Kasia Tusk zdradziła, jak zakończyła się afera ze skradzioną przez Zarę fotką. "Jedno z droższych zdjęć"

Kasia Tusk poinformowała na swoim Instagramie, że sprawa ze skradzionym przez popularną sieciówkę zdjęciem rozwiązała się w zaskakujący sposób. - To raczej jedno z droższych zdjęć okien - zapewnia blogerka.
Zobacz wideo Kasia Tusk pokazała swoją biblioteczkę

Kasia Tusk opublikowała ostatnio na swoim Instagramie post, w którym opowiedziała o tym, co zauważyła podczas robienia zakupów na stronie internetowej sklepu Zara Home. Marka, bez zgody Kasi, wykorzystała do promocji swojej kampanii jedno ze zdjęć mieszkania blogerki, które ona opublikowała kiedyś na swoim Instagramie. - Powinnam czuć się zaszczycona czy może jednak bardziej wkurzona? - napisała pod opublikowanymi zdjęciami.

Kasia Tusk w modnych dżinsach polskiej markiKasia Tusk w modnych dżinsach polskiej marki. To model idealny na jesień

Kasia Tusk zdradziła, jak zakończyła się afera ze skradzionym przez Zarę zdjęciem

Okazuje się, że sprawa rozwiązała się szybciej niż spodziewała się tego Kasia Tusk. Poruszenie, które w sieci wywołał post blogerki sprawiło, że Zara sama postanowiła się z nią skontaktować i zaproponować sposób rozwiązania całej sprawy, czym Kasia Tusk również postanowiła podzielić się na swoim instagramowym profilu.

- Domyślam się, że w dzisiejszej rzeczywistości każda z Was ma ważniejsze sprawy na głowie niż poduszki ze świątecznym haftem, ale choćby ze względu na liczbę Waszych komentarzy i setki wiadomości, powinnam chyba przedstawić Wam dalszy ciąg tej historii. Następnego dnia po opublikowaniu ostatniego postu miałam sporo spraw na głowie, a że nie jestem typem pieniacza (chyba), to nie zerwałam się z łóżka skoro świt, aby pisać pozew (...). Jak gdyby nigdy nic wyszłam więc z samego rana z domu, aby z córką pod pachą i Portosem ciągnącym niczym audi R8, zrobić zakupy. Telefon jak zwykle zadzwonił wtedy, gdy Portos obszczekiwał śmietnik, a ja próbowałam zapłacić za zakupy jednocześnie powstrzymując córkę przed ściągnięciem bananów z lady straganu. Przeszło mi przez myśl, żeby nawet nie odbierać, ale że mógł to być kurier z ważną paczką (...), więc zaciskając zęby, sięgnęłam za telefon. Ale to nie był kurier, tylko @Zarahome (...). Powiedziałam więc, że dziękuję za telefon i zastanowię się, jak można by naprawić tę sytuację - napisała Kasia Tusk.

Kasia Tusk w zamszowym kowbojkach polskiej markiKasia Tusk w zamszowym kowbojkach polskiej marki. To model, który świetnie wydłuża nogi

Blogerka przyznała, że razem z prawnikami zastanawiała się nad kwotą, którą mogłaby się domagać podczas procesu i zdecydowała, że chciałaby, żeby Zara przeznaczyła jej równowartość na pomoc dla dwóch chorych dziewczynek.

- Razem z prawnikami obiektywnie podeszliśmy do tematu. Ustaliliśmy jakiej kwoty mogłabym się domagać w razie procesu, przyjęliśmy optymistyczny wariant, że go wygrywam i z takim założeniem oddzwoniłam do Zary, proponując, aby sfinansowali pomoc tej wartości dla dwóch chorych dziewczynek. Nie byłam pewna reakcji moich rozmówców, bo wiem z własnego doświadczenia, że bez formalnego pozwu trudno skłonić jakąkolwiek firmę do zadośćuczynienia. Po kilku minutach wpatrywania się w telefon z mocno zaciśniętymi kciukami dostałam odpowiedź. Przedstawiciel Zary podziękował mi za takie podejście i dodał, że są gotowi "zaokrąglić" zaproponowaną kwotę. Zostałam poproszona o jej nie ujawnianie i przystałam na ten warunek. Mogę Was tylko zapewnić, że było to raczej jedno z droższych zdjęć okien. Wybaczcie mi tę dyskrecję, niektóre z Was może uznają, że byłam za miękka, bo z moich ust również padło słowo "dziękuję", ale dla mnie najważniejsze jest to, że finał tej całej "afery" ze świątecznym wystrojem jest taki, że ktoś będzie miał chociaż ciut fajniejsze Boże Narodzenie - poinformowała Kasia Tusk.

 

Fani Kasi byli pod wrażeniem jej decyzji, a w komentarzach pozostawili mnóstwo ciepłych słów:

Naprawdę fajna z Ciebie kobieta
Jednak można z klasą rozwiązywać takie sprawy. Super
W tym trudnym czasie przywracasz wiarę w ludzi
Piękny gest!

- czytamy pod postem.