Maciej Stuhr: Często zapominamy o tym, że to jest święto religijne, bo aspekty odpoczynku czy kulinarne biorą górę

- Zapadła decyzja, że weźmiemy na weekend syna Madiny, Edelbieka. Dzięki temu nasze rodziny się zaprzyjaźniły i gdy rodzina Madiny nie miała gdzie mieszkać, to zaproponowaliśmy, żeby zamieszkali u nas - rozmowiamy z Katarzyną Błażejewską-Stuhr i Maciejem Stuhrem o świętach, tradycji i pomaganiu.

Materiał jest częścią akcji "Jeden prezent więcej", podczas której namawiamy Czytelniczki i Czytelników do wsparcia jednym przelewem dowolnej inicjatywy, która niesie pomoc innym. Przeczytaj, dlaczego warto.

Aga Kozak: Co pamiętacie z dzieciństwa? Czy w waszych domach obchodziło się jakoś specjalnie święta Bożego Narodzenia?

Maciej Stuhr*: To, co wydaje mi się zabawne w tym naszym świętowaniu to to, że wszystko właściwie zawsze jest takie samo – mniej więcej w każdym domu dzieją się w tym samym czasie te same rzeczy. I to jest właśnie fenomenalne: ludzie na co dzień żyją różnymi życiami, a święta wyglądają u każdego podobnie. Są pewnie rodziny, które mają jakieś swoje specjalne tradycje, ale moja do nich nie należała.

Katarzyna Błażejewska - Stuhr*: U nas w domu rodzinnym też co roku było właściwie tak samo. Ale teraz nasze święta wyglądają inaczej.

To znaczy?

MS: Ze względu na to, że trudno nam było znaleźć rodzinne kworum, to zaczęliśmy trochę manipulować datami… I pana Jezuska trzeba trochę przeprosić, że bywało, że jego urodziny świętowaliśmy dzień wcześniej lub dzień później.

KBS: Ale zawsze świętowaliśmy owe narodziny, więc pozwalamy sobie na takie manipulacje! A to wszystko dlatego, że ja mam syna z poprzedniego związku, Maciek ma córkę, więc tak, zdarzało nam się świętować już 23 grudnia. To jakoś rozluźniło atmosferę przygotowań i sprawiło, że zniknął stres.

Stres?

KBS: Tak, bo on jest. Ta napinka na dwanaście dań. Ostatnio rozmawiałam z moją przyjaciółką, dietetyczką Agatą Ziemnicką, z którą razem działamy w stowarzyszeniu "Kobiety bez Diety" o tym, jak zrobić sobie luz w święta i doszłyśmy do tego, że jeśli ktoś zawsze marzył o odpuszczeniu sobie w tym czasie tych wszystkich wizyt u babć czy cioć, to ten niesamowity rok daje wymówkę i można sobie na to pozwolić. Ten rok zrobił nam tyle numerów, że my też możemy zrobić taki! Rozmawiałyśmy z Agatą o tym, że kultywujemy wszelakie tradycje nie ze względu na siebie, ale z myślą o dzieciach.

MS: Siła tych świąt polega chyba właśnie na kultywowaniu takich rytuałów, które nam zapewniają poczucie bezpieczeństwa. Podtrzymują więź z tymi, którzy już odeszli i przekazują ją za pomocą tej powtarzalności pewnych rzecz naszym dzieciom. Często wręcz zapominamy o tym, że to jest święto religijne, bo te aspekty odpoczynku czy kulinarne biorą górę. Jednak niezależnie od tego, jak głęboko wejdziemy religijnie w te święta, to takie zaczepienie w kontinuum jest ważne i piękne.

 

KBF: A ja, jak tego słucham, to myślę, że odbyłam parę rozmów z kobietami o świętach i żadna z nich nie mówiła o tym, że to dla nich odpoczynek czy oddech.

Tylko?

KBF: Ciężka praca! Umęczenie. Że 27 grudnia w końcu możemy otrzeć pot z czoła i powiedzieć "znowu się udało". Święta dla kobiet to czas, przez który muszą przebrnąć.

MS: To prawda! Byliśmy kiedyś w gościach i gospodyni domu bardzo się przejmowała tym, co stanie na stole. Tak bardzo była zestresowana, że przy gotowaniu otworzyła sobie butelkę wina, potem butelkę whisky i jak usiadła w końcu do stołu przy deserze – to już nie wstała.

KBS: Ale to znowu jest inne skojarzenie, niż ja mam!

A wasze dzieciaki lubią święta?

KBS: Chyba tak.

MS: No co to jest za pytanie: przecież dzieci lubią święta!

Nie zgodzę się, że wszystkie i zawsze! Wymuszone całuski z krewnymi, których nie znasz, życzenia przy opłatku, których nie możesz wymyślić, paskudne dla wielu dzieciaków potrawy świąteczne i "Zjedz do końca", "Jeszcze torciku? Co? Dla babci nie zjesz?”.

KBS: No więc ja ze świętami też mam takie skojarzenia, że są nerwy, siekiera wisi w powietrzu trzy dni.

MS: Ale jest też ubieranie choinki, prezenty…

KBS: Kłótnie o to, kto ma kroić sałatkę! Więc według mnie o tej perspektywie - czy się lubi, czy nie - decyduje płeć.

A wasi nowi domownicy - Madina Mazalijewa, czyli uchodźczyni z Czeczenii i jej dzieci, którymi się opiekujecie od roku - obchodzą z wami święta?

MS: Dla mnie właściwie cała historia z Madiną i dzieciakami zaczęła się właśnie w okolicy świąt. Poznałem ich w trakcie czeczeńskich występów w liceum im. Czackiego, czyli takiego ukłonu muzułmanów wobec tradycji kraju, w którym się znaleźli.

KBS: Ja poznałam ich już wcześniej. W liceum Czackiego uczniowie rokrocznie organizują wzruszającą wigilię dla uchodźców. To podczas tej wigilii poczułam, że no dobrze, miło sobie tak świętować, ale chciałabym pomóc bardziej praktycznie. Zapadła decyzja, że weźmiemy na weekend syna Madiny, Edelbieka. Dzięki temu nasze rodziny się zaprzyjaźniły i gdy rodzina Madiny nie miała, gdzie mieszkać, to zaproponowaliśmy, żeby zamieszkali u nas. W zeszłym roku jeszcze u nas nie mieszkali - spędzali wigilię z bezdomnymi w salce przykościelnej, a przyjechali do nas w pierwszy dzień świąt i poszliśmy razem kolędować do sąsiadów.

O! Kolędujecie?

MS: W moim domu rodzinnym - ponieważ był to nie tylko aktorski, ale i muzyczny dom - zawsze się kolędowało. Z dzieciństwa pamiętam też taki obrazek: ponieważ mój tato pochodzi z rodziny, w której nie było dużo dzieci, sióstr, ciotek, co najwyżej dalekie kuzynostwo, więc oni przez parę lat się spotykali właśnie na śpiewaniu kolęd ze śpiewników. Bardzo było miło ich wtedy wszystkich widzieć, taka rzadka i przyjemna okazja. Z kolei dziadek ze strony mamy był bardzo muzykalny i lubił pośpiewać, a ja jak byłem w harcerstwie, nauczyłem się grać na gitarze, więc do dziś czekam na ten moment po wszystkich posiłkach, żeby wyciągnąć gitarę i trochę pobrzdąkać.

Rodzina StuhrówRodzina Stuhrów instagram.com/kach_blazejewska_dietetyk

A czy wy zamierzacie w tym roku sobie odpuścić? Nie spotykać się? Zalec z pizzą pod kocem, żeby odpocząć?

MS: Nie możemy niczego odpuścić, bo to wyjątkowy czas - moi rodzice właśnie w święta obchodzą 50. rocznicę ślubu.

KBS: A ponieważ jesteśmy pocovidowi możemy spokojnie pojechać do teściów świętować. A ponieważ oni mają domek w górach, liczymy na to, że zobaczymy śnieg, a chłopcy bardzo chcą ulepić bałwana.

A wasza przybrana rodzina?

KBS: Oni świętują już od tygodnia – nawet pojechali do Białej Podlaskiej na jakieś okołobożonarodzeniowe wydarzenie! Muszę przyznać, że zawsze mi się wydawało, że my jesteśmy towarzyscy i pomagający, ale jak poznałam Madinę, to przekonanie padło. Przecież Madina, która sama ma niewiele i stąd nie jest, chodzi pomagać w domach spokojniej starości. A teraz, jak jest covid i nie mogą ich odwiedzać, to jeżdżą pod okna i machają, i pozdrawiają. Madina ciągle smaży jakieś pulpety rybne – przedwczoraj dla babć, wczoraj dla bezdomnych.

MS: To fakt - nie odpuszczają ani na chwilę w pomaganiu innym. I im jest trudniej, tym więcej pomagają! Jakby wierzyli, że pewna ilość dobra musi krążyć w powietrzu i nie można tego zatrzymać, bo się wszystko posypie.

KBS: A dzięki temu zapach ryby w powietrzu króluje w naszym domu i długo będzie królował.

MS: Mamy prawdziwie świąteczny dom o zapachu ryby.

***

Katarzyna Błażejewska-Stuhr jest dietetyczką kliniczną oraz psychodietetyczką, jedną z założycielek fundacji Kobiety bez diety, mamą Tadzia i Stasia oraz żoną aktora Macieja Stuhra.

Maciej Stuhr – aktor, reżyser i scenarzysta filmowy i teatralny, felietonista, konferansjer, psycholog i wykładowca akademicki. Syn aktora Jerzego Stuhra, tata Tadzia i Matyldy, mąż Katarzyny Błażejewskiej – dietetyczki.

Więcej o: