Tylko kilka proc. ulic ma nazwy na cześć kobiet. Niektórzy wciąż boją się "scenariusza z Seksmisji" [ÓSMY DZIEŃ MIESIĄCA]

W Polsce kobiety wciąż są bardzo słabo widoczne w przestrzeni miejskiej - w każdym mieście średnio tylko kilka procent ulic nosi nazwy na ich cześć, a zwiększenie liczby patronek to procedura bardzo żmudna. Widać jednak zmiany. Na fali Strajku Kobiet w wielu miastach powstają ronda Praw Kobiet, popularność zyskują także inicjatywy mające wprowadzić swojego rodzaju parytety w nadawaniu ulicom nowych patronatów. Nie chodzi o przedkładanie płci nad zasługi, a o docenienie kobiet, które w przestrzeni publicznej przez setki lat zaistnieć zwyczajnie nie mogły. Skąd tak mało patronek?

Czytasz artykuł związany z cyklem "Ósmy dzień miesiąca". Począwszy od Dnia Kobiet 2019, co miesiąc publikujemy teksty dotyczące równouprawnienia płci i walki ze stereotypami. Wszystkie "Ósme dni miesiąca" znajdziesz tutaj.

- Wy - już jesteście. Jesteście, jako kształt, ustrój, system, jako wytwór czasu, który przemija. I to jest słabością waszą. My - stajemy się dopiero. I to jest naszą siłą - to słowa Marii Konopnickiej, która zwracała się do mężczyzn na wiecu politycznego równouprawnienia w 1908 roku we Lwowie. Wskazywała na konieczność przyznania kobietom praw wyborczych (to udało się w 1918 roku), ale też na problem ich marginalizacji i "wymazywania" z życia społecznego. Dorota Kłuszyńska, działaczka społeczna i polityczna, cztery lata później wskazywała: "Skoro kobiety tylko trochę się uświadomią, przekonają się, że w świecie wszystko ulega zmianom. (...) Nie milczeć, ale głośno dopominać się praw dla siebie muszą kobiety, a wtenczas zwycięstwo ich sprawy będzie pewne".

Od obu przemówień minęło ponad sto lat  - od tego czasu kobiety oprócz uzyskania praw wyborczych zostały też m.in. "wpuszczone" na uniwersytety (wcześniej miały do dyspozycji tylko Uniwersytet Latający), w znacznym stopniu uwolniły się ekonomicznie od swoich mężów czy partnerów i zyskały więcej możliwości do rozwijania się zawodowo. Ale to, jak przez wiele lat były z życia społecznego wykluczane, widać wciąż w naszym otoczeniu - m.in. w nazewnictwie ulic, które wciąż "należą do mężczyzn". Niektóre miasta robią wiele, by to zmienić.

Pomnik Marii Konopnickiej w Gdańsku - 28 listopada 2020, demonstracja Strajku Kobiet z okazji rocznicy nadania praw wyborczych kobietomPomnik Marii Konopnickiej w Gdańsku - 28 listopada 2020, demonstracja Strajku Kobiet z okazji rocznicy nadania praw wyborczych kobietom Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta

Patronek ulic wciąż jest jak na lekarstwo. "Kobiety są niewidoczne w przestrzeni miejskiej"

W Polsce wciąż jedynie tylko kilka procent ulic nosi nazwy na cześć żeńskich patronek. Proporcje różnią się w zależności od miasta -  w Warszawie w roku 2018 wszystkich nazw miejskich (ulice, aleje, ronda i place) było dokładnie 5471, a tych z nazwami na cześć kobiet - tylko 170. W ciągu ostatnich dwóch lat kobiecych nazw nieco przybyło, ale wciąż liczba wszystkich z nich oscyluje w okolicy trzech-czterech procent. W Olsztynie kobiety są patronkami czterech procent ze wszystkich ulic, w Gdyni - czterech i pół procent, w Krakowie - siedmiu procent. W Kielcach patronek jest 20, a patronów - blisko 200. Im mniejsze miasto, tym zwykle dysproporcja większa - w Raciborzu na 390 ulic przypada tylko dziewięć nazwanych na cześć kobiet. W Suwałkach patronkami zaledwie siedmiu z 173 ulic są kobiety (dwa i pół procent ogółu). Dla porównania - na cześć mężczyzn nazwano tam aż 77 ulic, a wiele z nich to główne arterie Suwałk. Częściej niż na cześć kobiet suwalskie ulice nazywano od gatunków i rodzajów drzew.

Na problem "niewidzialności" kobiet w przestrzeni miejskiej organizacje feministycznie zwracały uwagę od lat, ale prawdziwą ofensywę przyniósł rok 2018, czyli stulecie przyznania kobietom praw wyborczych. Wówczas w wielu miastach zaczęto rozwijać inicjatywy mające na celu "przywrócenie" ulicom i innym obiektom miejskim żeńskich patronek. - Kobiety są zupełnie niewidoczne w przestrzeni miejskiej. (...) A przecież przestrzeń miejska kształtuje nasze myślenie o historii i o udziale poszczególnych kobiet w jej tworzeniu - mówiła wówczas Agnieszka Grzybek z Fundacji na rzecz Równości i Emancypacji STER, która koordynowała akcję "Ulice dla kobiet". Powstało też wtedy wiele inicjatyw lokalnych: "Kobiety na ulice Warszawy", "Łódzki szlak kobiet", "Przywróć pamięć kielczankom", w ramach których zgłaszano propozycje patronek, na których cześć mogłyby zostać nazwane obiekty miejskie.

Dlaczego kobiecych patronek ulic, skwerów, placów i innych obiektów miejskich (dotyczy to także pomników) jest tak mało? Po pierwsze - większość miejskiego nazewnictwa jest ustanowiona od wielu lat. Nim popularne stało się nadawanie ulicom nazw związanych z patronami, przeważało nazewnictwo pragmatyczne - zwłaszcza w okolicach kojarzonych ze starym miastem czy starówką danego miasta popularne było nadawanie ulicom nazw kojarzonym z funkcją czy charakterem danego miejsca - np. Przyrynek, Koński Targ, Garncarska, Za Murami, Krzywe Koło. Takich nazw, podobnie jak nazw neutralnych (np. Akacjowa, Wiolinowa), wciąż jest w przestrzeni miejskiej wiele, a ich zmienianie wiązałoby się z kosztami, więc ta możliwość nie jest zwykle nawet brana pod uwagę. W przeszłości ulice chętnie nazywano też na cześć świętych - ci byli "rekrutowani" z szeregów wysoko postawionych przedstawicieli kleru czy duchownych - tam również o równouprawnieniu nie było mowy, bo kobiet uznanych za święte było znacznie mniej (stanowiły ok. kilkanaście procent wszystkich świętych - wśród wyjątków były m.in. św. Maria czy św. Barbara).

Strajk Kobiet na placu Władysława Biegańskiego w CzęstochowieStrajk Kobiet na placu Władysława Biegańskiego w Częstochowie Fot. Grzegorz Skowronek / AG

W XIX wieku pojawił się, a w XX - ugruntował "zwyczaj czczenia poprzez nazwy uliczne osób, wydarzeń, niektórych zbiorowości i pojęć abstrakcyjnych". Ulice zaczęto chętniej nazywać m.in. na cześć polityków, zasłużonych uczestników walk, naukowców, historycznych władców czy działaczy społecznych - byli nimi mężczyźni, bo kobiety - niedopuszczane do tych sfer - zwykle nie miały na to szansy

Wszystko utrudnia fakt, że w większości miast powstaje stosunkowo niewiele nowych ulic czy obiektów miejskich, więc bardzo ciężko zmienić dotychczasową proporcję. Czasami dodatkowa "furtka" do zmiany nazwy ulicy pojawia się przy okazji m.in. przeprowadzanych co jakiś czas akcji dekomunizacji. Ale i wtedy patronki kobiece nie są pierwszym wyborem -  gdy w 2018 roku wojewoda z PiS Zdzisław Sipiera nadzorował dekomunizację i zmieniał nazwy 50 ulic w stolicy, tylko pięć z nich przypadło żeńskim patronkom. Są jednak wyjątki - przy okazji zmiany nazw dwunastu dekomunizowanych ulic w Starachowicach lokalni działacze PiS-u postanowili uhonorować m.in. zmarłą Jadwigę Kaczyńską, matkę Lecha i Jarosława Kaczyńskich, która pochodziła z tego miasta (początkowo, przed interwencją radnych PiS, dekomunizowana ulica Józefa Krzosa miała zmienić nazwę na Bankową).

Ulice dla kobiet? Niektórzy radni burzą się na zmiany. "Nie myślałem, że doczekamy takich czasów"

Niektóre miasta starają się wprowadzać zasadę "parytetów" w kontekście płci nowych patronów - w tej kwestii wyróżnia się m.in. Poznań - tam patronki kobiece ma dziewięć procent ulic. W 2018 roku Rada Miasta głosami Lewicy i PO zdecydowała, że przez cały rok nazwy ulic, placów i skwerów przyznawane będą wyłącznie kobietom (na liście proponowanych patronek znalazły się m.in. poetka Wisława Szymborska, pisarka Maria Dąbrowska, znana koszykarka Małgorzata Dydek czy księżna Dobrawa). Nie wszystkim radnym ta decyzja się spodobała, a dyskusja podczas obrad była burzliwa. -  W młodości oglądałem film "Seksmisja" i nie spodziewałem się, że doczekamy takich czasów. Wiadomo, że w tym filmie nawet Kopernik była kobietą - mówił radny PiS Michał Grześ.

Ostatecznie w 2018 roku w Poznaniu przybyło 26 patronek ulic, skwerów i placów, a rok później miasto przyjęło uchwałę nazewniczą, w której zobowiązało się do zachowywania właściwej proporcji płci wśród nowych patronów. Inicjatywa radnych została wyróżniona w raporcie Komisji Europejskiej ("Gender Equal Cities"), a Poznań wymieniono jako jedno z trzynastu europejskich miast, które stanowią przykład do naśladowania w kwestii budowania równości płci w przestrzeni publicznej.

To niejedyne miasto, w którym wprowadzono uchwałę systemowo regulującą zasadę równej reprezentacji płci w nazwach ulic i innych obiektów miejskich - w październiku 2019 roku zrobił to także Wrocław, gdzie również ulic patronowanych przez kobiety jest dziewięć procent. Poprawkę o przestrzeganiu proporcji płci w nadawaniu nowych nazw złożył klub Nowoczesnej. - Kobiety stanowią 50 proc. tego społeczeństwa, powinniśmy w ten sposób upamiętniać kobiece postacie historyczne - argumentowała Jolanta Niezgodzka, radna klubu. Patronkami dwóch rond we Wrocławiu zostały w tym okresie m.in. prof. Maria Zduniak (historyczka sztuki i wieloletnia wykładowczyni Akademii Muzycznej we Wrocławiu) i prof. Mirosława Chamcówna, historyczka oświaty.

Rondo Praw Kobiet zamiast Ronda Dmowskiego? Wnioskiem zajmie się stołeczna komisja ds. nazewnictwa

W ostatnich miesiącach, na fali protestów Strajku Kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji, w wielu miastach pojawiła się inicjatywa utworzenia symbolicznego ronda Praw Kobiet. Nazwane w ten sposób rondo powstało w Częstochowie z inicjatywy radnego Sebastiana Trzeszkowskiego - będzie się mieściło przy dworcu PKO Stradom. 

Rondo Praw Kobiet utworzono też w Józefosławiu (na przecięciu ulic Geodetów, Energetycznej i Wilanowskiej) - tam z wnioskiem o nadanie nazwy zwróciła się Piaseczyńska Rada Kobiet. "Nazwa ma wskazywać na poparcie i solidarność z kobietami walce o ich prawa" - uzasadniały działaczki. Nie wszyscy byli przychylni pomysłowi - radni PiS demonstracyjnie nie wzięli udziału w głosowaniu. -  To chyba nie jest dobry moment, tak duże napięcie towarzyszy tematom związanym z prawami kobiet - mówił radny partii, Michał Mierzwa. - Jaki konflikt? Dzięki prawom kobiet pana koleżanki mogą zasiadać w radzie - odpowiadała mu cytowana przez "Wyborczą Warszawa" radna Maja Szwedzińska-Sikora z PO. Radna Hanna Krzyżewska dodała:

Po ludzku: jestem najstarsza z was. Pamiętam, jak były kobiety traktowane kiedyś. (...) Dlaczego w XXI wieku nie mielibyśmy uszanować ich praw?

Inicjatywa utworzenia ronda Praw Kobiet rusza też we Wrocławiu - trwają konsultacje społeczne, a według pomysłu radnego miejskiego Dominika Kłosowskiego z SLD nazwę na cześć kobiet miałoby nosić już istniejące rondo przy ul. Szybowcowej. O własne rondo Praw Kobiet stara się też Sosnowiec.

W stolicy na początku grudnia Warszawski Strajk Kobiet, Fundacja na rzecz Równości i Emancypacji STER i Forum Przyszłości Kultury złożyły wniosek formalny o przemianowanie na rondo Praw Kobiet dotychczasowego ronda Dmowskiego (na skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej). To właśnie ta lokalizacja co roku przyciąga środowiska narodowe, które 11 listopada zwyczajowo zbierają się przy rondzie Dmowskiego i ruszają dalej pod Stadion Narodowy. 28 listopada tego roku (w rocznicę odzyskania przez kobiety praw wyborczych) działaczki Strajku Kobiet zawiesiły zresztą już w tym miejscu tabliczkę przemianowującą nazwę ronda. Happening był wstępem do uruchomienia prawdziwej inicjatywy.

Strajk KobietStrajk Kobiet Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Wniosek formalny o oficjalną zmianę nazwy został zresztą skierowany do Rady Miasta. W uzasadnieniu apelu, pod którym zbierano podpisy poparcia pod inicjatywą, wskazano:

Już czas, by uhonorować trud i walkę setek tysięcy kobiet z podziałami, przemocą, nierównością społeczną. To walka o idee, które łączą, a nie dzielą, Idee, które niosą pozytywne zmiany. Idee, które są ważne dla każdego i każdej z nas, w Polsce, w Europie i na świecie bez względu na opcje polityczne i przekonania religijne
Dziś, gdy obserwujemy wzrost agresji i polaryzację polityczną, trzeba pokazywać pozytywne aspekty działań na rzecz wspólną, przykłady, które łączą, a nie dzielą. Wywalczone przed stu laty prawa wyborcze kobiet są takim przykładem. W Warszawie jedynie 170 spośród 5471 obiektów miejskich nosi nazwę, która upamiętnia dokonania kobiet. Warszawa jako dynamiczne rozwijające się miasto europejskie może być prekursorką dobrej praktyki, symbolicznie honorując i upamiętniając walkę polskich kobiet o upodmiotowienie

Jak dodano, "obecna nazwa ronda, nadana w 1995 roku, budzi kontrowersje i jest zarzewiem konfliktów", bo działalność polityczna Romana Dmowskiego - którego, skądinąd, upamiętniono także w innych miejscach w stolicy - oparta była "na idei wykluczania ze społeczeństwa i narodu grup arbitralnie uznanych za niegodne przynależności do niego".

Pod apelem podpisało się ponad 13 tysięcy osób, a wnioskiem, który trafił w tej sprawie do prezydenta Rafała Trzaskowskiego, zajmie się niedługo stołeczna komisja ds. nazewnictwa miejskiego. Jak wyglądała procedura? Najpierw nad wnioskiem ws. zmiany nazwy obraduje składający się z ekspertów (językoznawców, historyków) zespół ds. nazewnictwa miejskiego. Wydaje on opinię, która jest następnie przedstawiana na posiedzeniu miejskiej komisji ds. nazewnictwa. Obrady w sprawie ronda Praw Kobiet mającego zastąpić rondo Dmowskiego mają się odbyć wkrótce. Podczas posiedzenia komisji opinię na temat wniosku wyrażą radni - jeśli będą za zmianą, to zostaną uruchomione kolejne etapy procedury. By nazwa ronda została zmieniona, konieczne jest jeszcze m.in. wydanie opinii przez przedstawicieli dzielnicy - jeśli byliby oni za zmianą, to ponownie zbierze się komisja ds. nazewnictwa. O tym, czy rondo Praw Kobiet będzie mogło zastąpić rondo Dmowskiego, dowiemy się być może jeszcze w styczniu. Komisja opiniując nazwę, będzie brała pod uwagę m.in. "uwzględnianie cech charakterystycznych dla danego obiektu czy rejonu" - na korzyść inicjatywy działa jednak fakt, że na rondzie nikt nie jest zameldowany, więc ewentualna zmiana nazwy nie generowałaby dużych kosztów ani nie wiązałaby się z uciążliwościami formalnymi dla mieszkańców. Jedna z inicjatorek akcji, dr socjologii i kulturoznawczyni Elżbieta Karolczuk, przyznała, że Rondo Praw Kobiet to swojego rodzaju symbol - ale symbol ważny.

Symbole mają znaczenie. Ma znaczenie to, czy w przestrzeni publicznej pojawiają się nazwiska znanych kobiet, czy też upamiętnia się wyłącznie mężczyzn

- podsumowała inicjatywę w 2019 roku.

Strajk KobietStrajk Kobiet Fot. Grzegorz Skowronek / AG