Małgorzata Kożuchowska: Tak mnie wychowano. Rodzice przekazali mi gen pomagania

- Jestem wdzięczna za to, że tylu ludzi docenia to, co robię. Ale jak przekuć to zainteresowanie i życzliwość w działanie w imię pożytecznego celu? Od razu zaczęłam się nad tym zastanawiać, a że proste rozwiązania są najlepsze, poprosiłam, żeby każda z tych osób, która mnie obserwuje, wpłaciła choćby złotówkę na zakup sprzętu umożliwiającego dzieciom naukę online - Małgorzata Kożuchowska z okazji zdobycia miliona obserwatorów na Instagramie rozpoczęła zbiórkę środków, które są przeznaczone dla dzieci z najuboższych rodzin - dzięki tej inicjatywie mogą dostać sprzęt niezbędny do nauki. W rozmowie z Aleksandrą Pajewską-Klucznik opowiada o genie pomagania.

Materiał jest częścią akcji "Jeden prezent więcej", podczas której namawiamy Czytelniczki i Czytelników do wsparcia jednym przelewem dowolnej inicjatywy, która niesie pomoc innym. Przeczytaj, dlaczego warto.

Aleksandra Pajewska-Klucznik: Rozmawiamy tuż przed świętami, każdy w tym czasie ma dużo na głowie, przygotowania, prezenty... Pani jednak w tym gorącym okresie decyduje się poświęcać dużo czasu na udział w akcjach charytatywnych. Dlaczego?

Małgorzata Kożuchowska: Nie umiem inaczej. Ile razy zastanawiam się nad tym, dlaczego nawet w najgorętszych okresach zawodowych podejmowałam się kolejnych, dodatkowych działań na rzecz tych, którzy potrzebują wsparcia, dochodzę do wniosku, że po prostu tak mnie wychowano. Lepiej więc byłoby spytać o to moich rodziców, którzy przekazali mi gen pomagania. Mogę się tylko cieszyć, że piękną stroną mojego zawodu jest możliwość wykorzystywania popularności do dobrych celów. I jakbym nie była zajęta, nie wyobrażam sobie, żeby w czasie przygotowań do świąt skupiać się tylko na sobie czy swoich najbliższych. Jeśli wierzymy, że w Boże Narodzenie rodzi się nadzieja, to sens duchowego przeżywania tych dni zawiera się w dawaniu tej nadziei innym. Poza tym święta to radość, a radość jest tym większa, im więcej ludzi może ją współodczuwać.

Wiele znanych osób angażuje się charytatywnie, ale w większości przypadków chodzi o wpis na Instagramie czy zdjęcie z odpowiednim hasztagiem. Pani zdecydowanie idzie o krok dalej i wymyśliła swoją akcję #milionnamilion.

Wiosną, kiedy wirus wywrócił nasz świat do góry nogami, zaczęliśmy konfrontować się z wieloma trudnościami i ograniczeniami. Doświadczenie i intuicja podpowiadały mi, że w najgorszej sytuacji znajdą się dzieci. W tym samym czasie na moich profilach społecznościowych pojawił się milion obserwujących. Zrobić sobie selfie z podziękowaniami? Oczywiście, bo jestem wdzięczna za to, że tylu ludzi docenia to, co robię. Ale jak przekuć to zainteresowanie i życzliwość na działanie w imię pożytecznego celu? Od razu zaczęłam się nad tym zastanawiać, a że proste rozwiązania są najlepsze, poprosiłam, żeby każda z tych osób, która mnie obserwuje, wpłaciła choćby złotówkę na zakup sprzętu umożliwiającego dzieciom naukę online. Milion obserwujących, czyli milion złotówek równa się milion złotych na komputery, laptopy i tablety dla dzieci. To równanie okazało się bliskie sercom wielu Polaków. Za te symboliczne złotówki w pierwszej odsłonie akcji kupiliśmy kilkadziesiąt komputerów, teraz w mikołajkowo-świątecznej - kolejne trafią do dzieci, które rozpakują je pod choinkami. I może jestem próżna, ale nie mogę się doczekać zdjęć z ich uśmiechniętymi buźkami.

Małgorzata KożuchowskaMałgorzata Kożuchowska siepomaga.pl

Dlaczego ten temat, a nie inny, bardziej chwytający za serca?

Bo jak wyzwanie, to wyzwanie? Bo nie lubię łatwych ścieżek? Wiem, że edukacja to często jedyna droga do tego, żeby dzieci z biednych rodzin mogły złapać szansę na lepsze życie. W czasie pandemii wykluczonych dzieci jest o wiele więcej. Wiadomo, że teraz co czwarte dziecko doświadcza wykluczenia cyfrowego, bo nie może brać udziału w lekcjach na równi z kolegami i koleżankami - dzielą komputery z rodzicami i rodzeństwem.

Skąd potrzeba wejścia tak głęboko w ten temat, zainaugurowania całego challenge'u?

Nawet kiedy jako ambasadorka jestem zapraszana do wspierania charytatywnych inicjatyw, robię wszystko, co w mojej mocy, żeby wesprzeć projekt, w który się zaangażowałam. W moim "charytatywnym dziecku" nie mogło być inaczej i mam nadzieję, że moi koledzy po fachu wybaczą mi, że bombardowałam ich telefonami i SMS-ami w sprawie upowszechniania akcji #milionnamilion. Tym bardziej jestem im wdzięczna za to, że tak chętnie włączali się do mojego challenge'u i upowszechniali akcję. Nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić, ale dołączyli się m.in. Grubson, LUC, Joanna Dark, Ada Fijał, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Magda Stużyńska. Anna i Robert Lewandowscy, Szymon Majewski, Rafał Zawierucha, Katarzyna Zawadzka, Ewa Gorzelak, Beata Ścibakówna, Dawid Woliński, Hubert Hurkacz, Marcin Tyszka, Małgorzata Pieńkowska, Mariusz Ostrowski, Olga Kozierowska, Dorota Haller, Joanna Koroniewska, Kasia Ankudowicz, Paulina Chruściel, Tomasz Ciachorowski, Paweł Ciołkosz, Ania Gzyra, Paulina Holtz, Ania Jarosik, Elżbieta Jarosik, Ania Karczmarczyk, Monika Krzywkowska, Kamil Kula, Anna Mucha, Maciej Radel i wielu innych.

Co pani czuje, wręczając prezenty?

Wzruszenie, ale przede wszystkim odpowiedzialność. Po raz kolejny przekonuję się, że na równi z pomocą materialną ważne jest zwrócenie uwagi na problemy tych ludzi, bo wtedy wiedzą, że nie są zostawieni sami sobie. W pierwszej, wiosennej odsłonie #milionnamilion, zanim zaczęłam rozwozić sprzęty, uprzedzano mnie, że mogę się spotkać z nieufnością, że ktoś może mnie nie wpuścić do mieszkania. Tak się nigdy nie stało. Po kilku chwilach rozmowy przy herbacie, w malutkich mieszkankach pełnych dzieci i ciepła, nie było mowy o dystansie. Jestem pełna podziwu dla matek, ojców i dziadków, którzy w tym wyjątkowo trudnym czasie są w stanie zrobić jeszcze więcej dla dzieci, którymi się opiekują. Nie sposób pozostać obojętną wobec historii 67-letniej pani Magdaleny, która samodzielnie wychowuje sześcioro wnucząt. Kiedy mówi, że warunki do nauki już wcześniej były trudne, a teraz stają się niemal niemożliwe, czuję, że muszę robić wszystko, co w mojej mocy, żeby te dzieci nie przepadły.

Zapewne zgłasza się do pani po pomoc mnóstwo osób prywatnych i instytucji. Co decyduje o tym, w które projekty się pani angażuje?

Cel, wiarygodność i moje możliwości. Nie umiem angażować się na pół gwizdka, więc nie zawsze mogę wziąć na siebie nowe zobowiązania.

Czuje pani, że na osobach publicznych ciąży obowiązek dawania świadectwa przez angażowanie się w akcje charytatywne, ważne problemy społeczne?

Wielokrotnie osoby publiczne, także z show-biznesu kojarzonego przede wszystkim z rozrywką, udowadniały, że warto coś zrobić w kierunku zmiany porządku świata pod kątem eliminowania niesprawiedliwości. Nie bały się rezygnować z przywilejów sławy, wolały, nawet ryzykując krytykę, wykorzystać swoją popularność do działania w imię dobrego celu. To, co ostatnio wydarzyło się za sprawą aktorek w Hollywood, które pokazały, że nie chcą już więcej godzić się na molestowanie seksualne przez mężczyzn, którzy decydują o ich karierach, czy na nierówne traktowanie w sprawach wynagrodzeń, jest tego przykładem. Sama tego doświadczyłam, kiedy otwarcie powiedziałam o nierównościach płacowych w polskich realiach.

Czy trudno jest pani pomiędzy obowiązkami służbowymi i byciem mamą znajdować czas na pomoc innym?

Odkąd jestem mamą, jestem nią na sto procent także dzięki ogromnemu wsparciu mojego męża. Gdy ja jestem bardziej zajęta, on rezygnuje z mniej ważnych obowiązków. Z kolei kiedy on musi się skupić na swojej pracy - ja naturalnie odpuszczam mniej ważne zajęcia. Mój syn Jaś był bardzo wyczekiwanym dzieckiem i kiedy pojawił się na świecie, byłam na tyle zrealizowana zawodowo, żeby móc skupić się na opiece nad nim. Wróciłam na plan serialu "Rodzinka.pl" bardzo wcześnie, bo czułam odpowiedzialność za ekipę, która z uwagi na to, że moja ciąża była zagrożona, nie mogła nagrywać i zarabiać. Gdy tylko pojawiła się taka możliwość, jeździłam z malutkim Jasiem i nianią na plan, zajmowałam się tam nim, karmiłam go i grałam na planie. Miałam świetne warunki. Takiego balansu szukam wciąż pomiędzy moim życiem rodzinnym i zawodowym a charytatywnym. I mam to szczęście, że kiedy szala przeważa na stronę dobra innych, rodzina traktuje to wyrozumiale, choć daje mi czasem ostrzegawcze sygnały.

Może to zabrzmi banalnie, ale zapewne wiele osób zadaje sobie takie pytania - czy warto pomagać?

Nie warto nie pomagać. Jeśli ktoś podchodzi do tego materialnie, to powiem: to się nie opłaca. A socjologowie, filozofowie i inni niech wytłumaczą w szczegółach, dlaczego to jest niekorzystne dla nas samych. Psychologowie mówią o tym, że kiedy pomagamy innym, robimy to dla siebie. To chyba wystarczy za najlepszy argument dla największego wątpiącego.

Czego życzyłaby pani sobie z okazji nadchodzących świąt?

Tak wiele się zmienia w ostatnim czasie, ale wciąż jedno pozostaje niezmienne. Liczy się zdrowie i bezpieczeństwo nas i naszych najbliższych. Moja rodzina, jak wiele rodzin w Polsce, będzie sobie życzyć zdrowia i tego, żebyśmy mogli w 2021 roku być blisko siebie i czerpać z tego siłę.