"Serio, gadałaś z mężczyzną o kolorach?" Czyli wielka awantura o różowe włosy

W głębi serca zawsze marzyłam o odważnej koloryzacji - szczególnie chodził za mną pastelowy róż. Okazało się, że metamorfoza może być trudna, ale nie z powodu fryzjera, lecz... sprzeciwu męża.

"Na własnej skórze" na Kobieta.gazeta.pl to cykl poświęcony urodzie. Co tydzień w piątek znajdziecie materiały o pielęgnacji i nowościach technologicznych.

Czy w 2020 roku decyzje dotyczące mojego wyglądu powinnam uzgadniać z mężem? Nigdy wcześniej mój partner tak ostro nie zareagował na pomysł urodowego eksperymentu. Przedłużane rzęsy, farbowane brwi, kwasy, hybrydy na paznokciach – nie robiły na nim większego wrażenia, chociaż interesował się procesem i efektem zmiany.

Wiedziałam jednak, że z włosami nie będzie tak łatwo i dlatego zwlekałam z powiadomieniem go o koncepcji zmiany koloru włosów (mąż jest np. wielkim przeciwnikiem grzywki). Nieopatrznie podzieliłam się jednak wcześniej chęcią koloryzacji na pastelowy róż z 10-letnim synem, który wsypał mnie po godzinie. Mąż najpierw się zezłościł, a potem naburmuszył i nastroszył.

 

Przekonywałam go, że efekt będzie delikatny i pastelowy, nie w stylu wczesnej Gwen Stefani i początków Lilly Allen, ani tym bardziej późnej Rihanny.

To go jednak nie uspokoiło. Po kilku dniach wracania tematu, wysłuchiwania argumentów w stylu:

Jeśli nie zależy ci na tym, żeby mi się podobać” i wypowiadania innych w typie: 'Naprawdę chcesz mi zakazać zrobienia sobie różowych włosów', ostatecznie usłyszałam: 'Rób, jak uważasz'.
 

Chciałabym i boję się

Kiedy zaczęłam opowiadać fryzjerowi Damianowi Drzyzdze z salonu Let's Dye o moich potyczkach z mężem, zapytał: – Serio, gadałaś z mężczyzną o kolorach? Stwierdził też, że ciężko mu będzie spełnić moje oczekiwania – marzenie o krótkotrwałej i zmywalnej, ale równocześnie widocznej koloryzacji (kolor zmywalny na naturalnie ciemniejszych włosach zawsze jest mniej intensywny niż trwały).

Mocny efekt osiąga się, najpierw silnie rozjaśniając pasma włosów, a później farbując je np. na róż. – Takie eksperymenty to raczej domena młodych osób. Róże, fiolety i zielenie wychodzą u dojrzałych kobiet – owszem – ale przypadkiem, jako efekt niezamierzony nieudanej koloryzacji w domu. Młode kobiety z kolei nie farbują się w salonie, tylko kupują jednorazowe saszetki – dodaje Drzyzga.  Zdaniem fryzjera te są z kolei słabej jakości. – Kolor jest nieprzewidywalny i wychodzi naprawdę bardzo różnie – efekt to raczej zaskoczenie, a nie spełnienie obietnicy – tłumaczy stylista.

Takie jak po prawej stronie kolory wymagają wcześniejszego rozjaśnienia włosów.Takie jak po prawej stronie kolory wymagają wcześniejszego rozjaśnienia włosów. Fot. Archiwum redakcji

Dla kobiet, które reprezentują postawę "chcę, ale się boję",  jest dobre rozwiązanie. Odżywka z pigmentami bezpośrednimi (ma ją w swojej ofercie włoska marka Davines - seria Alchemic), które wchodzą pod łuskę bez konieczności stosowania dodatkowej chemii, czyli silnie działających rozjaśniaczy. Działa to trochę tak, jakbyśmy pocierali włosy suchą kolorową kredą. Damian dodaje, że te pigmenty się z czasem wypłukują. Chociaż przestrzega też przed imprezami ulicznymi, np. biegami, które kończą się obsypywaniem kolorowymi pigmentami. – One mogą mocno i trwale odbarwić  – mówi. I dodaje:

Jednej mojej klientce niebieski wszedł  tak bardzo we włosy, że nie dał się usunąć nawet farbą rozjaśniającą.
 

Odżywkę koloryzującą nakłada się na mokre włosy (lepiej założyć  w tym celu gumowe rękawiczki i ubranie, którego nie żal nam poplamić). Siedzę z produktem na głowie 20 minut, po czym maska zostaje zmyta (cała wizyta u fryzjera trwała rekordowo krótko – niecałą godzinę). Po wysuszeniu widać bardzo delikatny, pastelowy róż – najlepiej w dziennym świetle i w słońcu. Bliżej mu do truskawkowego blondu niż koloru różowej waty cukrowej.

Coś dla niezdecydowanych

Chciałam, ale się bałam – słusznie zdiagnozował moje uczucia fryzjer. Koloryzacja odżywką całkowicie zaspokoiła moją potrzebę i  jednoczesny strach przed eksperymentami. Takie rozwiązanie jest idealne, jeśli chcemy zmienić kolor na krótki czas i zależy nam na tym, żeby efekt nie wymknął się spod kontroli.

Maska na mokrych włosachMaska na mokrych włosach Fot. Archiwum redakcji

Niebieski, zielony, różowy, czerwony – takie utrzymujące się kilka tygodni odcienie na włosach uzyskacie dzięki saszetkom koloryzującym. Ich zaletą jest jednoskładnikowość – żeby był efekt, nie potrzeba rozjaśniaczy. Decydując się na taką koloryzację, musicie jednak wziąć poprawkę na kilka spraw. Po pierwsze – jeśli chcecie zaszaleć z kolorem przy pomocy jednorazowej saszetki kupionej w zwykłej perfumerii, pamiętajcie, że odcień pokazany na opakowaniu jest odcieniem intensywnym, bo zastosowanym na idealnie rozjaśnionych włosach. Na włosach ciemniejszych nie wyjdzie tak intensywnie.

Po drugie –  fryzjerzy zalecają ostrożność. Jeśli macie bardzo zniszczone włosy, efekt nawet jednoskładnikowej pigmentacji może wyjść nieprzewidywalny. Może się też zdarzyć, że kolor wcale się do końca nie zmyje. To przez zniszczoną strukturę włosa, w którą bardziej niż w zdrową wnikają pigmenty. Po trzecie – w przypadku krótkotrwałej koloryzacji za ceną produktu idzie jego jakość. Żeby nie żałować, wybierzcie specyfik uznanej marki.

Jeśli pomimo wszystko efekt was rozczaruje, zachowajcie spokój. Dzięki krótkotrwałemu działaniu koloryzacji możecie w miarę sprawnie wrócić do naturalnego odcienia. W tym przypadku ratujcie się, myjąc włosy szamponem przeciwłupieżowym. Ma on właściwości głęboko oczyszczające i pomoże w usunięciu pigmentów skuteczniej niż zwykły szampon. A na trwałe farbowanie na szalone kolory lepiej umówić się do fryzjera i zdać na jego doświadczenie.

Obóz radykalny

Po wizycie u fryzjera wysyłam mężowi uspokajającego MMS-a, ale pozostawia go bez komentarza. Kiedy docieram do pracy, koleżanka z redakcji, która namawiała mnie na pójście na całość, nie kryje rozczarowania, podobnie dzieci w domu, które chciały chyba, żebym była jak lalka z serii  "Enchantimals”.

 

Po dwóch tygodniach i sześciu myciach głowy śladu po różu nie ma. Dobrze, że zmiana nie była na stałe, bo bardziej niż monotonia i od lat ten sam odcień męczyłaby mnie konieczność trwania w szaleństwie. A jeśli chodzi o kwestię mężowskiej zgody lub niezgody na zmiany w moim wyglądzie, zależy mi na tym, żeby się jemu podobać. Ale z drugiej strony – chciałabym także czasem odpiąć wrotki. Kompromis – jak w tym przypadku – musimy znajdować gdzieś w pół drogi.

Przed i po koloryzacjąPrzed i po koloryzacją Fot. Archiwum redakcji

Ola Długołęcka – redaktorka, która inspirację do tematu potrafi znaleźć w podbitym niechcący oku. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
"Serio, gadałaś z mężczyzną o kolorach?" Czyli wielka awantura o różowe włosy
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl