Czujesz, że "odklejasz się od świata"? Psychiatra: to może być atak psychozy. Czym jest i jak ją rozpoznać?

Pierwszy przypadek ataku psychozy ciężko samemu zdiagnozować. Bo jak uwierzyć, że to co przeżywamy, nie dzieje się naprawdę? Jak zapewnia specjalistka, psychozę można leczyć, a chorych z formą nawracającej psychozy nauczyć uprzedzania ataku.

Ola Długołęcka, Kobieta.gazeta.pl: Czym jest psychoza?

Dr Joanna Krzyżanowska-Zbucka, ordynator Oddziału Zapobiegania Nawrotom Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie: Psychoza jest zmienionym stanem przeżywania rzeczywistości. Młodzi pacjenci mówią, że się „odklejają od rzeczywistości”. Inaczej widzą, inaczej słyszą, inaczej obierają otoczenie i siebie. Jak dochodzi to takiej zmiany, to człowiek albo się boi, albo wręcz odwrotnie, ma poczucie wyjątkowości, mocy, czuje euforię.

Stany nagłe to ostre psychozy, ale psychoza może się także zaczynać w bardzo podstępny, niezauważalny, powolny sposób. Wtedy ciężko dostrzec różnicę. Zwykle otoczenie widzi po pewnym czasie, że coś się w człowieku zmieniło, że jest inny niż dotychczas, odmiennie się zachowuje.

Jakie czynniki mogą przyczynić się do wywołania psychozy?

- Jeśli potraktujemy stan psychotyczny jako objaw, to mówimy o wszystkich czynnikach wpływających na mózg. Bo psychoza wiąże się z zaburzeniami neuroprzekaźnictwa w mózgu, czasem nie wiemy, dlaczego się pojawiła, ale stan psychotyczny mogą też wywołać niektóre leki, różne substancje, choroba neurologiczna mózgu.

Im doskonalszą mamy diagnostykę, tym bardziej widzimy, że choroby mogą mieć przyczyny biologiczne, sytuacyjne lub psychologiczne.

Mówi się, że bardziej podatne na wystąpienie psychozy są osoby, które zostały wykorzystane seksualnie w dzieciństwie, doświadczyły przemocy. Psychoza może być także reaktywna - na to, co się wydarzyło trudnego w życiu człowieka, zwłaszcza, jeśli dana osoba jest szczególnie wrażliwa.

Nie każdy reaguje psychozą na silny stres lub neurologiczną chorobę, trzeba mieć podatność w tym kierunku. Psychozą można zareagować w sytuacji skrajnie trudnej. Miałam do czynienia z przypadkami osób, które padły ofiarami handlarzy ludźmi. W takich ciężkich przypadkach także może dojść do psychozy.

Psychoza to stan krótkotrwały, czy można mieć ją miesiącami?

- Psychozy są różne. W międzynarodowej klasyfikacji chorób mamy kilka rodzajów: za ostre zaburzenia psychotyczne uznajemy takie, które nie trwają dłużej niż miesiąc. Może to być jedyny epizod w życiu człowieka i nie musi z niego wynikać żadna choroba przewlekła.

Są psychozy nawracające - w czasie remisji, czyli w okresie pomiędzy psychozami człowiek może normalnie funkcjonować. Są też postaci utrwalone - czyli stany przewlekłe - kiedy człowiek zachorował i już nie zdrowieje. Na szczęście takie przypadki są rzadkie.

W przypadku psychoz krótkotrwałych trafia się do szpitala?

-  To zależy, jak bardzo nasilone są objawy. Jeżeli jest to psychoza bardzo gwałtowna, to rzadko udaje się ją ambulatoryjnie zatrzymać. Ale może być krótka, przemijająca psychoza, kiedy pacjent przechodzi krótki epizod, sytuację daje się opanować i chory wraca do swojego życia.

Czy osoba w psychozie zdaje sobie sprawę, że dzieje się z nią coś złego i jest w stanie szukać pomocy?

- Pomocy szuka, ale nie tam, gdzie powinna. Jeśli czuje się prześladowana, to zgłasza się na policję, a nie do lekarza. W przypadku pierwszego epizodu choroby ciężko choremu czy jego bliskim zdać sobie sprawę, że to właśnie psychoza. Zdarza mi się rozmawiać z pacjentami, którzy, czując nadchodzącą psychozę, mówią: „Ja wiem, że to, co widzę, jest niemożliwe, ale ja tak to czuję”. Trudno człowiekowi przeżywać coś, o czym wie, że w przyrodzie nie występuje.

A można wyczuć nadchodzącą psychozę?

- To okazuje się po fakcie. Przy pierwszym epizodzie sygnały są raczej bagatelizowane. Trudno przewidywać, jak poważne będą następstwa. Jeśli ktoś ma stany nawracające, to z czasem uczy się wcześniej identyfikować objawy zwiastunowe. Nie są objawami choroby, ale zapowiadają, że nadchodzi. Ja prowadzę odział zapobiegania nawrotom dla pacjentów z powracającymi zaburzeniami psychicznymi. Pracujemy z nimi terapeutycznie i psychoedukacyjnie, żeby zaczęli odpowiednio identyfikować zwiastuny. Wspólnie opracowujemy strategię reagowania, kiedy objawy się pojawiają.

Zdarza się, że pacjent się zgłasza, ale rodzina czy nawet lekarz bagatelizuje jego obawy. Moi pacjenci są ze mną umówieni, że reagują szybko - zgłaszając się do mnie. Jedni mają dwa tygodnie na reakcję, inni - trzy dni.

Zgłaszają się i wtedy specjalista decyduje, co się dalej dzieje - czy wystarczą dwa tygodnie zwolnienia, żeby pacjent odsapnął, wziął leki uspokajające, czy trzeba zmodyfikować leczenie podstawowe, staramy się w ten sposób uniknąć hospitalizacji.

Jak się leczy psychozę?

- W naszych realiach zaburzenia psychotyczne leczy się głównie lekami. W Polsce terapia w stanach ostrych nie jest na ogół prowadzona, bo to wymaga stworzenia całego systemu wsparcia. Są kraje, w których terapia jest prowadzona od samego początku kryzysu, ale w takiej sytuacji włączona jest w nią cała sieć bliskich pacjenta, a nie tylko chory. Bo sam chory jest zbyt zagubiony, żeby korzystać z terapii. W niektórych krajach Skandynawii psychozę traktuje się jako problem całej rodziny i sieci związanych z pacjentem ludzi.

Leki psychotropowe w większości krajów są podstawowym środkiem leczenia w psychozie. Kiedyś leków jeszcze nie było i ludziom czasem psychozy przechodziły w naturalny sposób lub na stałe wyłączały ze społeczeństwa. Leki, które podajemy, są dostępne od lat pięćdziesiątych minionego wieku. Te nowsze od lat dziewięćdziesiątych. Co ważne, leki pomagają z szybszym ustąpieniu psychozy i w nieutrwaleniu choroby. Ale niestety wielu ludzi przebywa swoje stany psychotyczne bez leczenia - nawet nie docierają do lekarzy.

Czy w najbardziej skrajnych przypadkach osoby w psychozie są niebezpieczne dla siebie i innych ludzi?

- Mogą być. Człowiek w ostrej psychozie może się tak bać, że broniąc się jest gotowy zaatakować „prześladowcę”. Ze strachu może uciekać i coś sobie zrobić. Może uznać, że tylko samobójstwo uwolni go od „osaczających go osób”. Ostra psychoza może być stanem zagrażającym życiu.

Co powinni zrobić bliscy, którzy widzą, że coś niepokojącego dzieje się z daną osobą, że jest pobudzony, opowiada dziwne historie?

-  Nie nakręcać lęku, ale także nie mówić: „Wydaje ci się”. Najlepiej razem pójść do psychiatry, albo jeśli jest duży opór, sprowadzić lekarza do domu. Czasami atak lęku wygląda jak psychoza i po to jest potrzebny specjalista, żeby odróżnić te dwa stany. Możliwe, że chory ma objawy psychiczne, chorobę neurologiczną, przełom tarczycowy, zaburzenia wodno-elektrolitowe w przypadku starszych osób. Można się zgłosić do lekarza ogólnego, ale on pomoże wykluczyć objawy somatyczne i skieruje do psychiatry.

Temat psychozy wypłynął przy okazji Magdaleny Żuk i hipotez krążących wokół jej śmierci. W sieci pełno analiz domorosłych specjalistów. Jaką opinię ma pani?

- Diagnoz nie stawia się bez zbadania człowieka. Nie mam wątpliwości, że kobieta była w lęku. Co było u jego podłoża, tego nie wiem. Czy coś jej realnie groziło, czy to była reakcja po substancjach psychoaktywnych, czy coś się „zadziało” w jej mózgu. Tego nie wiemy.

Czego o psychozie powszechnie nie wiadomo?

- Tego, że jest to choroba, jak każda inna, i że się ją leczy. Leczenie farmakologiczne i terapeutyczne jest skuteczne, choć trwa długo, czasem kilka lub kilkanaście lat - są to choroby przewlekłe. W większości przypadków pacjenci wracają do zdrowia i nawet jeśli zaburzenia mają przebieg nawracający, to potrafią uprzedzić nawroty.

Ze względu na stygmatyzację chorób psychicznych ludzie nie przyznają się do epizodów psychiatrycznych, więc nawet nie zdajemy sobie sprawy, że osoby, które znamy, które normalnie funkcjonują, mogły przejść leczenie. A ci którzy mieli mniej szczęścia i mają trudniejsza postać choroby, też mogą funkcjonować społecznie lepiej, niż to ma miejsce obecnie. Bardzo zależy mi na tym, żeby ten temat przestał być tematem tabu, a psychoza demonizowana.

Więcej o: