Organizuje orgie, ale sama jest romantyczką i nie bierze w nich udziału

Po latach na jej orgiach będzie hulać i dwieście, i trzysta osób. Główne zasady się nie zmienią: panie proszą panów, "nie" znaczy "nie", dziewczyna może siedzieć przy barze z koleżankami i w ogóle o mężczyznach nie myśleć - pisze o seksimprezach organizowanych przez jedną ze swoich bohaterek Aleksandra Gumowska w książce "Seks w wielkich miastach".

Emma swój biznes nazwała Killing Kittens, czyli "zabijanie kociąt". To od powiedzenia ukutego w cyberprzestrzeni, że za każdym razem, kiedy ktoś się masturbuje, Bóg uśmierca jednego koteczka.

Biznes Emmy to organizacja orgii.

Selekcji do klubu na początku dokonywała sama. Ustaliła też zasady: w imprezie mogą brać udział tylko zarejestrowani członkowie. Tygodniowo zgłoszenia przysyłało trzydzieści, czterdzieści par. "Chciałabym się dostać do Killing Kittens" - takie odrzucała, bo nie miały uzasadnienia. "Jestem hetero, ale chciałabym spróbować czegoś z dziewczynami" - powód był, zdjęcie w porządku. Te bez zdjęcia też odrzucała. Nie przyjmowała ludzi brzydkich i starych, już tych powyżej czterdziestego piątego roku życia. Nie chciała tworzyć kolejnego ciemnego i brudnego miejsca do kopulacji.

 

Kobiet więcej niż mężczyzn

Na pierwszą imprezę, w 2005 roku, zaprosiła czterdzieści osób, dwadzieścia z nich znała. Kolejną zorganizowała po miesiącu, następne - co dwa tygodnie. Zaczynała od Londynu. Dziesięć lat później działała w całej Wielkiej Brytanii (Manchester, Edynburg, Yorkshire, Brighton), a także w Madrycie, Dublinie, za oceanem (Los Angeles, Nowy Jork, Chicago) i na antypodach (Sydney, Melbourne). Wprowadziła też do oferty imprezy w bardziej przystępnej cenie (po sto funtów od pary) oraz przyjęcia Silver Kittens, dla starszych "kociąt", które wyrosły z grupy "do czterdziestu pięciu lat".

Emma widziała, jak facetom włącza się wtedy instynkt terytorialny. Wchodzi agresja. Przez długi czas starała się nie zapraszać więcej niż stu osób na imprezę. - Optymalna liczba to osiemdziesięcioro gości. Jak przekroczysz setkę, trzeba bardzo uważać na mężczyzn - mówiła ponad dekadę temu. - Musisz ich kontrolować. Mieć oko, czy potrafią się zachować, czy nie są konfliktowi.

Po latach na jej orgiach będzie hulać i dwieście, i trzysta osób. Główne zasady się nie zmienią: panie proszą panów, "nie" znaczy "nie", dziewczyna może siedzieć przy barze z koleżankami i w ogóle o mężczyznach nie myśleć. Ani o kobietach. W ogóle o seksie. Kobiet jest co najmniej sześćdziesiąt procent. Są singielki, są w parach. Mężczyzna może przyjść tylko z partnerką. Nie ma samotnych facetów.

.. Fot. Shutterstock

Gdy Emma zakładała Killing Kittens, dziewczyny mówiły jej, że na rynku seksualnym nic dla nich nie ma, że wszystko jest ustawione pod facetów, że kobiety służą im tylko do wytrysku. Umiała zorganizować dobrą imprezę, więc dlaczego nie seksparty dla kobiet?

Idzie nowe

Z nadejściem trzeciego milenium coś zaczęło pękać. Dwudziesto- i trzydziestolatki zaczęły wyraźnie różnić się od swoich rówieśnic sprzed dziesięciu czy dwudziestu lat.

Wyliczały: chcę to zrobić w parku, chcę pocałować inną kobietę, wziąć udział w imprezie fetyszystycznej, kupić designerski wibrator, chcę spróbować czegoś naprawdę odjechanego.

Soho zapełniali wieczorami wystylizowani, kolorowi ludzie. Nie wypadało już chodzić do klubów w T-shircie i dżinsach, co jeszcze dekadę wcześniej uchodziło za normę. Wyraziste fryzury, błyszczące sukienki, pierzaste boa.

To dla kobiet sklepy erotyczne z piwnic wkroczyły na główne ulice handlowe - przejaśniały, wyładniały, wprowadziły materiały nietoksyczne i przyjazne dla środowiska ("Oddaj swojego zużytego miłością króliczka, zostanie poddany recyclingowi i zabiegom przyjaznym środowisku, a nowego, nieszkodliwego dla przyrody, dostaniesz za pół ceny" - zachęcał sex-shop LoveHoney). W kwietniu 2017 roku tabloid "The Sun" poinformował, że według sieci sklepów erotycznych Ann Summers w brytyjskich sypialniach jest więcej ich "szalejących króliczków" niż prawdziwych królików w całym kraju. Liczbę sprzedanych od 1972 roku wibratorów Ann Summers ocenia na ponad trzydzieści siedem milionów. Tyle, ile wynosi ludność Polski. Dwa miliony rocznie.

Wibrator można kupić już za funta, ale nie ma przeszkód, by wydać na niego i dziesięć tysięcy (pokryty dwudziestoczterokaratowym złotem). Producenci i producentki prześcigają się, by urządzenia do masturbacji nie tylko bzykały i wibrowały, ale i zbierały dane o rozkoszy, próbowały wzmacniać orgazm za pomocą magnesów, przyczepiały się pod wargi sromowe i samoczynnie stymulowały łechtaczkę, były zdalnie sterowane, miały po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt opcji prędkości, mocy, rodzaju masażu.

BDSMBDSM Shutterstock

Efekt Greya

Emma też miała nosa. W 2007 roku jej Killing Kittens zrzeszały trzy tysiące osób. Nie było jeszcze "Pięćdziesięciu twarzy Greya" - książki autorstwa ukrywającej się pod pseudonimem Brytyjki - o sadomasochistycznej relacji młodej dziewczyny i biznesmena. W Wielkiej Brytanii powieść zdobyła tytuł najszybciej sprzedającej się książki wszech czasów: w ciągu dwóch pierwszych miesięcy od wydania sprzedano więcej egzemplarzy niż najlepiej sprzedającej się części o Harrym Potterze w takim samym okresie. Po premierze filmu liczba członków klubu wzrosła do czterdziestu tysięcy, a w 2019 roku było ich już sto tysięcy.

"W ostatnich latach, za sprawą Pięćdziesięciu twarzy Greya, ludzie robią się bardziej otwarci" - usłyszała od Helen Zeal, szefowej działu zabawek w Ann Summers, Martha Cliff, dziennikarka "Daily Mail". Dziennik "Metro" zaczął radzić, "jak bezpiecznie i z zadowoleniem używać zabawek analnych bez robienia sobie krzywdy", a sieć Lovehoney wprowadziła serię Fifty Shades of Grey z akcesoriami bondage: pejczami, batami, uprzężami. Ann Summers oferuje również klatki.

W Londynie Anno Domini 2007 nie wszyscy chcieli wynająć Emmie lokal na orgię, ale jednak coraz większa liczba imprez seksualnych gdzieś się musiała podziać. Na gejowskie spa w Covent Garden zawsze mogła liczyć. Dla właściciela biznes to biznes. Przez długi czas pewniakiem była także osiemnastowieczna kamienica położona przy Portland Place w dzielnicy Marylebone, parę kroków od polskiej ambasady. Tamtejsze szerokie chodniki dają odetchnąć od londyńskiego tłoku i chłonąć zieleniące się drzewa. Ceny dwu- i trzypiętrowych georgiańskich domów przyprawiają jednak o zadyszkę nawet mniej zwykłych śmiertelników.

.. Fot. Shutterstock

Na tle okolicznych budynków ta dawna placówka dyplomatyczna Sierra Leone sprawiała wrażenie zapomnianej. Ceglana fasada, a zwłaszcza niegdyś białe gzymsy nieśmiało przeświecały spod grubszej niż u sąsiadów warstwy londyńskiego kurzu. To tutaj Amy Winehouse kręciła teledysk Rehab, a Colin Firth jako Jerzy VI w Jak zostać królem przechodził skuteczną terapię jąkania. Marmurowe podłogi w hallu, sala balowa, spore jacuzzi, osiem salonów i dwadzieścia cztery sypialnie. Kominki. Odchodząca miejscami ciemna farba i skopane listwy przypodłogowe ponoć tylko dodawały orgiom dekadenckiego uroku.

Aż wybuchł skandal. Właściciel, bywalec salonów i biznesmen, który nabył tytuł szlachecki razem z ziemią, został skazany za oszustwa na siedem lat i osiem miesięcy więzienia. Sędzia, komentując sprawę, nazwał go "lordem oszustwa". Imprezy Emmy przeniosły się więc na drugą stronę ulicy.

.. Fot. Shutterstock

Odbywały się też w apartamencie na najwyższym piętrze w butikowym hotelu z widokiem na londyńskie centrum finansowe. W statecznych wiejskich posiadłościach. W hotelach specjalizujących się w orgiach. Pod warunkiem zachowania w tajemnicy nazwiska właścicieli.

Angielska róża

Emma to dziewczyna z dobrego domu. Powiedzieć, że informacja, iż organizuje orgie, zaskoczyła jej rodziców, to nic nie powiedzieć. Kiedy Emma bawiła u swojego chłopaka w Australii, w tabloidzie "Daily Mail" natrafili na tytuł: Najbardziej arystokratyczna swingerka w mieście. Dalej było:

Córka dyplomaty Emma Sayle, 26, która chodziła do prywatnej szkoły z internatem Downe House w Berkshire w tym samym czasie, co córka księcia Michaela z Kent Gabriela, 23, teraz organizuje orgie.

Następnie przeczytali o sobie. Że ojciec, emerytowany pułkownik Gwardii Walijskiej, jest kawalerem Orderu Imperium Brytyjskiego (motto: "Za Boga i Imperium"), że pełnił służbę w Niemczech w czasie upadku muru berlińskiego, a potem był attaché wojskowym w Egipcie i Kuwejcie. Że matka prowadziła fundację w Królewskim Szpitalu Marsdena, specjalizującym się w leczeniu raka.

W artykule Emma upierała się, że jej profesja nie jest dla jej rodziców źródłem utrapienia: "Uważają, że to, co robię, jest przezabawne". W późniejszych wywiadach mówiła mniej więcej tak, jak mnie: rodzice może trochę się zdziwili, ale - „jesteśmy Anglikami!" - nie dali tego po sobie poznać, interes to interes. Opowiada im co jakiś czas co lepsze kawałki i robi się śmiesznie. Dwudziestotrzyletni brat chwali się przed kolegami, że jego siostra ma najbardziej wypasioną pracę, a mama twierdzi, że jeśli Emma kiedykolwiek napisze autobiografię, będzie bardzo zabawna. I zawsze zostaje pytanie: co chcesz, żeby napisali o tobie w nekrologu? "Była naprawdę miłą dziewczyną, która prowadziła ciche życie" czy raczej: "Zrobiła, to, to i to, spróbowała tego i tego"?

To nie dla mnie

W rozmowie ze mną Emma podkreślała, że udział w orgiach jej nie interesuje. Że wymyślny seks jej nie kręci. Nigdy nie chciała zorganizować seksparty dla siebie. Nawet nie miała ochoty spróbować. Wystarczyło jej, że chłopak zaprosi ją na kolację, i już była szczęśliwa. Powtarzała, że jest staroświecką romantyczką. Nie ma nic przeciwko temu, żeby mężczyzna zamawiał jej dania w restauracji. Swoich klientów nie osądza. Wielu jej przyjaciół brało udział w orgiach i nie chciałaby ich zobaczyć robiących, no, cokolwiek tam robili. To biznes, na którym nieźle zarabia.

Nie ściemnia, że urządza "imprezy". Jasno mówi, że organizuje orgie. Na uniesioną brew odpowiada: - Masz z tym problem?

Aleksandra Gumowska 'Seks w wielkich miastach'Aleksandra Gumowska 'Seks w wielkich miastach' Fot. Materiały prasowe

Cytowany fragment pochodzi z książki Aleksandry Gumowskiej „Seks w wielkich miastach” wydanej przez Wydawnictwo Literackie.

Aleksandra Gumowska - autorka podróżniczej książki roku "National Geographic Traveler Polska" za "Seks, betel i czary. Życie seksualne dzikich sto lat później". Finalistka stypendium im. Ryszarda Kapuścińskiego i Nagrody im. Beaty Pawlak. Gościła u Tamilskich Tygrysów, zjechała glob, opisując życie intymne metropolii, została adoptowana przez wodza na Papui Nowej Gwinei, a w Indiach przeżyła uderzenie pioruna. W sytuacjach czarno-białych odkrywa odcienie szarości.