Policjantka o Strajku Kobiet: Policja zawsze jest po którejś stronie konfliktu mimo bezstronności [TYLKO U NAS]

W Polsce od tygodnia nie ustają protesty po niedawnej decyzji TK ws. aborcji. Na ulice wielu miast codziennie wychodzą dziesiątki tysięcy ludzi. "Pierwszy raz miałam styczność z demonstracją zakrojoną na tak szeroką skalę" - mówi nam policjantka z Warszawy.

Anna Górska: Jaka była twoja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałaś się, że pracujesz akurat w dniu Strajku Kobiet w Warszawie?

Funkcjonariuszka z Warszawy: Myślę, że mimo moich wewnętrznych przekonań, odczuwałam bardziej lęk niż entuzjazm. Pierwszy raz miałam styczność z demonstracją zakrojoną na tak szeroką skalę. Moje obawy zwiększał dodatkowo fakt, iż społeczeństwo w ostatnim czasie nie było nam przychylne, a wręcz było do nas bardzo wrogo nastawione.

Te tłumy kobiet, które wyszyły na ulice, też? Wyrażają swój sprzeciw wobec decyzji Trybunału Konstytucyjnego.

Uważam, że sprawa jest jak najbardziej słuszna. Temat jest bardzo delikatny i wiem, że trudno będzie w tej kwestii o porozumienie. Jednocześnie nie widzę chęci dyskusji ze strony rządu i obawiam się, że to, co dzieje się na ulicach, jest początkiem czegoś nowego, czegoś, co według mnie prowadzi do eskalacji negatywnych emocji, a co za tym idzie agresji.

Policja mimowolnie stała się stroną w konflikcie?

Policja zawsze jest po którejś stronie konfliktu... mimo bezstronności. Jeśli chroni przed wandalizmem budynek np. Telewizji Polskiej czy Sejmu, jest "na usługach PiS" w przekonaniu ludzi, którzy są za opozycją. Innego razu stoi po stronie kościoła, w mniemaniu np. ludzi, którzy chcą najzwyczajniej zdewastować figurę np. Chrystusa. Jestem przekonana, że gdyby budynek np. siedziby PO był przedmiotem ataku zwolenników PiS, tam też byśmy byli.

Nigdy nie będziemy bezstronni w oczach ludzi, dopóki społeczeństwo jest podzielone. Zawsze będziemy "stać komuś na drodze". Ludzie zapomnieli, że policja ma służyć narodowi i chronić - chronić wszystkich, nie tylko "naszych sympatyków". To jest bezstronność.

Ostatnie protesty czymś cię zaskoczyły?

W dniu, kiedy kobiety przez godzinę blokowały przejścia dla pieszych na ruchliwych ulicach, po upływie tego czasu dostaliśmy z kolegą brawa za zabezpieczenie. I to było bardzo przyjemne. Ale było też uczucie, które nie do końca potrafię nazwać… być może lęk. To było, kiedy jedna z kobiet wyciągnęła do mnie rękę, tak po prostu, w ramach podziękowania. Ja natomiast, wiedząc, jak odwzajemniony przeze mnie gest (np. uchwycony aparatem fotograficznym) może być zmanipulowany przez media, po prostu jej nie podałam. I wtedy poczułam się źle…

Z jakimi jeszcze reakcjami protestujących wobec siebie się spotkałaś?

I tu należałoby postawić grubą kreskę pomiędzy protestującymi kobietami i ich bliskimi a młodzieżą, która po rozejściu się manifestujących w słusznej sprawie kobiet zaczyna się świetnie bawić. To są dzieciaki mające po 14-15 lat, chodzące po ulicach w tę i z powrotem, paraliżujące miasto do pierwszej w nocy.

Kobiety są jak najbardziej pozytywnie do nas nastawione, natomiast dzieciaki to już inna sprawa. Mazanie po radiowozach, plucie na nas i inne tego typu występki nie są dziełem dojrzałych, walczących o swoje prawa kobiet. Ale tego w mediach nie widać. Nie widać tych 14-latków chodzących pośrodku głównych arterii miasta, robiących sobie selfie na naszym tle lub na tle przejeżdżających tuż przed ich nosem tramwajów… albo kładących się przed jadącym na sygnale radiowozem. 

Dołączyłabyś do protestów, gdybyś nie była na służbie?

Tak, jak najbardziej, ale tylko do tych, w których udział biorą cywilizowani ludzie. Kompletnie nie utożsamiam się np. z organizatorką ostatniego protestu przed Sejmem, która jawnie nawoływała do agresji w stosunku do policjantów oraz do malowania po elewacji budynku rządowego. To jest po prostu chuligaństwo, nic więcej.

Zobacz wideo

A co czują Twoje koleżanki, które również muszą pracować podczas Strajku Kobiet?

Powoli staje się to naszą codziennością i przyznam, że stopniowo każda, a na pewno większość z nas, podchodzi do tego z coraz mniejszym zaangażowaniem emocjonalnym. Inaczej się nie da. Jeśli są emocje, to raczej złość. Złość, że nabiera to coraz większych rozmiarów i idzie w złym kierunku.