Gretkowska: To, co ruszyła Lempart jest jak nitka w robótce. Można spruć kawałek, ale tak naprawdę trzeba spruć całość, czyli system

Kobiety nie odpuszczają. W wielu polskich miastach Polki i Polacy protestują po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia zaostrzającego prawo aborcyjne w naszym kraju. W jednej z demonstracji wzięły udział mama z córką. Manuela Gretkowska, pisarka i twórczyni pierwszej w Polsce Partii Kobiet i Pola Pietucha, studentka psychologii. Dlaczego protestują? Z jakimi hasłami dołączają do manifestujących? I o jakiej Polsce marzą?

Urszula Abucewicz: Kobieta Gazeta.pl: Czy kobiety obalą rząd Zjednoczonej Prawicy?

Pola Pietucha: Bardzo bym chciała, żeby protesty nie straciły charakteru politycznego. Na pewno kobiety próbują wyrazić swój sprzeciw wobec zaostrzania praw aborcyjnych w większym stopniu od mężczyzn. Buntują się przeciwko łamaniu praw człowieka, walczą o godność jednostki i pokazują, że mają jaja. Marzy mi się rząd matriarchalny. 

Manuela Gretkowska: Polityka jest nieprzewidywalna. Ktoś musi zacząć. Mam nadzieję, że w tych młodych ludziach, którzy od kilku dni wychodzą na ulice, bunt nie wygaśnie. To olbrzymi obciach, że kobiety, jak zawsze, muszą odwalić czarną robotę w naszym kraju. 

P.P.: Brałam udział w wielu protestach: w obronie Trybunału Konstytucyjnego, sądów, w Czarnym Marszu, wtedy wzięło udział 55 tys. osób i niestety z ciężkim sercem muszę stwierdzić, że te manifestacje nic nie dały. Krótkotrwałe polepszenie.  

M.G.: Moim zdaniem te protesty pokazują coś bardzo ważnego - że w sprawach kobiecych ciągle musimy wszystko zaczynać od początku, dlatego że kobiety dostają najbardziej w łeb. Za każdym razem musimy się zbierać z podłogi od nowa.

Wcześniejsze marsze, na które chodziła z nami Pola, organizowane były w obronie wolności i demokracji, ale nie w obronie praw kobiet, bo był wszawy kompromis. Kiedy my, kobiety, wyszłyśmy na ulice, wrzuca nam się na barki cały system. Musicie obalić ten rząd, bo występujecie w obronie samych siebie. To jest bardzo cwane. Niestety tak jest, prawa kobiet uwikłane są w cały system i jeżeli się go nie zmieni, znowu będziemy na lodzie. 

To, co ruszyła Marta Lempart, która jest rewelacyjną przywódczynią, jest jak nitka w robótce. Można spruć kawałek, ale tak naprawdę trzeba spruć całość, czyli system. Jest taka amerykańska książka przetłumaczona na francuski "Dlaczego w socjalizmie kobiety mają lepsze życie miłosne?". Dlaczego? Bo życie kobiet zależy od postępowości ustroju, a ten, który w Polsce torturował kobiety, po prostu się domyka. To jest szalbierstwo, że Duda z Morawieckim proponują jakiś kompromis do kompromisu aborcyjnego, jakbyśmy dyskutowali w XXI wieku w Polsce, czy chcemy w Korei Północnej dla wytchnienia trochę Korei Południowej. A Hołownia - pierwszy sprawiedliwy - uważa, że wolność kobiet jest morderstwem nienarodzonych. O czym my w ogóle mówimy?

Manuela Gretkowska z córką - Polą PietuchąManuela Gretkowska z córką - Polą Pietuchą Archiwum prywatne

Dlaczego zakaz aborcji stał się tym zapalnikiem, który wyprowadził młodych na ulice? 

M.G.: Pomysł torturowania kobiet obudził instynkt życia, bo zwierzę, które chcą zabić, próbuje się bronić. Polki nie mają wolności, tylko półwolność jak zwierzęta "humanitarnie" hodowane w półklatkach. Ale my nie wrócimy z podkulonym ogonem do tych prawnych półprawd, ćwierćwolności, gdzie dokarmia się nas kościelną hipokryzją i kompromisem. Ta karma zgniła. Tak było za pierwszym razem, w 2006 r., gdy przejechali drągiem po klatkach, strasząc całkowitym zakazem aborcji i powstała Partia Kobiet, trzy lata temu, kiedy odbył się Czarny Marsz i dzieje się właśnie teraz.  

Panowie i władcy mieli nadzieję, że skończy się Czarny Marsz i pójdziemy do domu. A my jesteśmy znowu na ulicach z przekonaniem, że jeżeli chcemy mieć gwarancję wolności, to musimy zmienić system. 

P.P.: Przez moment chodziło o zakaz aborcji i orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, a potem się wylało. Bardzo wiele osób wyszło na ulice wyrazić swój sprzeciw wobec PiS. Jeżeli nie obalimy rządu, będzie coraz gorzej.  

M.G.: Pisałam już od kilku lat, że będzie jedna noc, kiedy zmienią prawo, a prezydent będzie tańczył na naszych grobach, bo to wynika z logiki śmierci, którą oni reprezentują podpuszczeni jeszcze przez Kościół. Przecież to on rządził od 30 lat Polską, a teraz dwóch mizoginów w celibacie: Rydzyk i Kaczyński. To co miało być? Kobiecy raj czy piekło? Logiczną odpowiedzią jest powstanie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Wchodzenie w dialog z totalitarnym układem – to pozwolić się obślinić gadowi, który cię tym łatwiej połknie. Te ich scholastyczne, piętrowe konstrukcje, językowe kłamstwa: nienarodzone dzieci, życie poczęte, wartości chrześcijańskie, prawo i sprawiedliwość. Nie ma z kim dyskutować. Hasło: "W**********" jest chirurgicznie precyzyjne. Nie zostawia się ciąży, której się nie chce, na pół wyskrobanej.   

Co czuje matka, która protestowała w młodości o wolność, założyła Partię Kobiet, a teraz znowu, tym razem już z dorosłą córką, bierze udział w manifestacjach?

M.G.: Wściekłość. Czułam to, już biorąc udział w marszach, zwłaszcza wtedy, kiedy protestowaliśmy w sprawie TK czy walcząc o niezależność sądów. Dlaczego w demokracji muszę znowu chodzić ulicami w jej obronie? Nie w protestach, ale w wojnie o jej przetrwanie? 

Gdy zakładałyśmy Partię Kobiet, Pola miała pięć lat. Była na pierwszym plakacie partii. Kobiety i ona z drugą dziewczynką wyrywają się do przodu, taka rozpędzona ku dobrej przyszłości. Do głowy mi nie przyszło, że one biegną na czołowe zderzenie z faszyzująca Polską. Że nie tylko prawa kobiet możemy stracić, ale też demokrację. 

To jest upokarzające. Pewnie jak większość z nas budziłam się przez te pięć lat, nie dowierzając, że to wszystko jest możliwe. 

Pola. Ty na swoim transparencie napisałaś: "Krwawię za Ciebie co miesiąc, Polsko". Co cię tak mocno uwiera w naszym kraju? 

P.P.: To miała być ironia. Ci wszyscy żołnierze wyklęci, bohaterzy pominięci, gloryfikacja męskich ofiar w zderzeniu z kobiecą codziennością. My cierpimy po prostu za to, że jesteśmy kobietami, w ciszy.  

Coraz bardziej żałuję, że nie wyjechałam. 

M.G.: Możesz. Masz szwedzkie obywatelstwo.

P.P.: Tak, mam ten luksus miękkiego lądowania. Co mnie uwiera? Kaczka mnie uwiera. Jarosław Kaczyński mnie uwiera. PiS mnie uwiera, Kościół i jego propaganda zwana nie wiadomo dlaczego "nauczaniem". To, co robi z kobietami. Nagonka na mniejszości, na LGBT, tylko po to, żeby utrzymać władzę. Mam dość, "w**********"!

W ostatnich dniach byłam naprawdę mocno podbudowana, że młodzi ludzie zainteresowali się polityką, że się obudzili. Wybory wygrywa się jednak przy urnach wyborczych, a tu potrzebne są miliony. Jak nakłonić młodych ludzi do głosowania?

P.P.: Moi znajomi zawsze głosują, ale prawda jest też taka, że na przykład w ostatnich wyborach prezydenckich nie mieli na kogo. Lewica nie miała szans. Smuci mnie też to, że coraz częściej nie tylko w Polsce, głosuje się na mniejsze zło. A już zupełnie nie rozumiem młodych głosujących na Konfederację. 

M.G.: Młodzi nie mieli na kogo głosować w wyborach prezydenckich, a ja machnęłam na płocie olbrzymi napis: "Trzaskowski". Różnica pokoleń widoczna z Polą. Konfederację świetnie podsumowuje piosenka licealisty "Osiem gwiazd". Rap, w którym Bosak jest porównywany do "hitlerowca". To ważny przekaz dla tych dzieciaków, że Bosak nie jest "patriotą tylko idiotą", jak krzyczy ulica. Jego zwolennicy mówią: "Jestem za kobietami, ale nienawidzę gejów i lesbijów".

Jeśli nie ma na kogo głosować, to może trzeba stworzyć taki ruch polityczny, który pociągnie młodych ludzi? Pola na twoich oczach rodziła się Partia Kobiet. Może mogłabyś kontynuować dzieło mamy? Może teraz Polki i Polacy byliby gotowi na taką partię?

P.P.:  To bardzo trudne. W polityce trzeba być wytrwałym i bardzo się poświęcić. Kobietom jest trudniej, bo nie tylko muszą walczyć o władzę, lecz także z seksizmem.

M.G.: Tworzy się nowa partia kobieca, może mogłabyś dołączyć? W polityce najważniejsze jest doświadczenie, a ty je masz. Od kiedy skończyłaś pięć lat. Uczyłaś się czytać i pisać na zebraniach Partii Kobiet, sylabizując postulaty. 

P.P.: Gdyby była taka możliwość, to spróbowałabym swoich sił. Dlaczego nie? Rzeczywiście masz rację, mam przecież doświadczenie. Choć nie wiem, jak mogłabym pomóc, patrząc na to, co się dzieje. Czasem człowiek już nie ma sił, ręce opadają.

Za jaką Polską tęsknicie?

P.P.: Już nie pamiętam Polski, za jaką tęsknię. 

M.G.: Ja nie tęsknię. Ja po prostu chciałabym, żeby była wreszcie Europą. Ale Kaczyński nawet pod respiratorem będzie oddychał za Polskę. Tak jak Pola napisała: "Krwawię za Ciebie co miesiąc, Polsko".  Moje hasło: "Bój się gnido, kobiety po ciebie idą" w domyśle do pałacu, do willi na Żoliborzu i katedry, w okopy świętej patriarchalnej trójcy.  

Kaczyński nie odda władzy, bo nie ma niczego innego. Gdyby udało się go usunąć, istniałaby szansa, że Zjednoczona Prawica straciłaby większość w Sejmie, żeby stracili ten upijający ich władzą monopolowy rząd. Oni zrobili z tego "monopolskę". 

Gdybym miała obrazowo opisać sytuację Polski, to siedzimy sobie na peronie, skąd odjedzie pociąg zabierający nas na Zachód. W jednym bucie mamy olbrzymią sztabę betonu, a w drugim żelaza. Jeden ciężar to kościół - od sarmacji począwszy - a drugi zacofanie, chłopskie niewolnictwo, głupota. I nawet gdybyśmy się w tych buciorach powlekli do tego nadjeżdżającego pociągu, który nie poczeka na spóźnialskich, to obok nas na ławce siedzi Rosja podstawiająca nam nogę. Może dlatego jest tak ciężko i ten pociąg odjedzie bez nas, nie z przystanku "Wolność", tylko "Cywilizacja".  

Co więc robić?

M.G.: To jest pytanie do złej osoby. Gdy tylko Andrzej Duda został wybrany na drugą kadencję, ogłosiłam sprzedaż domu i wyprowadzkę. Zatrzymał nas COVID. 

Ludzie robią coś tak długo dopóki mają poczucie sensu. Teraz, przez to co się zadziało na ulicach, ten sens znowu się pojawił. Nawet za cieniem sensu warto iść. 

To nie jest 1988 rok, niech ludzie się nie łudzą. Używa się takich porównań, ale to chybione. Rok przed Okrągłym Stołem komuniści mieli kasę, wchodzili w biznesy i szukali okazji, żeby aksamitnie bez sądów przejść z pieniędzmi, które mieli, w nowy ustrój. Organizowałam wtedy strajk studencki, widziałam, co się dzieje od drugiej strony: "Poczekajcie młodzi, poczekajcie, bez rewolucji" - tonowano nas, coś się dzieje na górze. I zadziało.

Kaczyński i PiS jeszcze nie nażarli się władzy i pieniędzy, więc jej nie oddadzą dla ciepłych kapci i biznesu. To nie jest 1988 i 1989 r.

Wierzę w matriarchalne rządy. Wierzę w naturę, w życie. PiS jest jak śmierć. Ta partia przyszła na trumnach, chce zrobić z kobiety żywe trumny. To, co oni proponują Polsce to jest strupieszenie. Zamrożenie. Hibernacja. To nie jest życie. Wieczne odwoływanie się do przeszłości - resentyment Kaczyńskiego, jego martwe jak dwa filety dłonie, gdy przemawia z politycznej ambony. To jest robienie z Polski krypty. PiS-owskie zakłamanie i hipokryzja zderzyła się z prawdą życia - kobietami, czyli realem. 

Przyjdzie następna fala, bo życie jest falowe, ta fala to COVID. I po tej fali śmierci znowu przyjdzie odrodzenie życia, kobiet. Na to liczę. 

Pola, cała nadzieja w twoim pokoleniu. 

P.P.: To jest właśnie smutne, że wszyscy szukają nadziei w naszym pokoleniu. Tylko że to wasze tę dzisiejszą Polską totalnie spieprzyło. Nie tylko Polskę, lecz także klimat. Ile jeszcze razy mamy za błędy starszego pokolenia płacić? My, młodzi, próbujemy. Moja znajoma Aga Tutak jest współzałożycielką MSK Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. 

M.G.: Tak jest, że dziedzicząc, płacisz długi. Na pocieszenie ci powiem, że Mojżesz nie wszedł do Ziemi Obiecanej, tylko następne, młode pokolenie. To jest archetyp, mam nadzieję, że zaczniecie wszystko od nowa.

Myślicie, że mężczyźni zawłaszczą energię i ruch kobiet?  

M.G.: Obawiam się, że tak może być. Interesy kobiet powinny reprezentować tylko kobiety. Tego nauczyłam się w polskiej polityce. Tylko kobiety mogą zagwarantować, że nikt im tego nie zabierze i nie spieprzy. Dlaczego Biedroń pociągnął za sobą LGBT? Bo gwarantował własną tożsamością, że nie zdradzi. Lempart i inne kobiety zagwarantują, że nie staną się nagle UFO i nie odlecą na inną planetę. 

Mężczyźni mogą pomagać, ale powinni mieć patriarchalny wstyd, niech się usuną i nie pchają na pierwszy plan, mają patriarchalne turbodoładowanie i dupokrzesła, to znaczy większości z nich wydaje się, że rodzą się przeznaczeni do stanowisk i panowania.

Oni sobie nawet nie zdają z tego sprawy. Uważają za naturalne przejmowanie sukcesów kobiet, no bo kto, jak nie oni, mają być na świeczniku? Reszta to knoty i żeńskie podpórki. Tak próbowali w Partii Kobiet, tak robią w innych polskich partiach  i organizacjach młodzieżowych, gdzie jest do zagarnięcia miodek po ciężkiej pracy dziewczyn. My, kobiety, mając cel, zapominamy o sobie. A faceci oprócz celu mają testosteron i niestety on jak alkohol zalewa im rozum. Panowie nie tyle, że powinni odejść, powinni stać się tłem, na którym kobiety mogą się wybić. I kto jak kto, ale Lempart to wie. To co mówię to nie seksizm, to doświadczenie.

P.P.: My będziemy próbowali ratować Polskę, ale rząd nas zabija i to dosłownie. Teraz tyle młodych osób popełnia samobójstwa przez nagonkę PiS-u, Dudy. Mówię tu osobach LGBT, ale nie tylko. Na psychiatrię od wielu lat brakuje pieniędzy, ale za to nie brakuje na rządowe limuzyny. Jak już jechać po trupach do celu, to w czymś eleganckim. PiS wolałby, żeby terapię zastąpił konfesjonał, a psychiatrów biskupi.

M.G.: Jeden z postulatów Strajku Kobiet dotyczy dofinansowania psychiatrii dziecięcej. Który z polityków walczył o psychiatrię? A z takiej pomocy korzysta jedna czwarta narodu. 

Postulaty Rady Konsultacyjnej Ogólnopolskiego Strajku Kobiet już dzielą demonstrantów. Niektórzy zarzucają, że są zbyt lewicowe, radykalne, jak np. wyprowadzenie religii ze szkół, że są od czapy. Inni mówią, że do rady nie zostali zaproszeni reprezentanci strajkujących, że zapomniano o młodych ludziach. Jeden z dziennikarzy napisał nawet, że w tej radzie zasiadają dziadersi, czyli osoby 50+, 60+ i że młode osoby zostały oszukane. 

M.G.: Postulaty Solidarności też były od czapy w tamtym systemie. To jest cel polityczny, do którego się dąży. To jest mapa marzeń, ale zarazem celów. Polityka to priorytety celów. Jeśli zabiorą nam marzenia, to nie wyjdziemy nawet na ulice.  

P.P.: Przecież my idziemy za marzeniami. Prawa człowieka nie powinny być marzeniami tylko realnością.

M.G.: Ja nawet tego nie zauważyłam. Różnica pokoleń. Nauczyłam się, że kobiety muszą walczyć ze wszystkimi i o wszystko, o tlen.  

To musi zmienić się w parlamencie. Uliczny protest może być tego wsparciem. Nie wiadomo, co się stanie. Jest COVID. Możliwe są różne roszady.

Lewica, tych trzech kastratów, którzy nie wystawili żadnej kobiety na prezydenta, są naturalnymi przeciwnikami silnego ruchu kobiet. Wiem z terenu, że osłabiają go. W polityce każdy gra na siebie. Śmieję się, że oni wykorzystają ruch kobiet, a na pamiątkę dadzą kobietom tampon. Bo o to wam kobiety chodziło, o antykoncepcję, nie?

Lempart o tym doskonale wie. Kiedy startowała do parlamentu, powiedzieli jej, że do polityki to trzeba: "ho, ho", ona jest dobra na ulicę. I pokazała im na ulicy, co potrafi, pokaże też w polityce. Jest petardą, która wybuchnie w politycznym szambie. Lempart i Suchanow to wymarzony team.

Sprawy kobiet są sprawami politycznymi XXI wieku i demokracji. Mam nadzieję, że Lempart przeistoczy ten hybrydowy ruch przed wyborami w partię, nie wspierając żadnej z istniejących. Tego chce też ulica i młodzi, którzy nie znaleźli dla siebie reprezentacji, o czym mówiła Pola. Palikot stworzył ruch antykościelny i pierwszy z takim hasłem wszedł do Sejmu z 11 proc. poparciem. Teraz powstaje antykatolicki świecki i postępowy ruch, podnoszący hasła dotyczące praw kobiet. Gdyby to się utrzymało, byłaby szansa na 20 proc. Zastąpiłyby lewoskrętnych liberałów, a Hołownia prawicę, nowe rozdanie, nowe marzenia, na razie marzenia.