"Wziąłem z nią ślub, bo nie chciało mi się szukać, a wiedziałem, że już muszę". Miłość w dzisiejszych czasach ma status "To skomplikowane"

- Żyjemy w społeczeństwie samotnych ludzi. Z badań wynika, że co piąte gospodarstwo domowe w Polsce to jeden człowiek. Ludzie dzisiaj nie budują relacji, bo pracują, jak dzicy albo na miłości się już sparzyli. Nie są z nikim, ale bardzo za tym tęsknią - rozmawiamy z psycholog Magdaleną Chorzewską o miłości w czasach lajków.

Sylwia Borowska: Mój mąż zapomniał o walentynkach! Czy już mnie nie kocha?

Magdalena Chorzewska: Są mężowie, którzy zapominają o urodzinach i rocznicach ślubu, co nie znaczy, że nie kochają. Zwyczajnie zapomnieli. Czy mąż już cię nie kocha? Nie wiem. Ludzie nigdy nie rozstają się z jednego powodu. To jest suma powodów i to narasta. Czy czujesz presję z powodu walentynek? Boisz się, że wyjdziesz na miasto 14 lutego i będziesz widzieć w restauracjach same zakochane pary? Spokojnie, wszyscy ulegamy presji świętowania walentynek, podobnie jak ulegamy jej w sylwestra. Nie zapominaj, że napędzają to reklamy. Fajnie, że jest dzień zakochanych. Choć jestem za tym, aby kochać się przez 365 dni w roku.

Skoro już padło słowo 365 dni. Czy powieści Blanki Lipińskiej uświadomiły Polkom, czego naprawdę chcą w miłości?

Już przy powieści "50 twarzy Greya" E.L. James miałam wysyp pacjentek, które przychodziły do mnie z wypiekami na twarzy i mówiły "Boże, jakie ja mam beznadziejne małżeństwo i nudny seks, a tutaj w książce jest tak fajnie. Kiedy czytam, jestem podniecona". Zalecałam im, aby wykorzystały treść książki i zaczęły rozmawiać z mężem o seksie, o swoich potrzebach "Bądź aktywna, powiedz mu i pokaż mu, czego chcesz". Żyjemy jednak w kulturze, w której kobieta nie chce wychodzić z inicjatywą w obawie, że będzie postrzegana jako ta wyuzdana i łatwa.

Pojawiły się zarzuty, że treść książki czy filmu "365" zachęcają mężczyzn do przemocy i umacniają szkodliwy stereotyp. Zgadzasz się z tym?

W każdej sypialni normy seksualne są inne. Jeśli spotykają się dwie osoby, które lubią BDSM, niech się naparzają, jeśli nie robią nikomu krzywdy. Nie oceniam tego. Zaletą trwałego związku jest rozwój i szczerość, również w sypialni. Partnerzy szukają podniet, bo seks po bożemu nudzi się szybko, a że dobrze się już znają, to mogą pozwolić sobie na więcej. Dzięki takim erotykom, jak Blanki Lipińskiej czy E.L. James ludzie rozpoznają swoje potrzeby i potrafią je nazwać. W terapiach seksualnych wykorzystuje się filmy erotyczne, aby pokazać, jak ciało reaguje, jakie pacjent może mieć nieuświadomione pragnienia. Fizjologii nie da się oszukać, a książka jest formą stymulacji.

Jednak to się nie klei z pobożnym, katolickim wychowaniem.

Myślę, że nie katolickim, tylko polskim. Przecież są takie nacje w Europie, gdzie odsłanianie ciała czy mówienie o seksie jest naturalne. W katolickich Włoszech ludzie kipią seksem. A u nas? Często kobieta ubrana seksownie od razu jest "dziwką" albo "uwodzicielką". Uważam, że dzięki tym książkom została wykonana w jakimś sensie praca terapeutyczna. Ma to też swoje cienie, bo jeśli "Grażyna" naczyta się Blanki Lipińskiej i zachwyci gorącym Massimo na ekranie, to wracając z kina do domu, pomyśli: I co ja robię w życiu z tym "Januszem"? To może budzić frustracje i dawać poczucie iluzji, a przecież nie każda kobieta znajdzie księcia, a mężczyzna księżniczkę. Dysonans między tym, co mnie stymuluje, a tym, co dostaję w życiu, może być ogromny. Dlatego młodzi chłopcy, którzy oglądają pornografię, są często rozczarowani pierwszym seksem. Bo nie zgadzają im się piersi i wagina dziewczyny, z tym, co wcześniej widzieli w sieci.

