Uczą kochać ciało, komunikować potrzeby, doświadczać przyjemności. Poznaj aplikacje i książki o miłości i seksie

Myślicie, że ten trudny czas nie może być czasem miłości i seksu? I że pandemia wyrugowała całkowicie naszą zmysłowość i szansę na zakochanie lub nauczenie się nowych łóżkowych trików? Nie zgadzamy się! I dajemy wam praktyczny przewodnik po pandemicznym życiu miłosnym i erotycznym - dla singli i par, dla tych, co lubią technologię i dla tych, co jej nie znoszą.

Prawdą może być, że pandemia sprawiła, że randkowanie i zakochiwanie się stało się trudniejsze niż kiedykolwiek. No bo nie spotkasz już miłości w warzywniaku, przystojniaka na seks w samolocie, znajomi nie mają już jak nieudolnie swatać cię na kolacji w domu, a wesela, na których spotykało się męża lub żonę - odwołane. Potencjał miłości przeniósł się jednak do internetu - najpopularniejsze aplikacje randkowe pękają w szwach, a sięgają po nie ci, którzy do tej pory nie mieli śmiałości lub mówili, że to nie dla nich. Przy czym sięgają zazwyczaj po dwie: weterankę Sympatię lub Tindera. Ta pierwsza, wiadomo - bardziej tradycyjna, choć nie zdziwimy się, jeśli nas zaskoczycie szalonymi opowieściami z jej używania. Ta druga - niedoskonała, siermiężna, niewygodna w użyciu, ale na myśl "randkowanie" przychodzi jako pierwsza, więc używa jej ogromna liczba użytkowników. Zależy wam na czymś bardziej pod was, np. na tym, żeby algorytm odsiał wam kandydatów lub kandydatki i wybrał tych, którzy będą do was pasować? Sięgnijcie po inne aplikacje dostępne w Polsce, choć nie tak popularne (naprawdę nie wiemy dlaczego!) - tam też są ludzie!

Gdy Tinder to za mało

Szczególnie polecamy OkCupid, którego funkcje pomogą wam dopasować kandydatów/kandydatki, które mają np. podobne pasje czy poglądy polityczne jak wy. Na rynku aplikacji randkowych w Polsce jest jeszcze Badoo, które oprócz takich tinderowych możliwości (czyli wyszukiwania potencjalnych partnerów w okolicy) oferuje jeszcze parę rozbudowanych opcji. Łącznie z tym, że znajduje osoby podobne do tych, które kiedyś nam się podobały, do naszych ukochanych celebrytów, albo takie, które spędzają czas w naszej okolicy. Ciekawe są funkcjonalności na Zaadoptuj faceta (tak, wiemy, nazwa jest absolutnie beznadziejna!), która to aplikacja ustawiona jest szczególnie pod kobiety. Mężczyźni się logują, przesyłają swoje zdjęcie i opis, ale to dziewczyny wybierają, z kim chcą czatować, to do nich należy inicjatywa. Portal jest naprawdę prześliczny i zabawny. Jeśli masz swój typ - wybierze ci brodaczy prosto od barbera, drwali we flaneli czy intelektualistów, którym możesz się bez zobowiązań i bezpiecznie poprzyglądać.

Są jeszcze oczywiście aplikacje, które służą tylko temu, żeby umawiać się nie tyle na romantyczne randki, ile bardzo bezpośrednio na seks - nawet z określeniem wszelakich pożądanych parametrów. Jeśli szukacie więc w pandemii takiej opcji, klasycznym wyborem może być np. Erodate czy Zbiornik (a w wersji gejowskiej oczywiście Grindr). Skądinąd wiemy, że życie na tych portalach toczy się intensywnie.

Z aplikacji możemy dowiedzieć się, co tak naprawdę jest w naszym seksualnym DNAZ aplikacji możemy dowiedzieć się, co tak naprawdę jest w naszym seksualnym DNA Charles Deluvio/unsplash.com

Źródło niepohamowanej przyjemności

Nasz telefon czy komputer to jednak nie tylko narzędzia do znajdowania odpowiednich dla nas ludzi. Specjaliści od seksu i miłości na całym świecie od jakiegoś już czasu piszą aplikacje, które mogą pomóc rozwinąć się naszej miłosnej i erotycznej inteligencji. Pandemiczne zamknięcie może stworzyć dobrą okazję do zabrania się w końcu za niektóre z kursów, które czasem przypominają te do nauki medytacji czy języków - podobnie się przez nie przechodzi, słuchając instruktorów, wypełniając rubryczki, odpowiadając na pytania. Może zacznijmy od najważniejszej informacji: bardzo mało jest polskich apek o seksualności. Właściwie udało nam się znaleźć tylko jedną "porządną": świetnie opracowaną, edukacyjną aplikację Kasi Koczułap - seksuolożki, autorki popularnego instagramowego profilu "Co z tym seksem". Z tej apki można nauczyć się podstaw edukacji seksualnej, ale można też wykupić specjalny kalendarz zadań urozmaicających nasze życie seksualne (w sam raz na pandemiczne znudzenie w sypialni) czy płatny kurs o seksie analnym.

'Co z tym seksem' - nowa aplikacja zaprojektowana przez seksuolożkę Kasię Koczułap'Co z tym seksem' - nowa aplikacja zaprojektowana przez seksuolożkę Kasię Koczułap mat. prasowe

Reszta fajnych, dostępnych aplikacji na temat seksualności czy erotyzmu zakłada znajomość angielskiego. Szczególnie polecamy np. Emjoy - audioprzewodnik po naszym intymnym wellbeingu, czyli seksualnym dobrostanie. Uczy kochać ciało, szukać przyjemność i ją rozpoznawać, prosić o to, czego byśmy chcieli. Informuje, zadaje nam zadania, jest szkołą samych siebie i naszych potrzeb. Podobnie działa prześliczne, słodkie Ferly, które pomaga eksplorować własne fantazje i seksualność, priorytetyzować przyjemność (o tak!) i kultywować pewność siebie. A na ich stronie www można do tego zrobić bezpłatnie test na rozumienie swojego seksualnego "ja" - jest świetny! Do tych dwóch dorzucimy jeszcze Coral - aplikację działającą na podobnych zasadach, już może nie taką ładną, ale z imponującą grupą ekspertów stojących za pomysłami na oswojenie pożądania i intymności. Do tej grupy aplikacji można by jeszcze dorzucić dwie, które trochę wyglądają jak żart, ale chyba nim jednak nie są: to Lick i Lickster, które mogą pomóc nam nauczyć się cunnilingusu - seksu oralnego dającego kobiecie prawdziwą przyjemność. Obydwie zakładają jednak, że ktoś, kto je kupi, będzie w ramach ćwiczeń praktycznych lizał szybkę telefonu. I znów: nie oceniamy, nie polecamy (zwłaszcza prymitywnego Licka - naprawdę nie o to w tym chodzi!) - informujemy tylko, że istnieją. 

A ponieważ pandemia nie zahamowała rozstań i zerwań, nie sposób nie polecić jeszcze apki dla tych, którzy cierpią, bo serca nie mają otwartego, lecz złamane. Mend to aplikacja, która pomaga się rozstać. Mentalnie, nie fizycznie. I jest w tym trudnym procesie naprawdę niezłym wsparciem - napisana jest bowiem przez uznanych psychoterapeutów. Jeśli akurat ona wam nie odpowiada, zawsze możecie sięgnąć po inne: Halmos ze społecznością osób, które właśnie się rozstają i zawsze wam życzliwie pomogą, No Contact Rule, które pomagają trzymać się z dala od byłej czy byłego, albo RX Breakup - przewodnik po rozstaniu.

Jeśli jednak od aplikacji oczekujecie czegoś innego niż nauki intymności i chcielibyście np. żeby opowiadała wam erotyczne historyjki, sięgnijcie po szalenie modną Dipsea (znów niestety tylko po angielsku). Dipsea to zbiór seksownych opowiadanek szeptanych do ucha. O spotkaniu w kawiarni, które wywołuje mrowienie, o sexy jodze, o leniwym popołudniu w łóżku… Mogą być całkiem niewinne lub bardziej śmiałe - to użytkownik wybiera poziom erotyzmu. Jeśli to nie twoja bajka i wolisz coś np. bardziej autentycznego czy bardziej wyuzdanego - sprawdź &Jane (kobiece opowieści i głosy), Kampsite (męskie głosy), Quinn lub Aural Honey. Naukowcy od dawna wiedzą, jak erotycznym narzędziem są nasze uszy - wystarczy przyjrzeć się popularności onlinowych AMSR-ów, czyli nagrań sprawiających, że doświadczamy przyjemnego mrowienia w okolicach głowy, szyi i innych obszarach ciała. A jeśli generalnie ciekawi was ludzka seksualność, w sieci są też katalogi nagranych autentycznych orgazmów - odczarowują skutecznie to, co w łóżku "się powinno", a czego nie. 

Co to jest DipseaCo to jest Dipsea mat. Dipsea

Literatura naprawdę piękna

Teraz coś dla tych, którzy już nie mogą znieść online'u czy bycia przypiętym do telefonu. Zapytaliśmy kiedyś seksuolożkę Agnieszkę Szeżyńską, autorkę niezwykłego przewodnika po własnej seksualności pt. "Warsztaty intymności", czy z książek można się nauczyć seksu. Potwierdziła. Na rynku dostępnych jest wiele publikacji, które nie są już "tysiącem pozycji", lecz bardziej przewodnikami po nas samych. Wspomniana książka Agnieszki to jedna, inną jest choćby wznowienie "Slow sex" Marty Niedźwieckiej i Hani Rydlewskiej, wspaniała seria rozmów Pauliny Reiter z Alicją Długołęcką "Seks na wysokich obcasach", "Uniesienie spódnicy" Vocy Illnickiej (cudowny zapis seksualnych doświadczeń kobiet) czy seria o orgazmie (najpierw jej, jego później) Iana Krenera. Warto też się zapisać na przedsprzedaż świetnej publikacji - a w Polsce to już od dawna biały kruk - o kobiecej ejakulacji i punkcie G autorstwa Deborah Sundahl, bo wiele można się z niej nauczyć. Podobnych książek - edukacyjnych, historii naszych części intymnych, poradników jest aktualnie na naszym rynku wydawniczym zatrzęsienie - nawet takich jak "Seks jest boski", czyli poradnik o seksie dla katolików. Wystarczy więc zapytać się siebie samych, co nas tak naprawdę ciekawi, kupić tytuł i... zgłębiać. 

Na rynku jest coraz więcej literatury erotycznejNa rynku jest coraz więcej literatury erotycznej Emily Rudolph/unsplash.com

A może nie chodzi wam o książki do nauki, ale o takie, które was podniecą? Takie, które podniosą temperaturę w sypialni singla/singielki lub dostarczą parze inspiracji? Na polskim rynku literatura erotyczna sprzedaje się dobrze, więc jest jej w bród. O wiele jednak więcej jest książek typu "pulp" - superszybkich do czytania, czasem niezbyt mądrych, ale spełniających swą funkcję książek - niż erotycznej literatury pięknej. Tym, którym chodzi o tę pierwszą kategorię, polecam zajrzeć na stronę na Facebooku "Niegrzeczne książki" i wybrać coś dla siebie. Tym jednak, którzy chcą nie tylko "książek czytanych jedną ręką", albo liczą na "literaturę przed Greyem" - rekomenduję absolutną listę klasyków: "Fanny Hill. Wspomnienia kurtyzany" Clelanda, całą półkę Anais Nin i jej kochanka Henry'ego Millera, "Życie seksualne Catherine M." Catherine Millet, "Strach przed lataniem" Eriki Jong, "Justyna, czyli nieszczęścia cnoty" niejakiego Markiza de Sade'a, "Historię O" Pauline Reage, powieści Colette. A z nowszych świetne, progresywne, ale lekko obrzydliwe "Wilgotne miejsca" Charlotte Roche czy reportaż o Polakach, którzy nie boją się chodzić do klubów swingersów czy sięgają po BDSM i rozmaite formy kinku - "Moje życie jest moje" Remigiusza Ryzińskiego. To przy okazji naprawdę świetny kawałek literatury. 

A wizualnie? Kategoria "filmy o miłości" czy "komedie romantyczne" jest chyba na każdym serwisie streamingowym, a w okolicy Walentynek pewnie eksploduje. Jeśli widzieliście już "Bridgertonów", chcecie czegoś mocniejszego, ale - powiedzmy sobie wprost - nie możecie patrzeć na klasyczne filmy porno, też jest dla was nadzieja. Erotyczne kino tworzą teraz bowiem dziewczyny: wystarczy poszukać Eriki Lust, produkcji berlińskiego Ersties Studio, Make Love Not Porn czy wpisać w wyszukiwarkę "indie erotic movies" - jest szansa, że traficie na coś ciekawego, a nie obrzydliwego. 

Zdajemy sobie sprawę, że liczba opcji, które właśnie przedstawiłyśmy, może przyprawić o zawrót głowy, jednak mamy nadzieję, że coś z tego wybierzecie dla siebie. Wychodzimy z założenia, że w miłości i seksualności liczą się pierwsze kroki - podjęte! - i wsłuchiwanie się w swoje potrzeby. Tego nauczyłyśmy się z tych książek i aplikacji. Więc życzymy wam inicjatywy, ciekawości i powodzenia!