Ewa Minge szczerze o filmie "365 dni". Blanka Lipińska: "Nareszcie ktoś mnie rozumie"

Ewa Minge postanowiła odnieść się na swoim Instagramie do głośno komentowanego filmu "365 dni". Projektantka szczerze napisała, co myśli o tej najbardziej kontrowersyjnej scenie w filmie, a także skierowała kilka słów do feministek. Na post odpowiedziała sama Blanka Lipińska.

Nie da się ukryć, że film "365 dni" na podstawie bestsellera Blanki Lipińskiej jest jednym z najbardziej komentowanych filmów ostatnich tygodni. Historia Laury i Massimo ma zarówno mnóstwo zwolenników, jak i przeciwników. Kontrowersje wokół filmu podsyciły również ostre słowa feministek, które twierdzą, że film promuje gwałt. Sama autorka przyznaje, że jest już znudzona i zmęczona tymi atakami. - Z jednej strony mnie to męczy, z drugiej strony nudzi udowadnianie wszystkim, że autor wie, co autor miał na myśli. Jest to dla mnie temat nudny i oklepany - powiedziała Blanka Lipińska w wywiadzie dla Radia Zet.

Zobacz wideo

Ewa Minge szczerze o filmie "365 dni"

Ewa Minge, po obejrzeniu filmu "365 dni", postanowiła podzielić się swoimi wrażeniami odnośnie całej historii, a także tej konkretnej sceny, która wzbudziła tyle kontrowersji. - Nie jestem krytykiem filmowym wiec nie będę oceniała pod względem artystycznym sztuki filmowej . W wielkim skrócie podobała mi się muzyka, Massimo i główna aktorka, która momentami tak przypominała Blankę, że miałam wrażenie iż autorka nadzorowała każdy gest. Ale o to chyba chodziło? Skupmy się na wątku, który tak oburza, czyli stronie erotycznej, obyczajowej i gwałcie. W mojej skromnej ocenie najmocniejszy w pierwszym fragmencie incydent z samolotu był do dyskusji. Stewardessa sprawiała wrażenie raczej zadowolonej i miała na moje oko wliczone takie usługi w zakres pracy. Skandal? Nie, pokazanie szczere nowych czasów, a w zasadzie nowej szczerości, bo jak świat światem, tak to się dzieje. I nie rozumiem krzyku feministek, bo gwałt, to gwałt, a tu raczej niestety dobrowolna postawa kobiet. Dalej podejrzenia o gwałt nie było, wręcz odwrotnie Massimo zapowiedział, że będzie czekać, a jak mu chcieli zgwałcić obiekt miłości, strzelał - napisała projektantka.

Oprócz tego, Ewa Minge porównała historię z "365 dni" do tej, którą znamy z kultowego filmu "Pretty Women". - Nikogo nie raził amerykański Pretty Women, bo był podany romantycznie i lód filmowy zapłacony, więc wszystko ok. I ta Julia Roberts taka biedna i miła. Nasza dziewczyna walczyła i dopiero po kolejnych zakupach zakochała się. Julia przed zakupami już była cała gotowa. Ale się naraziłam teraz. Trudno, lubię być obiektywna. W moim subiektywnym odczuciu amerykański sen bycia prostytutką na ulicy i złapania w ten sposób milionera jest w tych samych kategoriach co praca stewardesy Massimo, a reszta już bardziej europejska. Zakupy w Warszawie, a nie na Rodeo drive i główny bohater mordował ludzi, a nie przedsiębiorstwa, chyba handlował narkotykami i tego także nie popieram - dodała w poście na Instagramie.

Na koniec, projektantka postanowiła odnieść się również do feministek. - Drogie feministki, to my kobiety decydujemy gdzie się zatrudniamy i jakie łykanie sprawia nam przyjemność. Jesteśmy silne, świadome, wykształcone i jeżeli tylko zostaniemy wychowane odpowiednio, to zanim ktoś nas do czegoś zmusi, to raczej go 'zabijemy'. My godzimy się na bycie za luksusowe życie lub nawet takie zwyczajne poniewierane. Edukacja drogie panie. My rodzimy i my wychowujemy tak kobiety jak i mężczyzn - podsumowała Ewa Minge.

 

Blanka Lipińska dziękuje Ewie Minge jej za otwartą głowę

Do postu, który opublikowała Ewa Minge, postanowiła odnieść się sama autorka książki oraz filmu. Na swoim InstaStories, Blanka Lipińska udostępniła post projektantki dziękując jej za otwartą głowę. - Nareszcie ktoś mnie rozumie. Dziękuję @eva_minge za otwartą głowę - napisała Blanka Lipińska.