Czy myślisz, że młodzi ludzie marzą jeszcze w dzisiejszych czasach o ślubie?

I tak, i nie. Żyjemy nadal w kulcie białej sukni, szczególnie dziewczynki. Ślub i wesele to są wydarzenia, o których się mówi. Na śluby się jeździ, śluby się przeżywa, są to też chwile, które jednoczą rodzinę. Ślub to moment, w którym para obwieszcza całemu światu: kochamy się, jesteśmy razem. Ludzie żenią się z automatu, bo takie jest oczekiwanie społecznie. Mamy już dwadzieścia parę lat, mamy partnera, więc siłą rzeczy on powinien się zadeklarować. Rodzice się dopominają "Kiedy ślub?" czy "Gdzie jest pierścionek?". Znam wiele kobiet, które - gdyby mogły - wyszłyby za mąż same za siebie. Celem nie jest życie z kimś czy budowanie relacji, tylko samo posiadanie męża. Znam też takie osoby, które celowo brały separację, aby nie mieć statusu rozwodnika, bo bały się społecznego wykluczenia. Weźmy pod uwagę realia – w Warszawie są single, ale na wsi pod Białymstokiem są stare panny i kawalerowie. Jeden z moich pacjentów powiedział ostatnio "Wziąłem z nią ślub, bo nie chciało mi się szukać, a wiedziałem, że już muszę". Wysyp rozwodów jest najczęściej w okolicach trzydziestki, kiedy człowiek zaczyna dojrzewać i dowiadywać się tego, czego od życia naprawdę chce.

"Orgazm jest dziś łatwy jak pójście po piwo do żabki..." - dowiedz się, co przedstawiciele pokolenia "babyboomersów" (55-65 lat) i "milenialsów" (25-35 lat) mowili o miłości w raporcie z najnowszych badań agencji Y&LOVERS >> 

Psycholog: Wysyp rozwodów jest najczęściej w okolicach trzydziestki, kiedy człowiek zaczyna dojrzewać i dowiadywać tego, czego od życia naprawdę chcePsycholog: Wysyp rozwodów jest najczęściej w okolicach trzydziestki, kiedy człowiek zaczyna dojrzewać i dowiadywać tego, czego od życia naprawdę chce Fot. Bacho/ Shutterstock.com

Jesteś ekspertem w programach telewizyjnych. Czego nowego dowiedziałaś się o ludziach i związkach, biorąc udział w "Ślubie od pierwszego wejrzenia"?

Zakochać się możesz wszędzie. Nawet w programie telewizyjnym. To nie było wyreżyserowane show. Zgłaszali się do niego ludzie, którzy próbowali wcześniej znaleźć miłość. Próbowali być z kimś, być sami, próbowali szukać przez portale randkowe. Jakoś im nie wychodziło. Osoby te mają najczęściej problemy osobowościowe, problemy w byciu z relacji. Nie potrafią iść na kompromis albo są zranione czy zostały oszukane przez kogoś i dlatego boją się wejść w kolejną relację. Ideą tego programu było oddanie się w ręce ekspertki, która pomoże dopasować partnera pod kątem osobowości, systemu wartości, doświadczenia. Program był swatką na miarę dzisiejszych czasów.

Zaroiło się od tych nowoczesnych swatek. Jest dużo programów w telewizji, jak "Sanatorium miłości", "Rolnik szuka żony", "Love Island" czy "Hotel Paradise". Jest też aplikacja randkowa Tinder. Kiedyś korzystanie z takich metod nie wydawało się obciachem?

Chwileczkę, a "Randka w ciemno"? To już było ponad dwadzieścia lat temu w telewizji! A reality show jak "Big Brother"? Tam też chodziło o to, aby coś się zadziało, aby zaistniała interakcja między uczestnikami. Wcale mnie to nie dziwi, że ludzie szukają różnych metod na poznanie partnera. Żyjemy w społeczeństwie samotnych ludzi. Z badań wynika, że co piąte gospodarstwo domowe w Polsce to jeden człowiek. Ludzie dzisiaj nie budują relacji, bo pracują, jak dzicy albo na miłości się już sparzyli. Nie są z nikim, ale bardzo za tym tęsknią. Panuje powszechna opinia, że takie formaty telewizyjne dają popularność. Na pewno chęć bycia rozpoznawalnym jest motywacja jakiejś części osób, jednak spora część chciałaby znaleźć w programie partnera i stworzyć związek.

Jakie miejsce w piramidzie potrzeb Maslowa zajmuje miłość?

Miłość i akceptacja są na drugim miejscu. Na pierwszym jest jedzenie, oddychanie i seks. Często ludzie mylą seks z miłością. Żyjemy w czasach pogmatwania, w których stan wesołego singlowania się przedłuża. Znam pacjentów, którzy mieli tak wiele relacji, że zahacza to o promiskuityzm, czyli kontakty seksualne pozbawione więzi uczuciowych, podejmowane z przypadkowymi, często zmienianymi partnerami. Paradoks polega na tym, że jest on formą szukania bliskości, a nawet sposobem na znalezienie w końcu tej wymarzonej drugiej połówki.

Tutaj widzę pułapkę w Tinderze, który bardzo sprzyja promiskuityzmowi.

Tinder to niezatrzymująca się karuzela możliwości. Ludzie nie są w stanie tworzyć trwałych relacji, bo to wymaga cierpliwości i pracy. Łatwiej uciec w kolejne możliwości, czyli tysiące twarzy do wyboru na Tinderze. Przesuwamy palcem po ekranie i wybieramy, po kliknięciu odbywa się krótka rozmowa i spotkanie, po czym decydujemy, co zrobimy z tym dalej. Mam mnóstwo pacjentów, którzy o ósmej rano rozstali się z kimś, a o 17.00 mają już umówioną kolejną randkę. Następna i następna. Tinder sprzyja tworzeniu płytkich relacji, często opartych na seksie i szybkiej zmianie partnerów. Na jednej randce można pokazać najlepszą wersję siebie. Co potem? Nie ma przecież trwałej relacji bez jej mozolnego budowania, a nawet bez kryzysów, dzięki którym te relacje rozwijają się i umacniają.

Co się z nami stało? Dlaczego dzisiaj tak trudno coś zbudować?

To wynika z tego, że wiele osób jest zaburzonych osobowościowo albo mają pewne cechy zaburzeń. Mamy coraz więcej osobowości narcystycznych i typu borderline. Narcyz (zarówno kobieta, jak i mężczyzna) na początku adoruje, troszczy się, dba o partnera na każdym polu, ale ten Wersal szybko się kończy i zaczyna się krytyka, odtrącanie, szereg negatywnych emocji. Takie związki bardzo uzależniają. Podobnie jak z osobowościami borderline. Są to osoby nieprzewidywalne, chwiejne, często bardzo atrakcyjne fizycznie, przyciągające, pompujące emocje. Borderline bardzo przeżywa odtrącenie, a sam często prowokuje partnera do tego i dopiero zaczyna się emocjonalny rollercoaster. Od miłości do szantażu jest cienka linia. Border przeprasza, błaga, grozi, że się zabije. Odchodzi i wraca.

ZwiązekZwiązek Ronny Sison, Unsplash

Co wpływa na ten wzrost zaburzeń?

Styl życia i sposób wychowania. Kiedyś było więcej domów wielopokoleniowych i wyraźny podział ról między kobietą a mężczyzną. Jakiś czas temu kobiety się wyemancypowały, poszły do pracy, często stawiają na karierę, na swój rozwój osobisty i wychowanie dzieci nie jest już dla nich najważniejsze. Mężczyźni też chcą się realizować, odwlekają moment dorastania i wzięcia odpowiedzialności za związek, za rodzinę. Jeśli rodzic sam jest pogubiony, nie rozpoznaje swoich emocji albo - co gorsza - rozładowuje je na dzieciach, to deprywuje je emocjonalnie, czyli unieważnia ich emocje.

Dziecko dorastające z chwiejnymi emocjami rodziców może czuć się odtrącone. Takie dziecko czuje wieczny głód miłości. Potem przez całe życie szuka tej miłości, jednocześnie przekonane, że na nią nie zasługuje. Człowiek, który ma osobowość typu borderline, nawet jeśli się z kimś zwiąże, to zrobi właśnie wszystko, żeby to rozwalić. Narcyz, na zewnątrz piękny, otaczający się blichtrem, czerwonymi dywanami i znanymi osobowościami, w środku będzie zawsze czuł się gorszy. Takie osoby nie będą funkcjonować w związkach, nawet jeśli ich partner to zrozumie i będzie się starał im pomóc.

Często relacje z rodzicami lub innymi bliskimi osobami sprawiały dzieciom ból. To typowe dla dzieci alkoholików albo rodziców przemocowych. Z jednej strony rodzice bili, poniżali, a z drugiej mówili: kocham cię. Tak powstaje jeden z patoskryptów – kocha i krzywdzi. Dzieci z tym patoskryptem będą szukały osób, które będą ich w związku kochały i krzywdziły. Albo odwrotnie - będą w ogóle unikały miłości i związków, bo kojarzy im się tylko z cierpieniem. Ostatnio pojawił się u mnie pacjent, który żyje od lat z kobietą, która ma zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Całe swoje życie dostosował do niej, aż po 30 latach małżeństwa stwierdził "Mam już dosyć. Po tylu latach nawet nie wiem, co jest normalne, a co nie".

Z badań - między innymi najnowszego raportu Y&LOVERS o zmianach jakie zaszły we postrzeganiu miłości w zaledwie jednym pokoleniu - wynika, że millenialsi (25-35 lat) są bardziej świadomi "patoskryptów" i sięgają częściej po pomoc psychologów, niż ich rodzice.

Świadomość ludzi wzrasta. Wystarczy, że włączysz telewizję śniadaniową i masz rozmowę z psychologiem. Wiem, bo sama często jestem zapraszana do studia. W księgarni są dostępne setki poradników psychologicznych. Większa świadomość powoduje również to, że wiele osób szuka u siebie zaburzeń, których nie mają. Kiedy człowiek mówi "mam depresję", to wcale nie musi oznaczać, że ma klinicznie stwierdzoną depresję. Podobnie ktoś może mieć cechy narcyza, ale nie być narcyzem. Trzeba spełniać określone kryteria, aby zostać zdiagnozowanym. Ludzie szukają pomocy u specjalistów, bo im się nie układa jeden, drugi, trzeci związek i chcą wiedzieć dlaczego. Dla millenialsów świat jest zbiorem okazji. Nie wychodzi im częściej niż ich rodzicom, mają większy wybór, o czym już mówiłyśmy. Millenialsi wolą wyrzuć popsutą rzecz niż ją naprawić. Kiedyś ludzie nie rozstawali się tak szybko. Samotna matka z dzieckiem czy rozwódka była napiętnowana społecznie, było jej ciężko utrzymać się. Dzisiaj kobieta, rozstając się z mężem, świetnie radzi sobie sama A może nawet lepiej. Znam wiele kobiet, które mówią, że chciałyby być samotną matką albo takich, które nie potrzebuję męża, ale chciałyby mieć dziecko.

Cytat z badania agencji Y&LoversCytat z badania agencji Y&Lovers Fot. Y&Lovers

A to samotne macierzyństwo to nie jest zamknięte koło? Nie prowadzi dzieci prostą drogą do zaburzeń?

Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego, jak kobieta będzie sobie radziła emocjonalnie w tej sytuacji. Czy okaże dziecku miłość, rozpozna i uszanuje jego potrzeby? Czy będzie już zawsze samotna jako kobieta? Nie chciałabym stygmatyzować samotnych matek. Zresztą dzieci samotnych matek mają przecież jakichś ojców. Ojcowie walczą dzisiaj często o to, aby być obecni w życiu swoich dzieci na równi z matkami. Coraz popularniejszą staje się opieka naprzemienna.

Czy myślisz, że dominacja mediów społecznościowych i kult celebrytów też mają jakiś wpływ na rozwój zaburzeń osobowości?

Oczywiście. Jeśli robię selfie i wrzucam na Instagram, to mój układ nagrody w mózgu szaleje ze szczęścia. Nawet jeśli nie zdaję sobie z tego sprawy, to będę dążyć do tego, aby tę przyjemność powtarzać. Osoba, która nie czuje się atrakcyjna, robi sobie zdjęcie z filtrem, ustawia się odpowiednio tak, aby wyglądać na chudszą, młodszą, bardziej atrakcyjną. Lajki się sypią, a ona ma strzał dopaminy! Kiedy potem patrzy w lustro, coś się jej nie zgadza. Instagram vs rzeczywistość. Czuje się źle, ale brnie w to dalej, kupując odpowiednie ubrania i bywając w odpowiednich miejscach. Kreuje swoje życie na Instagramie po to, aby poczuć pożądanie i uwagę innych ludzi. Dużo mam takich pacjentów, którzy nie akceptują siebie, ale na zewnątrz pokazują, że są lepsi i ładniejsi od innych. Instafake to choroba naszych czasów.

Naśladowanie celebrytów, np. bajkowe zaręczyny, baby shower, bajkowy ślub, a nawet taki pierścionek, jak gwiazda. W jakim stopniu ludzie reżyserują nie tylko swoje życie, a nawet miłość, wzorując się na celebrytach?

Chodzi ci pewnie o to, że jak będę miała ślub, jak Perfekcyjna Pani Domu, to poczuję się lepiej? Poczuję się jak gwiazda? Kobiety idą do fryzjera z wyciętym zdjęciem z gazety i mówią "Taką chcę mieć fryzurę", potem idą do lekarza medycyny estetycznej "Poproszę takie usta", a potem do chirurga "Chcę mieć taki biust i takie pośladki". Ludzie od wieków się na kimś wzorowali, pytanie tylko, jakie są to wzorce? Mam pacjentki, które żyły w spokojnych małżeństwach i przewidywalnym do bólu świecie. Nagle pod wpływem tego, co zobaczyły i przeczytały w kolorowych magazynach, postanowiły to zmienić. Poszły na siłownię, a tam poznały inaczej żyjące kobiety. Porównując się z nimi, uświadomiły sobie, że chcą być takie, jak ich nowe koleżanki. Często jest to początek korzystnych zmian, ale jest i druga strona medalu. Ludzie, którzy są podatni na sugestie, burzą stary porządek, a potem tego żałują, bo tak naprawdę ten nowy porządek też nie jest ich.

Aż boję się przejść do kolejnego pytania, a mianowicie, co znaczą dzisiaj te dwa słowa: kocham cię?

"Kocham cię" straciło na wartości. Jest nadużywane. Coraz częściej mówi się to bez emocji, jak "Cześć, co słychać?". Zaczyna też w naszym języku funkcjonować kalka z języka angielskiego - kocham, czyli lubię. Kocham te buty, kocham te spodnie, kocham ten film. Poza tym "kocham cię" niesie ze sobą tyle konotacji. Jednego po takim wyznaniu zaleje fala szczęścia, a drugi ucieknie. Dla tych, którzy boją się bliskości "kocham cię" oznacza koniec relacji. Kiedy randkują, uprawiają seks, imprezują, jest fajnie, ale "kocham cię" to już zobowiązanie, więc czas wziąć nogi za pas.

Czy nie sądzisz, że w tym zwariowanym świecie, napędzanym dopaminą lajków, jedna czerwona róża, jak w "Małym Księciu" jest na wagę złota?

W miłości liczą się proste gesty i małe rzeczy. One tworzą całość. Troska, komplement. Nie zawsze chodzi o efekt wow! Tylko że to, co wydaje się najprostsze, okazuje się najtrudniejsze. Jak brzmi ten status związku na Facebooku? "To skomplikowane".

Magdalena Chorzewska - psycholog, psychoterapeutka, coach oraz trener rozwoju osobistego. Była ekspertką w programach telewizyjnych, m.in. "Ślub od pierwszego wejrzenia" i "Love Island".

***

Projekt ALL YOU NEED IS… WHAT? powstał z potrzeby serca i miłości do pytania Y [WHY?] agencji badawczej Y&LOVERS. Wspólnie z Partnerami: CPC Brand Consultants, Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna i MediaC om agencja przeanalizowała romantyczne praktyki, miłosne pragnienia, związkowe potrzeby i lęki dwóch pokoleń: Boomersów (55-65 lat) oraz ich dzieci - Milenialsów (25-35 lat) CAŁY RAPORT, wraz z wypowiedziami uczestnikó badania  ZNAJDZIECIE TUTAJ >>

Cytat z badania agencji Y&LoversCytat z badania agencji Y&Lovers Fot. Y&Lovers