"Wciąż noszę 5-letniego syna na rękach. Ludzie tego nie rozumieją". Ty też nie? To przeczytaj

Jen Ketner jest matką 5-letniego chłopca z autyzmem. Napisała wzruszający list do serwisu themighty.com, w którym opowiada o swoich lękach i tym, jak mierzy się na co dzień z oceną innych.

"Dalej noszę mojego syna na rękach.

Oplata swoje nogi i ręce wokół mnie i wtula twarz w moje ramię; czasem podnosi wzrok, żeby zobaczyć, co dzieje się za moim plecami. Jestem raczej drobna. Mój synek jest mniej więcej połową mnie. Kiedy wchodzimy do windy, sklepów, restauracji ludzie dziwnie nam się przyglądają.

Czasem ktoś się uśmiechnie i zapyta: "Ile lat ma twój synek?".

"Prawie pięć" - odpowiadam. Wtedy ich oczy otwierają się szerzej, a ja ściskam go jeszcze bardziej, całuję w czoło i chowam twarz w jego chłopięcej czuprynie.

Jen Ketner z synkiemJen Ketner z synkiem Źródło: themighty.com/2016/07/why-i-still-carry-my-5-year-old-son-on-the-autism-spectrum/

Czasem widzę, że ktoś przewraca oczami albo głośno komentuje, że go rozpieszczam. Może wytłumaczę, że ma autyzm, może ich zignoruję, a może spojrzę się tak, jak tylko mamy dzieci specjalnej troski potrafią?

Mój syn jest rozbiegany. Często działa impulsywnie i nie dba o swoje własne bezpieczeństwo. Czuje się nieswojo w nowym otoczeniu i w zaskakujących sytuacjach, ale kiedy trzymam go na rękach, wydaje się odważniejszy. Nie będzie się wyrywał, krzyczał ani się kulił. Wtuli się we mnie i po prostu ściśnie mnie jeszcze mocniej. Czuje się bezpieczniej, kiedy go trzymam. Robię to tylko dla niego.

Chociaż, jeśli mam być szczera, robię to tak samo dla mnie, jak i dla niego. Dzięki temu mogę go ochronić przed tym światem, do którego nie jest przystosowany, w którym nie żyje mu się łatwo.

Ten paraliżujący lęk, który mnie ogarnia, kiedy myślę, że mogę nie dać rady, że nie ochronię go ani od fizycznej, ani psychicznej krzywdy, ani od bycia ocenianym i niezrozumianym nie pozwala mi spać. Gdy o tym myślę, tracę oddech w środku dnia. Zaciskam bezradnie pięści i załamuję ręce.

Jeśli tylko bym wiedziała bez wątpienia, że uda mi się go ochronić przed krzywdą, nosiłabym go na rękach na tyle, na ile osiemdziesięcioletnia staruszka mogłaby unieść swojego pięćdziesięcioletniego syna.

Wiem, że takie myślenie nie może długo trwać - niedługo nie będę mogła sobie z tym poradzić. Zaraz będziemy musieli wymyślić coś innego.

Ale póki co będę nosiła mojego synka wszędzie, gdzie tylko będę mogła i zawsze. Oboje tego potrzebujemy.

Nie jestem jeszcze gotowa na jego powrót na ziemię".

Jesteśmy ciekawi waszych opinii. Zostawiajcie je w komentarzach.

TO TEŻ może cię zaciekawić: Zabraniasz dziecku obgryzania paznokci? Nie masz racji