Poświęciła się dla uczennicy, oddając jej nerkę: "Teraz jestem tylko jej nauczycielką, ale już niedługo cząstka mnie będzie z nią na zawsze"

Belfer z powołania, który angażuje się w kształcenie kolejnych pokoleń młodych ludzi, to skarb. Poświęcenie tej nauczycielki sięga jednak o wiele dalej - oddała własną nerkę jednej ze swoich podopiecznych, ratując ją od życia w męczarniach.

Nauczycielka nauczania początkowego Beth Battista to kobieta z powołaniem. Jak sama twierdzi w wywiadzie udzielonym serwisowi InsideEdition.com, "zawsze miała przeczucie, że ma w życiu coś ważnego do zrobienia".

Szybka decyzja

I rzeczywiście. Kiedy Amerykanka z Wisconsin zorientowała się, że jedna z jej podopiecznych potrzebuje transplantacji nerki, nie musiała się długo zastanawiać, zanim podjęła decyzję o przebadaniu się na możliwość bycia dawczynią.

Dla 5-letniej Lyli Carreyn, która choruje na mikroskopowe zapalenie naczyń objawiające się m.in. niewydolnością nerek, przeszczep to jedyny ratunek od bycia przykutą do łóżka i dializ trwających 12 godzin dziennie.

Matka chorej dziewczynki, Dena Carreyn, cieszy się, że po roku zmagań jej dziecko będzie wreszcie mogło wstać z łóżka i "chodzić i robić, co chce, i gdzie chce".

Zwłaszcza że cała rodzina włożyła mnóstwo wysiłku w poszukiwania po całych Stanach Zjednoczonych odpowiedniego dawcy. Było to dodatkowo utrudnione przez liczne transfuzje krwi, jakie musiała przejść 5-latka.

Radosna wiadomość

Okazało się, że odpowiednia osoba jest bliżej, niż ktokolwiek się spodziewał. O tym, że Beth ma zamiar oddać swoją nerkę chorej uczennicy, jej mama została poinformowana dopiero wtedy, gdy było już wiadomo, że to możliwe.

Nauczycielka postanowiła przekazać jej tę radosną wiadomość za pomocą krótkiego, ale poruszającego liściku:

Teraz jestem może tylko jej nauczycielką, ale już niedługo mały kawałek mnie będzie z Lylą na zawsze. Jestem jej dawczynią

Moment, w którym matka dziewczynki się o tym dowiedziała, został uwieczniony na krótkim filmiku opublikowanym przez American Family Children's Hospital, gdzie 22 lutego odbyła się operacja nauczycielki i jej uczennicy.

Wielki sukces za małą cenę

Kobieta wróciła do domu zaledwie po dwóch dniach od zabiegu. Mała Lyla musiała zostać w szpitalu jeszcze przez tydzień. Szczęśliwa dawczyni nie ukrywa swojej radości z tego, że udało jej się pomóc, i liczy na to, że znajdą się osoby, które pójdą w jej ślady:

48 godzin dyskomfortu czy bólu to mała cena za uratowanie czyjegoś życia. Mam nadzieję, że inni ludzie też będą w stanie coś takiego zrobić

Zobacz też:

Spieszył się na pogrzeb, 120 km do celu popsuło mu się auto. Pomógł starszy mechanik, ale nie zgadniecie jak

Ludziom trudno uwierzyć, że to bliźnięta. Lekarze przyznają: "To przypadek jeden na milion"

Urodziła się bez nóg, ale nauczyła chodzić na rękach. Dla wielu jest inspiracją