"Kolega zza biurka zapytał kiedyś, czy jestem eksperymentem penitencjarnym"

Aga Kozak
- Pamiętam dyskusję, która rozgorzała, kiedy pierwsza kobieta zostawała generałem w policji - Irena Doroszkiewicz. W Sejmie podniesiono problem, czy ona może mieć lampasy do spódnicy - chciano ją ich pozbawić, a przecież po lampasach się poznaje, że ktoś jest generałem - wspomina pułkownik Anna Osowska-Rembecka w rozmowie z Agą Kozak.

Aga Kozak: Pani pułkownik jest w pracy?

Płk. Anna Osowska-Rembecka*: Ja jestem w służbie!

To może od tego zacznijmy: co to właściwie znaczy być w służbie?

Nie chcę, żeby to zabrzmiało patetycznie, ale to po prostu znaczy służyć innym ludziom.

Tak to zawsze rozumiałam. Tak do tej pory rozumiem bycie w Służbie Więziennej.

Czyli pani jest trochę dla skazanych.

Na tym polega nasza służba, choć być może przeciętny Kowalski chciałby, żeby człowiek, który aktualnie przebywa w zakładzie karnym albo areszcie śledczym, miał kulę u nogi, jadł suchy chleb i popijał wodą. My wiemy, że takie traktowanie to byłaby droga donikąd. Więc służyć - czy to w Policji, w Straży Granicznej, w Służbie Celnej, Straży Pożarnej - to służyć innym ludziom. To dyspozycyjność, wytrwałość, odporność na stres.

Każda praca generuje stres, natomiast bycie w służbie daje taki specyficzny rodzaj stresu wynikający też z kultury organizacyjnej naszych firm, gdzie występuje hierarchiczność, podporządkowanie, są rozkazy.

Służba kojarzy mi się oczywiście z mundurem. To - w dobrym tego rozumieniu - taka oznaka tego, że można się do was zwrócić o pomoc, prawda?

Mundur jest znakiem przynależności do konkretnej formacji mundurowej. Jest też oznaczeniem funkcjonariusza, powinien być jego zaszczytem, wyróżnieniem - stąd też na mundurach są pagony oznaczające stopień. Im wyższy stopień, tym wyższa odpowiedzialność za siebie, za innych, tym większe utożsamianie się z celami dotyczącymi właśnie dobra społeczeństwa. Tym też wyższe wykształcenie - wyższe jest u nas oczywistością, mówię o dążeniu do rozwoju. Mundur to coś, co nas utożsamia, z czym się powinniśmy identyfikować.

Pani pułkownik tak o tym mówi, że słychać, że ten mundur kocha.

Jedni się rodzą do roli, inni się rodzą do munduru.

Ja tego nie wiedziałam, ale to w sobie odkryłam. Są oczywiście ludzie, którzy przychodzą do służby po to, żeby mieć po prostu dobrą pracę, bo mamy tu bezpieczeństwo, urlopy macierzyńskie, wychowawcze. Ale jeżeli się w tej służbie nie rozkochają, to się wypalą, bo po prostu jest ciężko.

Dlaczego?

W naszej służbie, więziennej - ale też wszelakiej - jest ogromna odpowiedzialność za życie ludzkie. 

Jeżeli coś się wydarzy w więzieniu, ktoś popełni samobójstwo, ktoś kogoś pobije, to zgodnie z kodeksem karnym wykonawczym, to my za to odpowiadamy.

O tym się rzadko mówi. Natomiast wracając do munduru, to tak, ja się z nim utożsamiam. Widzę coraz więcej kobiet, które mają tak samo. Znam doskonale wszystkie formacje mundurowe i kobiety w nich pracujące. To jest niezwykłe jak dużo kobiet - inteligentnych, pracowitych, z szerokimi horyzontami - nagle znalazło się w służbach. Powiedziałam "nagle", ale to trwało latami. Służby musiały dojrzeć do tego, żeby przyjmować kobiety. I teraz jest to już proces w miarę, w miarę naturalny. Trochę pomógł nam rynek pracy, bo mężczyźni nie przychodzą już tak chętnie do służby jak kiedyś.

Ale jak to?

Dlatego, że jeżeli jest np. informatykiem, lekarzem, prawnikiem, to on zarobi dużo więcej na zewnątrz. Służby zaczęły więc potrzebować kobiet, które w zamian za bezpieczeństwo, godzą się na niższą płacę.

A kobiety, które przychodzą do służb są świetnie wykształcone, z pasjami i uprawnieniami, są bardzo sprawne fizycznie, bo po prostu muszą być lepsze od mężczyzn.

Oczywiście tego nie ma w przepisach. Tylko trzeba nadal udowadniać, "że się nadaje"?

Przepisy mówią o równości, ale jak mówi profesor Płatek, "równość w prawie nie oznacza równości w rzeczywistości". Kobiety jednak przekonały służby, podobnie przekonali się dowódcy, czyli w znakomitej większości nadal mężczyźni. Kobiety na razie są zastępcami, są na niższych stanowiskach, ale nadejdzie i taki moment, że zostaną dowódcami. To jest proces nie do zatrzymania.

Co robią kobiety w służbie więziennej?

Służą na wszystkich stanowiskach i posterunkach. Nie ma tej służby bez psycholożek, wychowawczyń, pielęgniarek.

Cały dział penitencjarny, czyli wszyscy wychowawcy, terapeuci, to głównie kobiety.

Okazuje się, że one się świetnie sprawdzają, że umieją pracować z człowiekiem pogubionym. Że mają do tego serce, podejście, ale też i odwagę, bo trzeba mieć odwagę, żeby dźwignąć problemy drugiego człowieka.

To służba specyficzna, bo funkcjonująca na wysokich obrotach na co dzień, prawda? Jak nie ma wojny, to wojsko np. nie działa w tak wysokim stresie.

Nie zdajemy sobie na co dzień z tego sprawy, żyjemy sobie bezpiecznie, nie myślimy, że ktoś dba o nasze bezpieczeństwo. Policja zatrzymuje najwyżej na 48 godzin i puszcza, a my czasami nawet latami obsługujemy naszego klienta, podopiecznego i jego rodzinę. Bo oprócz tego Kowalskiego czy Kowalskiej, która jest w jednostce penitencjarnej, są jeszcze przecież jego/jej dzieci, rodzice, małżonkowie i ich rodziny - 24 godziny na dobę. I to jest wyzwanie niezwykłe.

Dlaczego?

Wychowawczyni, czasem drobnej postury ma pod opieką około 100 skazanych.

Trzeba każdemu coś podpowiedzieć, z każdym porozmawiać, mieć odwagę wejść do celi. Oczywiście w tej celi jej towarzyszy oddziałowy. Ale jak wychowawczyni prowadzi rozmowę, jest ze skazanym sam na sam.

Oczywiście mamy przyciski alarmowe i inne zabezpieczenia niemniej jednak - jest sama.

I już to, że ona umie poprowadzić tę rozmowę… Przecież jeżeli ktoś ma wyrok dożywotni pozbawienia wolności czy 25 lat, to jemu już na niewielu rzeczach w życiu zależy. To, że ona umie wyciszyć emocje, już nie mówię o tym, że namówić do jakiejś zmiany, albo chociażby do tego, że potrafi dzięki samej rozmowie zapewnić bezpieczeństwo - to już jest wyczyn. Nie myślimy o tym na co dzień. No nie ma też takiej potrzeby, od tego my jesteśmy, żeby o tym myśleć. To jest ta służba.

A to w więziennictwie jest - ze wszystkich służb mundurowych - najwięcej kobiet, prawda?

U nas ta duża ilość kobiet generowana jest przez potrzebę opieki psychologiczno-wychowawczej. W tej chwili w służbie więziennej nie ma stanowisk, na których nie ma kobiet, oprócz stanowiska Dyrektora Generalnego i zastępcy. Co prawda nikogo w naszej formacji mundurowej nie dziwi już kobieta pełniąca funkcję dyrektora jednostki czy dyrektora okręgowego, jednak są to często outsiderki.

Kobiety wchodzą w mundury też dzięki klasom mundurowym, prawda?

Zgadza się. W służbach opiekujemy się tymi klasami, mają u nas hospitację, praktyki, przyjeżdżają na konferencje. Dużo jest dziewczyn, młodych, fajnych.

Widzę też coraz więcej policjantek. Czy mundur sprawia, że się mniej boi? Ma się taki "kostium superbohaterki"?

Mundur polowy noszony na co dzień, np. przez policjantkę albo kobietę w służbie więziennej, to jest też takie coś, co sprawia, że trzeba do niej czuć szacunek. Wiadomo w jakiej ona jest randze. Ale czy wewnętrznie ty czujesz, że on dodaje jakiejś takiej mocy? Nie wiem. Myślę, że dziewczyny, które w ogóle decydują się na pracą na pierwszej linii - czy w Policji, czy w innych służbach, to one są po prostu superbohaterkami. I to nie mundur to sprawia, to siła ich charakteru.

Mundur mówi, że przeszły te wszystkie szkolenia, na których nie jest milutko. Do tego trzeba mieć w sobie odwagę i determinację. Nadal bowiem pokutuje przekonanie: "chciałaś przyjść babo do wojska czy do Policji, to się ogarniaj!" albo "nie mamy tu miejsca dla laluni!".

Myślę, że kobiety w mundurze dźwigają też mnóstwo odpowiedzialności za innych. Nie tylko ogólnie za społeczeństwo, ale też np. za partnera z pracy.

Czasami nie wytrzymują.

Rezygnują.

W Służbie Więziennej śni im się trzaskanie kratami.

Odsuwają się czasem do pracy biurowej. Mundur więc nie dodaje odwagi, raczej mobilizuje do pewnych działań. 

Są pewne zasady dotyczące noszenia munduru. Dla kobiet.

Jest określone, jakie masz mieć kolczyki, paznokcie. Ja lubię na co dzień kolorowe, ale do munduru powinny być neutralne, a szpilki czarne z określoną wysokością obcasa.

Ja lubię mundur, bo rano nie muszę się zastanawiać, co do czego pasuje.

My to mówimy takim żargonem "urodził/-ła się do munduru", czyli świetnie w nim wygląda. Mundur dodaje elegancji, powagi, sprawia, że ludzie nas odbierają jako rzetelnych, sprawnych, nie tylko fizycznie, ale w ogóle w działaniu. Ja zawsze, jak zakładałam mundur, uważałam, że powinnam się zachowywać trochę inaczej. Żeby przynieść temu mundurowi - nie chcę, żeby to wyszło patetycznie - ale chlubę.

No i mundur ma być czysty, i koszula czysta, i krawat do tego nie poplamiony, buty czyste i włosy spięte u kobiet, chyba, że są króciutkie - to ma być wszystko schludne.

Kiedy pani pułkownik zakochała się w mundurze?

Przyszłam do Służby Więziennej z ciekawości, przyjęta na Prima Aprilis 1 kwietnia. I tak już minęło 25 lat. Na początku, powiem szczerze, byłam taką sierotą. I myślałam, że to nie dla mnie. Ale jakoś tak znienacka okazało się, że dorosłam do tego i że to absolutnie dla mnie. I tak, kocham to.

Dochodzimy do tego, że mundur oznacza, że masz wykonywać rozkazy. Czy kobiety odnajdują się w hierarchii, strukturze?

W normalnych relacjach i w służbie ludzie powinni rozmawiać ze sobą, a nie słyszeć lub mówić: "rozkaz wykonać!".

Kobiety w tej sytuacji odnajdują się doskonale, aczkolwiek muszą się tego nauczyć, bo mężczyźni przychodzący do służb mają już w większości wojsko za sobą. My się tego dopiero uczymy. To się teraz zmienia z klasami mundurowymi. Ale to czasem doprowadza do absurdów.

Miałam takich podwładnych, którzy się zwracali do mnie: "Pani dyrektor, czy mogę się zwrócić z zapytaniem?". Ja już przy tym pytaniu myślałam, że zwariuję. "Możesz się zapytać" - odpowiadałam. "Dziękuję za pozwolenie". Czasem mijało dobre pięć minut takiej kindersztuby, zanim padało właściwe pytanie.

Po czym podziękował, że się mógł odezwać. To nie był mój styl zarządzania, ale niektórzy uważali, że w ten sposób mnie szanują.

Pogadajmy o tym stresie, o którym pani pułkownik wspomniała.

Dla kobiet bywa to trudniejsze, bo pracują w większości ze sprawcami przemocy. Więźniowie są też przemocowi w kontakcie, wymuszając pewne rzeczy i pewne zachowania. 90 proc. z nich samo doświadczyło przemocy, więc oni wyrośli z takimi zachowaniami. Ciężka praca polega na tym, żeby nad tym zapanować. Nad tym, żeby oni byli bezpieczni dla samych siebie, nie dokonywali samouszkodzeń i żeby byli bezpieczni dla innych więźniów, dla funkcjonariuszy, dla swoich rodzin, kiedy wychodzą na przepustki czy już na wolność. I dla społeczeństwa.

Są też sytuacje bardzo stresujące.

Podpisujesz przepustkę, skazany wychodzi i kogoś zabija.

To jest ciężkie. Społeczeństwo oburzone. Doskonale rozumiem. Natomiast to ważne, żeby wychodzili na przepustki - na tym polega szeroko rozumiana resocjalizacja, readaptacja i reintegracja ze społeczeństwem. Kobiety mają też trudno pod tym względem, że służba to nie praca od 8 do 16. Trzeba zostać - zostajesz. Ktoś nie przyszedł na nocną zmianę - zostajesz. Trzeba pojechać w konwój do szpitala, bo ktoś się rozchorował - jedziesz i nie wiadomo, kiedy się skończy. A masz do odebrania dziecko ze żłobka, z przedszkola, szkoły. Wiem, jak to brzmi, jakby to spoczywało głównie na kobietach, ale tak niestety jest.

Powiedziała pani, że kobiety muszą być lepsze od mężczyzn.

To też powoduje stres. Bywa, że stają się wulgarne, agresywne.

Uważają, że muszą udowodnić, że się do służb nadają, dopasowując, a nawet prześcigając mężczyzn.

A to nie tędy droga. Mamy wystarczająco dużo cech, które sprawiają, że jesteśmy dobre w tej pracy, nie musimy nikomu nic udowadniać. Możemy powtórzyć za prof. Małgorzatą Fuszarą: "Kobiety z uwagi na mniejszość w formacjach nie mogą upodabniać się do mężczyzn, być jak mężczyźni. Punkt widzenia kobiet i ich doświadczenie powinny mieć wpływ na instytucje i zmiany w nich".

Jest jeszcze przemoc inna - domowa, której doświadczają funkcjonariuszki. O której wstydzą się powiedzieć.

Służba jest dla nich ważna. Trudno też nagle z więziennika stać się kimś innym.

Więc jeżeli to jest jedno źródło utrzymania, jeżeli ona tak ciężko pracowała, żeby być na tym stanowisku, żeby awansować, to nie chce się przyznać, że w domu jest źle, bo uważa, że to jest oznaka jej słabości.

Jest więc z tą sytuacją sama. A jeżeli jeszcze do tego mieszka w małej miejscowości, mąż jest policjantem, mieszkają w mieszkaniu służbowym, to to wszystko się komplikuje. To wykształcone kobiety, które wstydzą się przyznać, że to się dzieje, bo boją się, że to będzie obniżać ich wartość merytoryczną.

Czy istnieje w służbach pomoc psychologiczna?

Jest pomoc psychologiczna, działają zespoły medycyny pracy.

Na przykład jeśli skazany popełni samobójstwo i funkcjonariusz lub funkcjonariuszka go reanimuje, objęty jest opieką psychologów z medycyny pracy.

Ale większość mundurowych nie chce się przyznawać, że potrzebuje pomocy. Nie mają zaufania, boją się. Nie ma jeszcze w służbie myślenia, że uczęszczanie na terapię, to jest odwaga i walka o siebie. Raczej odbierane to jest jako słabość i w tym jest problem. Że twardziel/-ka powinien/-nna poradzić sobie sam/-a - to są te stereotypy, które krążą. A przy takiej skali zagrożeń i obciążenia, które dotykają na co dzień, to tak naprawdę ta pomoc powinna być non stop.

Słychać, że w mundurowym środowisku pracy funkcjonuje dużo stereotypów. Pewnie przez lata widziała pani dużo przypadków, które im zaprzeczały…

Pierwszy, że kobiety są rozplotkowane. Nie ma bardziej rozplotkowanego towarzystwa niż mężczyźni. Uwielbiam ich, ale tak jest.

Następny, potwierdzany przez badania socjologiczne, to że kobiety są lepiej wykształcone, bo uczą się więcej. Na studiach podyplomowych większość studentów to kobiety. Chciałabym jeszcze opowiedzieć o empatii.

Proszę.

Zupełnie inne zadania służby mają w czasie klęsk żywiołowych, wojny, ale mamy szczęśliwie czas pokoju, podczas którego służby powinny po prostu służyć ludziom.

Dlatego ten element empatii - dla mnie tak naturalnie powiązany z kobiecością - jest niezwykle ważny. I to nawet w najniebezpieczniejszych przypadkach. Mamy w służbie dziewczyny, które były wychowawczyniami na oddziałach dla niebezpiecznych skazanych, czyli szczególnie groźnych przestępców. A tam przedstawiciele jak z filmu Vegi: Mokotów siedział, Pruszków, Wołomin… A one sobie z nimi doskonale radziły. Dzięki tej empatii.

Czy to, że jest więcej kobiet, zmieniło jakoś służbę?

Jest dużo więcej programów profilaktycznych, readaptacyjnych, kierowanych do skazanych, do ich rodzin - to robią kobiety głównie. Organizowane są Dni Dziecka, kąciki dla dzieci, bo jak mamy przychodzą na widzenia z małymi dziećmi, to dzieci się nudzą.

Kobiety zmieniły wystrój jednostek penitencjarnych, nawet nasze gabinety wyglądają inaczej. Ale też terapie dla osób z uzależnieniami, przestępców seksualnych.

To jest pewien proces, ale to wynika z tego, że jest dużo kobiet wykształconych i naprawdę zaangażowanych, które chcą coś zmienić. Kiedyś prof. Monika Płatek się bardzo oburzyła, jak ktoś na naszej konferencji powiedział, że kobiety łagodzą u nas obyczaje. Ale to, co robią, to na pewno ocieplają kulturę organizacyjną. W takim pozytywnym, twórczym kontekście. Powstały choćby ogródki terapeutyczne dla skazanych, artyści z Akademii Sztuk Pięknych malują place spacerowe.

To wpływa na więźniów i ich resocjalizację...

Uważam, że zdecydowanie tak. I na jakość służby też. Rodzina, która na widzenie nie czeka w obskurnej poczekalni też inaczej odbiera organizację procesu resocjalizacji. Ale też to pomaga w zachowaniu bezpieczeństwa, tak po prostu. Jak pokażemy ludziom, że można żyć inaczej - tak będą żyć.

Muszę zapytać jeszcze o jedno. Pani pułkownik, nie rozmawialiście o tym, żeby pani była "pułkowniczką"?

Były na ten temat głośne dyskusje. W służbach się nie odmienia końcówek. Ale jest szansa, że kiedyś dojdziemy i do tego. Przyszłam do służby w 1996 roku, kiedy te służby już się troszeczkę zmieniały. Ale na kursie wstępnym były dwie kobiety w plutonie, na kursie kierowników ochrony również byłyśmy dwie i 28 panów. Potem, jak zostałam specjalistą do spraw ochrony na całe Mazowsze, kolega zza biurka zapytał, czy jestem eksperymentem penitencjarnym. Więc wszystko się zmienia. Pamiętam dyskusję, która rozgorzała, kiedy pierwsza kobieta zostawała generałem w policji - Irena Doroszkiewicz.

Czego dotyczyła?

W Sejmie podniesiono problem, czy ona może mieć lampasy do spódnicy. Chciano ją ich pozbawić, a przecież po lampasach się poznaje, że ktoś jest generałem.

Proces feminizacji służby jest nie do zatrzymania.

Brakuje nam tej edukacji równościowej, żeby dziewczyny rozumiały, że będąc w służbach, wszystkie są feministkami. Ponieważ "wśród osiągnięć feminizmu nie ma ważniejszej sprawy, aniżeli prawo kobiety do pracy zgodnej z jej wiedzą, kwalifikacjami i zdolnościami" - stwierdziła działaczka na rzecz niezależności finansowej kobiet, Irena Joliot-Curie, laureatka nagrody Nobla w dziedzinie chemii za syntezę nowych elementów radioaktywnych. A ja młodszym koleżankom życzę odwagi w realizacji marzeń, żeby wiedziały, że wszystko jest możliwe, nawet jak widzą ileś szklanych sufitów. Po drugie, żeby się uczyły, znalazły swoją dziedzinę w tych służbach i się rozwijały w tym kierunku. I wierzyły w siebie. Po trzecie, niezwykle ważne, żeby się wspierały. Potem już będzie dobrze.

To jeszcze zapytam, bo się nie mogę oprzeć. Czy pani pułkownik może mieć taki soczysty róż na paznokciach?

Ten jest nieprzepisowy, ale tu jestem po cywilnemu.

Płk. Anna Osowska-Rembecka* - Pułkownik Służby Więziennej, doktorantka na Wydziale Zarządzania i Dowodzenia w Akademii Sztuki Wojennej, kurator społeczny w VI Wydziale Rodzinnym i Nieletnich Sądu Rejonowego dla miasta st. Warszawy - działająca czynnie od 25 lat. Wykładowca w Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej Warszawie oraz w Pedagogium Wyższej Szkole Nauk Społecznych w Warszawie. Członkini Rady Programowej Kongresu Kobiet - działaczka społeczna. Współautorka przewodników dotyczących przemocy w domu i w pracy. Dyrektor Okręgowa Służby Więziennej w Warszawie (2009-2016), Przewodnicząca Rady ds. Kobiet Służby Więziennej (2010-2016), Przewodnicząca Zespołu opiniodawczo-doradczego przy Pełnomocniku Rządu ds. Równego Traktowania „Kobiety w Służbach Mundurowych" (2015-2016). Obecnie starszy specjalista w Biurze Dozoru Elektronicznego CZSW, ekspert pierwszego kontaktu wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie w Fundacji Centrum Praw Kobiet, Terapeuta środowiskowy w Centrum Rozwoju Twojego Potencjału TOGO w Warszawie.

Więcej o: