"Większość męża zniknęła. Została tylko zewnętrzna powłoka, która go nieco przypomina"

- Nauka pomogła nam wymykać się zagrożeniom, które w przeszłości nieuchronnie prowadziły do śmierci - pisze w książce "Niewidzialna obrona" Matt Richtel. Dodając, że jednocześnie na liście przyczyn zgonów pojawiło się nowe, potężne niebezpieczeństwo: choroby neurodegeneracyjne, jak na przykład choroba Alzheimera czy choroba Parkinsona, a również stwardnienie zanikowe boczne, w którym degradacji ulegają funkcje motoryczne mózgu.

Jak podaje Stowarzyszenie Alzheimerowskie, w 2017 roku na całym świecie chorowało na alzheimera 47 milionów ludzi; przewiduje się, że liczba ta wzrośnie do 74 milionów w roku 2030. W Stanach Zjednoczonych chorych jest ponad 5 milionów, co oznacza, że na ten kraj przypada nieproporcjonalnie duża część zachorowań, niemal dwukrotnie większa niż średnia światowa.

Zobacz wideo Jak czuje się osoba z alzheimerem? Nasza dziennikarka wzięła udział w eksperymencie

Jest to prawdopodobnie spowodowane faktem, że w USA żyjemy dłużej. Przeciętna długość życia wzrosła do prawie siedemdziesięciu dziewięciu lat z siedemdziesięciu pięciu pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku (znaczący negatywny wpływ miał na te dane kryzys opioidowy, a dodatkowo pogorszyła je epidemia otyłości).

Choroba Alzheimera znalazła się na szóstym miejscu przyczyn śmierci w USA. Stanowi to część historii układu immunologicznego. Kiedy żyjemy dłużej, mózg zaczyna w końcu szwankować, nawet jeżeli ciało wciąż daje sobie radę. To sytuacja przerażająca, gdy przyglądamy się jej z bliska, czego doświadcza coraz większa liczba ludzi.

.. Fot. Shutterstock

Wgląd w ten trudny, osobisty temat umożliwią Jan Kiecolt-Glaser i Ron Glaser. Prowadzili oni prace na Uniwersytecie Stanu Ohio i całe swoje naukowe życie spędzili, badając związek między zdrowiem a  stresem. Ich własny związek ze stresem stał się bardzo osobisty w czerwcu 2011 roku. W miesiącach bezpośrednio poprzedzających ten moment Ron, prowadząc wykłady, robił się coraz bardziej nerwowy. Pilnował aby każda sprawa, którą chciał przedstawić, znalazła się na slajdach w PowerPoincie. W ten sposób był pewien, że nie zapomni, o czym mówi. Jak powiedziała Jan, jej mąż już od kilku lat „uważał, że jego pamięć się pogarsza”.

Ron urodził się w 1939 roku. Skończył siedemdziesiąt dwa lata i wyglądał na sprawnego fizycznie. Miał metr osiemdziesiąt wzrostu, srebrzyste włosy, był raczej szczupły. Koledzy i przyjaciele nie zauważyli niczego niewłaściwego. Jego matka chorowała na alzheimera, Ron wiedział więc, że może być do tej choroby genetycznie predysponowany. Razem z Jan umówili się na wizytę u neurologa.

– Kiedy powiedział, że chce zapisać się na wizytę – przyznała Jan – poczułam się śmiertelnie przerażona. Jan i Ron siedzieli naprzeciw neurologa, który był szefem kliniki przy Uniwersytecie Stanu Ohio, zajmującej się zaburzeniami pamięci. Przed wizytą Ron musiał wykonać kilka testów, między innymi test rysunkowy; pokazywano mu obrazki, które miał następnie odtworzyć. Powinno to być dla niego zadanie proste, zwłaszcza że na uczelni Ron wybrał jako kierunek pomocniczy sztuki plastyczne. Kiedy państwo Glaser spotkali się z neurologiem, pokazano im rysunki Rona. – Były niewiarygodnie złe – powiedziała Jan. Jeden z malunków stanowił próbę narysowania trójwymiarowego pudełka. –  Było dość oczywiste, że Ron nie potrafił odtworzyć tego obrazka. Neurolog wymienił „wszystko to, co wykluczyli”, na przykład nowotwór mózgu.

– Ogólnie radzi pan sobie dobrze –  powiedział neurolog – ale są pewne problemy. – Postawił diagnozę: łagodne zaburzenia poznawcze. Jan zdołała jednak przeczytać do góry nogami to, co po drugiej strony biurka napisał neurolog: prawdopodobnie wczesne stadium alzheimera. Po powrocie do domu przewertowała, co mówią na temat łagodnych zaburzeń poznawczych prace naukowe. Była teraz pacjentką albo raczej żoną pacjenta, a nie niezaangażowaną czytelniczką swoich własnych prac. Nie spodobało się jej to, czego się dowiedziała.

.. Fot. Shutterstock

Średnio u 12 procent ludzi takich jak Ron zaburzenia przechodziły w  pełnoobjawowego alzheimera. Ron, jak się wydawało, zignorował diagnozę. Przez następne kilka lat wciąż normalnie funkcjonował. – Wszyscy uważali go za taką samą osobę, za jaką go zawsze uważali – powiedziała Jan. Aż w 2014 roku wszystko się zawaliło. Ron regularnie chodził do neurologa, gdzie badano stan jego funkcji poznawczych. Testy wskazywały, że spadają one o 3 punkty rocznie w skali, której wówczas używano. Około 2014 roku, w  ciągu mniej więcej roku, spadły one z  24 do 5  punktów. Można to prawdopodobnie wytłumaczyć tym, że przez całe życie Ron funkcjonował na najwyższych obrotach i długo był w stanie realizować swoje codzienne zadania mechanicznie, co w  efekcie maskowało zanik funkcji poznawczych. Kiedy maska opadła, zrobiło się paskudnie. Nie potrafił w sensowny sposób odebrać telefonu, użyć kuchenki mikrofalowej czy umyć zębów. Pewnego razu nałożył pastę do zębów na grzebień.

.. Fot. Shutterstock

Choroba posuwała się bardzo szybko – powiedziała Jan – i to było naprawdę straszne. Tego rodzaju doświadczenie jest coraz powszechniejsze. A co ma wspólnego z układem immunologicznym? Jest taka część ciała, która w dużej mierze wyłamuje się spod kurateli układu immunologicznego. Chodzi o mózg. Jak się okazuje, jest on trudniejszy do zanalizowania niż jakakolwiek inna część naszego niezrównanego mechanizmu obronnego. Dzieje się tak z prostej przyczyny: niełatwo jest zdobyć fragment mózgu ani też zajrzeć do jego wnętrza, a już z pewnością nie w czasie rzeczywistym.

Układ immunologiczny i mózg należą do najbardziej skomplikowanych systemów organicznych na świecie, a zatem dokładne zanalizowanie związku między nimi oznacza konieczność zrozumienia zarówno działania każdego z nich z osobna, jak i skoordynowanych działań obu tych systemów. Do pewnego czasu nie było nawet jasne, czy układ immunologiczny w ogóle działa w mózgu, przynajmniej w takim sensie jak w pozostałych częściach organizmu. Problem polegał między innymi na tak zwanej barierze krew-mózg, traktowanej jako szczególnego rodzaju wąskie gardło. Bariera ta to sieć naczyń krwionośnych, które sprawują ścisłą kontrolę nad tym, co przepływa między mózgiem a resztą organizmu, i które nie pozwalają przenikać do mózgu substancjom powstającym w wyniku wielu różnych reakcji chemicznych i funkcji organizmu. Kluczowym zadaniem tej bariery jest ochrona mózgu przed infekcjami.

Cząsteczkom trudno jest się przez nią przedostać. (Mózg komunikuje się z organizmem poprzez nerwy, które przenoszą sygnały elektryczne regulujące funkcje motoryczne). Swobodnie poruszające się po całym organizmie komórki układu immunologicznego w zasadzie nie przeprawiają się przez tę barierę. – Mózg był uważany za immunologicznie uprzywilejowany – powiedział dr Ben Barres, pionier w zakresie badań nad chorobą Alzheimera i docelowo nad jej związkiem z funkcjami immunologicznymi mózgu. – Mózg ma specjalną barierę. Układ odpornościowy nie przenika do mózgu tak po prostu. Mózg działa po swojemu.

Od prawie dwóch lat, od końca 2015 roku, Ron mieszkał w domu opieki dla osób cierpiących na upośledzenie pamięci. Masa ciała spadła mu z 81 do 63 kilogramów. Jan odwiedzała go co kilka dni, przynosiła mu słodycze, zazwyczaj galaretki, siadała obok niego i obejmowała go ramieniem. Nie poznawał jej. Przeważnie na nią nie patrzył. Czasami rozmawiał z rzeczami, które nie istnieją. Miał halucynacje. Przyjmował leki przeciwpsychotyczne. – Jest dość potulny i  spokojny w  porównaniu z  innymi – mówiła Jan. Niewielkie pocieszenie.

Można by powiedzieć, że większość Rona zniknęła. Została tylko zewnętrzna powłoka, która go nieco przypomina, i nic więcej.

Okoliczności zmusiły Jan do bardzo osobistego potraktowania pracy, której poświęciła całe życie, a której tematem były stres i zdrowie. Tym razem chodziło o jej własne zdrowie. – Mam różne okresy – przyznała. – Czuję się dobrze, ale wtedy jemu znów się pogarsza, a mnie ogarnia smutek i wpadam w depresję. Jan wie ze swoich własnych badań, a także z nowych badań, które pilnie śledzi, że trzeba utrzymywać stres na niskim poziomie, a aktywność społeczną na wysokim; ma to wpływ na samopoczucie i  zdrowie.

Codziennie oddaje się medytacjom, zwykle przez dwadzieścia minut w swoim gabinecie. Stara się dobrze odżywiać, to znaczy jeść zieleninę i  fasolę, ponieważ uważa, że tak zwane jedzenie śmieciowe źle wpływa na mikrobiom, co z kolei oddziałuje na poziom stresu. – Oś jelita-mózg i układ immunologiczny to kwestie bardzo blisko ze sobą powiązane –  mówi. Zdanie to brzmi z  jednej strony, jakby wypowiedziała je pacjentka szukająca odpowiedzi na dręczące ją pytania, a z drugiej strony, jakby wygłosił je wybitny naukowiec. Jan zaczerpnęła je z najświeższego raportu National Academy of Medicine (Narodowej Akademii Medycyny). Łączy on zdrowie fizyczne z silnymi związkami czy dobrą dietą, czynnikami, które jesteśmy w stanie kontrolować, o których „babka albo matka mówiła, że to sprawy ważne: trzeba się lepiej odżywiać, trzeba się ruszać; ale to właśnie najtrudniejsze rzeczy do zrobienia, kiedy jesteś w stresie”.

– Kiedy jesteśmy zestresowani, nie mamy ochoty sięgać po zieleninę ani po fasolę. Tak naprawdę przemawia do nas pączek z  czekoladą. Na krótką metę może to poprawiać nastrój, ale działa źle na procesy długookresowe. Pomaga też płacz, mówi Jan. Chodzi jej o to, że trzeba uwolnić stres. W przeciwnym razie prowadzi on do zapalenia, wprawia w zły nastrój, powoduje zmęczenie i jeszcze bardziej nasila stan zapalny, a to może mieć mnóstwo zależności i uwarunkowań. Wpływa też na samopoczucie. – Płacz jest korzystny – zapewnia.

.. Fot. Shutterstock

To potwierdzenie tego, kim jesteśmy i gdzie jesteśmy, zaakceptowanie siebie w określonym momencie, i jako takie pomaga układowi immunologicznemu, oszczędzając mu konieczności zajmowania się tłumionymi lękami. – W płaczu nie ma nic zabawnego. Jest bolesny. Ale w wielu przypadkach czujemy się potem lepiej, w przeciwieństwie do tego, co daje nam zjedzenie pączka z czekoladą.

'Niewidzialna obrona. Przełomowe odkrycia dotyczące układu immunologicznego' Matt Richtel'Niewidzialna obrona. Przełomowe odkrycia dotyczące układu immunologicznego' Matt Richtel Fot. Materiały prasowe

Cytowany fragment pochodzi z książki „Niewidzialna obrona” Matta Richtela w przekładzie Jolanty Sawickiej wydanej przez Muzę.

Matt Richtel jest absolwentem wydziału dziennikarstwa na Uniwersytecie Columbia oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Od 2000 roku pracuje jako report „New York Timesa”. W 2010 roku otrzymał nagrodę Pulitzera. Mieszka w San Francisco z żoną, dwójką dzieci, psem i kotem.