Istnieją związki, w których seksu nie ma i mogą to być związki szczęśliwe

- Bardzo często słychać w pytaniach kierowanych do nas, że te osoby "odklejają" seks od całej reszty różnych aspektów związku. Nie zwracają uwagi na to, że jest im w tej relacji po prostu źle albo że mają konflikt, jakieś niewyjaśnione nieporozumienie - uważają, że mimo tego seks ma działać. Nie lubisz kogoś, nie znosisz, masz do kogoś pretensje, a seks ma działać? - mówi Basia Baran, psycholożka Fundacji SEXED.PL, w rozmowie z Agą Kozak.

"Rubryka SEXED.PL" to miejsce otwartych rozmów o edukacji seksualnej, cielesności, bez podziałów na wiek, płeć czy pochodzenie. Na łamach naszego cyklu publikujemy rozmowy, w których obalamy mity, dopowiadamy to, co o seksie jest niedopowiedziane po to, żeby każdy mógł cieszyć się swoją seksualnością w świadomy i bezpieczny sposób. Kobieta.Gazeta.pl wraz z Fundacją SEXED.PL zaprasza do czytania co dwa tygodnie, w niedziele o godz. 19.

Aga Kozak: Kiedyś podobno nazywało się to "białe małżeństwo" i nie należało do rzadkości, wręcz się o tym otwarcie mówiło. 

Basia Baran: Ja już się z tą nazwą nie spotykam - jest przestarzała i już wyszła z użycia. A do tego osoby, które są w związkach, w których nie ma seksu, raczej o tym nie mówią, bo wielu wydaje się, że w relacje miłosne jest wpisany seks. Zupełnie niesłusznie.

Pamiętam, że to wyrażenie - "białe małżeństwo" - padało z ust moich babć, do których świata należało też przekonanie, że w pewnym momencie - często od razu po narodzeniu dzieci - seks "naturalnie" znika. Tymczasem teraz seks jest wszechobecny, trzeba go uprawiać, najlepiej dużo przez całe życie do późnego wieku. Jest uważany też za wyznacznik szczęścia.

To, co opisałaś w ostatnim zdaniu, bardzo mocno wybrzmiewało w rozmowach, które prowadziliśmy niedawno, gdy omawialiśmy na platformie SEXED.PL temat związków bez seksu. Okazało się - również ze względu na czynniki, które wymieniłaś - że ten temat jest bardzo żywy, bolesny i palący. Mieszają się tu kwestie osobistych potrzeb, komunikowania ich, umowy między osobami tworzącymi relację, oczekiwań własnych i otoczenia, stereotypów, lęku przed oceną.

A czy seks w parze w ogóle trzeba uprawiać? Czy seksuolodzy uważają, że to oblig?

Myślę, że to rzecz dla naszej konwersacji najważniejsza: seksu nie trzeba uprawiać.

Istnieją związki, w których seksu nie ma i mogą to być związki szczęśliwe. Gdy zgłaszają się do nas osoby z takich relacji, zadajemy im pytanie, czy to w ogóle jest dla nich jakiś problem. Bywa, że to nie jest dla żadnej ze stron związku trudność: że związek jest szczęśliwy, satysfakcjonujący dla obydwojga. Pytamy więc dalej, czy uważają, że to jest problem dla kogoś innego. Często się bowiem okazuje, że opinię, że to nie jest w porządku, wyrażają znajomi pary lub ich rodziny.

W takich przypadkach przypominamy, że nic nikomu do tego, jak para układa swoje życie seksualne, nawet jeśli w jego ramy jest wpisany brak seksu.

Jeśli im to odpowiada, nie czują przez to żadnego cierpienia, są z tą decyzją szczęśliwi, to jest to jak najbardziej okej.

Ale słyszy się często, że "ktoś się dla kogoś poświęca". Albo się zmusza, albo właśnie rezygnuje ze swoich potrzeb.

Rzeczywiście to ważna kwestia naszego głównego zagadnienia: pomysł, że jedna z osób powinna się dla drugiej poświęcić. Wymuszanie na kimś seksualnych powinności to przemoc, ale może opowiedzmy najpierw o tym, że osoby tworzące związek faktycznie mogą mieć różne poziomy libido.

Czyli?

Libido to nasilenie potrzeb seksualnych. To cecha seksualności każdej osoby - może ono być wyższe lub niższe w porównaniu z innymi, można go w ogóle nie odczuwać. Gdy spotykają się dwie osoby, to często się zdarza, że mają one właśnie różne poziomy libido.

A jeszcze do tego te poziomy się w ciągu życia, miesiąca lub dnia zmieniają, prawda? Mogą się zmienić po sukcesie w pracy i po wypadku. Ja mam wysokie libido, gdy... mam aurę migrenową.

Zgadza się. To nie jest tak, że w ciągu życia mamy taki sam, stały poziom libido. Nawet w trakcie cyklu miesięcznego ono jest różne. Libido może się więc zmieniać. Ale wróćmy jeszcze do twojego pytania o "poświęcanie się". W wiadomościach, które dostajemy, często pojawia się taka informacja, że na osobę, która w parze ma niższe libido, jest spychana odpowiedzialność i wzbudza się w nim lub w niej poczucie winy.

To znaczy?

Chodzi o oczekiwanie, że musi tę cechę zmienić, "wyleczyć" - a tak absolutnie nie jest.

Każde libido, czy to wyższe, czy niższe - jest dobre.

Ale jeśli mamy parę, w której te poziomy są różne, to może to być dla obu osób problem. W takich przypadkach powinniśmy ze sobą po prostu szczerze porozmawiać i razem poszukać obszarów, które dla każdej strony będą ok. Może to oznaczać np. stosunki w określonych porach lub określonej atmosferze. Lub nie zawsze stosunek z penetracją, lecz inne formy bliskości fizycznej, które dla tych obydwu stron będą w porządku.

Czyli to nie jest koniec świata, tylko szukamy rozwiązań?

Szukamy takich obszarów, w których nikt do niczego nie będzie przymuszany i które będą odpowiadały każdej stronie. Czasem takie szukanie będzie bardzo trudne, a dogadanie się będzie wręcz niemożliwe. Pod względem seksualnym dwie osoby mogą się ze sobą męczyć - trzeba to sobie wtedy szczerze powiedzieć. Często słyszymy: "na kogo ja wyjdę, kiedy powiem, że seks jest dla mnie ważny?". Seks może być dla kogoś bardzo ważnym elementem związku. Nawet najważniejszym. Można bardzo potrzebować właśnie takiej bliskości z partnerem lub partnerką. Jeśli dogranie się w tej sprawie nie wychodzi, męczymy się, to też szczerze to sobie powiedzmy i postanówmy razem, co dalej robimy ze związkiem, w którym jedna lub dwie osoby będą często przeżywać frustrację.

Jak rozumiem, to też działa w drugą stronę, czyli jeśli seks nie jest dla mnie ważny i nie chcę go uprawiać np. tak często, to też jest ważne stwierdzenie?

Oczywiście, choć to, że seks w związku nie istnieje, nie oznacza, że seks nie jest ważny. Właśnie to, żeby tego seksu nie było, może być bardzo ważne w parze. Brak seksu może oznaczać, że jest on nieistotny, ale może też oznaczać, że seks i to, jakie miejsce on zajmuje w naszym związku, jest bardzo ważny, ale realizuje się w taki sposób, że ze sobą seksu nie uprawiamy. Tu chodzi o nadanie rangi różnym tematom w związku i tego, jak je realizujemy.

Zapytam o utratę pożądania, która zdarza się z czasem.

To są naturalne zmiany, które faktycznie się zdarzają w wielu związkach, ale zastrzegę, że nie we wszystkich. Często w pytaniach czytamy: "Jesteśmy ze sobą 20 lat, kochamy się, ale nasz seks nie wygląda jak w pierwszym miesiącu. Co jest nie tak?". Za tym pytaniem często stoi oczekiwanie, że będziemy do siebie pałać takim samym pożądaniem, jak na samym początku. Tymczasem wiemy z badań, że pożądanie wraz ze stażem związku może słabnąć, a dokładniej mówiąc - zmienia się jego natura.

Esther Perel, słynna psycholożka, specjalistka od związków i pożądania, mówi, że to, co nas pociąga, to pewna niewiadoma, tajemnica, a miłość natomiast opiera się na znajomości kogoś, przewidywalności, która daje nam poczucie bezpieczeństwa.

Tak rozumiana miłość i pożądanie w długiej relacji pozostają w pewnej sprzeczności. Perel uważa, że można zachować obydwie. Jedną z rad, które daje, jest rozwijanie znajomości swojej własnej seksualności, swoich reakcji, zamiast skupianie się na oczekiwaniu, że to ta druga strona ma odgadywać i zaspokajać wszystkie nasze potrzeby, a do tego jeszcze wciąż podniecać i zaskakiwać. W swojej prezentacji na TED opowiada, w jaki sposób świadomie wchodzić w zaangażowany seks z osobą, z którą dzielimy życie.

 

To mamy się w ogóle nie niepokoić, że już nie furczy nam tak, jak w pierwszym roku?

Zmiana pożądania wraz z czasem może następować i drobne fluktuacje też są czymś typowym. Jeśli jednak duża zmiana przychodzi nagle, warto na to zwrócić szczególną uwagę. Jeśli komuś libido spada nagle - w przeciągu dni czy tygodni - warto odwiedzić lekarza lub lekarkę, bo może to być oznaką problemów zdrowotnych. Libido jest bardzo wrażliwe na nasz stan zdrowia, stres, brane leki...

Depresję? Stany obniżonego nastroju?

Oczywiście.

A aktualnie najczęstszym powodem i spadków libido, i innych trudności seksualnych jest przepracowanie i stres.

Pandemia też wpłynęła na nasze pożądanie, prawda? Spędzamy być może więcej czasu ze sobą w łóżkach, ale to nie znaczy, że chce się nam więcej kochać...

Ludzie zwracający się do nas o poradę często zapominają o tym czynniku. Uznają, że wszystko wokoło nas może się walić i palić, ale seks musi działać. A to tak nie jest: jesteśmy istotami myślącymi, czującymi, a do seksu, do tego, żeby w ogóle pojawił się pomysł na seks, potrzebujemy relaksu, spokoju, odprężenia ciała, żeby to wszystko móc odczuć.

Wymaganie od siebie ochoty na seks wtedy, kiedy jesteśmy zestresowani, niewyspani, mamy niepewną sytuację zawodową czy finansową - jest nierealne.

Niektóre osoby mogą uprawiać seks mimo odczuwanego stresu, ale dla większości z nas poczucie zagrożenia nie jest sytuacją pozwalającą na swobodne czerpanie radości z seksu.

À propos tego spędzania ze sobą mnóstwa czasu w pandemii, to znam takie przekonanie wielu osób, że tak intensywna i długotrwała bliskość może wypalić pożądanie.

Myślę, że to, w jaki sposób ktoś podchodzi do bliskości emocjonalnej i fizycznej, jest bardzo indywidualne. Jeśli ktoś ma obawy przed tym, że utraci wzajemne pożądanie, jeśli przebywa za dużo z daną osobą, to warto przede wszystkim o tych obawach z partnerem lub partnerką porozmawiać. O tym, jakie mamy oczekiwania czy marzenia dotyczące tego, jak ma wyglądać nasza relacja, co z naszych wyobrażeń razem decydujemy się realizować i w jaki sposób.

Emily Nagoski, znana również z TED seksedukatorka, wymienia właśnie - zupełnie inaczej niż Perel - przyjaźń, przytulanie, zaufanie i wspólne ustalanie priorytetów jako czynniki mogące pomóc w podtrzymaniu ognia w długotrwałym związku. 

Tak, to, jak ma na co dzień wyglądać relacja, możemy świadome zaplanować. Perel patrzy na to trochę inaczej. Według niej kluczem do utrzymania miłości i pożądania przez wiele lat jest balans między bliskością, ale i bezpiecznym dystansem między dwiema osobami. Daje to akceptacja dla pewnej seksualnej prywatności i przyglądanie się temu z zaciekawieniem.

 

Już widzę te komentarze: nie dość, że o wszystkim trzeba rozmawiać, to jeszcze związek planować. "Może jeszcze seks mamy planować, co?"

To wcale nie jest głupie. Zwłaszcza jeśli urodziło nam się dziecko lub przez pandemię mieszkamy z teściami za ścianą. To są wręcz fizyczne blokady przed fajnym seksem. W takim przypadku nie jesteśmy w stanie przeskoczyć wielu przeszkód, ale nawet wtedy warto zadbać o nasz seks czy bliskość i zaplanować taki czas tylko dla nas. Nawet jeśli noworodek skupia na sobie naszą uwagę i w tym momencie jest najważniejszy, znajdźmy chociaż 30 minut w tygodniu na celowe bycie tylko z naszym partnerem lub partnerką. Jeśli jesteśmy zbyt zmęczeni na seks, to przynajmniej zróbmy sobie nawzajem masaż stóp. Jeśli to zaplanujemy - ustalimy, że to priorytet - jest szansa, że zadziała. A w ciągu dnia pamiętajmy o rytuałach, małych aktach czułości podtrzymujących bliskość: przed wyjściem do pracy się całujmy, a po powrocie koniecznie przytulmy.

Słuchaj, ale to, że się nie dotykamy, całujemy, kochamy, jest symptomem czegoś większego, prawda? Przypominam sobie, że jak w niegdysiejszym związku straciłam zaufanie do mojego partnera, to go nie byłam w stanie nawet przytulić, nie mówiąc już o seksie.

Jak ja się cieszę, że o tym wspomniałaś.

Bo bardzo często słychać w pytaniach kierowanych do nas, że te osoby "odklejają" seks od całej reszty różnych aspektów związku. Nie zwracają uwagi na to, że jest im w tej relacji po prostu źle albo że mają konflikt, jakieś niewyjaśnione nieporozumienie. Uważają, że mimo tego seks ma działać. Nie lubisz kogoś, nie znosisz, masz do kogoś pretensje - a seks ma działać?

Przecież to absolutnie nielogiczne. Jesteśmy jednością - oczywiście są osoby, które nawet jak się pokłócą, będą mogły bez problemu uprawiać satysfakcjonujący seks, ale nie większość. Jeśli mamy jakieś negatywne odczucia związane z daną osobą, to one nie pozostają poza drzwiami sypialni. Wchodzą do niej razem z nami.

No ale przecież legendarny "seks na zgodę"...

Dla niektórych osób ta opcja zadziała, ale jeśli te problemy np. nawarstwiały się przez lata, to seks ich magicznie nie załatwi.

Mam taką koleżankę, która twierdzi, że gra wstępna przed wieczornym seksem na dobranoc zaczyna się dla niej o 7:30 rano. To wtedy jej partner pamięta - albo zapomina - o tym, żeby wstawić talerz po swoim śniadaniu do zmywarki.

I tak ma większość osób.

Gra wstępna to nasza codzienność z drugą osobą.

Seks nie zaczyna się wtedy, kiedy leżymy razem nago w łóżku. Perel mówi, że nastrój budujący atmosferę kolejnego seksu zaczyna się wraz z końcem ostatniego stosunku. To, jak się traktujemy, to, jak się do siebie odnosimy, ale nawet to, jak dzielimy się codziennymi zadaniami związanymi z prowadzeniem wspólnego domu, ma wpływ na seks. Badania na różnopłciowych parach pokazują, że gdy obowiązki domowe spoczywają na barkach tylko jednej osoby, obojętnie, czy kobiety, czy mężczyzny, to obydwie osoby odczuwają niższą satysfakcję z seksu, a seksu jest w tych relacjach mniej niż w parach, w których jest równy podział obowiązków domowych. Równouprawnienie przy zmywarce pomaga również w seksie.

Słuchaj, ale bywa, że kiedy wyrazimy, że czegoś chcielibyśmy - np. seksu analnego, miziania i lizania stóp czy chłosty - to w zamian dostajemy np. wyśmianie, ocenę lub ostrą odmowę. I zamykamy się w sobie jak ostryga.

I możemy to odczuwać jako odrzucenie, oczywiście. Byłoby fajnie, gdybyśmy w związku wzajemnie się o siebie troszczyli. Możemy się odwołać do wyższej wartości i zapytać: czy chcemy, żeby ten związek działał i czy będziemy się starać dogadać tak, żeby ten związek był dla każdej z tych osób dobry i szczęśliwy. A nasze potrzeby naprawdę mogą się zmieniać w czasie całego życia i ważne jest, żebyśmy o tym rozmawiali. Pamiętajmy o tym jednak, że związek to wkład obydwu stron - nie tylko tej, która poczuła się źle, ale obydwu.

A czy osoby zgłaszają wam, że powodem do tego, że w sypialni jest chłodno, nie jest to, że nie ma seksu, ale to, że nie ma seksu przyjemnego - takiego satysfakcjonującego dla obydwu stron?

Bardzo często, gdy ludzie zgłaszają się do nas z powodu braku seksu, to okazuje się, że w relacji ten seks czasem jest, ale nie taki, jakiego pragną.

Osoby opowiadają, że uprawiają seks, który nie jest dla niego lub dla niej przyjemny, albo wręcz są do czegoś przymuszani/przymuszane, a to jest oczywiście przemoc.

Niechęć do powtórki tego jest zrozumiała: nie chcemy powtarzać czegoś, co było dla nas nieprzyjemne. Jest to wręcz zdrowa reakcja obronna. Niestety w rozmowach wychodzi, że często osoby są przekonane, że skoro coś było dla nich nieprzyjemne, to muszą się do tego inaczej przymusić, przekonać, na siłę polubić. Że powinny jakoś zmienić to, że co im się nie podobało. Nigdy tego nie róbmy, nigdy nie przymuszajmy się do niczego, nie podważajmy swoich uczuć i wrażeń. Jeśli coś było dla nas złe albo bolało, to po prostu tego nie róbmy. Szanujmy swoje uczucia i swoje ciało. Jeśli boli, przerywamy, nie powtarzamy tych czynności, a jeśli ból się utrzyma - idziemy do lekarza.

Ja to bym powiedziała, że "bolało" to już jest bardzo daleko od radosnego seksu. Ja już bym się zatrzymała nawet nie na "czuję dyskomfort" lub na "nie kręci mnie to" albo "jest to dla mnie obojętne". Powtarzanie czegoś, co nie działa, jest dla nas obojętne, też chyba nam nie służy? I może odciągnąć od seksu w ogóle, skoro nie sprawia oczekiwanej przyjemności.

Ból to faktycznie końcówka skali. To, by seks zmienił się od "obojętnego" do "przyjemnego", da się zrobić, jeśli podejmiemy decyzję, że to dla nas ważne i tego właśnie chcemy. Możemy po prostu powiedzieć, że coś nas nie kręci lub nam się nie podoba. Ale gdy ta sytuacja trwa latami, powiedzenie tego wprost pewnie będzie trudne. W tej sytuacji możemy zaproponować coś nowego, kupić lubrykant i go używać, dłużej niż zawsze masować łechtaczkę podczas seksu, uprawiać seks bez penetracji, pytać się drugiej osoby, co właśnie czuje. Do naszego seksualnego spotkania warto przygotować klimat, atmosferę, zadbać o nie.

Już widzę, że się też nie obejdzie bez tej ciągle reklamowanej przez ciebie rozmowy...

W kraju, w którym nie ma edukacji seksualnej, rozmowa o potrzebach jest szczególnie ważna. Poza tym gadanie w trakcie seksu o tym, czego by się chciało, przecież i rozjaśnia nieporozumienia, i nakręca atmosferę. Jest otwarciem na ekspresję seksualną - swoją i drugiej osoby.

No ale my czasem nawet jak już umiemy powiedzieć "to nie" albo "boli", to nie do końca potrafimy powiedzieć, co nam sprawia przyjemność. Również dlatego, że sami tego nie wiemy.

Mówienie, że coś jest nie okej, to już świetna baza. Jeśli mówienie o swoich odczuciach sprawia nam trudność, możemy się na początek umówić na mówienie o nich kolorami. Czerwony oznacza "nie", żółty niech oznacza neutralne odczucia, a zielony to "tak, chcę tego więcej". Co do tego, że nie wiemy, co nas podnieca, jest to też temat często nam zgłaszany. Można to zgłębić albo samodzielnie, albo z drugą osobą. Na spokojnie i z ciekawością, bez presji na ekspresowy orgazm. Wskaźnikiem niech będą odczucia - jeśli coś mi się podoba...

Czyli jest "zielone"...

...to mogę lub możemy iść za tym dalej. Pogłębiać ten rodzaj dotyku, pieszczoty. I spokojnie obserwować, gdzie nas to zaprowadzi.

A to nie jest tak, że w większości sypialni przewodnikiem nie jest własna intuicja czy dobra książka o seksie, lecz porno, które chyba nie jest zbyt powolne, skupione na reakcjach, czułe? Nie zwraca się w nim uwagi na potrzeby?

Mamy różne rodzaje porno. Mainstreamowego raczej nie polecałabym jako rozwijającego seks dodatku w sypialni, ale można poszukać niemainstramowego, nazywanego też feministycznym. Jest ono kręcone etycznie, z szacunkiem dla twórców i twórczyń, uwzględnia perspektywy osób różnych płci, bo za kamerą tych produkcji stoi więcej kobiet i osób queerowych, pokazuje prawdziwą przyjemność i różne rodzaje pieszczot czy stymulacji, widać w nim więcej naturalnych ciał i autentycznej ekspresji. Takie produkcje mogą być pomocne w związkach dorosłych osób z wieloletnim stażem. Już w tym roku ukazało się też wiele wartościowych książek, choćby "Dochodzę" Roberty Rossi czy "Kobieca ejakulacja i punk G" Deborah Sundahl, które pisane są w stylu praktycznych, rozwijających seksporadników.

Chciałabym jeszcze wrócić do samego seksu... Wyobraźmy sobie, że komuś coś robię i ta osoba mi mówi "nie podoba mi się to" albo "sprawia mi to ból". Wyobrażam sobie, że to może przestraszyć i zamknąć na dalsze eksperymenty albo seks w ogóle. Bo skoro mogę kogoś skrzywdzić...

Pierwsza twoja reakcja w tej sytuacji to przerwanie tego, co robisz. Zwracasz się do drugiej osoby i sprawdzasz, czy wszystko jest ok. Zapytaj, jak się czuje i czy możesz jakoś pomóc. Gdy ta osoba jest już uspokojona i bezpieczna, wiesz, że nic jej się już złego nie dzieje, wtedy możecie porozmawiać o tej sytuacji. Może się coś takiego wydarzyło, że ta osoba akurat w tym momencie źle się poczuła, a może to coś, czego ta osoba już nigdy nie będzie chciała powtarzać, ale to wszystko nam wyjdzie w trakcie rozmowy.

"Ale przecież zawsze tak robiłam i było okej".

Jeśli to zdanie pada w obrębie związku, to często dotyczy sytuacji, w której ludzie przez lata uprawiali seks, którego nie chcieli. Piszą do nas osoby, które boją się wyjawić, że danej aktywności nigdy nie lubiły. Powiedzenie prawdy może być trudne, ale mamy dzięki temu szansę na zbudowanie czegoś wartościowego dla nas i tej relacji. Tego, że seks w końcu stanie się autentycznie przyjemny dla każdej ze stron. A poza tym to, że kiedyś tak było, a teraz jest inaczej, też może być związane ze zmianą, która zachodzi z wiekiem. Mamy do tego prawo. Nasze ciała się zmieniają, my się zmieniamy. Jeśli dotyczy to sytuacji, gdy w innej relacji to robiłem i "wszystko było okej", to muszę zaznaczyć, że w związku zawsze skupiamy się na aktualnej relacji. Poprzednie doświadczenia mogą być wskazówką, ale z nową partnerką czy partnerem tworzymy razem nową mapę wspólnego seksu.

A o co w kontekście braku seksu pytają młodzi?

Zdarza się, że odzywają się dwudziestoparolatkowie, są ze sobą już trzy lata, a seks nadal się nie pojawił. Pytają, czy to jest okej. Odpowiadamy to samo, co innym: jeśli nie są zainteresowani seksem, to jest okej. Jeśli są zainteresowani, ale zamierzają spróbować dopiero w przyszłości, jeszcze nie teraz, to to też jest ok. Jeśli żadna z tych osób nie cierpi, nie męczy się, jeśli jest to dla obydwu osób dobre, bezpieczne, miłe - nie trzeba się zamartwiać.

A czy jeżeli ktoś nie chce uprawiać ze mną seksu, to czy ja mam prawo zaproponować, że tę potrzebę wyniosę poza związek?

To już zależy od tego, jak masz ustalone granice swojego związku. Czy zapraszasz do niego jakieś inne osoby? Czy dla ciebie będzie okej, że druga osoba będzie wchodzić w jakieś relacje? I czy chcesz wiedzieć o tych relacjach, czy umówicie się, że sobie o tym nie mówicie? A może mówicie sobie nawet o tym, że z kimś flirtujesz? Czy flirt z kimś innym jest ok? Jak sobie poradzicie z zazdrością? To są rzeczy do ustalenia między dwiema osobami, ale na pewno robienie czegoś takiego za plecami drugiej osoby może być dla niej bardzo bolesne. Pewnie będzie postrzegane jak zdrada, a zdrada potrafi strasznie boleć.

Wokoło tego tematu braku seksu jest tyle oczekiwań, tyle mitów i w efekcie tyle bólu... Przypominają mi się zasłyszane historie o kobietach, które np. przytyły po ciąży i wolą nie uprawiać seksu niż poczuć wstyd przy pokazywaniu ciała.

To historia o tym, jak bardzo opieramy na wyglądzie ciała swoją szansę na satysfakcję seksualną.

Nie wszystkie osoby tak mają, ale słyszymy też ten lęk związany z utratą atrakcyjności fizycznej. A co do wspomnianych przez ciebie mitów i oczekiwań: to jest paradoks, że w kraju, w którym nie ma edukacji seksualnej i seks jest spychany do podziemia, nie rozmawia się o nim naturalnie - uważa się, że seks w relacji musi być. I to najlepiej częsty, na pewno z penetracją i na pewno zakończony orgazmem. A jeśli tego nie ma, to oznacza, że jest z tobą coś nie tak. Wszyscy mamy jakieś wyobrażenie tego, jak być powinno i niestety często mało one mają wspólnego z naszymi faktycznymi pragnieniami.

Tymczasem w seksuologii niewiele jest standardów "jak powinno być" -  raczej istnieje spora przestrzeń realizowania swojej różnorodnej seksualności.

A tzw. "norma" jest naprawdę o wiele szersza, niż nam się powszechnie wydaje.