Szpilki. Symbol opresji czy kobiecości? "To moja zbroja" [ÓSMY DZIEŃ MIESIĄCA]

"Nie boję się wysokości, widziałaś moje buty?" - mówiła Carrie Bradshaw, bohaterka serialu "Seks w wielkim mieście", dla której szpilki na ekstremalnym obcasie od Manolo Blahnika były nie tylko przedmiotem pożądania, lecz także narzędziem do tego, aby "każdy krok był przyjemnością". Bo przecież "każda z nas powinna mieć wyjątkowe buty, żeby radośniej kroczyć przez życie". Ostatnio szpilki znów rozgrzały publiczną debatę. Czy są symbolem kobiecości? Dodają pewności siebie? A może są symbolem opresji?

Czytasz artykuł związany z cyklem "Ósmy dzień miesiąca". Począwszy od Dnia Kobiet 2019, co miesiąc publikujemy teksty dotyczące równouprawnienia płci i walki ze stereotypami. Wszystkie "Ósme dni miesiąca" znajdziesz tutaj.

Szpilki przez długi czas były atrybutem męskiego stroju. W starożytnej Grecji na koturnach występowali aktorzy, w średniowieczu nosili je wojownicy. Buty na obcasach pozwalały utrzymać im nogi w strzemionach, gdy strzelali z broni lub łuku. Ponoć to właśnie perski żołnierz zainspirował Europejczyków do noszenia obuwia na podwyższeniu. Ochoczo po ten nowy trend sięgnęli arystokraci, dla których (o dziwo) but na obcasie nie był przedmiotem drwiny, a wręcz przeciwnie - reprezentował siłę i męskość. W ten sposób obcasy zawojowały salony, a mężczyźni dumnie prezentowali się w bogato zdobionych trzewikach i perukach na głowie. Rewolucja francuska ukróciła ten zwyczaj. W XVIII w. buty na obcasie stały się symbolem nierówności społecznej i zakazano ich noszenia. Kto by chciał stracić głowę - w dosłownym słowa tego znaczeniu - za nieodpowiednie obuwie? 

Szybko wróciły do łask, tracąc po drodze atrybuty męskości i testosteronu na rzecz kobiecości i seksapilu. Ogromną popularność zyskały w latach 40. i 50., a trend pin-up dodał im splendoru. Uwielbiała je Marilyn Monroe, która ponoć zawsze miała jedną szpilkę krótszą od drugiej, aby jeszcze bardziej kołysać biodrami. Gwiazda mawiała: "Nie wiem, kto wynalazł obcasy, ale wszystkie kobiety dużo mu zawdzięczają". Szpilki stały się więc symbolem kobiecości i zmysłowości. Dr Gad Saad z Uniwersytetu Concordia w Kanadzie uważa, że "wysokie obcasy są najsilniejszym afrodyzjakiem, który kiedykolwiek stworzono. To eliksir miłości".

Niegdyś buty na obcasach były atrybutem męskościNiegdyś buty na obcasach były atrybutem męskości Moustache Girl / shutterstock

Symbol opresji

Natomiast Sheila Jeffreys, brytyjska aktywistka, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Melbourne i autorka książki "Beauty and Misogyny: Harmful Cultural Practices in the West", zwraca uwagę, że szpilki są symbolem opresji ze strony mężczyzn, którzy czerpią seksualną satysfakcję, patrząc na cierpienie idących lub tańczących kobiet w wysokich obcasach. "Przemysł modowy jest zdominowany przez mężczyzn, z których wielu jest fetyszystami obuwia. Swoje obsesje przenoszą więc na stopy kobiet" - twierdzi.

Jeffreys nie zgadza się więc na tę formę samookaleczenia kobiet, porównując ten proceder do noszenia ciasno sznurowanych gorsetów lub krępowania stóp.

"Czuję niepokój, kiedy widzę kobiety na wysokich obcasach" - pisze Jeffreys. "Wzdrygam się na myśl, jakiego bólu kobiety muszą doświadczać i jakie długotrwałe szkody są im wyrządzane. Kiedy widzę młode kobiety walczące ze sobą, żeby chodzić w szpilkach i utrzymać wyprostowaną pozycję, wściekam się na głębię poniżenia, której kobiety muszą doświadczać w społeczeństwach, w których frazesami płaci się za ich równość".

Czy to znaczy, że każda feministka powinna wyrzucić ze swojej szafy buty na obcasie, skoro jest to symbol dominacji mężczyzn?

- Lubię szpilki. Dobrze się w nich czuję. W butach na płaskim obcasie jest mi niewygodnie – mówi Elżbieta Jachlewska, feministka i wiceszefowa Stowarzyszenia WAGA. - Nie ma tu żadnej ideologii, że chcę złamać stereotyp feministki czy chcę się przeciwko czemuś zbuntować. Powód jest prozaiczny. Jestem niską osobą, mam 158 cm wzrostu. A ponieważ mój ówczesny narzeczony miał ponad 186 centymetrów, a jeszcze poprzedni miał ponad dwa metry, to źle to wyglądało, gdy miałam na sobie buty na płaskim obcasie - tłumaczy Jachlewska. - But na obcasie sprawdza się też w samochodzie. Ponieważ mam małe stopy, nie dosięgam pedałów, gdy oprę więc stopę na szpilce, to jestem w stanie nacisnąć sprzęgło, gaz i hamulce.

Na pytanie, czy ma ulubioną markę butów, Jachlewska odpowiada: - Nie przepłacam za buty. Uważam, że jest to nieetyczne. Liczy się kolor i wygoda. Uwielbiam czerwone. Całą kampanię przechodziłam w butach za 29,90 zł. Były najwygodniejsze, zdarłam je do cna, dosłownie. Miałam dziurę w podeszwie, więc musiałam je wyrzucić.

W nieco inny sposób wypowiada się Joanna Krysiak, feministka z ruchu Trójmiejskie Dziewuchy Dziewuchom.

- Szpilki nie są dla mnie ani symbolem kobiecości, ani symbolem kobiety sukcesu. Są dla mnie symbolem masakry stóp i kręgosłupa. Są jedną z patriarchalnych definicji tego, co kobiece, że jeśli jesteś kobietą, to nie powinno ci być za łatwo. Mężczyźni mogą w ten sposób symbolicznie pokazywać, że kobieta nie powinna stać pewnie i twardo na ziemi. Musi chodzić na palcach z cieniutkim podparciem. Musi być skupiona na tym, żeby utrzymać się na nogach i bacznie obserwować reakcje męskiego otoczenia. Ma ładnie wyglądać, być seksi i nie zagrażać mężczyznom swoimi kompetencjami. Osiągnięcie osobistego sukcesu w świecie opanowanym przez męskie reguły gry jest dla kobiet jak chodzenie w szpilkach po bruku. Chodzenie na szpilkach jest, w moim odczuciu, rodzajem sportu wyczynowego - mówi z przekonaniem Joanna Krysiak.

Niestety, wciąż istnieją branże, w których szpilki są częścią dress code'u kobiet. W 2016 roku Nicola Thorp, recepcjonistka z Wielkiej Brytanii, została odesłana do domu z pracy, ponieważ odmówiła noszenia wysokich obcasów. O sprawie tej zrobiło się głośno, zebrano ponad 150 tysięcy podpisów pod petycją wzywającą do wprowadzenia prawa, które zabraniałoby stosowania w miejscu pracy przepisów dotyczących obcasów. Postulowano również powołanie parlamentarnej grupy śledczej w sprawie seksistowskich zasad dotyczących ubioru. Jak dotąd prawo nie uległo zmianie.

Niezrozumiałe są również skostniałe zasady dotyczące wyglądu kobiet na Festiwalu Filmowym w Cannes. Emily Blunt i Benicio Del Toro głośno komentowali incydent z 2015 roku, gdy kobiety w płaskich butach nie mogły pojawić się na czerwonym dywanie. Rok później przeciwko tyranii zasad opowiedziała się Julia Roberts, która w pięknej kreacji od Armaniego tuż przed wejściem na czerwony dywan zrzuciła szpilki i paradowała boso w akcie buntu i niezgody.

Szpilki stają się zatem symbolem opresji, gdy ktoś narzuca nam ich noszenie. Gdy każde odstępstwo od zasad jest karane, a noszenie butów na wysokim obcasie staje się niechcianym obowiązkiem, przymusem.

Są też źródłem przyjemności, tak jak dla Carrie Bradshaw. Wszyscy przecież wiemy, że szpilki wydłużają łydkę, wysmuklają ciało. Badacze z brytyjskiego University of Portsmouth twierdzą, że obcasy zmieniają sposób poruszania się całego ciała, w tym miednicy, bioder, nóg, kolan, stóp, a nawet ramion. Jeśli ktoś dobrze się w nich czuje, umie w nich chodzić, dodają mu pewności siebie, to dlaczego z nich rezygnować? Jeśli wybieramy się do teatru, sięgamy po szpilki, a jeśli wybieramy się na spacer - to zakładamy trampki. To jest właśnie nasza wolność i prawo do wolnego wyboru, o co od lat walczą feministki.

Szpilki dodają kobietom pewności siebieSzpilki dodają kobietom pewności siebie G-Stock Studio / Shutterstock

Kobiecość ma różne twarze

- Nienawidzę szpilek - przyznaje Natalia Hołownia, dziennikarka i autorka książki "Modna Polka" oraz poradnika "Jak być Paryżanką w Polsce". - Gdy widzę dziewczynę na ośmio- czy dziewięciocentymetrowych szpilkach, to autentycznie szczerze jej współczuję. Z racji wykonywanego zawodu, funkcjonując w show biznesie, bywając na bankietach, musiałam w nich występować, z bólem serca i 10 plastrami na piętach. Dlaczego? Głównie po to, żeby dodać sobie centymetrów, bo na pokazach mody większość osób jest wysoka. Szpilki dodawały mi więc wzrostu, a nie pewności siebie, choć nie ma się co spierać, że szpilki podkreślają nasz seksapil, bo na wysokich obcasach inaczej się chodzi, inaczej poruszają się biodra, inaczej ustawia nogi. Po prostu wygląda się seksowniej.

- Zawsze marzyłam o tym, że kupię sobie moje pierwsze louboutiny, gdy zrealizuję mój plan, kolejne marzenie. I tak jak plany po kolei realizowałam, tak szpilek ciągle nie kupiłam, bo wiedziałam, że nie jestem w stanie chodzić w nich cały czas, bo są zbyt niewygodne - dodaje Hołownia. Co więcej, po urodzeniu w kwietniu córeczki moja noga powiększyła się o rozmiar. Z kupieniem nowych szpilek jakoś się nie spieszę, póki co kupiłam sobie dwie pary adidasów - słyszę od Natalii.

Prawda jest więc taka, że są różne okresy w życiu, a to znaczy, że na różnym etapie życia inne sprawy są dla nas ważne. Są okresy, kiedy szpilki są dla nas symbolem luksusu, kobiecości, dorosłości, piękna, a są i takie, kiedy cenimy sobie naturalność, swobodę i luz. Kobiecość ma różne twarze i potrzeby, czy na siłę trzeba dopasowywać się do obowiązujących kanonów piękna?

- Kobiety kochają piękne buty - słyszę od Magdy. - Tak naprawdę uważam, że my, kobiety, ubieramy się nie dla mężczyzn, a dla innych kobiet. Rywalizujemy między sobą, porównujemy się, chcemy wyglądać jak najlepiej. Istnieje niewielki margines kobiet, który ubiera się dla mężczyzn. Ja akurat chodzę w obuwiu na płaskim obcasie, dlatego że nie umiem chodzić w szpilkach. Gdybym umiała, to pewnie częściej bym to robiła. Kupuję sobie szpilki, ale ubolewam nad tym, że potem lądują w szafie.  

Obcasy i negocjacje

Na szpilki można też spojrzeć dwojako. Z jednej strony z obuwiem tym kojarzymy uwodzicielki, kobiety lekkich obyczajów, a z drugiej strony kobiety sukcesu, biznesmenki piastujące wysokie stanowiska. Sama nazwa szpilek wzięła się od włoskiego słowa stiletto, które oznacza sztylet.

- Zauważyłam pewną regułę, że kiedy szłam na poważne rozmowy, czy to biznesowe, czy to polityczne, to jeżeli miałam usta pomalowane na czerwono i czerwone szpilki, to udało mi się więcej wynegocjować. Śmiałam się, że to są moje barwy wojenne. Gdy więc jestem w nastroju bojowym, to nakładam moją zbroję i idę walczyć - zauważa Elżbieta Jachlewska.  

- Kobiety, które umieją chodzić w szpilkach, a jednocześnie nie odwraca to ich uwagi od tego, co myślą i jakie mają cele, są pewnego rodzaju mistrzyniami, które choć dostosowują się do męskich wytycznych, to szpilką przebijają nadęte balony męskiego ego. Kobiety sukcesu mogą być swobodnie sobą i nie muszą nosić szpilek. Ale mogą. Bo być może jest to też ukryta broń. Choć trudno w nich uciec przed ewentualnym oprawcą, to wbicie takiej szpili może go poważnie uszkodzić - mówi Joanna Krysiak.

A na pytanie, czy startowała w konkurencji chodzenia na szpilkach, odpowiada, że nigdy jej to do głowy nie przyszło. Po czym stwierdza: - Wybieram obuwie, w których moja wielka stopa może czuć oparcie w ziemi.

Czy po latach męskiej dominacji w biznesie panie mogą wreszcie podkreślić swoją kobiecość?

- Choć w szpilkach łydka pięknie wygląda, to ich nie noszę. Powód jest pragmatyczny. Są niewygodne i niezdrowe dla stóp. Nie potrzebuję też w żaden sposób akcentować swojej pozycji i siły - słyszę od Małgorzaty Wasilewskiej, która przez wiele lat zajmowała menedżerskie stanowiska w branży IT, obecnie prowadzi własną działalność i często występuje na  konferencjach związanych z zarządzaniem ludźmi w organizacjach. - Świat się zmienił, współczesny biznes wyraźnie ewoluuje w stronę zarządzania opartego na partnerstwie, zaufaniu i dialogu. Poszanowaniu różnorodności, a nie - płciowości i związanych z nią preferencji. Nie ma żadnego znaczenia, czy jestem w szpilkach, czy w butach na płaskim obcasie, bo ważne jest to, czy mówię z sensem, czy nie. Kiedy idę na spotkanie, czuję się na tyle kompetentna, żeby nie zastanawiać się, czy strój ma znaczenie - podkreśla Wasilewska.

Czy w szpilkach, czy w trampkach chodzi o to, żeby każdy krok był przyjemnościąCzy w szpilkach, czy w trampkach chodzi o to, żeby każdy krok był przyjemnością Dragana Gordic / shutterstock

Może jeśli świat się zmienia, to i szpilka zatoczy koło i na powrót obuwie na obcasie stanie się atrybutem męskości? Od kilku lat męskie buty na obcasach pojawiają się w kolekcjach Gucciego, Calvina Kleina, Yves'a Saint Laurenta czy Balenciagi. Dwa lata temu włoski projektant Francesco Russo wprowadził na rynek linię szpilek, które były dostępne w rozmiarach od 35 do 45 - bez podziału na damskie i męskie. Kolekcja ta okazała się na tyle popularna, że została wpisana na stałe do oferty marki. - To nie jest polemika, to nie polityka - mówił wówczas projektant. - Po prostu chodzi o to, że społeczeństwo się rozwija. Myślę, że naszym obowiązkiem jest tworzenie produktów odpowiadających światu.

Może więc nadszedł czas, żeby uwolnić szpilki od oczekiwań związanych z płcią i normami społecznymi, żeby ich noszenie mogło być kwestią indywidualnej decyzji? W końcu to, no cóż, buty. I przecież chodzi o to, żeby "każdy krok był przyjemnością", a czy w szpilkach, czy w trampkach, to już powinna być kwestia wolności, wolnego wyboru.

Zobacz wideo
Weź udział w dyskusji:
Szpilki. Symbol opresji czy kobiecości? "To moja zbroja" [ÓSMY DZIEŃ MIESIĄCA]
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl