"Nie mogę siedzieć i patrzeć w sufit, chcę żyć pełnią życia i uczestniczyć w życiu rodziny" [STULATKOWIE NA STO LAT]

Nina Harbuz
Pani Maria mieszka w czteropokoleniowym domu. Obiera włoszczyznę, grabi liście w ogrodzie. - Muszę się ruszać, nie mogę siedzieć i patrzeć w sufit, chcę żyć pełnią życia i uczestniczyć w życiu rodziny - mówi.

Z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości rozpoczynamy cykl o 100-latkach. Co środę będziemy publikować sylwetki osób, które przeżyły wraz z Polską burzliwy wiek wolności. Dzisiaj pierwsza z nich.

Pani Maria lubi czytać tygodnik „100 Rad dla kobiet 50+”. Chętnie sięga po pisma kierowane do jej grupy wiekowej, a przynajmniej po te dedykowane osobom w wieku choć trochę zbliżonym do jej. A o takie periodyki niełatwo, bo pani Maria 8 lipca skończyła 100 lat.

- Magazyn „Focus” pochłania od dechy do dechy, więc regularnie jej kupujemy - mówi Małgorzata, córka pani Marii. - Poza tym czyta wszystkie tytuły popularnonaukowe związane z astronomią, medycyną i wynalazkami. A po popołudniowej herbacie, którą sama parzy dla mnie i dla siebie, ogląda programy informacyjne w telewizji. Jest na bieżąco z polityką.

- Interesuję się rzeczywistością, która mnie otacza i chcę w niej uczestniczyć, dopóki mogę – dodaje pani Maria. – Czy byłam głosować? Oczywiście, jak mogłabym nie iść!

Gdy patrzy się na zdjęcia pani Marii, to, co rzuca się na pierwszy rzut oka, to jej niezwykle miękkie, pogodne spojrzenie. - Ona taka jest, zawsze taka była - potwierdza pierwsze wrażenie córka. - Jak miała kłopoty, śmiała się, brała byka za rogi, nie załamywała rąk, nie stawała się bezradna, tylko działała.

Gdy patrzy się na zdjęcia pani Marii, to, co rzuca się na pierwszy rzut
oka, to jej niezwykle miękkie, pogodne spojrzenieGdy patrzy się na zdjęcia pani Marii, to, co rzuca się na pierwszy rzut oka, to jej niezwykle miękkie, pogodne spojrzenie Foto. Szymon Szcześniak

Skąd w niej ta siła? Mówi, że młodość i wojna ją zahartowały. – Ale to nie jest nic nadzwyczajnego, życie wielu ludzi tak wyglądało i nie był to z mojej strony żaden heroizm – wyjaśnia pani Maria. – Może to też trochę kwestia usposobienia. Ja zawsze szukałam plusów, w każdej sytuacji. Do tego lubię rozmawiać z ludźmi, być wśród nich i dużo się śmieję.

Kiedy pani Małgorzata albo jej trzej bracia pytali mamę o wojnę, odpowiadała jedynie: było, minęło. Spędziła ją w Milanówku. Wynajmowała pokój z kuchnią w domu jednorodzinnym. W pokoju mieszkała z dwójką własnych małych dzieci i  Żydówką z synkiem, których ukrywała. Co wieczór ścieliła im sienniki, przynosiła jedzenie. Sąsiedzi wiedzieli. Podobno pukali się w czoło, odradzali, mówili, że to za duże ryzyko, ale pani Maria się nie zniechęcała. Nawet wtedy, kiedy jej koleżance, również ukrywającej Żydów, kazali wykopać dół i rozstrzelano ją wraz z całą rodziną. - Kiedyś pytałam mamę, czy się nie bała - wspomina Małgorzata. - Odpowiedziała, że nie myślała o strachu. Po prostu trzeba było to zrobić, więc robiła.

Mąż pani Marii w 1939 roku został wywieziony do obozu w
Ostaszkowie, a potem trafił na roboty do obozu w NiemczechMąż pani Marii w 1939 roku został wywieziony do obozu w Ostaszkowie, a potem trafił na roboty do obozu w Niemczech Foto. Archiwum prywatne rodziny

Mąż pani Marii w 1939 roku został wywieziony do obozu w Ostaszkowie, a potem trafił na roboty do obozu w Niemczech. Transport, którym jechał, przejeżdżał przez Milanówek. Udało mu się napisać kartkę do żony z informacją, że żyje. Świstek wyrzucił na tory.  Znaleźli go sąsiedzi pani Marii i przekazali jej. Po trzech latach udało mu się uciec z niewoli i wrócić do domu.

Żeby mieć pieniądze na przeżycie w czasach okupacji, pani Maria zaczęła z siostrą piec hiszpańskie torty bezowe. - Była wojna, ale życie się toczyło, ludzie się pobierali, urządzali wesela, obchodzili imieniny, urodziny, chcieli mieć namiastkę normalności - opowiada Małgorzata. - Mama do dziś piecze torty z tego samego przepisu. Miesza dwa rodzaje kremów - francuski, taki jak do napoleonek, z ciężkim kremem na bazie masła. Dodaje do tego czekoladę, kawę, kakao, spirytus i przekłada masą bezowe blaty.

Po wojnie pani Maria na krótko wróciła do pracy zawodowej. Straciła pracę we wzorcowni w zakładach jedwabniczych w Milanówku, gdzie była zatrudniona jeszcze w 1939 roku, i zaczęła pracę w łódzkim biurze. Jej dziećmi miała się zajmować guwernantka. Pani Maria ją jednak zwolniła, gdy ta położyła spać młodszego chłopca, przykrywając go szczelnie kołdrą, i wyszła na randkę z żołnierzem. - Kiedy mama wróciła do domu, zastała mojego brata przykrytego po czubek głowy, świeciło na niego intensywne słońce, a on się dusił. Po tym incydencie rzuciła pracę w biurze i zdecydowała, że sama zajmie się dziećmi.

Pani Maria, kiedy miała kłopoty, śmiała się, brała byka za rogi, nie załamywała rąk, nie stawała się bezradna, tylko działałaPani Maria, kiedy miała kłopoty, śmiała się, brała byka za rogi, nie załamywała rąk, nie stawała się bezradna, tylko działała Foto. Archiwum prywatne rodziny

W 1947 roku urodziła się Małgorzata, a rok później czwarte dziecko pani Marii, najmłodszy chłopiec. – Jako dzieci byliśmy potwornie złośliwi, naśmiewaliśmy się z sąsiadów, czego mama kategorycznie nam zabraniała - wraca pamięcią Małgorzata. - Mieliśmy sąsiada, który nazywał się Pyrek, więc rzeźbiliśmy w ziemniakach figurki i regularnie mu je podrzucaliśmy. Inna sąsiadka hodowała kury. Strzykawką wpuszczaliśmy do jajek zielony albo czerwony atrament. Mama dostawała szału, ale pod nosem się śmiała.

Podobnie zareagowała, gdy ukochana suka Aza zjadła wszystkie mięsa przygotowane na święta. Rodzina wyszła na kilka minut do sąsiadów mieszkających piętro wyżej, złożyć im życzenia. Pasztety, boczki, kiełbasy i pieczony schab leżały na kuchennym stole. - Kiedy wróciliśmy, nasza wilczyca leżała z dosłownie pękatym brzuchem i ciężko dyszała. Trzeba było wołać weterynarza, a myśmy na święta mieli jajecznicę i biały ser, bo były lata 50. i zdobycie mięsa było cudem.

Pani Maria przez całe życie sama zajmowała się domem. – Do dziś pamiętam, jak mama prała na tarze i moment, kiedy kupiliśmy Franię, wtedy odpadł jej jeden z obowiązków – wspomina pani Małgorzata. – Gdy zaczęły pojawiać się w jej życiu wnuki, a potem prawnuki, zawsze chętnie się nimi zajmowała. A w wolnym czasie udzielała się społecznie w Związku Inwalidów Wojennych. Mama pomaganie innym miała we krwi – dodaje jej córka.

Spotkanie rodzinne z okazji setnych urodzin Pani MariiSpotkanie rodzinne z okazji setnych urodzin Pani Marii Foto. Archiwum prywatne rodziny

Teraz do codziennych zadań pani Marii należy karmienie suki Luny. Po śniadaniu i wstawieniu naczyń do zmywarki jest czas na rozmowę z kanarkiem Czupusiem. Zajmowanie się kotami zostawia młodszym członkom rodziny, bo kocury mieszkają na szafie i tam też mają swoje miski, żeby pies nie wyjadał im karmy. Wdrapywanie się na drabinę albo stołek, żeby dosięgnąć misek, to trochę za wiele dla 100-latki. Ale jeszcze rok temu pieliła grządki i grała z powodzeniem w kanastę.

- Mama jest niezwykle aktywna. Codziennie zamiata psie i kocie kudły i pomaga mi w kuchni - podsumowuje Małgorzata. - Obiera włoszczyznę, a jak robiłam przetwory na jesień, obrała mi pięć kilogramów papryki. Wczoraj przyłapałam ją na tym, jak grabiła liście w ogrodzie.

Siostra Regina urodziła się w pociągu 4 kwietnia 1918 roku. Wyjątkowe urodziny świętuje razem ze stuleciem niepodległości

- Muszę się ruszać, nie mogę siedzieć i patrzeć w sufit, chcę żyć pełnią życia i uczestniczyć w życiu rodziny – wyjaśnia pani Maria, która mieszka w domu z córką, wnuczką i prawnukiem, który ma prawie dwa metry, więc prababcia musi zadzierać głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. – Rozmawiamy o jego dziewczynach. Zresztą z wszystkimi wnukami mam bardzo dobry kontakt i na bieżąco jestem z ich sprawami. 

Na pytanie, co było dla niej w życiu najważniejsze i jakie rady dałaby kolejnym pokoleniom, pani Maria mówi: - Najważniejsze jest jednoczenie rodziny i dbanie o dobre relacje w niej, bo to rodzina daje siłę w zmaganiu się z trudnościami codzienności i jest oparciem. I to jest ta rada, którą dałabym młodym, żeby dbali o najbliższych i nie rozwodzili się za szybko. Trzeba o siebie walczyć.

 "Artykuł powstał we współpracy z telewizją HISTORY, inicjatorem kampanii na 100-lecie niepodległej Polski „Piękny wiek”, która udostępniła nam zdjęcia stulatków autorstwa Szymona Szcześniaka. W ramach akcji zaproszono siedem osób, które ukończyły 100 lat, by podzieliły się historiami ze swojego życia i burzliwych dziejów współczesnej Polski."

Kampania na 100-lecie niepodległej Polski 'Piękny wiek'Kampania na 100-lecie niepodległej Polski 'Piękny wiek' Foto. Szymon Szcześniak