"Żyjemy szybko, jesteśmy szybcy, a stres jest nam potrzebny do życia jak tlen" - dlaczego mieszkanki tego miasta nigdy nie zwalniają? [WYWIAD]

Wednesday Martin jest amerykańską antropolożką, która wzięła pod lupę nietypową grupę ludzi. Wykorzystując luźno metodologię badań terenowych przez pewien czas żyła wśród bogatych niepracujących mam w jednej z zamożniejszych dzielnic nowojorskiego Manhattanu. Przy okazji polskiej premiery "Naczelnych z Park Avenue" porozmawiałyśmy z autorką książki.

Ola Długołęcka, kobieta.gazeta.pl: Skończyłam właśnie czytać artykuł o Wendy Murdoch - byłej żonie miliardera Ruperta Murdocha, bizneswoman mieszkającej w Nowym Jorku. Z treści wynika, że jej przypadek to antyteza "Naczelnych z Park Avenue" - kobiet, o których pisałaś w swojej książce o tym tytule.

Wednesday Martin, pisarka: - Wendi Deng, bo do panieńskiego nazwiska powróciła po rozwodzie była pani Murdoch - dobrze się ożeniła, ale jak sama przyznaje wszystkiego musiała się nauczyć od postaw. Nawet w najmniejszym stopniu nie przypominała kobiet, o których piszę.

Dlaczego? Deng urodziła się w Chinach i zawsze pracowała. To dwie fundamentalne różnice, które sprawiają, że nijak nie jest podobna do niepracujących kobiet, które opisuję w mojej książce.

Która z kobiet z nowojorskich wyższych sfer rozdaje karty, która to niekwestionowana "Queen B"?

- O nie! Nie podam żadnego nazwiska! To byłoby z mojej strony nieetyczne. Nigdy tego nie robię - ani w książkach, ani w wywiadach. Milczę jak grób.

PRZECZYTAJ O GLAM SAHM - BIEDNYCH BOGACZKACH Z UPPER EAST SIDE

Bohaterki The Real Housewives of New York CityBohaterki The Real Housewives of New York City Fot. Bravo TV materiały promocyjne Fot. Bravo TV materiały promocyjne

Czy nowojorska śmietanka towarzyska Stanów Zjednoczonych ma jakikolwiek wpływ na zwykłych mieszkańców tego miasta? Czy osoby spoza kręgu, nieaspirujące do niego w ogóle przejmują się tym, jak "wyższe sfery" się zachowują?

- Cóż, nie do przecenienia jest ich działalność charytatywna, fundusze, które przekazują na różne fundacje, akcje, które sponsorują, budowy, które współfinansują. Co nie zmienia faktu, że trudno uwierzyć, jak duże dysproporcje w stanie posiadania i dochodów funkcjonują w Nowym Jorku.

Czy wśród elity są czarne owce? osoby, które mają odwagę żyć inaczej?

- W takich grupach zawsze będą jednostki, które żyją inaczej niż reszta. W Nowym Jorku należą do nich artyści - Jeff Koons i George Condo. Nie wiem, czy można jednak podawać ich za przykład skoro to artyści - bohema żyjąca wedle własnych reguł.

Większość osób, które są, lub chcą być postrzegane jako ekscentryczne mieszkają w innych dzielnicach. Mieszkańcy Upper East Side, których zachowania studiowałam, to homogeniczna społeczność.

Czy klan rodziny Kennedych wpisuje się w mit idealnej rodziny z nowojorskich wyższych sfer?

- Klan Kennedych wywodzi się z Bostonu, co oczywiście nie przeszkadza w tym, żeby nowojorczycy byli bardzo dumni z faktu, że Jackie, John Jr. i Caroline Kennedy mieszkali w Nowym Jorku.

Jesteśmy dumni ze znanych osób, które mieszkają w naszym mieście i szczycimy się tym, że kompletnie nie zwracamy na nie uwagi. Teraz w Nowym Jorku dominują głównie klany znane z majątku zrobionego w nieruchomościach i finansach. Mówię o Rudinach, Tishe'ach, Schwartzmanach i Petersonach. To znane, dobrze opisane i wpływowe rodziny.

Zobacz wideo

Czy jest taki moment, w którym Bogate Niepracujące Mamy mogą pokazać swoją prawdziwą twarz. Zrelaksować się, być potarganymi, bez perfekcyjnego manikiuru i szpilek?

- O nie! Ta grupa społeczna nie należy do zrelaksowanych. Ciśnienie, żeby wyglądać pięknie, szczupło i modnie zabiera każdą chwilę dnia. Może dlatego ukojenie najłatwiej znaleźć w kieliszku. Bo czego by o bogaczkach nie mówić, to piją, i to dużo!

Czy widzisz jakiś zmiany wśród śmietanki? Ze względu na kryzys finansowy, ideę slow life?

- W czasie kryzysu finansowego w 2008 roku "Naczelni z Park Avenue" trochę się przestraszyli. Spokornieli, stali się milsi. Mieli w sobie więcej pokory i empatii. Mniej obnosili się z bogactwem. Dla nich to czas jeszcze większego stresu. Stare nawyki jednak powoli wróciły.

Co do idei slow life, to nowojorczycy wydają się być wyjątkowo oporni. Żyjemy szybko, jesteśmy szybcy, a stres jest nam potrzebny do życia jak tlen.

PRZECZYTAJ O GLAM SAHM - BIEDNYCH BOGACZKACH Z UPPER EAST SIDE

Po południu wspólny lunch w kobiecym gronie, wieczorem przyjęcie. Formalne spotkania towarzyskie wymagają dodatkowego wysiłku: wizyty u fryzjera, makijażystki i manikiurzystki. Z wyprzedzeniem trzeba także odwiedzić lekarza medycyny estetycznej i ukochany butik z eleganckimi kreacjami (fot. Everett Collection/East News).

Więcej o: