Kto powinien płacić na pierwszej randce? "Im więcej zainwestuje, tym bardziej będzie się starał"

Opłacenie rachunku na pierwszej randce często przysparza trudności. Płacić za siebie, czy czekać aż on sięgnie po rachunek? A może zapłacić za dwoje? Zdania na ten temat wśród kobiet są bardzo podzielone.

Zgodnie z zasadami savoir-vivre za kolację płaci zawsze ta osoba, która na nią zaprosiła, bez względu na to czy jest to kobieta, czy mężczyzna. Jednak jak to wygląda w praktyce? Zapytałam o to kilku koleżanek. Okazuje się, że zdania na ten temat są bardzo podzielone. 

Płaci ten, kto zaprasza na randkę

Julia trzyma się zasady, że za całość płaci ta strona, która zaprasza na randkę. Jednak jej zdaniem powinno się to zmienić już na etapie związku. - Wówczas warto płacić na zmianę. Moim zdaniem to głupia zasada, że to mężczyzna zawsze ma wszystko finansować - podsumowuje.

- Może i jestem staroświecka, ale jeśli mowa o pierwszej randce, uważam, że fajnie byłoby, gdyby to facet zapłacił. Pewnie tego bym oczekiwała, gdybym się na taką wybierała i prawdopodobnie czułabym niesmak, gdyby stało się inaczej - mówi Ewa. 

"To ma znaczenie psychologiczne"

Celina, która przez wiele lat płaciła za siebie na pierwszych spotkaniach z mężczyznami, z perspektywy czasu uważa, że był to spory błąd. Jej zdaniem, to między innymi przez to, na dalszych etapach czuła się często wykorzystywana finansowo. - Obecnie uważam, że to mężczyzna powinien płacić na pierwszej randce. To ma znaczenie psychologiczne. Dzięki temu mężczyzna stara się i daje coś od siebie.

Kiedyś Celina opowiedziała o swoim problemie swojej cioci. - Jej zdaniem kobieta nie powinna dopuścić do sytuacji, w której to mężczyzna nie płaci za całość na pierwszej randce. Powiedziała także, że im mężczyzna więcej zainwestuje na tym początkowym etapie znajomości, tym bardziej będzie się potem starał - zdradza Celina. 

Pierwsze spotkanie? To nie randka

Z taką opinią na pewno nie zgadza się Martyna. Moja rozmówczyni, od kiedy pamięta, zawsze płaciła za siebie na pierwszych randkach. - Moim zdaniem te pierwsze spotkania to bardziej zapoznawanie się i sprawdzanie, czy w ogóle chcemy dalej się ze sobą umawiać. Dlatego też ja nie nazywam tego randkami - zdradza. Martyna dodaje także, że w ostatnich latach, gdy popularne są aplikacje randkowe, jej zasada jest szczególnie przydatna. - Kilka razy spotkałam się z facetami, których poznałam na Tinderze. Gdy rozmawialiśmy na komunikatorze, zapowiadało się, że będzie super. A już na pierwszym spotkaniu okazywało się, że nic z tego nie będzie. Gdybyśmy poznali się w normalnym życiu, pewnie nigdy bym się z nimi nie umówiła. 

Zobacz wideo Pierwsza randka z Chabiorem: Nie płaciłam za siebie

"Nie pozwalali mi na to, bym dołożyła się do rachunku"

Jednak takie dzielenie się wydatkami nie zawsze jest możliwe. Czasami, jak zdradza Natalia, mężczyźni nie pozwalają na to kobietom. - Jestem za tym, by na pierwszej randce każdy płacił za siebie. Jednak to w moim przypadku tylko teoria. W czasach, gdy byłam singielką i sporo randkowałam zazwyczaj trafiłam na mężczyzn, którzy wręcz nie pozwalali mi na to, bym dołożyła się do rachunku.

Natalia ma też za sobą pewne nieprzyjemne doświadczenie związane z regulowaniem rachunku po spotkaniu. - Kiedyś byłam na bardzo nieudanej randce, którą chciałam po mniej więcej dwóch godzinach zakończyć. Zaproponowałam, że możemy już iść i zapłacić za nasze zamówienia. Wówczas mężczyzna, z którym się spotkałam, zaproponował, żebyśmy... w ogóle nie płacili i wyszli z restauracji. To oczywiście było nasze ostatnie spotkanie. Po jego wyjściu z lokalu zapłaciłam za mnie i za niego - wspomina. 

"Nie walczyłam z tym"

Historia Gosi to kolejny dowód na to, że nasze podejście do tej kwestii może zmienić się z czasem. - Gdy byłam młodsza to raczej mocno broniłam mojej niezależności i nie pozwalałam facetom płacić za mnie na randce. Tym bardziej byłam w tej kwestii uparta, gdy nie wiedziałam, jak taka relacja się potoczy. Było mi miło, kiedy proponowali pokrycie rachunku, ale i tak wolałam zapłacić za siebie.

Jednak Gosia zmieniła zdanie, gdy poznała obecnego partnera. - Od początku naszego związku zapraszał mnie do miejsc, na które po prostu nie mogłam sobie pozwolić. Dla niego było to natomiast bardzo istotne, żeby odwiedzać nowe restauracje, czasem pójść do jakiegoś lokalu z wyższej półki. Nie walczyłam z tym, bo wiedziałam, że zarówno jemu jak i mi sprawia to ogromną radość.

Gosia zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. - Ostatnio zauważyłam, że istnieje typ facetów, którzy bardzo uważają na to, by nie być "wykorzystanymi" przez żądne ich pieniędzy kobiety i to już jest dla mnie wiocha. Serio faceci? W XXI wieku kobiety potrafią na siebie zarobić i nie jest ich priorytetem, żeby polować na bogatego chłopaka, który będzie za nie płacił... A jak trafiacie na takie kobiety, to może warto zastanowić się, jakim kluczem dobieracie partnerki na spotkania - podsumowuje.

***

Wasze historie i opinie są dla nas ważne. Czekamy na Wasze listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.

Może cię także zainteresować:

Więcej o: