Najdroższy kosztuje 6 tysięcy i nie można po nim spać na boku, bo mogą powstać blizny

Jesień i zima w naszej szerokości geograficznej mają swoje zalety. Te pory roku to najlepszy czas na poddanie skóry złuszczaniu kwasami. Zabieg można wykonać w gabinecie, ale da się go też skutecznie przeprowadzić w domu. A warto, bo efekt jest widoczny gołym okiem.

„Na własnej skórze” na Kobieta.gazeta.pl to cykl poświęcony urodzie. Co tydzień w piątek znajdziecie materiały o pielęgnacji i nowościach technologicznych.

W moim redakcyjnym urobku nieraz pisałam o tym, że jesień to czas, kiedy na półce szeregi kosmetyków zasilają preparaty na noc z kwasami. Nie, żebym nie miała racji i żeby coś się w tym temacie ostatnio zmieniło. Kwasy, peelingi chemiczne, jesień i zima to wciąż połączenie idealne. Ze względu na mniejsze i słabsze działanie słońca od września do kwietnia nastaje świetny czas na chemiczne złuszczanie skóry – bo temu kwasy między innymi służą. Jak tłumaczy dr Rybicka, lekarz medycyny estetycznej: 

Peelingi chemiczne dobieramy pod kątem potrzeb skóry. Inne przeznaczone są do skór młodych i delikatnych w celu ich kondycjonowania, nawilżenia (np. kwas migdałowy, kwas mlekowy, niskie stężenia kwasu glikolowego, kwas ferulowy), inne do skór młodych z łojotokiem, trądzikiem i bliznami trądzikowymi (kwas azelainowy, kwas salicylowy, wyższe stężenia kwasu glikolowego, TCA, kwas pirogronowy, ale także migdałowy o działaniu przeciwbakteryjnym). Do skór dojrzałych z cechami fotostarzenia i zmarszczkami stosuje się kwas glikolowy, chętnie w połączeniu z mlekowym, TCA, ferulowy, salicylowy, fenol.

Mocny kwas, mocny efekt

Kiedy dostałam zaproszenie na kwasy do gabinetu, nie miałam pojęcia, który zabieg peelingu będzie dla mnie najlepszy. Z opowieści znajomej ściśle współpracującej z dermatologami wiedziałam, że najmocniejszym i najgłębiej działającym kwasem jest chemiczny peeling z fenolem. Jest on na tyle silny, że jego efekty porównywane są do chirurgicznego liftingu twarzy (są naprawdę spektakularne) i mogą utrzymywać się nawet kilkanaście lat. Z fenolem nie ma jednak żartów – bezpośrednio po zabiegu nie można spać na boku, bo może to doprowadzić do blizn, infekcji i komplikacji.

 

Osoba poddająca się zabiegowi na 14 dni jest praktycznie wyłączona z życia – co więcej, musi stawiać się na zmiany opatrunków, nakładanie maści pozabiegowych. W okresie rekonwalescencji absolutnie obowiązkowa jest silna ochrona przeciwsłoneczna. Nie bez znaczenia jest także zasobny portfel – zabieg na twarz kosztuje około 6 tysięcy złotych.  Na fenol się nie kwalifikuję – jestem zdecydowanie za młoda (mam zbyt płytkie zmarszczki i za mało przebarwień) i… niewystarczająco zamożna.

O tym,  że kwasy mogą działać naprawdę mocno, przekonałam się na własnej skórze w zeszłym roku, gdy gabinetową kurację Sesdermy składającą się z czterech saszetek i dwóch kremów zamiast w miesiąc (czyli w cyklu: zabieg – tydzień przerwy – zabieg) zużyłam w cztery dni. Efekt? Czerwona twarz, nieprzespana noc z powodu pieczenia, łuszcząca się skóra oraz konieczność zaopatrzenia się w krem dla osób po radioterapii,  żebym mogła w ogóle funkcjonować. Taki efekt – z powodu niedoczytania instrukcji stosowania kuracji – zafundowałam sobie na powitanie 2019 roku. Jak podkreśla dr Rybicka:

Także terapeuta, kosmetolog czy lekarz musi wiedzieć co robi, musi umiejętnie dobrać preparat do potrzeb i rodzaju skóry. W innym wypadku może dojść do podrażnień lub oparzeń z powstaniem trudnych do leczenia blizn i przebarwień. 

Czego więc mogę się spodziewać po kwasach w gabinecie – ostrego łuszczenia i dyskomfortu jak po domowej pomyłce? Sprawdzam.

Za pierwszym razem łagodnie, za drugim z większą dramaturgią

Na czym właściwie polega zabieg peelingu chemicznego? Na kontrolowanym zranieniu skóry pojedynczym lub wieloma czynnikami wywołującymi jej złuszczenie i zniszczenie części naskórka lub skóry właściwej. Po zabiegu tkanki się regenerują, skóra goi się, staje się bardziej elastyczna.

W gabinecie Estetica Nova dr Ewy Rybickiej zaproponowano mi Ferulac Peel z kwasem ferulowym i retinolem w serii trzech zabiegów w odstępie trzech tygodni między każdym. Dlaczego akurat ten peeling? Bo ma on właściwości antyoksydacyjne, neutralizujące wolne rodniki, rozjaśnia przebarwienia i zapobiega ich powstawaniu. W zamierzeniu jest to zabieg naprawiający uszkodzenia posłoneczne przy fotostarzeniu umiarkowanym, poprawiający napięcie skóry i jej zagęszczenie, usuwający nie tylko przebarwienia posłoneczne, ale także hormonalne.

Peeling kwasamiPeeling kwasami Fot. Archiwum redakcji

Po umyciu twarzy kosmetolożka nałożyła mi pierwszą warstwę preparatu z kwasem ferulowym, wmasowując go, aż się zbielił na skórze. Kolejnym krokiem było nałożenie kwasu ferulowego – tym razem o innym pH, i ponowne wtarcie go, aż zamienił się w białawy film. Na koniec na twarz trafił preparat z 1-procentowym retinolem, kwasem hialuronowym i cynkiem. Z tymi wszystkimi warstwami preparatów miałam spędzić kolejnych osiem godzin i dopiero wieczorem zmyć je wodą. W tym czasie powinnam unikać także słońca.

Peeling kwasamiPeeling kwasami Fot. Archiwum redakcji

Skóra twarzy lepiła się, świeciła, a dzień wykonania zabiegu był – jak na złość –wyjątkowo ciepły i słoneczny. Do domu wracałam na rowerze, a podróż zakończyła się obfitym zbiorem małych muszek, które poprzyklejały się do mojej twarzy. Po pierwszym zabiegu zauważyłam także, że na peeling przyszłam z niewielkim wypryskiem na policzku, którego wieczorem już nie miałam.

Po pierwszym zabiegu twarz łuszczyła się po trzech dobach – dość delikatnie. Po 10 dniach skóra była całkiem złuszczona, bardziej gładka i jaśniejsza. Drugi zabieg miał bardziej widoczne konsekwencje – skóra zaczęła się łuszczyć już po dwóch dobach i schodziła płatami, pełne złuszczenie zajęło 11 dni. Dzieje się tak dlatego, że po pierwszym zabiegu skóra stała się delikatniejsza i bardziej podatna na działania kolejnych zabiegów.

Peeling kwasamiPeeling kwasami Fot. Archiwum redakcji

Działanie kwasami to jak malowanie poprzedzone zeskrobaniem starych warstw farby i wygładzeniem ściany papierem ściernym. W przypadku skóry jest to działanie dokładne i głębokie. Nie do porównania z efektem płytkim i krótkotrwałym, jaki daje peeling enzymatyczny czy ziarnisty wykonany w domu kosmetykami kupionymi w sklepie (chociaż złe i zbyt częste ich używanie może doprowadzić do przesuszenia i problemów ze skórą).

Własnym sumptem

Dobra wiadomość jest jednak taka, że odnowę skóry z użyciem preparatów ją złuszczających możemy zorganizować sobie samodzielnie we własnej łazience. Będziemy działać może łagodniej, ale za to przez dłuższy czas i systematycznie aż do wiosny. Co ja zresztą robię trzy–cztery razy w tygodniu, nakładając na noc na twarz preparat z retinolem (na czas po zabiegu w gabinecie odstawiłam je na tydzień).

Preparaty złuszczające do twarzyPreparaty złuszczające do twarzy Fot. Materiały prasowe

Przetestowałam cztery preparaty (piąty i szósty to nowości) i wszystkie z czystym sercem polecam: Receptura R-01 od Dr Chlebus, Serum z Retinolem skwalanem i koenzymem Q10 z linii Esteticus od Basic Lab, Granactive Retinoid 2% Emulsion od The Ordinary, DepiGen od PeelMission czy serum z 5-procentowym retinolem Sleep Tight od Oio Lab oraz Ampule A z czystym retinolem i enkapsulowaną witaminą A marki SVR. Efekt – pozbyłam się przebarwień posłonecznych na czole i policzkach, a z kilkunastu piegów na nosie zostały… trzy. Kwasy w gabinecie dodatkowo je rozjaśniły i poradziły sobie z dwiema zmianami, z którymi sama nie dałam sobie rady.

Co należy wiedzieć o zabiegu kwasami?

  1. Kosmetolog czy lekarz medycyny estetycznej będzie wiedział najlepiej, jaki peeling zaproponować – weźcie pod uwagę rekomendację specjalistów.
  2. Kwasów nie można stosować m.in. gdy ma się na skórze niezagojone rany, opryszczkę, jest się w ciąży czy w czasie radio- czy chemioterapii i przy doustnym leczeniu retinoidami.
  3. Złuszczanie np. retinolem sprawia, że skóra się do preparatu z czasem przyzwyczaja i już nie reaguje tak mocno jak na początku. W pierwszych tygodniach kuracji może doprowadzać do miejscowego przesuszania skóry, dlatego ważne jest dbanie o jej nawilżenie w dni, w które nie stosujecie retinolu.
  4. Retinol stosuje się na noc, a w czasie kuracji kwasami bezwzględnie obowiązuje nas codzienne stosowanie wysokiej ochrony słonecznej. Niezmiennie polecam wam krem, na który z braku dostępności trzeba dosłownie polować – czyli koreański Non-Chemical Sun Block UV Skin79. Dlaczego ważna jest fotoprotekcja? Skóra złuszczona i odsłonięta przez kwasy może w dużo szybszy sposób zacząć się bronić przed promieniowaniem UV. A broni się w ten sposób, że zaczyna produkować melaninę – czyli tworzy przebarwienia. 
  5.  Z kwasami nie ma żartów – zawsze stosujcie się do zaleceń. Jeśli sugerowana częstotliwość stosowania podana przez producenta to trzy razy w tygodniu, to tyle razy stosujcie ten produkt. Jeśli kosmetolog sugeruje, żeby między zabiegami w gabinecie odczekać minimum 21 dni, nie zapisujcie się wcześniej.
  6. Planując zabiegi gabinetowe czy złuszczając skórę w domu, trzeba myśleć perspektywicznie. Jeśli w planach mamy urlop w słonecznym miejscu, na dwa tygodnie przed wyjazdem należy produkt odstawić.

Czy głównym celem złuszczania skóry kwasami jest dla was pozbycie się przebarwień posłonecznych? Jeśli tak, to polecam wam prewencję – czyli codzienną, systematyczną ochronę przeciwsłoneczną, a nie leczenie skutków wystawiania niechronionej skóry na działanie promieni UV, czyli rozjaśnianie przebarwień. Jest tańsza i skuteczniejsza!

Ola Długołęcka – redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.