Czytelnicy, poruszeni sytuacją naszej bohaterki, chcą ją wesprzeć. Przypominamy historię pani Jolanty

Nina Harbuz
O pani Jolancie Krysiak pisaliśmy kilka tygodni temu. Jej historia tak bardzo poruszyła serca czytelników, że postanowili jej pomóc.

Pani Jola bez syna spędza około 6 godzin tygodniowo. 3 w poniedziałek i 3 w piątek, kiedy Rafał jest w szkole. Szkoła to Stowarzyszenie Na Rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną, ale pani Jola woli mówić o ośrodku “szkoła”, bo to brzmi lepiej, daje złudne poczucie normalności.  

Rafał ma uszkodzony mózg, wodogłowie, nie widzi, nie mówi. Kiedy kierowcy z ośrodka zabierają go z domu na parę godzin, pani Jola może iść wtedy do lekarza, wykupić recepty w aptece i zrobić zakupy

Dwa lata temu miała wyznaczony termin operacji zaćmy. Zrezygnowała, bo powiedziano jej, że po zabiegu będzie musiała leżeć i przez dłuższy czas nie będzie jej wolno dźwigać. Przy Rafale to niemożliwe.

Regularnie wysyłana jest też przez lekarzy do sanatorium ze względu na pogarszający się z roku na rok stan zdrowia. Ale taki wyjazd też jest poza jej zasięgiem. Nie ma z kim zostawić Rafała w domu, a na opłacenie opieki jej nie stać. 

Jolanta Krysiak z niepełnosprawnym synem RafałemJolanta Krysiak z niepełnosprawnym synem Rafałem Archiwum prywatne

Po opublikowanym miesiąc temu na Kobieta.gazeta.pl reportażu o Pani Joli nadeszło sporo maili od czytelników i czytelniczek, chcących pomóc kobiecie. Dlatego utworzyłam zbiórkę w portalu Pomagamy.im, gdzie można wpłacić pieniądze na dwutygodniowy wyjazd pani Joli do sanatorium. Żeby po 42 latach pracy mogła wytchnąć choć 14 dni i zadbać o siebie.

Kwota, którą trzeba zebrać nie jest mała, bo to aż 13 tys złotych. Uzbierana kwota zostanie przeznaczona na transport, pobyt pani Joli i Rafała, specjalny podnośnik, którym można przenieść Rafała z wózka na łóżko, noclegi i wyżywienie asystenta wyjazdu, który zajmie się Rafałem w czasie, kiedy pani Jola będzie na zabiegach. W Polsce tylko kilka ośrodków może przyjąć tak chorego pacjenta jak Rafał.