Prawdziwi romantycy Europy

Fascynacja indywidualizmem sprawia, że na całym świecie rośnie liczba gospodarstw jednoosobowych. W statystykach prym wiedzie jeden kraj - Szwecja. Czy rzeczywiście jest to raj dla samotników? Katarzyna Tubylewicz, która mieszka w Szwecji od ponad dwudziestu lat, postanowiła zbadać ten temat. Efekt jej pracy możemy przeczytać w książce "Samotny jak Szwed? O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami".

Urszula Abucewicz, Kobieta.gazeta.pl: Na całym świecie widać, że coraz więcej osób podejmuje decyzję o życiu w pojedynkę. Choćby w USA co trzecie gospodarstwo jest jednoosobowe, gdy tymczasem to o Szwedach mówi się, że są najbardziej samotnym narodem.

Katarzyna Tubylewicz: Rzeczywiście. Krąży o nich taki stereotyp. Ze statystyk wynika, że 40 proc. Szwedów mieszka samodzielnie. Zostały w nich ujęte także osoby tymczasowo mieszkające w pojedynkę, więc dane są zawyżone.

Szwedzi później zawierają małżeństwa albo w ogóle późno wchodzą w związki i decydują się na wspólne zamieszkanie. Częściej niż Polacy rozwodzą się i nie mają problemu z tym, żeby od razu rozdzielić się mieszkaniowo. Vincent Severski, z którym rozmawiam w mojej książce, wskazuje na to, że szwedzka łatwość wybierania samotności łączy się z dobrobytem. Szwedzi mogą sobie pozwolić na to, żeby być samotnymi.

Katarzyna TubylewiczKatarzyna Tubylewicz Daniel Tubylewicz

Tutaj rodzina nie jest najważniejsza?

Szwecja jest jednym z nielicznych krajów na świecie stosujących rozwiązanie prawne, którym jest indywidualne opodatkowanie małżeństw. Zostało wprowadzone na początku lat 70. przez socjaldemokratów, którzy zreformowali myślenie o rodzinie. W socjaldemokratycznej Szwecji ośrodkiem zainteresowania państwa opiekuńczego nie jest rodzina, jak np. w Polsce i wielu innych krajach, tylko jednostka.

Rodziny w Szwecji mogą mieć różny kształt. Tęczowa rodzina nikogo tutaj nie dziwi. Po rozwodzie dzieci najczęściej mieszkają jeden tydzień u mamy, jeden tydzień u taty. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale norma porozwodowa jest taka, że mama i tata zajmują się dziećmi po równo.

Reformy lat 70. przyniosły także zwiększenie podmiotowości dziecka i pewnej niezależności dzieci od rodziców. Przykładowo: kiedy szwedzkie dzieci idą do liceum, a potem na studia, otrzymują od państwa bezpośrednio na swoje konta pieniądze. Nie mówimy tu o pożyczce studenckiej, która też istnieje, ale o zasiłku dla osób uczących się, który umożliwia niepełnoletnim uzyskanie niezależności finansowej.

Kiedy wprowadzono indywidualne opodatkowanie małżeństw, dyskutowano, czym ma być małżeństwo. Świetnie napisali o tym Henrik Berggren i Lars Trädgårdh, autorzy książki "Czy Szwed to człowiek?". Ich zdaniem w Szwecji żywe jest wyobrażenie o miłości czystej, która zbudowana jest na uczuciu, a nie na wzajemnym uzależnieniu. Socjaldemokratyczna wizja małżeństwa opiera się na tym, że związek tworzą dwie niezależne jednostki - dwoje ludzi, którzy są od siebie niezależni finansowo, choć oczywiście mogą mieć wspólny budżet, jeśli chcą. Mają też prawo rozejść się, kiedy ich uczucie się wypali. W tym sensie ci zimni Szwedzi są romantykami Europy, ponieważ postrzegają małżeństwo przede wszystkim jako związek uczuciowy, a nie jako podstawową instytucję społeczną.

Jak wprowadzenie indywidualnego opodatkowania w małżeństwie wpłynęło na sytuację kobiet?

Szwecja, podobnie jak Ameryka, w latach 50. była krajem, w którym bardzo dużo kobiet nie pracowało. Wiele znudzonych pań domu z klasy średniej popadało w depresję i apatię. Wprowadzenie takiej formy opodatkowania doprowadziło do tego, że absolutna większość Szwedek jest dziś aktywna zawodowo, prawie 80 procent! Prawda jest też taka, że w Szwecji dla zwykłych ludzi jest to niemożliwe ze względów finansowych, żeby jedna osoba utrzymała rodzinę, ale najsilniejsze wydaje mi się przekonanie, że praca to wolność. Na pewno rozwiązanie to przyczyniło się do większego równouprawnienia płci.

Szwedzi rozkoszują się na łonie naturySzwedzi rozkoszują się na łonie natury Daniel Tubylewicz

To nie jest też tak, że myśl socjaldemokratów wzięła się znikąd. Indywidualizm, liberalizm, także seksualny, to zjawiska kulturowe, które w Szwecji mają swoją historię. W XIX wieku zwłaszcza w klasie robotniczej popularne było tzw. małżeństwo sztokholmskie. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że był to konkubinat. Do 1920 roku mężatki w Szwecji były prawnie zależne od swojego męża - natomiast kobiety niezamężne mogły cieszyć się większą wolnością i wykonywać różne prace, które zakazane były dla kobiet, które zmieniły stan cywilny. Sztokholmskie małżeństwo miało swoje uwarunkowania społeczne i prawne i rzeczywiście istniało.

Wśród chłopstwa szwedzkiego, które tym różniło się od polskiego, że nie znali pańszczyzny i zawsze byli wolni, istniało natomiast takie zjawisko jak tzw. nocne zaręczyny. Para uprawiała ze sobą najpierw seks, zanim pojawiła się decyzja o narzeczeństwie.

Widać więc, że w Szwecji kulturowo więcej było liberalizmu zarówno w seksie, jak i w związkach niż w wielu innych krajach. Ciekawe jest też to, że niektórzy badacze uważają, że szwedzkie filmy, które powstawały przede wszystkim w latach 50. i 60., miały wpływ na rewolucję seksualną, która dokonała się w Europie Zachodniej w 1968 r. Wtedy też narodziło się pojęcie the swedish sin (szwedzki grzech), którego w formie potępiającej użył swego czasu prezydent USA Dwight D. Eisenhower. W mowie na temat niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą socjaldemokracja, oskarżył państwo szwedzkie o to, że pozwala społeczeństwu na "grzeszność, nagość i pijaństwo". Kiedy w Londynie pokazywano w 1971 roku film "Z języka miłości" Torgny Wirgmana, demonstrowano na ulicach, bo w obrazie pokazano niesfingowane sceny erotyczne. W latach 60. Szwecja kojarzona była z wyzwoleniem, wolnością i erotyką. Oburzało to konserwatystów, a inspirowało i zachwycało liberałów.

Mimo emancypacji to jednak kobieta samotna jest naznaczona, wisi nad nią jakieś piętno. Jest wciąż smutną postacią.

Wcale tak nie jest. Często mówię, że traktuję Szwecję jako lustro do pokazywania także Polski i polskich problemów. Dla pokazania świata i oglądania samej siebie. W Polsce kobieta, która się rozwodzi lub zostaje wdową, przestaje być zapraszana na różne spotkania, bo nagle singielka staje się niebezpieczna dla innych żon.

W Szwecji jest inaczej. Wiele kobiet po pięćdziesiątce podejmuje decyzję o rozwodzie. Uważają, że wychowały już dzieci, małżeństwo przestało być już tak wspaniałe i fascynujące jak 20 lat temu, to teraz one będą miały wreszcie czas dla siebie. Tutaj kobieta w średnim wieku czuje się jeszcze młoda, uprawia najczęściej sporo sportu, jest niezależna finansowo i wciąż jest głodna życia. Nie odmawia sobie prawa do spotkania kolejnej miłości, ale życie bez mężczyzny nie jest dla niej katastrofą. Tutaj singielka to osoba, która ma bardzo ciekawe życie. Zresztą Szwedzi jako indywidualiści uważają, że trzeba wciąż się rozwijać, że życie to rozwój.

Przywołujesz dokument pt. "Szwedzka teoria miłości". Dużo w tym filmie karykatury, jak np. obraz doktora, który przeniósł się do Etiopii i docenia plemienne życie, ale też scen przeraźliwie samotnych kobiet właśnie. Reżyser tego filmu - Erik Gandini - został bardzo skrytykowany w Szwecji.

Rozmawiam z nim w mojej książce. Erik Gandini jest Szwedem wychowanym we Włoszech. "Szwedzka teoria miłości" to dystopijny dokument, który rzeczywiście przedstawia dość karykaturalny obraz Szwecji. Reżyser chce pokazać obraz niechcianej samotności, która jest narastającym problemem w kraju. Zauważa, że fakt, że tak wielu ludzi w Szwecji żyje samotnie, może się negatywnie odbić na demokracji. Według Gandiniego zwłaszcza samotny, zamknięty w sobie i swoich przyzwyczajeniach mężczyzna po pięćdziesiątce może stać się obojętny na społeczeństwo. Może uznać, że jego jedynym zobowiązaniem wobec innych ludzi jest płacenie podatków.

Lubię ten film, ponieważ Gandini pokazuje, że Szwedzi jako społeczeństwo, które na ogół bardzo dobrze o sobie myśli, ma problem, który może zostać rozwiązany przez imigrantów. W jego opowieści przybysze z innych kultur niosą ze sobą ciepło i bezpośredniość. Chciał odwrócić dyskusję.

W jaki sposób imigranci mogą w tym pomóc?

Szwecja jest bardzo wielokulturowym krajem, ale asymilacja imigrantów wciąż pozostaje dużym problemem. Bardzo często osoba, która tutaj przyjeżdża, traktowana jest jak ktoś, kto musi się wszystkiego nauczyć od Szwedów, bo panuje przekonanie, że jest to doskonałe społeczeństwo. Gandini nazywa to "szwedzką butą", która go drażni, myślę, że ten rodzaj buty ma w sobie zresztą wiele narodów. Gandini chciał pokazać, że Szwedzi też są śmieszni, że mają swoje słabości, że bywają neurotycznie nieśmiali, dziwaczni.

W dokumencie pojawia się wiele wyolbrzymionych sytuacji, z których wyłania się obraz społeczeństwa nieradzącego sobie z kontaktem z ludźmi. Jak choćby kobiety, które samotnie dokonują inseminacji w sterylnych mieszkaniach. Jeśli zajdą w ciążę i urodzą dziecko, będą je najprawdopodobniej wychowywać bez partnera.

Szczepionką na ten problem mają okazać się ludzie, którzy przybyli do Szwecji z innych kultur, to oni są w stanie skrócić dystans pomiędzy członkami społeczeństwa. Gandini w rozmowie ze mną przypomniał o innym szwedzkim filmie w reżyserii Hannesa Holma pt. "Mężczyzna o imieniu Ove". Bohaterem tego obrazu jest bardzo samotny mężczyzna, który chce popełnić samobójstwo. Ratuje go sąsiadka, która pochodzi z Iranu. Przynosi mu jedzenie, bez wyczucia wpycha się do jego mieszkania, łamiąc przy tym kody kulturowe obowiązujące w Szwecji i nie zachowując dystansu, który jest tu tak ważny.

Kontakt z naturą dla Szwedów jest niczym spotkanie z sacrumKontakt z naturą dla Szwedów jest niczym spotkanie z sacrum Daniel Tubylewicz

Szwedzi nie potrzebują ludzi? Samotność jest dla nich jak oddech?

David Thurfjell, profesor religioznawstwa, tłumaczy, że choć Szwedzi są zsekularyzowanym narodem, to poszukają duchowości na łonie natury i znajdują ją najczęściej, kiedy są sami, w lesie, na wyspie któregoś archipelagu albo nad jeziorem. Jest to dla nich ważne mistyczne przeżycie.

To nie znaczy, że Szwedzi nie potrzebują ludzi. Thurfjell powiedział ważną rzecz, że zawsze jesteśmy uwarunkowani przez kulturę, w której żyjemy. Pozwolę go sobie zacytować. Powiedział mi: "My, mieszkańcy Szwecji, nie mamy mniejszej potrzeby kontaktów niż inne narody, ale żyjemy w kulturze, która skłania nas do innych form reagowania. Człowiek używa tych metod akceptacji, których uczy go jego kultura, dlatego by być częścią grupy, trzeba zachować pewien dystans, jeśli utrzymywanie rezerwy to sposób na uzyskanie akceptacji i miłości to stosuje się właśnie tę metodę”.

Religioznawca dowodzi, że Szwedzi, aby zostać zaakceptowanymi przez swoich sąsiadów, nie będą do nich pukać i pożyczać soli czy zaczepiać na ulicy, bo norma jest taka, że tutaj się tego nie robi. Zachowanie dystansu jest akceptowane w społeczności. To jest bardzo ciekawa refleksja, bo zmienia sposób myślenia o samotności społecznej.

Co czwarty Szwed żyje w pojedynkęCo czwarty Szwed żyje w pojedynkę Daniel Tubylewicz

Która może mieć też destrukcyjny wymiar. Czy to prawda, że jeśli ktoś w sposób bezkompromisowy głosi swoje poglądy, może zostać dotknięty ostracyzmem? Wykluczeniem z debaty?

Tak. To jest rzecz, o której sporo pisałam w mojej wcześniejszej książce "Moraliści". Teraz opowiedziała mi o tym jedna z moich bohaterek, Stina Oscarson, publicystka i dziennikarka, która w mocno spolaryzowanym kraju, którym jest dziś także Szwecja, stara się prowadzić dialog z różnymi stronami konfliktu.

Warto dodać, że Szwecja jest krajem, w którym jak ognia unika się konfliktów i zbyt gorących form dyskusji. Unika się także kontaktu z ludźmi o odmiennych poglądach. Zdaniem Oscarson ludzie wręcz boją się, że mogą się zarazić od kogoś poglądami. W związku z tym osoba, która stara się być skrajnie obiektywna i otwarta na rozmowę nawet z tymi, którzy prezentują radykalnie inne niż ona poglądy, w Szwecji ryzykuje sporą samotnością i wykluczeniem z pewnych kontekstów. Ludzie tak bardzo boją się odrzucenia, że robią się bardzo kompromisowi.

I to jest paradoks w kontekście książki o samotności i indywidualizmie, że Szwedzi z jednej strony są samotnikami, którzy chcą błąkać się samotnie w lesie i doświadczać w ten sposób bliskości z czymś większym niż oni, ale jednocześnie są też bardzo stadni. Mają bardzo silny odruch kolektywny.

Ta stadność wyraża się w tym, że jednostka bardzo nie chce zostać wykluczona z większej grupy. Dlatego bycie nielubianym niesie ze sobą ryzyko wykluczenia. Dosłownie. Jeżeli dziennikarka jak Stina Oscarson napisze artykuł, w którym zawarte zostaną tezy uznane za niewłaściwe przez ludzi, z którymi dotąd się zgadzała i współpracowała, to istnieje spore ryzyko, że przestaną być zamawiane u niej artykuły, przestanie być zapraszana do radia czy telewizji. Człowiek po prostu znika. To zjawisko w Szwecji istnieje i ma nawet swoje określenie att frysa ut, które oznacza "wymrozić, zamrozić", czyli zmarginalizować.

Szwecja to kraj, w którym 97 proc. terenów jest niezamieszkanych, więc ludzie nawet fizycznie są daleko od siebieSzwecja to kraj, w którym 97 proc. terenów jest niezamieszkanych, więc ludzie nawet fizycznie są daleko od siebie Daniel Tubylewicz

Ostracyzm społeczny w Szwecji ma wiele wymiarów. Mówi o nich Therese Bohman, szwedzka pisarka.

Therese mówi też o samotności, która wynika ze zmiany klasy społecznej. Wie, o czym mówi, ponieważ jest to jej osobiste doświadczenie. Wywodzi się z klasy robotniczej, a teraz jest częścią inteligenckiego mieszczaństwa sztokholmskiego. To zupełnie inny styl życia, rozmawiania, inne wartości, inne kody kulturowe i inny język.

Zwraca uwagę, że nie tylko emigracja i wejście w nową kulturę są rodzajem osamotnienia (i to jest doświadczenie, które ja znam), lecz także alienacja wewnętrzna, społeczna. To, że człowiek przenosi się w świat innych ludzi, owocuje tym, że może czuć się osamotniony, czuć się inny.

Bohman, feministka, krytykuje też feminizm i ideały siostrzeństwa. Jej zdaniem kobiety, które wymykają się z idealnego wizerunku samodzielnej i silnej feministki, może spotkać odrzucenie. W jej twórczości pojawiają się także motywy dotyczące samotności w związku, również seksualnej.

Zanim zaczęłam pracować nad książką, miałam poczucie, że samotność nie jest uznawana w Szwecji za problem, że nie jest sferą tabu. Gdy zaczęłam zgłębiać ten temat, okazało się, że można odnaleźć tu wiele warstw myślenia o tym temacie, niektóre są głęboko ukryte.

Fajnie być singlem, ale takim, który ma partnerów seksualnych. Spędzaniem samotnej Wigilii czy Midsommar też lepiej się nie chwalić. Moi rozmówcy zwracają uwagę na tabu, jakim jest wykluczenie z kolektywu ludzi podobnie myślących, należących do podobnej grupy społecznej. Myślisz inaczej? Nie oczekuj, że będziesz częścią tej grupy. Stina Oscarson powiedziała mi o tendencji do bardzo homogenicznych przyjaźni Szwedów, którzy spotykają się w wąskich grupach, np. zawodowych.

