Każdy z nas może trafić do szpitala psychiatrycznego. Jak Katarzyna, która opowiada o swoich przejściach

- Nie mówiłam, nie wiedziałam, kim jestem. Wielu z was widziało mnie przypiętą do łóżka pasami - wspomina swój pobyt na oddziale psychiatrycznym dziennikarka Katarzyna Szczerbowska.

- Jestem dziennikarką i od ośmiu lat choruję na schizofrenię - tak swój post na Facebooku zaczęła Katarzyna Szczerbowska, redaktorka, z którą pracowałyśmy w redakcji Kobieta.gazeta.pl.

Tak też zaczyna się jej wypowiedź w filmie złożonym z wspomnień osób zaangażowanych w Kongres Zdrowia Psychicznego, psychiatrów i ludzi z doświadczeniem kryzysu psychicznego

Katarzyna nigdy nie ukrywała, że przeżyła epizod psychiatryczny, że ze względu na bardzo silne przeżycia osobiste przeszła załamanie, w wyniku którego trafiła do szpitala psychiatrycznego.

W boleśnie szczerych materiałach na naszym serwisie pisała o tym, jakie warunki panują na oddziale psychiatrycznym. Te bardzo intymne zwierzenia możecie przeczytać TUTAJ i TU.

Koniec dawnej mnie

Tym razem Katarzyna podzieliła się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami ze względu na udział w filmie, który powstał na Kongres Zdrowia Psychicznego, a do udziału, w którym zaprosili ją jego twórcy - Mirosław Mamczur i Jerzy Winiecki.

Każdy z was, kto widział mnie w szpitalu, a było tych osób sporo, wie, że wyglądało to słabo, że zapowiadało się na to, że to już koniec dawnej mnie. Nie mówiłam a jeśli już mówiłam to były to dziwne rzeczy. Nawet nie wiedziałam, kim jestem. Wielu z was widziało mnie przypiętą do łóżka pasami. Musiałam być przypięta bo karmiono mnie kroplówką i była obawa, że zanurzona w świecie absurdalnych wizji, wyrwę sobie wenflon.

Tak pobyt w jednym z najlepszych oddziałów w Polsce wspomina Szczerbowska, dodając, że:

Musiałam być przypięta, bo byłam zagubiona, nie wiedziałam, gdzie jestem i było ryzyko, że mogę sobie zrobić niechcący krzywdę. Musiałam być przypięta, bo nie mogłam spać a przecież to byłoby dla innych pacjentów trudne, gdybym nocą krążyła po oddziale.

Składowe powrotu do zdrowia

To, co dla Katarzyny i innych osób, które trafiły na oddziały zamknięte jest najważniejsze, to bliskość innych osób, a także po leczeniu w szpitalu powrót do pracy i normalnego życia. Nie każdy niestety może liczyć na bliskich czy na zrozumienie pracodawcy. 

Mam głębokie poczucie, że mnie z choroby wyciągnęli ludzie, właśnie ci, którzy tam przychodzili i walczyli o mnie.

Mama i przyjaciele Katarzyny przychodzili codzienne - myli ją, karmili, mówili do niej. Nie każdy pacjenta ma takie szczęście. Dlatego - jak pisze w poście dziennikarka,  tak ważne jest, żeby personel w szpitalu był większy, żeby ci ludzie byli wypoczęci, żeby była możliwość większego takiego indywidualnego kontaktu z pacjentem. 

Dlaczego Szczerbowska zamieściła ten post? Żeby po raz kolejny bardzo odważnie stać się twarzą i głosem chorych. Żeby dać świadectwo, uchylić drzwi zazwyczaj zamknięte. 

Katarzyna wierzy w akcje społeczne. Wierzy, bo bardzo by chciała, żeby dzięki nim coś się zmieniło:

Żeby choroby psychiczne nie budziły lęku, żeby ludzie bardziej rozumieli na czym one polegają i ze strachu, znudzenia, zmęczenia nie odchodzili od swoich bliskich, których dotyka kryzys, żeby pracodawcy nie bali się zatrudniać osób po kryzysie, żeby te osoby nie traciły pracy

Po prostu bądź

Na drodze leczenia znajdują się inne elementy, które, jak pisze Szczerbowska, kuleją, które trzeba zmienić, ulepszyć, poprawić.

System opieki nad osobami chorującym psychicznie wymaga zmiany, żeby w szpitalach era pasów i kaftanów zamieniła się w pył, żeby był lepszy dostęp do opieki psychiatrycznej i psychologicznej
Najbardziej w Polsce brakuje specjalistów dla dzieci. Jest ich 200, a powinno być 1500 

Jak pisała już wcześniej Katarzyna Szczerbowska:

Dla wielu ludzi szpital jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie. Choć jest taki brzydki, czują się tam lepiej niż wśród nas. Zepchnięci na margines, postanowili na nim zostać. Ci, którzy wyszli ze szpitala, przychodzą tam, żeby chwile posiedzieć na korytarzu, wypić kawę z automatu przy szatni, coś narysować w sali terapii oddziału, w którym byli leczeni. Bo w tym szpitalu czują się bezpieczni, bo mogą tam popatrzeć na lekarzy i pielęgniarzy, którzy byli przy nich w najczarniejszej godzinie. Uważam, że trzeba w jakiś sposób pokazać osobom chorującym, że są dla nas cenne, jakoś lepiej o nich zadbać, pomagać wracać do nas 

Jak zapewnia Szczerbowska: 

My chorzy naprawdę możemy wam się przydać, wystarczy dać nam szansę zdrowieć

Więcej na temat schizofrenii przeczytasz TUTAJ.

Więcej o: