Dziś obserwuje ją 1,6 mln fanów. Kiedy było ich 500 tys., za post zarabiała 86 zł

Ola Nowak jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych influencerek w sieci. Swoją karierę w mediach zaczynała 10 lat temu i wtedy nie przypuszczała, że jej życie będzie wyglądać tak jak teraz. Co się zmieniło na przestrzeni dekady w jej pracy w internecie?

Agnieszka Matracka: Olu, od ilu lat pracujesz w internecie?

Ola Nowak: Szczerze mówiąc, ostatnio to nawet sprawdzałam i sam Instagram prowadzę osiem lat, ale miałam takie przeświadczenie, że jest to zdecydowanie krócej, może cztery, pięć. Także czas naprawdę szybko leci. Jednak cała moja działalność w internecie trwa około 10 lat. 

Zarabiasz w internecie? 

- Tak, ale uważam, że nie ma sensu nikomu zaglądać do portfela. Ja tego nie robię, nie pytam, ile ktoś zarabia jako prawnik, czy ekspedientka. Uważam, że ważniejsze od tego ile mamy na koncie jest to, co udało nam się osiągnąć i na jakim etapie życia jesteśmy. Uważam, że ja teraz jestem w naprawdę dobrym momencie swojego życia. 

Jednak Instagram i TikTok pozwala ci się utrzymać. 

- Zdecydowanie, ale to można nazwać najnormalniej w świecie pracą. Mam swoją firmę, odprowadzam podatki i to jest moja praca, tylko trochę na innych warunkach.

To powiedz mi, jak wygląda twój dzień w pracy?

- Współpracuję z moją siostrą, która jest jednocześnie moją menadżerką i dzień zaczynamy około 8. I powiem Ci, że choć mogłoby się wydawać, że ustalanie sobie samemu godzin pracy jest miłe i przyjemne, to okazuje się, że jest to najtrudniejsze. Dlatego, że sam jesteś sobie szefem, sam musisz wyznaczać sobie obowiązki i narzucać ten rygor pracy. Od rana odpalamy maila i rozpisujemy sobie, co w danym dniu musimy zrobić. Jeśli mamy jakichś klientów, dla których musimy przygotować content, a zazwyczaj mamy codziennie coś do zrobienia, to nagrywamy filmiki na TikToka, robimy InstaStory, zdjęcia. Później przygotowujemy tzw. copy, czyli opis zdjęć i filmików. Następnie odsyłamy to do klienta, on to akceptuje, albo nie. Jeśli są jakieś poprawki, to oczywiście musimy to poprawić. Zdarza się, że cała ta procedura trwa kilka dni. Dopiero ostatnim, najprzyjemniejszym punktem jest publikacja, którą widzą moi obserwatorzy, a tego całego backstage'u i całej pracy, którą trzeba wykonać, żeby powstało dane zdjęcie lub nagranie, już nie. 

Zobacz wideo

Czy teraz robisz już tylko kampanie i posty sponsorowane? 

- Oczywiście, że nie. Staram się dodawać zdjęcia, TikToki czy InstaStory codziennie, bo po prostu to lubię i wiem, że moi obserwatorzy też na to czekają! Staram się utrzymać balans między treściami związanymi ze mną i moim lifestylem a postami stricte reklamowymi.

 

Jak wygląda praca w sieci?

- Praca w internecie to praca kreatywna i trzeba trochę się nagimnastykować, aby stworzyć coś, co zainteresuje naszych odbiorców i zachęci ich do interakcji. Nie jest to ciężka praca, ale na pewno dość pochłaniająca i czasochłonna. Łatwo się w tym zatracić. Czasami łapię się na tym, że jest 23, a ja nadal robię coś związanego z pracą. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że jak ktoś mi mówi, że to wszystko jest proste, to zawsze odpowiadam, żeby spróbował i sprawdził sam, czy rzeczywiście tak jest. W końcu potrzeba do tego tylko telefonu i internetu.

A co myślisz o tym, że coraz więcej młodych osób chce pracować jak ty?

- To normalne, że tak jest, bo skoro młodzi ludzie widzą, że ich rówieśnicy zarabiają w taki sposób, to dlaczego oni by tak nie mogli? Internet jest na wyciągnięcie ręki i teraz każdy może zacząć tam działać. Ja od zawsze uwielbiałam występować, marzyłam o pracy w telewizji i nawet ostatnio na starym komputerze znalazłam filmiki, na których nagrywałam się na nieistniejące castingi. Cieszę się jednak, że moi rodzice nie pozwalali mi wtedy tego nigdzie publikować. Mam znajomych, którzy wstydzą się swoich pierwszych nagranych filmików do dziś. 

Wydaje mi się, że młodzi ludzie widzą w tym taki "dream life", ale nie widzą tej ciemnej strony internetu.

- To prawda. Hejt w internecie był, jest i pewnie będzie. My już jesteśmy na to w miarę uodpornieni, ale takie młode osoby mogą sobie z tym nie poradzić, kiedy hejt z internetu przenosi się też do szkoły, kiedy ludzie się z ciebie wyśmiewają. Wiem, o czym mówię, bo kiedy zaczynałam swoją działalność w internecie, to prowadziłam bloga. Wtedy wszyscy się ze mnie śmiali, że kim ja w ogóle jestem, że robię sobie zdjęcia i je publikuję. To mnie w pewien sposób dotknęło, ale nie przejmowałam się zbytnio i robiłam swoje. Natomiast patrząc na to z perspektywy czasu, jak okropne są komentarze, chociażby na TikToku, to nie wiem, czy jako 13-latka byłabym w stanie to dźwignąć.

Rozmawiamy o młodych osobach, a co ze starszym pokoleniem? Czy każdy może zacząć pracę w social mediach, czy im już nie wypada?

- Myślę, że ta praca jak najbardziej jest dla osób dojrzałych, tym bardziej że w internecie jest to nisza. Co więcej, takie osoby często mają do przekazania wiele wartościowych i merytorycznych treści, więc to na pewno pomogłoby im osiągnąć sukces. Moi rodzice się teraz śmieją, że chyba spróbują. 

Ok, rozmawiamy o internecie, ale czy ty pracowałaś kiedykolwiek w innym miejscu? 

- Oczywiście, że tak! Od 18. roku życia pracuję, bo bardzo mi zależało na tym, żeby zarabiać swoje pieniądze i być niezależną. Choć wiem, że moi rodzice woleli, żebym akurat w kwestii finansowej była od nich zależna, bo chcieli, żebym skupiła się na studiach. Ja jednak postawiłam na swoje i tak pracowałam np. w Hamburgu w takiej fabryce, po 12 godzin dziennie. Pamiętam, że w miesiąc schudłam chyba z 7 kg, bo praca była naprawdę ciężka. Pracowałam również jako kelnerka, hostessa i jako "przynieś, wynieś, pozamiataj", na samym początku w firmie Abstrachuje. Robiłam tam wszystko to, czego nikt inny nie chciał robić.

Pracując w Abstrachuje już tworzyłaś treści w sieci. Rozumiem, że zarobki wtedy nie były tak duże, więc musiałaś sobie dorabiać? 

- No pewnie! Pierwsze pieniądze w sieci zaczęłam zarabiać dopiero po jakichś dwóch latach. Przez ten czas dorabiałam, żeby się utrzymać w Warszawie. Powiem ci nawet coś więcej. Mając 500 tys. fanów na Instagramie, miałam umowę z pewną firmą, która zapłaciła mi za kampanię... 86 zł. I wiesz co? Ja wtedy byłam najszczęśliwsza, że mogłam zrobić tę kampanię. 

Wiem już, że zarabiasz w internecie, podejrzewam też, że są to niemałe pieniądze. Patrzę na marki, z którymi współpracujesz - wiele z nich to światowi giganci w branży np. beauty. Co robisz z pieniędzmi? Wydajesz? Inwestujesz? 

- Wszyscy się ze mnie śmieją, że jestem dusigrosz. Wiem doskonale, że to, co teraz jest, nie będzie trwało wiecznie i myślę, że to jest podstawa w tym biznesie, żeby się nie zachłysnąć i nie zostać tak naprawdę z niczym. Nigdy priorytetem nie było dla mnie kupno torebki, a odkładanie pieniędzy i tak pierwsze mieszkanie kupiłam kilka lat temu na kredyt. Na szczęście później udało mi się go szybko spłacić. Staram się inwestować bezpiecznie, na ten moment są to nieruchomości. Oczywiście mam w swojej szafie też jakieś markowe torebki czy ubrania, ale nie traktuję tego jako inwestycji. 

Rozsądne podejście. Na zakończenie: masz 1,6 mln fanów, znajdujesz się w dziesiątce najbardziej wpływowych kobiet w polskim internecie, czujesz swoją moc? 

- Szczerze? Do momentu, kiedy ktoś do mnie nie podejdzie i nie powie, że go do czegoś zainspirowałam, albo zmotywowałam to nie. A wiesz, co jest najlepsze? I to powtarzają również moi przyjaciele, że oni nie czują różnicy w moim zachowaniu, w tym, kim jestem na przełomie tej dekady, kiedy zaczęłam tworzyć w sieci. Jestem wciąż tą samą Olą, choć teraz nie ukrywam, że jestem bardziej spełniona.

Olu, bardzo ci dziękuję za rozmowę. 

- Ja również dziękuję. 

Porozmawiajmy o urodzie. Wypełnij naszą ankietę!

Więcej o: