Teściowa i synowa, konflikt nie do pogodzenia? "Zwykle wtrącają się osoby, które nie mają własnego życia"

Walka i rywalizacja na tym polu nie ma najmniejszego sensu. Na przeciąganiu liny tracą wszyscy w rodzinie, a ewentualne zwycięstwo którejś ze stron jest pyrrusowe. O odwiecznym konflikcie synowa-teściowa rozmawiamy z Zuzanną Celmer, psychoterapeutką, autorką książki "W łóżku z teściową".

Nina Harbuz: Na forum Gazeta.pl przeczytałam takie zdanie: „Moja teściowa chce rozwalić nasze małżeństwo”. To się zdarza, czy to wymówka, żeby nie zająć się trudnościami we własnym związku?

Zuzanna Celmer, psychoterapeutka: Trudno wyrokować, nie znając szerszego kontekstu, ale rzeczywiście zdarza się, że zgrzyta w relacji teściowa – synowa. I znacznie częściej dotyczy to teściowych, które mają synów niż córki.

Z czego to wynika?

- Bywa, że kobiety, którym nie powiodło się małżeństwo, lokują nadmierne oczekiwania i uczucia  w synach, myśląc o nich jak o mężczyznach swojego życia, a nawet ustawiając w roli życiowych partnerów. Wówczas, świadomość, że syn spotkał kobietę, z którą chce spędzić życie, wydaje się zagrażająca.

Tym trudniej odpuścić walkę o syna, który był sensem i mężczyzną życia w jednym.

- Ale można to zrobić, jeśli zrozumie się, że choć obie kochają tego samego mężczyznę, to każda z nich zajmuje w jego sercu zupełnie inne miejsce. Inną mają rolę w jego życiu. W przypadku matki będzie to bezinteresowna miłość, przywiązanie, troska, a synowa zbuduje relację opartą na psychicznym i fizycznym zjednoczeniu. Dlatego walka i rywalizacja na tym polu nie ma najmniejszego sensu. Na tym przeciąganiu liny tracą wszyscy w rodzinie, a ewentualne zwycięstwo, którejś ze stron jest pyrrusowe.

Synowie powinni wkraczać i zatrzymywać tę walkę, jeśli żadna ze stron nie potrafi odpuścić?

- Przede wszystkim warto, żeby dorosły mężczyzna przyjrzał się relacji z własną matką. Czy nie jest zbytnio uzależniająca? Czy nie pełni innej roli w jej życiu, niż tylko syna? Czy matka nie wymaga od niego za dużo? Na przykład zrekompensowania poświęcenia za to, że sama go wychowała i teraz będzie na każde jej skinienie czy życzenie. Znam takie sytuacje, które rujnują rodzinne plany, bo mama chce, żeby być z nią akurat wtedy, gdy rodzina wyjeżdża albo planuje wyjście.

I wszyscy wracają z weekendowego wyjazdu albo rezygnują ze wspólnego wyjścia.

- No tak, bo mamusia twierdzi, że źle się poczuła albo serce ją boli tak bardzo, że za chwilę będzie wzywać karetkę. A potem, najczęściej, okazuje się, że ani wzywanie pogotowia nie było potrzebne, ani dolegliwość nie była poważna, żeby stwarzać powody do niepokoju. To zwykły szantaż emocjonalny i wywoływanie poczucia winy we własnym dziecku, żeby czuło się zobowiązane.

Jeśli zdarza się to często, to trudno się dziwić, że z czasem, w parze zaczyna pojawiać się napięcie. 

- Znam małżeństwo, w którym mężczyzna wścieka się, że jego matka słucha określonego radia. Jednocześnie potrafi powiedzieć swojej żonie, że wie, że nie wpłynie na jej poglądy i nie pozostaje mu nic innego, jak tylko je zaakceptować, choć zupełnie się z nimi nie zgadza. Jego żona uważa to samo, co on. Mimo to, gdy teściowa przyjeżdża do nich i zostaje na kilka dni, pozwalają jej słuchać radia, które tak lubi i nie komentują tego w żaden sposób. Wiedzą, że nie zmienią jej, a ona ich. Ale to sa mądrzy ludzie, bo choć między sobą głośno mówią, że to ich wkurza, to pozwalają teściowej być sobą.

Trudniej byłoby pewnie, gdyby mieszkali razem na co dzień.

- To jest szalenie trudna sytuacja, ale to też można omówić z partnerem, a potem z rodzicami. Ustalić jasno warunki i zasady i konsekwentnie ich przestrzegać. Tylko najpierw każdy musi wiedzieć, co jest dla niego ważne i czego oczekuje, a to bywa najtrudniejsze. Ludzie, jeśli chcą być ze sobą, muszą się dogrywać i znosić pewne trudności, w tym obecność rodziców. Choć i tu jest granica, którą jest zagrożenie trwałości związku.

Co może być tym zagrożeniem?

- To indywidualna kwestia. Ale wyobrażam sobie, że ktoś może mieć dość nieustannych przytyków, podszytych niechęcią albo nawet nienawiścią. Na przykład, teściowa zajmuje się wnuczką. Gdy wraca mama dziewczynki, dziecko biegnie się z nią przywitać i jest zatrzymywane przez babcię, która właśnie w tym momencie próbuje zainteresować małą czymś innym. Wystarczyłoby stanowczo powiedzieć, że babcia zajmuje ważne miejsce w życiu wnuczki, ale zmuszanie jej do wybierania między kobietami jest czymś, na co kategorycznie się nie zgadzamy.

Inny przykład, rodzina siedzi przy stole w trakcie obiadu i w pewnym momencie teściowa mówi do wnuków, że kiedy ją odwiedzą, to wtedy babcia zrobi im naprawdę dobre kluseczki. Niby nic nie zostało powiedziane, ale wiadomo, że to przytyk wobec synowej.

Po co ona to mówi?

- Bo to jedyny sposób, w jaki umie zawalczyć o poczucie własnej wartości. Umniejszając innym.

I co można zrobić w takiej sytuacji?

- W skrajnych przypadkach, ograniczyć kontakty do niezbędnego minimum. Jeśli każdy wspólny obiad kończy się przykrością, rozczarowaniem albo i kłótnią, to nie widzę powodu, dla którego nadal miałoby się w tych obiadach uczestniczyć. Nie ma obowiązku jadania obiadów z teściami. Mam pacjentów, którzy radzą sobie w ten sposób, że rozmawiają otwarcie o przykrościach, których doświadczają od rodziców partnera, że nie wyrabiają z ich wścibstwem albo sztywnym przestrzeganiem konwenansów.

Masa problemów bierze się z tłumienia urazów. Proszę wyobrazić sobie taką sytuację. Teściowa mówi do swojego syna, w obecności synowej, że jego szkolni koledzy znaleźli świetne partnerki, które robią błyskotliwe kariery i tylko można im pozazdrościć takich żon. Wszyscy wiedzą, że to przytyk wobec synowej, która jest pielęgniarką w szpitalu i nie zarabia tyle, co tamte kobiety, a jej sytuacja zawodowa jest od lat niezmienna. I gdyby ta pielęgniarka powiedziała wprost, że kocha swoją pracę, pacjencie ją uwielbiają, a z mężem są szczęśliwą parą, zamknęłaby w ten sposób usta teściowej.

To raczej jest wersja idealistyczna, ale niekoniecznie realna i skuteczna.

- Nawet jeśli nie zadziała, to ważne jest, że zostanie to wypowiedziane i zostaną postawione granice. Z szacunkiem, ale stanowczo. Trzeba takie rzeczy jasno komunikować, a jeśli trudno jest je wypowiedzieć, można napisać list. Jedna z moich pacjentek oprócz tego, że napisała, czego nie może zaakceptować w zachowaniu teściowej, dodała, za co ją szanuje. W ten sposób wyciągnęła do niej rękę, choć nie stała się jej terapeutką, bo nie taka jej rola. Przede wszystkim powinniśmy nabrać świadomości, że teściowe i synowe to dwie odrębne osoby, które w pewnym momencie spotkały się, ale wcale nie muszą się lubić, choć obie powinny traktować się z szacunkiem.

I może warto zmniejszyć wzajemne oczekiwania?

- Z pewnością wyjdzie im to na dobre. Czasem teściowe wymyślają sobie, że synowa będzie przyjaciółką albo zastąpi im córkę, której nie miały. Na tej podstawie uzurpują sobie prawo do tego, żeby we wszystko się wtrącać i udzielać rad. A to jest partnerka syna. Ciekawe, że najczęściej wtrącają się osoby, które nie mają własnego życia. Osoby, które poświęcają czas na własne zainteresowania, pasje, zwłaszcza kiedy nie trzeba troszczyć się już o własne dzieci, znacznie rzadziej mają chęć pouczać, że trzeba, na przykład, umyć lodówkę, dobrze i zdrowo się odżywiać i nie sprawdzają czy dorosły już syn ma wyprasowane koszule.

A o czym to świadczy?

- Właśnie o tym, że nie ma się własnego życia i dalej matkuje synowi, jakby był w pieluszkach.

Ja w tym widzę jeszcze cichą rywalizację między synową i teściową, o to, która z nich jest lepszą kobietą w życiu syna i partnera tej drugiej.

- Ale to się łączy, bo jeśli moja wartość jako człowieka sprowadza się do tego, że pełnię wyłącznie, albo głównie, rolę matki, to gdy mi się ją uszczupli, czuję się niewartościowa. Często jest też tak, że dopóki dziewczyny synów są tylko ich partnerkami,  wszystko jest w porządku. Problem zaczyna się z chwilą zaręczyn. Wtedy przyszłe teściowe widzą zagrożenie, zaczynają obawiać się straty. A trzeba patrzeć na zyski, na to, że rodzina nam się powiększy. I zająć się sobą, swoimi umiejętnościami, innymi niż bycie matką. Nie tracić energii na niszczenie relacji syna i synowej.

Ghandi mówił, że gniew jest kwasem, który bardziej może zniszczyć naczynie, w którym się znajduje, niż to, na co zostanie wylany.  Jestem zwolenniczką racjonalnego myślenia, a nie altruizmu, więc dodam tylko, że ten wzajemny gniew, złość i nienawiść, w ogóle nam się nie opłacają.  

Komentarze (75)
Teściowa i synowa, konflikt nie do pogodzenia? "Zwykle wtrącają się osoby, które nie mają własnego życia"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • belferka131313

    Oceniono 74 razy 56

    Poszłam na pogrzeb mojej teściowej, żeby sprawdzic , czy na pewno umarła. Krótko po ślubie odkryłam zaawansowany alkoholizm męża. Wywalczyłam poradnię AA i nie pił przez ponad rok. Gdy ta zołza dowiedziała się , że jestem w ciąży namówiła syneczka , by nie kompromitował rodziny tą poradnią , bo jak jest w ciąży to go nie rzuci. ale rzuciła, bo pijackich awantur ani ona ani dziecko znosić nie będzie. Najbardziej ucieszyłam się , gdy ją po pijaku pobił, ale nic nie zrozumiała . Beton mąż ma prawo pić i bić . A mój mąż na trzeźwo był cudownym człowiekiem , więc za zniszczenie tego poszłam sprawdzić , czy ją zakopali. Wredna jestem , ale uważam ,że za taką krzywdę wyrządzoną i jemu i mnie i dziecku to się należało

  • M-M Maj

    Oceniono 45 razy 43

    Ja po 12 latach milczenia w końcu się odezwałam ale po tym już miałam dwa tygodnie by wyprowadzić się z dzieckiem. Wcześniej prosiłam męża by się wyprowadzić iść na swoje ale zawsze było coś , to choroba teścia później jego śmierć która pogrzebała szanse bo mamą trzeba się zająć . Wyprowadziłam się on został a po roku kiedy zobaczył że daliśmy sobie z synem radę chciał się wprowadzić do nas ...powiedziałam NIE , teraz kiedy dawałam sobie radę , gdzie byłeś kiedy ledwo wiązałam koniec z końcem a racuchy i ziemniaki pozwalały nam przeżyć do końca miesiąca ??? Nigdy nie uczynię mojemu synowi tego co mi uczyniono .Kochać to nie znaczy zabić .

  • Gość: Nawias

    Oceniono 17 razy 13

    Nie umiałam odejść ,zreszta nie poradziłabym sobie z 3 dzieci.dzieci dorosły ułożyły sobie życie ,zostałam z mężem .Zyjemy obok nie umiem zapomnieć ze nie obronił mnie przed swoją matka,ze uciekał z domu gdy urządzała mi awantury,ze zawsze byłam sama,ze pił nie nie bił ale wracał pozno i czasem przez cały weekend spał w zaciemnionym pokoju a, mamusia uciszała dzieci,bo tata zmęczony. Jestem sama choć mąż obok Życie mi uciekło i nic nie mam dla siebie.Ot tak wyszło. Nawias

  • Gość: roladki

    Oceniono 10 razy 10

    Wypisz wymaluj moja teściowa.
    Sytuacja z "przetrzymywaniem" córki kiedy wracam z pracy - zaliczona. Jeszcze bezczelnie wykręca kota ogonem i po latach mnie przy synalku oskarża, że wtedy widziała moje niezadowolenie z ich "dobrej zabawy". Fakt, byłam wtedy wściekła, ale za to że próbowała odwrócić uwagę córki od mojego powrotu.
    Tak samo teraz jak przyjeżdża, potrafi córki do mnie rano z pokoju nie wypuścić przez godzinę, mimo że młoda mówi że chce przywitać się z Mamą i że jest głodna.
    Teksty do mnie: "miałam dla niego kandydatkę na żonę, ale musiałaś się "wpi....rzyć", a to była dziewczyna z dobrej i porządnej rodziny, ale ja wiem że i tak się rozwiedziecie".
    "powinnaś wstawać o 5 rano i na kolanach szorować podłogi żeby widział jak wstaje, że się starasz".
    "ja tak myślałam że pewnie poronisz, bo jak zadzwoniłaś do mnie że jesteś w ciąży to słyszałam że cieszysz się mi na złość, że złośliwie to wszystko mówisz".
    Do tego typowe "drobiazgi" jak podgadywanie,wbijanie szpilek, itd. Buntowanie syneczka, bardzo się upierają spędzać czas sami beze mnie, i jest wtedy grubo gadane (córka już jest w takim wieku że po prostu mi powtarza co usłyszy na mój temat).
    Noszenie moich ubrań jak przyjeżdża, używanie moich szminek czy innych osobistych kosmetyków.
    Cudowny człowiek....
    jeszcze trochę i wymiksuję się z córką tej patologii, już jestem bardzo blisko...