Bohman zwraca też uwagę na to, że ponownie modne staje się bardziej tradycyjne życie rodzinne w Szwecji. Może to odwrót od indywidualizmu i szwedzkiej samotności?

Pisarka zwraca uwagę na komercyjny charakter tej zmiany. Pisze o influencerkach, które w wieku dwudziestu lat zakładają rodzinę, szybko rodzą dzieci, a potem tym idealnym życiem chwalą się na Instagramie. Rzeczywiście to nowy trend w Szwecji. Czy się utrzyma? Trudno powiedzieć.

Pomyślałam, że nowe pokolenie szuka pomysłu, jak rozwiązać problem samotnego umierania i przeraźliwych doniesień, że zwłoki w mieszkaniach zostają znalezione po trzech latach.

W Polsce też zdarzają się podobne sytuacje, ale nie na taką skalę jak w Szwecji. Choć z drugiej strony, czy tutaj też mają miejsce tak często? Kiedy rozmawiałam z Gandinim, akurat szwedzkie media pisały o tym, że w dzielnicy Södermalm znaleziono zwłoki mężczyzny, które leżały w mieszkaniu przez trzy lata. Wciąż było włączone radio. Nikt go nie znalazł. Było to możliwe dzięki opcji płatności, którą stosuje wielu Szwedów. W Polsce powiedzielibyśmy, że ten mężczyzna miał uruchomione zlecenia stałe lub polecenia zapłaty. Jeśli więc na czyimś koncie są pieniądze i opłacane są świadczenia, to żadna instytucja nie zapuka do jego drzwi.

Oczywiście ten problem jest zauważany. W filmie Gandiniego można się dowiedzieć o urzędnikach, którzy zajmują się podobnymi sprawami. Poszukują krewnych tych osób, które odeszły w całkowitej samotności.

Przeprowadziłam wywiad ze szwedzkim politykiem z partii Chrześcijańskich Demokratów (ostatecznie nie znalazł się w książce), który uważa, że w Szwecji należy powołać ministerstwo ds. samotności (taki resort funkcjonuje w Wielkiej Brytanii). W Szwecji toczy się dyskusja, jak przeciwdziałać samotności osób starszych.

Dlaczego napisałaś książkę na ten temat?

Zaczęłam ją pisać z dwóch powodów. Sama mam ambiwalentny stosunek do samotności. Z jednej strony pamiętam, że jako osoba bardzo młoda borykałam się z panicznym wręcz lękiem przed samotnością, a z drugiej strony mam naturę introwertyczną. Potrzebuję ludzi, lubię ich, jestem ich bardzo ciekawa, ale akumulatory ładuję w samotności. Czasem bardzo lubię być sama. Pociąga mnie też element przygodowy w samotnej wyprawie, podróży. No i potrzebuję samotności do pracy, wszyscy pisarze tak mają.

Chciałam napisać też tę książkę dlatego, że mam poczucie, że w Polsce samotność jest tabu, czymś, co kojarzy się z nieudanym życiem, a w Szwecji można otwarcie tęsknić za tym, żeby pobyć samemu. Według mnie jest to bardzo wyzwalające. Warto dodać, że Szwecja to kraj, w którym 97 proc. terenów jest niezamieszkanych, więc ludzie nawet fizycznie są daleko od siebie.

Może jest też tak, że każdy kraj zwraca uwagę na inne aspekty związane z samotnością. Zawsze jednak samotność jest czymś, co rodzi ambiwalentne uczucia. Myślę, że nasz wewnętrzny stosunek do samotności dobrze podsumował Immanuel Kant, kiedy pisał o aspołecznej towarzyskości człowieka. Filozof twierdził, że ludzie z jednej strony mają silny pęd do uspołecznienia, a z drugiej strony mają też tęsknotę za wyizolowaniem się. Człowiek nie może obyć się bez bliźnich, ale zarazem nie może tych bliźnich znieść. To jest taka sprzeczność, która w nas tkwi. A może jest też tak, że samotność jest takim stanem, który ma wiele różnych twarzy i niesie wiele form doświadczenia siebie samego w relacjach z innymi?

Ważne jest też to, żeby z tą samotnością się zaprzyjaźnić i polubić, wtedy nasz ból istnienia będzie mniejszy, a relacje z innymi bogatsze. Zgadzam się też z Osho (hinduskim mistrzem duchowym), który pisał, że tylko zdolność do samotności otwiera w nas zdolność do miłości, która nie jest chęcią posiadania lub uprzedmiotowienia kogoś, tylko... głębokiego kochania.

Więcej o: