"Adoptowałam dziecko z chorobą poalkoholową. To ja okazałam się trudnym rodzicem"

Myśleliśmy, że to my adoptujemy dziecko. Jednak to ona - Basia, codziennie adoptuje nas do życia ze sobą, z chorobą poalkoholową, ze skutkami porzucenia, nadpobudliwością i ze swoją cudownością.

Ciągle słyszałam określenie "trudne dziecko". Tak, Basia wiele przeszła. Miała zdecydowanie zaburzone reakcje i zachowania. Spodziewałam się tego od momentu decyzji o adopcji. Wiedziałam, że to dziecko "z przeszłością". Jednak nie spodziewałam się, że to ja okażę się "trudnym rodzicem", i że moja przeszłość okaże się kluczowym problemem.

Dziesięć lat przed adopcją

Jestem młodą kobietą. Kocham dzieci, opiekuję się siostrzeńcami, marzę o pracy z najmłodszymi. Nie mogę się doczekać bycia mamą . Jestem po uszy zakochana w swoim facecie. Pobieramy się, pełni nadziei na powiększenie rodziny. Jestem spokojna, uległa. Mam sporo kompleksów. Pozornie jestem otwarta. Tak naprawdę brak mi jednak asertywności. Wkrótce po ślubie zaczynam chorować na niedoczynność tarczycy. Potem dochodzi niepłodność i powiązane z tym komplikacje. Martwimy się, ale wciąż znoszę wszystko z pokorą.

Pół roku po adopcji

Liczba buntów i ataków szału Basi rośnie z każdym dniem. Mam wrażenie, że non stop mnie obserwuje i robi wszystko, bym straciła cierpliwość. Nie boi się konsekwencji, nie zależy jej na nagrodach. Staram się być cierpliwa, wyznaczać zasady. Nic z tego nie wychodzi. Z dnia na dzień coraz szybciej się denerwuję. Zaczynamy zimne wojny na wytrzymałość. Żadna z nas nie potrafi odpuścić. Tylko, że ona ma trzy lata, a ja trzydzieści. Jest coraz gorzej. Moje ostre reakcje lawinowo nasilają bunty Basi. Wydaje się, że tylko awantury sprawiają jej przyjemność. Po nich, w sekundę, przechodzi z płaczu do radości. Ja jestem w rozsypce.

Co się ze mną dzieje?

Nigdy nie byłam nerwowa, tym bardziej agresywna. Dlaczego teraz mała dziewczynka wyprowadza mnie z równowagi? Sprawy mają się coraz gorzej. Coraz częściej drę się na nią, żeby tylko mi uległa. Bez efektu. Kilka razy zdarza mi się ją szarpnąć, pociągnąć, dać klapsa. Zawsze byłam temu przeciwna. Po atakach złości umieram ze zgryzoty, dręczą mnie wyrzuty sumienia. Przysięgam sobie, że nigdy więcej. Jednak scenariusz powtarza się codziennie. Moja mama mówi, że chyba wcale jej nie kocham, skoro jestem taka surowa. Chcę się zapaść pod ziemię, krzyczeć i drapać, żeby tylko coś zmienić.

Dziecko z przeszłością - to ja

Olśnienie przychodzi nagle. W trakcie kolejnej awantury spostrzegam, że krzycząc na Basię, nie jestem w stanie zwrócić się do niej po imieniu. Mówię "panno" lub "dziewczyno" i wiem, dlaczego to robię. Krzycząc na nią, słyszę z własnych ust słowa, które słyszałam wiele razy, gdy sama byłam małą dziewczynką. Uderza mnie to jak grom z jasnego nieba. Tylko dlaczego tego nie pamiętałam?

Ponad dwadzieścia lat wcześniej

Typowe mieszkanie w komunistycznym bloku. Rodzina pod niepodzielnymi rządami Pana Domu. Brak możliwości jakiegokolwiek sprzeciwu, wyrażenia własnej woli. Poniżanie i wulgarne wyzwiska są na porządku dziennym. Najgorszy jest brak szacunku, całkowity brak pochwał i akceptacji. Strach przed Jego nieprzewidywalnością, przed przemocą, alkoholem i ciągła niepewność. Co tym razem zrobiłam źle? Za co mi się oberwie? Od jakich "gamoni" zostanę wyzwana? Wszystko pod przykrywką superrodzinki. Nie można narzekać.

Muszę to przerwać!

Gdy zdałam sobie sprawę, że krzycząc na Basię posługuję się słowami ojca, postanowiłam jedno - nie zrobię tego mojemu dziecku. Poszłam do psychiatry i do psychologa. Byłam gotowa na wszystko, żeby pomóc sobie i mojej rodzinie. Najpierw leki, żeby łatwiej i szybciej ogarnąć sytuację. Potem psycholog, która już na pierwszym spotkaniu zrobiła coś, za co będę jej wdzięczna do końca życia. Po pierwsze - uświadomiła mnie o problemie DDA, a właściwie DDD. Dorosłe Dziecko Dysfunkcji - jak w mordę strzelił! Wszystkie cechy, problemy i niewątpliwie dysfunkcje wychowawcze w domu. Po drugie - poniekąd rozgrzeszyła mnie swoim zdziwieniem: "I nie mają Państwo żadnej pomocy ze strony ośrodka adopcyjnego? W tym przypadku, nie mogli Państwo sami sobie poradzić. To niemożliwe". Usłyszałam też, że już zbyt długo byłam grzeczną dziewczynką. Skoro nie zbuntowałam się wcześniej, teraz muszę stawić czoło swojej przeszłości. Po to, aby nie przenosić wzorców na dziecko. Doznaję przebudzenia.

***

ZaFAScynowana - jest mamą adoptowanej dziewczynki z chorobą poalkoholową i prowadzi bloga ADOPTOWANA MAMA.

.. .

Więcej o: