Lynn Steger Strong o niedostatku kobiet. "Nie miałam ubezpieczenia ani poczucia stabilizacji"

Lynn Steger Strong napisała powieść o tym, co w XXI wieku dotyka większości kobiet, a jednak pozostaje niezauważone. "Niedostatek" został uznany za najlepszą książkę roku 2020 według "Time Magazine", "The Los Angeles Times"", "NPR", "Vulture", "The New Yorker" i "Kirkus". W rozmowie z kobieta.gazeta.pl autorka mówi o tym, jak to jest być mamą, pisarką i kobietą.

Klaudia Kolasa, kobieta.gazeta.pl: Mieszkasz na Brooklynie i tak jak bohaterka "Niedostatku" masz grupę swoich studentów. Jest jeszcze jakiś fragment ciebie w książce?

Lynn Steger Strong, autorka "Niedostatku": Nigdy nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Wszystkie książki zatrzymują w sobie autora. "Niedostatek" to artykulacja moich myśli i uczuć. Tego, co najbardziej próbowałam przekazać w tamtym momencie życia. Jako że jestem powieściopisarką, zawarłam to w fikcji. Oczywiście niektóre elementy biografii głównej bohaterki mogą przypominać moje życie: jest białą kobietą po trzydziestce, która mieszka na Brooklynie, ma dwoje dzieci i nie jest zamożna, ale poza tym w książce są moje uczucia i przemyślenia. Wydaje mi się, że większość z nas odczuwa jakąś wersję tego ciągłego bólu, który towarzyszy Elisabeth.

Skoro nie tobą, to kim jest Elisabeth w prawdziwym życiu?

Nie było konkretnej osoby, która by mnie zainspirowała do stworzenia Elisabeth. Ta postać powstała z doświadczenia bycia kobietą, ale też z obserwacji, słuchania i miłości do innych kobiet w moim życiu. Wszystkie te kobiety, ale szczególnie te, które są matkami, mają wspólne poczucie, że zawsze będą zawodzić kogoś, kogo kochają, kochając kogoś innego lub próbując czegoś więcej. Czujemy, że jeśli nie jesteśmy wszystkim dla wszystkich osób w naszym życiu, zawodzimy ich. To uczucie, chociaż nie jest prawdą, jest bardzo prawdziwe.

Ciężko jest być dla wszystkich całym światem. Jako mamie i pisarce udaje ci się zachować równowagę pomiędzy pracą a życiem prywatnym?

Ostatni rok był wyzwaniem. Próbowałam dokończyć swoją kolejną powieść i jednocześnie pomagałam dzieciom w nauce zdalnej. Nie miałam nawet chwili, w której czułabym, że moje ciało i mózg należą do mnie. Trudno było mi zebrać myśli, czytać, a tym bardziej pisać. Całe szczęście mam wspierającego partnera, dzięki któremu mogę być jednocześnie mamą i pisarką. Robi, co tylko może, żebym miała przestrzeń. Zdejmuje obowiązki rodzicielskie i domowe z moich barków.

Ile lat mają twoje dzieci?

Siedem i osiem.

Maja Staśko: Jak sobie wyobrażam, że za dwa lata będę wciąż to robić, pojawia się ciężar w klatce piersiowejMaja Staśko: Jak sobie wyobrażam, że za dwa lata będę wciąż to robić, pojawia się ciężar w klatce piersiowej

Rozmawiasz z nimi o pracy?

Tak. Są dla mnie wszystkim, ale wiedzą, że jestem zaangażowana w swoją pracę. Jesteśmy rodziną, która interesuje się wszystkimi formami sztuki i myślę, że moja praca pozwala mi być często blisko nich. Czasem na przykład polega na rozmowie we trójkę o scenie lub postaci przez godzinę czy dwie. Czasem o tym, czy sztuka jest coś warta. Dla nich to świetna zabawa.

Pamiętasz swoją drogę do pisania? Zakładam, że nie było łatwo.

Teraz też nie jest łatwo, ale w przeszłości było jeszcze trudniej. W pewnym momencie pracowałam w siedmiu miejscach jednocześnie: dawałam korepetycje, byłam kelnerką, uczyłam, pisałam quizy dla firmy edukacyjnej. Nie miałam ubezpieczenia ani poczucia stabilizacji. Tylko że dopóki nie miałam dzieci, nie wydawało mi się to trudne. Od bardzo młodego wieku wiedziałam, że chce pisać i wiedziałam, że to oznacza niestabilne życie. Najgorsza jest jednak dla mnie ta świadomość, że moje dzieci muszą żyć w tej niestabilności.

Jaką prawdę chciałaś przekazać w "Niedostatku"?

Chciałam pokazać świat, którego wcześniej nie znałam z powieści. Świat, w którym obecne jest uczucie miłości i pragnienia, ale także przerażenia i niestabilności. Poczucie przywileju, wiedzy i wykształcenia, ale z drugiej strony świadomości, że nie masz pojęcia, jak odnieść sukces.

 

Masz jakąś radę dla kobiet, które czują to wszystko?

Moją radą może być to, co staram się przekazać na końcu książki: niech uświadomią sobie, że te chwile, które są wartościowe i satysfakcjonujące, przeminą. Nie ma czegoś takiego jak nieustanne poczucie spełnienia czy satysfakcji. Jest za to radość i przyjemność, na której doświadczanie trzeba sobie pozwolić, bo inaczej minie niezauważona.

Poruszyłaś w swojej książce tematy, które budzą dyskomfort i wciąż w pewnych kręgach są tabu. Pojawia się wątek molestowania seksualnego, przemocy psychicznej, in vitro, aborcja, poronienie...

Wydaje mi się, że fikcja pozwala nam być bliżej innych ludzi. Oswoić się z rzeczami, które mogą być dla nas szokujące, albo zobaczyć w bohaterach swoje cechy, które dotychczas ukrywaliśmy i których baliśmy się lub wstydziliśmy. Być może dzięki fikcji już nie będziemy, bo spojrzymy na nie z innej perspektywy.

W Polsce kobiety wciąż walczą o swoje prawa, aborcja jest tutaj nielegalna. Jak to jest być kobietą w Stanach Zjednoczonych?

Jest o wiele lepiej i jednocześnie dokładnie tak samo. Na przykład aborcja jest tutaj legalna, ale bardziej niepewna niż w ostatnich dziesięcioleciach. Kobiety mają więcej przestrzeni do wypowiadania się w swoim imieniu, więcej opcji niż kiedykolwiek. Jednak niezależnie od tego, czy nasz głos jest słyszany, czy jesteśmy rozumiane, czy możemy dokonywać wyborów bez bycia osądzanymi, czy wykluczanymi, nadal jest trudno to zauważyć.

Jak myślisz, jak będzie wyglądało życie kobiet za 10 lat?

Teraz nie jestem pewna, jak będzie wyglądał następny tydzień, a co dopiero 2031 rok, ale moje córki będą wtedy nastolatkami i pokładam całą nadzieję w tym, czego o życiu może nas nauczyć ich pokolenie.

Natalia Lesz wróciła do show-biznesu.Natalia Lesz: Jest mi przykro słuchać przekazów naszego rządu w sprawie miejsca kobiety w społeczeństwie

Więcej o: