Konsument cichym pracodawcą

Czas epidemii koronawirusa, izolacji społecznej i ograniczeń zakupowych pokazał nam, że do codziennego życia potrzeba naprawdę niewiele, a doświadczenia i relacje z innymi ludźmi są najbardziej cenne. Dziś po dwóch miesiącach specjalnych obostrzeń niektórzy prognozują, że zachowania konsumenckie ulegną zmianie. Jak nigdy dotąd warto zdać sobie sprawę, że decyzje zakupowe mają przełożenie na to, co i jak jest produkowane, oraz które miejsca pracy zostaną zachowane.

Każda wydana złotówka ma podwójną siłę – nabywczą i sprawczą. O tej pierwszej wielokrotnie mówili ekonomiści rysując krzywą podaży i popytu. Siła sprawcza każdego wydanego pieniądza zdaje się teraz nabierać wartości, i pokazuje inną zależność: każdy konsument staje się cichym pracodawcą. Korzystanie z tych dóbr i usług daje ludziom pracę, trzeba to sobie uzmysłowić w czasie, gdy bezrobocie w Polsce wzrosło. Dlaczego warto zastanowić się co, ile i gdzie kupujemy?

Ekolodzy, klimatolodzy i eksperci od zrównoważonego rozwoju nie mają wątpliwości, że nikt i nic nie zatrzyma rozpędzonej produkcji. Według World Resources Institute1 kupujemy rocznie 60% więcej ubrań niż w 2000 r., co jest dowodem na to, że produkujemy zdecydowanie więcej niż realnie potrzebujemy. Czas epidemii pokazał jednak wyraźnie, że zmiany zachowań konsumenckich na szeroką skalę mają szanse globalnie pozmieniać tory tej pędzącej machiny nadprodukcji. Czy ta gra jest warta zachodu?

Z pewnością tak, zważywszy na argument przyszłościowy. Jeśli myślimy o planecie Ziemia i limicie wykorzystania surowców, które posiada, należy w pierwszej kolejności pomyśleć o tych, których kochamy. Nasze dzieci i wnuki zastaną Ziemię w takim stanie, jakim im ją zostawimy – brzmi prozaicznie, a jednak zdaje się, że wielu producentów zdaje się przymykać na to oko. Poczucie, że wszyscy zależymy od siebie nawzajem i dbamy o innych: nie tylko najbliższych współpracowników, ale także ludzi w innych krajach, często krajach globalnego Południa, od których pracy zależy ciągłość łańcucha dostaw zdaje się być dla niektórych perspektywą przyszłości. Epidemia koronawirusa pokazała, że przyszłość już nadeszła, wszyscy jesteśmy od siebie zależni i globalna wioska jest tuż za płotem.

Jeśli ten społeczny argument nie przemawia do pragmatyków to należy spojrzeć na dane, a te jasno pokazują – produktów odzieżowych jest wyprodukowanych obecnie tyle, że wystarczy do 2030 roku, żeby ubrać wszystkich ludzi na świecie (bez uruchamiania jakiekolwiek produkcji od teraz). Wizja zamknięcia produkcji odzieżowej na 10 lat z pewnością zmrozi niejeden umysł, ale potem powinna pojawić się myśl: co my robimy z tymi ciuchami po ich zużyciu?

Zaledwie 1% surowców używanych w produkcji ubrań, które wchodzi do codziennego obiegu pochodzi z recyklingu. Zaś 99% jest nowym, cennym surowcem, którego wytworzenie wymagało zużycia sporych zasobów gleby, wody czy energii. Brak systemu recyklingu, produkowanie rzeczy nietrwałych, niepotrzebnych oraz nasze nawyki konsumenckie sprawiają, że prawie trzy piąte odzieży w ciągu zaledwie roku od wyprodukowania trafia do spalarni lub na wysypisko śmieci. To pokazuje skalę marnotrawstwa i brak systemowych rozwiązań dla wciąż rosnącej góry naszych śmieci.

Pozostaję jednak nadal optymistką i pomimo prognoz mówiących, że ludzie po „detoksie zakupowym” rzucą się na galerie handlowe i sieciówki, to wydaje się, że duża część społeczeństwa mogła poddać przewartościowaniu swoje potrzeby. Z własnych obserwacji widzę, że część ludzi (dzięki koronawirusowi) zaczęła cenić bardziej życie jako wartość samą w sobie, a zakupy zaczęły być w większym stopniu narzędziem do zaspokajania podstawowych potrzeb niż formą rozrywki czy sposobem na chandrę i znudzenie.

Nowe zachowania konsumentów odbiją się czkawką na sposobie prowadzenia biznesu. Jednak z pespektywy 6 lat prowadzenia fundacji zajmującej się ekologią i odpowiedzialnymi zakupami widzę ciekawy trend: zainteresowanie firm, które planują przestawić swoją produkcję na bardziej zrównoważone tory. Zauważam wzrost zainteresowania wiedzą i praktycznymi informacjami, jak do tego doprowadzić, mimo że wydawałoby się, to nie najlepszy czas na zmianę podstawy biznesu czy inwestowanie w nowe proekologiczne czy prospołeczne rozwiązania. Czy kryzys gospodarczy wywołany epidemią zmieni sposoby prowadzenia biznesu i przybliży nas do osiągnięcia nowego, bardziej zielonego i przyjaznego ludziom ładu społecznego? Oby! Na rynku nie starczy dla wszystkich miejsca, a wygrają ci, którzy jako pierwsi zrozumieją, że troska o ludzi i środowisko jest niezbędna, byśmy przetrwali na tej planecie. I tego powinni teraz żądać od firm konsumenci, w jeszcze większym stopniu niż przed pandemią!

Maria Huma – prezeska Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie, jedna z organizatorek akcji społecznej #MożnaInaczej, która zachęca ludzi do zmiany nawyków zakupowych ze spontanicznych na wspierających wybory ekologiczne, społeczne i lokalne.