  • Gość: Spokojna

    Oceniono 26 razy 10

    Ja może zacznę z innej beczki . Synów wchodzi do rodziny , przyjęta przez teściowa bardzo ciepło . Wsparcie ze strony teściowej w każdej chwili . I co się okazuje .? . Synowa zaczyna macic , sklucac wszystkich . Nie podobają jej się dobre relacje i wspieranie się nawzajem w rodzinie . Teściowa się wycofuje , bo nie lubi kłótni i nieporozumień . Gdyby taka sytuacja miała miejsce tam gdzie teściowa nie da sobie w kasze dmuchać , wszyscy by mówili źle o teściowej . W rodzinie o której pisze , to synowa jest ta co jatrzy , skluca , a teściowa się wycofała , bo nie lubi kłótni . Uwierzcie mi , medal ma zawsze dwie strony . Często matka , widząc miłość syna do żony , wycofuje się , a często miłość w małżeństwie jest ślepa .

  • Gość: b

    Oceniono 8 razy 8

    Wszystko jest zwykle w porządku, gdy teściów odwiedzamy kilka razy w roku. Jak się z nimi mieszka, to jest masa konfliktów, niekoniecznie z winy teściów. Moja teściowa już niestety nie żyje, a miło ją wspominam, lubiła mnie, teść mieszka z "konkubiną" i dobrze ich czasem odwiedzić, albo pojechać z nimi na wycieczkę. Moi rodzice by się na pewno nie nadawali do tego, żeby z nimi mieszkać, bo oboje to upierdy, ale lubią mojego męża i on ich też. Nie wyobrażam sobie życia w czwórkę, tych wszystkich drobnych konfliktów kto sprząta, kto za co płaci które i tak mam z mężem, pomnożonych jeszcze razy 2.

  • wilija

    Oceniono 20 razy 8

    Temat stary jak świat... ale jak kochać synową , która mnie nienawidzi? Kupiłam synowej nowe auto, po ślubie nowożeńcom kupiłam i wyposażyłam dom, pokrywam wydatki związane z utrzymaniem domu, kupuję ubranka dla 3 dzieci, comiesięcznie dokładam 1-1,5 tys. na utrzymanie, opłacam wczasy, nie prawie kazań i nie wtrącam się w ich życie, bo tam nie bywam, ale i tak jestem wrogiem nr.1. Dlaczego? bo mam pieniądze, a ona nie.

  • 3-kuleczka

    Oceniono 50 razy 8

    a może z innej beczki? synuś przyprowadził kilka lat temu kobietę, ślub, dziecko, pańcia palcem nie kiwnie, lustra nie przetrze, garnków nie schowa, gotuje jakieś smrody ze chcemy sie z męzem potruć od zapachu [gotujemy osobno], pózniej wezmie doopę w garść i czyta albo ogląda telewizje u siebie w pokoju, obłoży dziecko słodyczami żeby jej dało spokój i ... czeka. Spytacie na co czeka? A na co może czekac małżeństwo [syn tez dobry aparat] siedząc na karku rodzicom? odpowiedz jedna - az wyniesiemy sie na cmentarz. Oboje pracują i nie wezmą kredytu, bo PO CO ? Trzeba wyjśc, jest z kim zostawic dziecko, osiedle z super infrastrukturą, wszystko blisko, pieniadze? nawet chyba dobrze nie wiedzą jakie sa płatności, cos tam dorzucają,..Nie oceniajcie nikogo NIE WYSŁUCHUJĄC STRONY PRZECIWNEJ
    spytacie dlaczego nie wyrzuce ich na zbity pysk,..? no tak, ale to moje dziecko i uwielbiamy wnuka, cenimy z męzem spokój i tak naprawe to żyje nadzieja że w końcu stanie sie cud i sie wyniosą
    tesciowe sa dobre jak nie wspominają ze trzeba dopłacić do wody, płacą czynsz, pilnują dzieci, jak zostaje tam jakas zupa w garnku i nie trzeba gotowac jak sie przyjdzie z pracy, umyją zabłocona podłogę koło drzwi i wyjma umyte naczynia ze zmywarki , prawda młodzi arystokraci ???

  • monoekann

    Oceniono 9 razy 7

    a biedni faceci pośrodku wojny kobieco kobiecej...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX