W tym roku Black Friday będzie wyglądał inaczej. "Przed pandemią kupowałam nawet kilka ubrań miesięcznie"

Natalia Kondratiuk-Świerubska
- Część osób przewartościowała swoje podejście do zakupów. Wielu z nas przekonało się, że w kupowaniu można stracić opamiętanie i że przedmioty nie dają szczęścia - mówi w rozmowie z nami psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.

Czarny Piątek (Black Friday) wypada dzień po Święcie Dziękczynienia, które w Stanach Zjednoczonych celebrowane jest zawsze w czwarty czwartek listopada. Skąd ten zwyczaj? Zaczęło się od tego, że wielu Amerykanów, by wydłużyć sobie weekend po święcie, zaczęło brać wolne w piątek. W pewnym momencie postanowiły wykorzystywać to sklepy. Aby przyciągnąć jak najwięcej klientów, zaczęły wprowadzać atrakcyjne promocje. Z biegiem lat moda dotarła także do innych krajów. Dlatego też ostatni piątek listopada często nazywany jest "światowym świętem konsumpcjonizmu".

W tym roku Czarny Piątek będzie wyglądał inaczej niż w poprzednich latach. Galerie handlowe są zamknięte. Poza tym wiele osób radykalnie zmieniło swój stosunek do zakupów.

- Przed pandemią kupowałam nawet kilka ubrań miesięcznie. Częste zakupy wynikały z tego, że codziennie rano odnosiłam wrażenie, że nie mam co na siebie włożyć. Od połowy marca pracuję zdalnie i nie muszę już się nad tym zastanawiać. Wielu znajomych jest w szoku, gdy mówię im, że od marca nie kupiłam jeszcze żadnego ubrania. Każdego miesiąca oszczędzam dzięki temu około 600 złotych. Oczywiście to nie potrwa wiecznie. Na razie jednak nie mam potrzeby, aby to zmieniać - zdradza Sara, 29-latka z Warszawy.

"Teraz większość z nas czuje się raczej niepewnie"

Zmianę podejścia do zakupów wielu osób potwierdzają badania. Jak dowiadujemy się z raportu Accenture "Świadomy konsument", który powstał we współpracy z Fundacją Kupuj Odpowiedzialnie i fashionbiznes.pl, 70 procent badanych konsumentów w czasie pandemii zdecydowało się kupować tylko potrzebne im produkty. Natomiast 40 procent zrezygnowało z zakupów, chcąc ograniczyć wszechobecną konsumpcję. - Sprzedaż przenosi się do Internetu i według przewidywań zyski firm odzieżowych w tym roku będą niższe - dowiadujemy się z raportu podsumowującego badania. 

- Wydajemy w nadmiarze zwykle wtedy, gdy wewnętrznie mamy przekonanie, że "wszystko jest i będzie dobrze". A teraz większość z nas czuje się raczej niepewnie, dlatego, zamiast wydawać, wolimy gromadzić. Okopywanie się to nasz pierwotny instynkt, który służy obronie. Czujemy się bezpiecznie, wiedząc, że pieniędzy nie ubywa - tłumaczy Katarzyna Kucewicz, psycholożka i psychoterapeutka, autorka książki "Zakupoholizm. Jak samodzielnie uwolnić się od przymusu kupowania?".

- Pandemia sprawiła, ze gros z nas zaczęło się martwić o swoje zdrowie, o swoją pracę. W takich sytuacjach człowiek przełącza się na tryb zadaniowy i chce skumulować swoje siły, by przetrwać, a nie by trwonić pieniądze na zbytki. Poza tym zakupy w wielu polskich rodzinach były rytuałem spędzania wolnego czasu. Ludzie chodzili do galerii handlowych nie po to, by robić potrzebne zakupy, ale by zabić nudę i może przy okazji coś nabyć. Kiedy galerie się zamknęły, trzeba było zmienić rytuał. Część osób przekonało się, że na przykład wyjście na spacer może być bardziej relaksujące niż taki bezsensowny shopping. Są też jednak osoby, które za tym bardzo tęsknią - mówi ekspertka. 

Czy to chwilowa zmiana?

Czy taka zmiana nawyków jest chwilowa, czy zostanie z nami na dłużej? Zdaniem Katarzyny Kucewicz, jeśli w ostatnim czasie odkryliśmy przyjemność w innych aktywnościach, to być może nie wrócimy tak prędko do kupowania. - Część osób przewartościowała swoje podejście do zakupów. Wielu z nas przekonało się, że w kupowaniu można stracić opamiętanie i że przedmioty nie dają szczęścia - tłumaczy nasza rozmówczyni. 

- Jednak okres pandemii większość z nas traktuje jako pauzę. Wiemy, że niebawem to się skończy i wszystko wróci do normy. Jeśli w przeszłości spędzaliśmy weekendy w centrach handlowych, to być może za tym tęsknimy i już fantazjujemy o tym, jak będziemy kroczyć między półkami sklepowymi - dodaje. 

Zakupoholizm w czasie pandemii

Nie wszyscy jednak w ostatnim czasie zmienili swoje podejście do zakupów. Jak wynika z obserwacji Katarzyny Kucewicz, osoby dotknięte zakupoholizmem dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to te, u których silny lęk o jutro wywołał zaprzestanie robienia zakupów. Z kolei druga grupa to osoby, które mimo niepewnej sytuacji, nadal trwonią pieniądze, gdyż głód zakupowy jest silniejszy od nich. 

- Niemożność powstrzymania się, czy łamanie danych sobie samemu obietnic, to sygnały alarmujące, że tracimy kontrolę nad wydatkami. Dochodzą do tego jeszcze poczucie winy i wstydu, złość na siebie. Osoba zamawia, odbiera paczkę i to ją ekscytuje, ale potem czuje w sobie pustkę i złość. Nie potrafi długo cieszyć się swoimi nabytkami, odkłada je w kąt. Z relacji moich pacjentów wynika, że zakupy nałogowe cieszą maksymalnie przez kwadrans. Potem człowiek ma poczucie winy, albo odczuwa pustkę - podsumowuje nasza rozmówczyni. 

Może cię także zainteresować:

Zobacz wideo Black Friday - święto amerykańskiego konsumpcjonizmu?