Zapadła decyzja TK ws. aborcji. Staśko: Kładą łapy na naszych ciałach, a my nie mamy podstaw prawnych do obrony

W czwartek Trybunał Konstytucyjny orzekł, że aborcja w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu jest niezgodna z Konstytucją RP. Orzeczenie zapadło większością głosów, co skutkuje złamaniem tzw. kompromisu aborcyjnego, który obowiązywał od 1993 roku. W praktyce oznacza to, że w momencie, w którym orzeczenie zostanie wpisane do Dziennika Ustaw, aborcja w Polsce praktycznie stanie się nielegalna. W 2019 roku na 1110 legalnych aborcji, aż 1074 zostało przeprowadzonych właśnie ze względu na tę - uznaną przez TK za nielegalną - przesłankę. Decyzja Trybunału zapadła mimo licznych protestów i braku poparcia społecznego dla zmian. O orzeczeniu nazwanym "piekłem kobiet" rozmawiamy z autorką, feministką i aktywistką, Mają Staśko.

Aleksandra Pajewska-Klucznik: Muszę powiedzieć, że jako kobieta mam poczucie totalnej bezsilności, miesza się we mnie poczucie załamania i rezygnacji. Co teraz, co dalej, co robić? Jak ty zareagowałaś na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego?

Maja Staśko: Ja padłam z wyczerpania po tej kilkugodzinnej transmisji. Jestem wściekła i smutna naraz, bo to po prostu naplucie nam w twarz! Piszą do mnie osoby, że marzyły od zawsze o dziecku, ale teraz po prostu boją się tu zajść w ciążę, nie chcą miesiącami nosić w sobie płodu bez czaszki czy mózgu, by następnie go urodzić i godzinami patrzeć na jego cierpienie. To są tortury - i nie ma w tym słowie ani trochę przesady. Legalne tortury na kobietach. Przeraża mnie to, że ustawodawcy nie uwzględnili osób w ciąży, ich ciała, ich życia. Gdy byli o nie pytani, mówili, że to nie jest ta sprawa. Traktują nas jak inkubatory. Przeraża mnie też, że wśród osób mówiących podczas tych kilku godzin rozprawy była też tylko jedna posłanka (Barbara Bartuś – przyp. red.) i sędzia Przyłębska. Poza nimi o naszym życiu, macicach i ciałach rozmawiali wyłącznie panowie!

Myślisz, że to nie koniec, że się nie zatrzymają, że spróbują np. karać za tabletki dzień po, wprowadzić obostrzenia dotyczące antykoncepcji?

Myślę, że oni nie zatrzymują się od dawna i podsuwają nam swoje brutalne, drakońskie pomysły. Tyle że ani społeczeństwo, ani politycy ich nie popierają! Poparli ich za to sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, tu znaleźli sprzymierzeńców. Gdy były protesty związane z Trybunałem, wydawało się to takie abstrakcyjne. A teraz to realnie wchodzi w życie, realnie wchodzi na nasze ciała. Kładą swoje łapy na naszych ciałach, a my nie mamy podstaw prawnych do obrony.

Co dalej?

Na szczęście, widzę, że Strajk Kobiet już wspólnymi siłami obmyśla, co dalej i jedno jest jasne - na pewno się nie poddamy. Banda kilku potworów nie będzie kłaść łap na naszych ciałach. Do tego teraz, jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, trzeba przypominać o Aborcji Bez Granic, by każda osoba w obliczu dramatycznej informacji, że rozwija się w niej płód bez mózgu czy czaszki, miała wsparcie.

Wsparcie może się okazać niezbędne, zwłaszcza gdy nie jest tajemnicą, że tzw. klasę średnią stać na aborcję w bezpiecznych warunkach, a te nowe przepisy uderzają najbardziej w młode dziewczyny i ubogie osoby, często z małych miejscowości.

Tak! Ale też takie bez dostępu do informacji, bez czasu na to, by poszukiwać sprawdzonych źródeł tabletek czy też innych form pomocy. Nie każdą osobę stać na wyjazd za granicę. Dla partnerek panów sędziów i posłów to będzie po prostu wyjazd, a dla samodzielnych matek na najniższej krajowej - luksus, na który ich nie stać.

Pojawiły się głosy, że w następnym kroku mogą zabronić też aborcji w przypadku np. 13-letniej zgwałconej dziewczynki.

Takich aborcji, przeprowadzanych legalnie, w ciągu roku jest dosłownie kilka. Praktycznie one już są nierealne – bardzo trudno o potwierdzenie, że faktycznie doszło do gwałtu, nie każda osoba jest też gotowa od razu nazywać gwałt gwałtem. Ta decyzja oznacza praktyczny brak legalnych i bezpiecznych aborcji.

Według oficjalnych danych w 2019 roku przeprowadzono legalnie 1110 aborcji.

Z tego bodajże 96 procent przypadków legalnych aborcji wynikało właśnie z tej przesłanki, o której mowa w orzeczeniu Trybunału - przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu.

To też de facto może oznaczać dla kobiet w ciąży utrudniony dostęp lub całkowity brak badań prenatalnych? W sieci już teraz można wyczytać, że lekarze boją się je robić…

Tak może być w przypadku braku naszego oporu. Strach jest potworny. Ale już widziałam, że Strajk Kobiet organizuje lekarzy, którzy będą wykonywali te zabiegi i prawników, którzy będą udowadniali, że te zabiegi są legalne. Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny pokazał, że prawo można dowolnie interpretować, także wbrew tym, których ma chronić. Powoływanie się na dyskryminację płodu po to, by dyskryminować kobiety, to jest szczyt manipulacji. Ci wszyscy wykształceni panowie w togach, z gębą pełną frazesów, są gotowi torturować kobiety, gdy może im to przysporzyć korzyści, więcej władzy. Bo to nic innego jak walka o władzę i wpływy radykalnej prawicy. Szkoda tylko, że dokonywana na naszych ciałach. Ale my tymi ciałami stawiamy i będziemy stawiać opór.

Mam nadzieję. Wśród większości znanych mi kobiet i u siebie widzę jednak głównie poczucie beznadziei, zupełnej bezsilności. Skąd brać siłę do tego oporu?

Ja też teraz mam w sobie takie dojmujące poczucie smutku i rezygnacji, przemieszane z wku*wem. Przede wszystkim - zaopiekujmy się same sobą i sobą nawzajem. Przytulmy się. Cokolwiek się stanie, mamy siebie. Nawet jeśli to "siebie" czasem jest smutne i zrezygnowane – pamiętajmy! Jesteśmy w tym razem i żadnej z nas nie damy skrzywdzić.