Pani Aleksandra opisała traumatyczną historię ze szpitala. Jak twierdzi, mimo zakażenia lekarze nie chcieli usunąć ciąży

Wiele Polek po śmierci 30-letniej Izabeli z Pszczyny zdecydowało się na opisanie dramatycznych doświadczeń z polskich szpitali. Swoją historią podzieliła się także blogerka Aleksandra Cherczyńska. Jak twierdzi, mimo zakażenia organizmu, lekarze przez długi czas nie chcieli usunąć ciąży.

Więcej ciekawych tematów na stronie głównej Gazeta.pl

Izabela, której sprawą od kilku dni żyje cała Polska, trafiła do szpitala z tak zwanym bezwodziem w 22. tygodniu ciąży. 30-letnia pacjentka zmarła z powodu wstrząsu septycznego. O sprawie poinformowała radczyni prawna rodziny, Jolanta Budzowska. - Konsekwencje wyroku TK z 20.10.2020 r., sygn. K 1/20 w praktyce. Pacjentka 22 tydz., bezwodzie. Lekarze czekali na obumarcie płodu. Płód obumarł, pacjentka zmarła. Wstrząs septyczny - przekazała Budzowska.

Śmierć 30-latki poruszyła wiele osób. Wiele kobiet zdecydowało się na opisanie trudnych doświadczeń. Swoją historią podzieliła się także w mediach społecznościowych blogerka Aleksandra Cherczyńska.

"Jej historia jest też moją historią"

Jak wyznała na początku swojego wpisu, przez długi czas bała się i wstydziła opowiadać o swoich doświadczeniach. Wyparła i ukrywała ból. Jednak po nagłośnieniu sprawy Izabeli z Pszczyny poczuła, że musi zabrać głos. Zdecydowała się więc na wpis na Instagramie. - Tak, JEJ historia jest też moją historią - wyznała. 

Zobacz wideo Skąd nagła ofensywa projektów Kai Godek?

Sytuacja, o której pisze, zdarzyła się cztery lata temu. Okazało się, że pani Aleksandra była w ciąży bliźniaczej. W tym czasie była już mamą półtorarocznej Tosi. W czwartym miesiącu ciąży w środku nocy zaczęła krwawić. Pojechała więc do szpitala. Jak relacjonuje we wpisie, usłyszała wówczas, że przesadza i powinna wrócić do domu. Dodaje, że lekarze doradzili jej jedynie, by się nie przemęczała i jak najdłużej leżała z nogami do góry. 

Dalej dowiadujemy się, że po kilku dniach pojawiły się okropne bóle brzucha i ropne plamienia. W końcu, gdy ból był nie do zniesienia, pojechała do lekarza specjalizującego się w ciążach bliźniaczych. - Bałam się, że znów zostanę zbesztana, potraktowana jak intruz. Ciało mówiło mi, że jest źle. Lekarz, że nic złego się nie dzieje. Uwierzyłam - zdradza.

Śmierć jednego z bliźniąt

Kolejne dni pani Aleksandra pamięta jak przez mgłę. Obecnie, jak zdradza, przypomina sobie jedynie sygnał karetki. Po szybkim USG dowiedziała się, że jedno z bliźniąt nie żyje. To był cios, jednak - jak pisze - ginekolog uspokoił ją, że martwy płód zostanie wchłonięty przez organizm i że teraz należy walczyć o zdrowe dziecko. - Jeśli płód obumiera, to powinien się wchłonąć. Jednak on w tym przypadku był źródłem zakażenia, więc dopóki był we mnie to nie mogłam wyzdrowieć. Analogicznie drugie dziecko czekało również obumarcie przez zakażenie organizmu - wyjaśnia w rozmowie z nami pani Aleksandra. 

Z dnia na dzień czuła się coraz gorzej. Po badaniach lała się z niej ropa i krew, a ból i gorączka stawały się nie do zniesienia. Jak podkreśla, chciała przetrwać dla żywego dziecka. Obawiała się jednak, że może umrzeć wraz z nim. Pewnego dnia o drugiej w nocy zaczęła się pocić, a jej ciało przechodziły dreszcze. Nie była w stanie stanąć na nogach. Jak relacjonuje, wówczas w ostatniej chwili ordynator podpisał zgodę na zabieg. 

"Byłam w tej samej sytuacji"

Jak wyznaje pani Aleksandra po zabiegu wyparła wszystko. Nie myślała o dzieciach i o ich utracie. Nie chciała się z nimi pożegnać, odmówiła pochówku. - Kupiłam bilet do Egiptu. Chciałam się znaleźć daleko od samej siebie, od dojmującego smutku - wyznała.

Historia 30-letniej Izabeli przypomniała jej o tych trudnych doświadczeniach sprzed kilku lat. - Byłam w tej samej sytuacji. Tylko było ich dwoje, jedno mnie zabijało, drugie chciało żyć. I ONI chcieli, żeby umarło bez ich pomocy, żeby ręce umyć, ślady zatrzeć - wyznała w swoim wpisie Aleksandra. 

 

Protest po wyroku TK ws. aborcjiWyrok TK a bliźniacza ciąża. "Nie można uratować zdrowego dziecka"

Jeśli potrzebujesz wsparcia psychologicznego lub porady ginekologicznej, skontaktuj się z Federacją na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Telefon działa od poniedziałku do piątku w godzinach 16.00-20.00 pod numerem 22 635 93 92. Dyżurujące ekspertki odpowiadają na szereg pytań dotyczących praw i zdrowia reprodukcyjnego kobiet. 

Więcej o:
Weź udział w dyskusji:
Pani Aleksandra opisała traumatyczną historię ze szpitala. Jak twierdzi, mimo zakażenia lekarze nie chcieli usunąć ciąży
Aby skomentować ten i inne artykuły zapraszamy na forum.gazeta.pl