Marka Wittchen już osiem razy trafiła do limitowanej sprzedaży w dyskoncie Lidl (o czym pisaliśmy m.in. TUTAJ >>). Posiadanie torebki od Wittchena wcale jednak nie oznacza, że wiemy, jak wymawiać jej nazwę. I nie jest to problem odosobniony - wpisy dotyczące prawidłowej wymowy rozgrzewają internautów na forach.
Zapisując fonetycznie - mamy zwolenników brzmiących z niemiecka wersji: „Witsien”; „Wytszyn” i „Witszen”. Z drugiej strony barykady, nieco bliżej angielskiej wymowy, pojawia się „Łitczen” oraz „Wiczyn”. Ludzie kłócą się, argumentują, a sprawa jest w sumie prosta i dyskusji niepodlegająca.
Założyciel marki, Jędrzej Rafał Wittchen, urodził się w Międzychodzie w Wielkopolsce. Kiedy w latach dziewięćdziesiątych wypuścił na rynek pierwszą kolekcję galanterii skórzanej sygnowaną własnym nazwiskiem, zdawał sobie sprawę z konsternacji, jaką nazwa firmy wywoła.
To marka niemiecka? Szwajcarska? A może angielska? - Z pewnością z tradycjami - wspominał początki i pierwsze reakcje na swoją firmę w wywiadzie sprzed pięciu lat.
Nazwa marki pochodzi od nazwiska założyciela. W logo oprócz słowa „Wittchen” znajduje się herb, który tworzą dwa lwy oraz tarcza z literami „J” oraz „R” (od inicjałów imion założyciela).
A nazwisko Wittchen wymawia się tak, jak się czyta: „W” jak słowie „Wojciech”, a połączenie „Tch” jak w słowie „tchawica”. Po prostu.