Czy umiemy sobie radzić z porażką? "Pod ambasadą Kolumbii powinna stać demonstracja wdzięczności"

Traktujemy reprezentację jak chłopców z podwórka, którzy "przerżnęli" mecz. To dla kibica jest niespełnieniem oczekiwań, bo on widzi wygraną reprezentacji jako własny sukces, który podnosi jego wartość. Niczym czerwony sportowy samochód - mówi nam psycholog Robert Rutkowski.

Stało się. Po niedzielnym meczu z Kolumbią reprezentacja Polski w piłce nożnej pożegnała się z mundialem i czeka ją już tylko "mecz o honor" z Japonią. Nie będziemy - jak wielu polskich kibiców - analizować tutaj przyczyn porażki naszej reprezentacji, stylu gry piłkarzy, ani słuszności założeń taktycznych trenera. Razem z ekspertem, Robertem Rutkowskim, zastanowimy się jednak nad tym, co stało się potem.

A potem media społecznościowe i sekcje z komentarzami pod doniesieniami z Soczi zapełniły się ogromną falą nie tylko żalu, ale i hejtu pod adresem naszych piłkarzy. Od memów, po pełne złości komentarze, że piłkarze powinni "poprzestać na graniu w reklamach" (żeby wybrać te najłagodniejsze...). Były też komentarze kibiców przerażonych skalą hejtu np. "Ludzie weźcie się odpiep**cie od tych piłkarzy. Oni nie przegrali, żeby zrobić nam na złość. Dali ile mogli i okazało się, że sporo brakuje."

Nina Harbuz: Polacy nie umieją przegrywać? 

Robert Rutkowski, psycholog, psychoterapeuta, były reprezentant Polski w koszykówce, były opiekun psychologiczny żużlowej reprezentacji Polski: Nie chciałbym uogólniać i mówić, że Polacy mają z tym szczególny problem. To trudność ogólnoludzka. Powiedziałbym, że przez naszą historię, porażkę mamy niejako "we krwi". W krajach Ameryki Południowej przegrane mecze traktuje się jak klęskę narodową. Tam, piłkarze otoczeni są ochroną wojska, żeby przypadkiem wściekły, szaleniec związany z kartelem narkotykowym, nie chciał pozbawić życia piłkarza, który zawalił mecz. W porównaniu z takimi sytuacjami, uważam, że Polacy znoszą przegraną z pokorą.  

Z pokorą? Po niedzielnym meczu piłkarze porównywani są do patałachów, a nawet obrzucani wyzwiskami.

W mojej ocenie ten hejt nie wykracza poza średnią międzynarodową. W zasadzie to dobrze, że mogą wylać jad w sieci, bo dzięki temu jest nadzieja, że przynajmniej część z nich nie zrealizuje swojej agresji w realu. Jest cała masa ludzi, którzy opluwają innych w komentarzach i na forach i z tym się trzeba po prostu oswoić. Jak powiedział Stanisław Lem, gdyby nie internet, nie wiedziałby, że na świecie jest tylu idiotów.

Sam doświadczyłem hejtu, kiedy jeszcze przed mistrzostwami napisałem jak się później okazało proroczy post na Facebooku, że samobójem jest już udział Zbigniewa Bońka i Adama Nawałki w reklamach piwa. Dowiedziałem się od niektórych komentujących, że oni są niemal bogami i im wszystko wolno. 

A teraz ci bogowie zrzucani są z firmamentu i czytam w sieci, że "Wszystkie pieniądze z reklam powinni oddać na WOŚP".

No tak, zdetronizowali ich, bo Polacy stracili cierpliwość i wyrażają to w sposób przaśny, ludyczny, prymitywny. Traktują polską reprezentację jak chłopców z podwórka, którzy "przerżnęli" mecz. A to w oczach kibica jest niespełnieniem jego własnych oczekiwań, bo on widzi wygraną reprezentacji jako własny sukces, który podnosi jego wartość. Niczym czerwony sportowy samochód.

Polska reprezentacja kilka razy w historii wygrała i wszyscy chcielibyśmy myśleć, że tak będzie zawsze. Przejaskrawiając, Kowalski jak dostanie w pracy awans, też myśli, że to będzie trwać do końca życia, więc bierze kredyt na dwa apartamenty i jacht, całkowicie wypierając dystans do rzeczywistości. Trudno nam oswoić się z tym, że wygrana i przegrana to jedynie część ludzkiego losu i wpadamy we wściekłość. Tym samym uważam, że Polacy nie potrafią też wygrywać, bo następująca po niej przegrana jest dla nas katastrofą, która wywołuje wściekłość.

Albo rozbawienie. Są tacy, którzy obśmiewają porażkę, co widać na niezliczonych memach, które powstały po meczu. 

Ja bym chciał się odkleić od tego słowa "- porażka". W moim gabinecie ono nie funkcjonuje. Zamiast tego jest doświadczenie, czasem trudne, przykre, ale mogące nas czegoś nauczyć. Nasz przeciwnik jest najlepszym nauczycielem, bo potrafi wyrwać z  miłego snu na własny temat, jacy to jesteśmy świetni, wspaniali i zdolni. Choć rozumiem, że moment wybudzenia nie jest przyjemny, a człowiek w takiej chwili jest nieporadny i mało kontaktowy. Więc zamiast tego hejtu w sieci, pod ambasadą Kolumbii powinna stać demonstracja wdzięczności.

Ale w hejcie jest złość, która daje poczucie siły. 

To prawda i gdyby złość odpowiednio wyrazić, bez agresji, to posmakowanie złości jest pierwszym świetnym krokiem do zmiany. Zawodowiec powinien zacisnąć pięści i powiedzieć sobie w myślach " to ja wam wszystkim jeszcze pokażę". A zwykłemu Kowalskiemu mecz z Kolumbią niech przypomni, że nawet jak zarabiasz miliony na kontraktach, to możesz nie mieć szczęścia, a porażka dotyka także samych mistrzów świata. Żadna porażka to nie koniec świata, to zawsze jest tylko trudne doświadczenie i to od nas zależy co z nim zrobimy. 

Robert RutkowskiRobert Rutkowski fot. Piotr S. Wachnik

ZOBACZ TAKŻE: