak sobie radzić z emocjami, otwierać się na świat, uruchamia zmysły. W konsekwencji pozwala odnaleźć siebie. Nie boję się mówić o tym, co czuję. I odkąd to robię, jest mi znacznie lepiej ze sobą. Myślę, że i innym ze mną też.

Anna B. Kann, autorka powieści "Do zobaczenia w Barcelonie" (wyd. Pascal), gdyby mogła, mieszkałaby w Hiszpanii. Przez kilka lat zgłębiała tajemnice flamenco, ucząc się go od najlepszych. Jej reportaże i filmy dokumentalne można oglądać w TVP. Debiutancką powieść o magii Barcelony i flamenco opublikowała pod pseudonimem.

Anna B. Kann, "Do zobaczenia w Barcelonie", wyd. Pascal, 2014

 
 
 
Więcej o: