Blanka Lipińska została skrytykowana przez Maję Staśko: "Dzięki jej wypowiedziom gwałciciele otrzymują kolejne usprawiedliwienia."

Na Blankę Lipińska wylała się fala krytyki, po jej słowach dotyczących sceny otwierającej film stworzony na podstawie książki jej autorstwa. Zdaniem wielu, autorka "polskiego Greya" usprawiedliwia i bagatelizuje gwałt.

Aktywistka, publicystka i krytyczka literacka, Maja Staśko opublikowała na Instagramie post krytykujący Blankę Lipińską. Skrytykowała autorkę „365 dni” za propagowanie gwałtu i usprawiedliwianie gwałtu. Wpis szybko został udostępniony przez Karolinę Korwin – Piotrkowską.

 Blanka Lipińska w rozmowie z Łukaszem Kijkiem. "Na książkach ciężko się zarabia". Zobacz:

Zobacz wideo

Krytyka Mai Staśko pod adresem Blanki Lipińskiej

W swoim wpisie na Instagramie Maja Staśko podkreśliła jak wielki wpływ na społeczną świadomość ma mainstremowe przedstawienie seksu. Wyjaśniła, że w Polsce nadal brakuje rzetelnej edukacji seksualnej, dlatego książki czy filmy o tak dużym zasięgu, jak te autorstwa Blanki Lipińskiej zaczynają kształtować wyobrażenie na temat seksu. Napisała:

Afera z #365dni to nie jest kwestia fikcji literackiej czy filmowej. Wypowiedzi autorki to jedyne od dawna wypowiedzi dotyczące gwałtu w mainstreamowych mediach. To oznacza, że mają olbrzymi wpływ. W świecie pozbawionym rzetelnej edukacji seksualnej to one edukują ludzi i kształtują świadomość na temat przemocy seksualnej.

Tym samym zwróciła uwagę, na fakt, iż film otwiera scena, w której stewardessa zmuszona jest do seksu oralnego. Tak skomentowała scenę Blanka Lipińska, w wywiadzie dla Wprost:

 Dla jednych kobiet to jest gwałt, feministki bardzo głośno krzyczały na ten temat. Dla innych kobiet to bardzo fajny seks oralny. (...)

Maja Staśko skrytykowała promowanie gwałtu przez Blankę Lipińską

 „Dzięki jej wypowiedziom gwałciciele otrzymują kolejne usprawiedliwienia. A kobiety po gwałtach z jeszcze niższym prawdopodobieństwem zgłoszą gwałt na policji.”

Aktywistka podkreśliła też, że gwałt nie może być odbierany jako część seksualności, ani gra wstępna. Negatywnie na temat twórczości Blanki Lipińskiej wypowiedział się także pisarz Jakub Żulczyk. Zamieścił na swoim instagramowym profilu wpis:

To my, na premierze filmu, o którym lepiej zapomnieć. Dlatego nawet nie mówimy jakiego. Podpowiem: #pornhub lepszy i za darmo. Ale mamy fajne zdjęcie z łazienki.

Blanka Lipińska obstaje przy swoim i twierdzi, że żadnego gwałtu w scenie nie było. Według autorki to kobiety powinny uważać, na to, o co proszą mężczyzn:

Nie wyłapałaś, że moja stewardesa podrywała go, prowokowała. Miała tylko pecha, bo spodziewała się, że to będzie romantyczny stosunek, a dostała dominanta. Stąd płynie ważna nauka: uważaj, o co prosisz, bo możesz to dostać, ale nie w takiej formie, o jaką prosiłaś albo na jaką jesteś gotowa. Poza tym ostatnio czytałam o badaniach amerykańskiego psychologa Justina Lehmillera, z których wynika, że 61 proc. kobiet fantazjuje o seksie, na który nie wyraziły zgody" 

Maja Staśko kończy swój wpis gorzką refleksją:

Sprzedawanie gwałtu jako udanego seksu to jakaś masakra. Nie wierzę, że to się dzieje w 2020 r. Jak można kapitalizować cierpienie milionów kobiet dla milionów złotych?