Co wydarzyło się pod domem Kaczyńskiego? "Ludzie wili się z bólu, wyjątkowa eskalacja"

- Ten wyrok dotyczy nas wszystkich. Większość posłanek opozycji była bardzo zbulwersowana decyzją pseudo Trybunału Konstytucyjnego - mówi posłanka Urszula Zielińska, która w czwartek była z protestującymi całą noc. Dzisiaj o 19.00 w całej Polsce rozpoczął się kolejny Strajk Kobiet.

Posłanki Urszula Zielińska i Małgorzata Tracz oraz posłanka Klaudia Jachira były z protestującymi praktyczne całą noc pertraktując z policją przy mandatach zatrzymaniach i zaognieniu sytuacji.

Posłanka Urszula Zielińska, Zieloni:

Wiedząc, że szykuje się oddolny protest, że kobiety są wściekłe i będą protestować, czułam obowiązek, żeby być z nimi. Zwłaszcza że protest miał się odbyć w Warszawie, więc jako posłanka warszawska, uznałam to za swój obowiązek, taki dyżur poselski, tylko na ulicy. Czuję się w obowiązku być tam, gdzie są moi wyborcy, zwłaszcza jeśli dochodzi tam do potencjalnie niebezpiecznych sytuacji. Jak więc tylko skończyły się obrady Sejmu, poszłyśmy z Małgorzatą Tracz, Klaudią Jachirą i innymi posłankami i posłami pod siedzibę dawnego Trybunału – też celowo mówię "dawny". Było spokojnie – rozdawałyśmy wizytówki z telefonami na wszelki wypadek, bo policja legitymowała - było tam stanowczo więcej niż 10 osób

Około godziny 20 tłum zadecydował, że chce ruszyć na Nowogrodzką i zaczął po drodze gęstnieć. Policja – warszawska prewencja - bardzo spokojnie go eskortowała. Co bardzo mnie cieszyło, bo mam ciągle przed oczami wydarzenia sprzed trzech miesięcy i nasze rozmowy z komendantem Wójcikiem à propos sytuacji z Krakowskiego Przedmieścia. Wczoraj ludzie byli bezpieczni. Policja, przynajmniej w tej części protestu, nie eskalowała.

Sytuacja lekko zaostrzyła się, gdy protestujący postanowili przyczepić baner trytykami przed siedzibą PiS, na barierce. Policjanci jakoś się tak na niego rzucili. Nie wiadomo, czy chcieli go zerwać, czy zasłonić. Starałam się ciągle być w kontakcie z zarządzającymi policjantami i tłumaczyć, że czasem tłum krzyczy coś niemiłego do policji, ale żeby nie brać tego osobiście. Mówiłam, że rozumiem, że policjanci są poruszeni, ale ludzie też mają prawo do swojego gniewu na władzę i do tego, żeby mieć go gdzie wykrzyczeć. Zarządzający policjantami – nie rozpoznaję jeszcze po pagonach stopni, ale wkrótce będę w tym biegła – polecił odwrót, policjanci puścili baner, sytuacja natychmiast się uspokoiła.

Marsz ruszył w stronę Żoliborza i dochodziło do nas coraz więcej osób. Jeden z policjantów – choć nie wiem, jak bardzo mogę się na tych danych opierać – powiedział, że szło w marszu 2,5 tysiąca osób. Wszystko wyglądało jednak nadal jak spacer do momentu, kiedy nie weszliśmy na ulicę Mickiewicza, kiedy zobaczyliśmy niesamowicie długie sznury wozów policyjnych i masę policjantów już w pełnym rynsztunku, jak na mecze. Mieli tarcze, już wiem, że gaz – chyba łzawiący – i zablokowali Mickiewicza. Zaczęło się robić nieprzyjemnie, bo choć demonstranci pokojowo stali przed policją, to policjanci zaczęli ostrzegać przez megafony, że proszą o rozejście się, że będą konsekwencje.

Policjanci zaczęli też odpieczętowywać gaz. Razem z posłem Szczerbą zaczęliśmy chodzić i pytać, co się dzieje, próbowaliśmy zrozumieć, co planują, bo z mojego punktu widzenia sytuacja nie wymagała eskalacji. Policja zaczęła mnie odsyłać do rzecznika, do którego nie mogłam się oczywiście dodzwonić, zaczęłam też szukać tzw. zespołu antykonfliktowego, który zwykle w takich sytuacjach powinien być na miejscu. Pytałam dowodzących, pytałam na twitterze – zero odpowiedzi. Wtedy zaczęło się robić nieciekawie. Kilka osób (w tym posłanka Jachira) zostało opryskanych gazem.

Pozostali pobiegli po mleko i sól fizjologiczną, bo na miejscu nie było pomocy medycznej. Policja zerwała czołowy baner i zaczęła napierać na tłum. Pytałam, dlaczego to robią. Odpowiedź: że poleciały w ich stronę kamienie z torowiska. Ja osobiście żadnych kamieni nie zauważyłam, pytałam o to innych obecnych tam posłów – Małgorzatę Tracz, Michała Szczerbę, Klaudię Jachirę – nikt z nas tych kamieni nie widział. Sytuacja patowa trwała do 1:30 do 2:00, aż Marta Lempart ze Strajku Kobiet zaczęła wzywać ludzi do tego, by rozeszli się do domów i wypoczęli.

Ludzie zaczęli się rozchodzić. Ale też zaczęliśmy dostawać telefony, że widziano wywożenie zatrzymanych w bocznych uliczkach osób przez policję lub nie można się z nimi skontaktować. Doliczyliśmy się 16 osób - na ten moment jedna została wypuszczona rano, jedna chyba została mylnie zaliczona do tego grona, więc na aktualnie wiemy o 14 osobach, które są zatrzymane na pięciu komendach w Warszawie i teraz powinny zostać zwożone do jednej komendy bodajże na Żoliborzu, w celu przeprowadzenie czynności wyjaśniających. Mam też informację o dwóch zatrzymanych, które w nocy zostały przewiezione do szpitala, bo źle się poczuły.

Razem z posłankami Tracz, i Jachirą jeździłyśmy po komendach do piątej rano, żeby pomóc ustalić, kto jest gdzie. Do tego dołączyli prawnicy działający pro bono – muszę powiedzieć, że jestem za każdym razem wzruszona tą grupą i ich działaniem i determinacją. Wiemy, że te czynności mogą dziś potrwać jeszcze wiele godzin.

Protest kobietProtest kobiet Fot. Krzysztof Hadrian / Agencja Gazeta

Dziś wieczorem też będziemy na proteście. Z solą fizjologiczną, powerbankami, wodą do picia i wizytówkami – żeby ludzie mieli telefony do pomocy prawnej i do nas, żeby czuli się zaopiekowani. Martwię się – czterdzieści miast ma dziś protestować i boję się o reakcję policji – oby tego bezsensownie nie eskalowała, bo po co?

Ta pseudodecyzja pseudoTrybunału niestety przyniesie realne konsekwencje dla kobiet, i ogromny regres społeczny. Jesteśmy wpychani w jakąś europejską wersję Gilead. Dystopijny świat, który oglądałam w serialach, nagle dzieje się dookoła mnie. I jest to oderwane od ludzi. Bo przecież z badań wiemy, że ponad połowa społeczeństwa chce dostępu do aborcji do 12 tygodnia¹, a tylko 15% chciałoby jej zaostrzenia obecnego prawa². Wiem, że podziały między Polakami jeszcze się pogłębią, bo dziś nawet niektórzy dotychczasowi zwolennicy kompromisu aborcyjnego nie mogą uwierzyć w ten pseudowyrok i mówią "chcę liberalizacji”. A PiS robi to właśnie teraz, bo czuje się bezkarny. Ma trzy lata do wyborów i "jeśli nie teraz to nigdy...  A ja patrzę z bólem, jak jesteśmy, zwłaszcza kobiety, spychane w Średniowiecze, w zaścianek Europy. Naprawdę nie potrzebujemy tu, zawłaszcza teraz, wojny religijno – obyczajowej.

Posłanka Klaudia Jachira, Koalicja Obywatelskiej: 

Pierwszy raz zobaczyłam wczoraj, jak wygląda użycie gazu na ulicy. Aż się śmieję, że nie mam doświadczenia z policją  i przechodzę jakiś przyspieszony kurs  po trzydziestce… Na przykład dopiero wczoraj od anarchistów dowiedziałam się, że na gaz w oczach najlepsze jest przemywanie mlekiem: obdzwoniłam więc znajomych, żeby je przywieźli na Mickiewicza

To nie jest tak, że zostałam spryskana gazem, bo byłam na pierwszej linii walki – raczej staram się być po prostu blisko centrum wydarzeń, żeby bronić protestujących - czasem nawet zasłaniać własnym ciałem. W tym wypadku chodziło o to, żeby widzieć, co się dzieje, więc akurat będąc blisko, dostałam gazem po włosach i płaszczu i choć schyliłam się i uciekałam, to potem niefortunnie przeniosłam tę substancję na twarz, mocno piekło. Wiem, że miałam bardzo dużo szczęścia, bo widziałam ludzi, którym ten gaz dostał się do oczu. Wili się z bólu.

Protest kobietProtest kobiet Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Przyznaję ta eskalacja, kiedy użyto gazu na Mickiewicza, była wyjątkowa. Bo kiedy szliśmy od Trybunału czy z Nowogrodzkiej głównymi arteriami Warszawy – Policjanci byli spokojni i nas chronili. Nie doszło do eskalacji nawet na Nowogrodzkiej, gdy były między tłumem i Policjantami drobne nieporozumienia, ale Marta Lempart naprowadzała z powrotem nie na utarczki słowne, lecz na temat zgromadzenia.

Policja na Mickiewicza była jednak inna, szturmowa. Policjanci nie byli tak agresywni jak na Krakowskim Przedmieściu – bo ja ciągle porównuję to wszystko do „Tęczowej Nocy” (posłanka odnosi się do wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu od razu po zatrzymaniu Margot – przyp. red.), ale co mnie zdziwiło, użyli gazu. Zresztą, jak popatrzyłam na sam układ ulicy Mickiewicza, to się przestraszyłam, bo to takie "wąskie gardło” i tam się mogło wydarzyć więcej gorszych rzeczy.

Byłam tam w podwójnej roli: jako obywatelka – bo gdybym nie była posłanką też bym była na proteście, bo uważam wyrok pseudotrybunału za skandaliczny. A ponieważ jestem posłanką, byłam tam, żeby opiekować się ludźmi w moim okręgu wyborczym – to uważam za mój obowiązek. Ale byłam też po ludzku szczęśliwa, że mogę być wśród ludzi, którzy podobnie jak ja są wkurzeni i muszą skatalizować te emocje. Przecież ta decyzja nie dotyczy tylko kobiet, ale całych rodzin. Ale też wiem, ze jako posłanka mogę tam na miejscu dużo zdziałać, że czasem tak mało trzeba – wystarczy uspokoić, przekazać numer telefonu, być przy legitymowaniu czy skierowaniu wniosku do sądu. Wskazać, do czego Policja ma prawo, do czego nie. Zapewnić, że w razie czego zorganizujemy pomoc prawną.

Na własne oczy nie widziałam żadnego zatrzymania. Podobno odbywały się w bocznych uliczkach. A potem "powtórka z rozrywki" z Tęczowej Nocy – objeżdżanie komend z Urszulą Zielińską i Małgorzatą Tracz z Zielonych: Żeromskiego, Malczewskiego, Nowolipie, Opaczewska, tu pojechał prawnik, już nie trzeba jechać. Choć Policja ma jednak przed posłankami respekt, bo przed prawniczkami niekoniecznie. A my pokazujemy legitymację i podajemy podstawy prawne i jest łatwiej. Dziś też będziemy. Jak będzie trzeba – do rana.

[1] Kantar 2019,

[2] Ibris 2019