"Teściowa nie chce dołożyć się do naszego ślubu. Przed zaręczynami mówiła jednak co innego"

- Zanim na moim palcu wylądował pierścionek, mama mojego chłopaka namawiała nas na ślub i wesele. Kilkukrotnie wspomniała nawet, że może się dołożyć. Teraz, kiedy już jesteśmy w trakcie przygotowań i widzimy, jak wiele funduszy potrzeba na taką imprezę, ona udaje, że tematu nie było. I to wcale nie jest tak, że jej nie stać. Właśnie stać ją bardziej, niż nas - pisze czytelniczka w liście nadesłanym do naszej redakcji.

Więcej listów do redakcji znajdziesz na Gazeta.pl

Zobacz wideo Sekretne śluby gwiazd. Oni powiedzieli "tak" w tajemnicy

Jakiś czas temu wraz z narzeczonym postanowiliśmy rozpocząć przygotowania do naszego ślubu. Wstępnie ustaliliśmy datę, od jakiegoś czasu rozglądamy się również za salą, myślimy nad wyborem DJ lub zespołu, fotografa, a także przeglądamy w sieci wzory zaproszeń. Nie powiem, jest to wszystko bardzo ekscytujące, szczególnie dla takiej osoby jak ja, która o zawsze lubiła organizować różne wydarzenia. Niestety mój zapał regularnie studzony jest przez ceny, które w niektórych przypadkach są naprawdę wysokie, nie mówiąc już o tym, że wszystko dopiskiem "ślubne" jest jeszcze droższe.

Już przed zaręczynami, a także krótko po nich poruszaliśmy temat wesela z naszymi rodzicami. Moi rodzice od razu powiedzieli, że pomogą nam tak, jak tylko będą mogli. My oczywiście w znacznej części sami chcemy za wszystko zapłacić, jednak nie ukrywam, że takie wsparcie ze strony rodziców bardzo nam się przyda. Oboje mamy stałe dochody, jednak od pewnego czasu spłacamy swój pierwszy kredyt, który wzięliśmy na mieszkanie, przez co nie mamy wielu oszczędności. Uznaliśmy jednak, że skoro rodzice nas wspomogą, możemy podjąć decyzję o ślubie i weselu.

'Gdy poznałam mojego męża miałam 46 lat, a on 30. Nigdy nie zapomnę, co powiedziała mi mama' (zdjęcie ilustracyjne)"Gdy poznałam męża miałam 46 lat, a on 30. Nie zapomnę, co powiedziała mi mama"

Zanim na moim palcu wylądował pierścionek, mama mojego chłopaka namawiała nas na ślub i wesele. Kilkukrotnie wspomniała nawet, że (podobnie jak moi rodzice) ona z mężem również może się dołożyć. Teraz, kiedy już jesteśmy w trakcie przygotowań i widzimy, jak wiele funduszy potrzeba na taką imprezę, ona udaje, że tematu nie było. I to wcale nie jest tak, że jej nie stać. Właśnie stać ją bardziej, niż nas. Oczywiście, ma prawo się nie dokładać, ale po co wcześniej wspominała o tym, że pomoże nam sfinansować wesele... Zastanawiam się, czy nie lepiej odsunąć w czasie nasz ślub. W tym czasie odłożymy trochę więcej pieniędzy i może wtedy przygotowania nie będą wiązać się z takim finansowym stresem... Macie doświadczenia z podobną sytuacją? Myślicie, że rozmowa z nią mogłaby coś zmienić?

G.

***

Wasze historie i opinie są dla nas ważne. Czekamy na Wasze listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.

Więcej o: