"Chodzę z teściową do kosmetyczki i na paznokcie. Znajomi uważają, że to nienormalne"

- Z moją teściową znamy się od 7 lat i nasze początki były dość oschłe. Przez pewien czas była mocno zdystansowana, ale po jakimś czasie nasze relacje znacznie się polepszyły. Sama nie wiem, kiedy to się tak naprawdę stało, ale pamiętam jedną taką sytuację. Jakieś 2 tygodnie przed moim ślubem zadzwoniła do mnie i powiedziała: - "Zarezerwuj sobie czas tego i tego dnia, o tej godzinie". Pomyślałam wtedy, ok, spoko, może to mój przyszły mąż chce mi zrobić niespodziankę, a ona zostanie z naszym dzieckiem. Ostatecznie okazało się, że moja teściowa wzięła mnie do swojej kosmetyczki i za wszystko zapłaciła.

Więcej podobnych tematów znajdziecie na Gazeta.pl

Zobacz wideo Maja Ostaszewska o filmie "Teściowie": Każdy z bohaterów jest okropny, a zarazem każdy ma w sobie coś rozczulającego

Niedawno na imprezie ktoś podjął temat relacji z teściami. Z moją teściową znamy się od 7 lat i nasze początki były dość oschłe. Przez pewien czas była mocno zdystansowana, ale po jakimś czasie nasze relacje znacznie się polepszyły. Sama nie wiem, kiedy to się tak naprawdę stało, ale pamiętam jedną taką sytuację. Jakieś 2 tygodnie przed moim ślubem zadzwoniła do mnie i powiedziała: - "Zarezerwuj sobie czas tego i tego dnia, o tej godzinie". Pomyślałam wtedy, ok, spoko, może to mój przyszły mąż chce mi zrobić niespodziankę, a ona zostanie z naszym dzieckiem. Ostatecznie okazało się, że moja teściowa wzięła mnie do swojej kosmetyczki, która zrobiła mi kilka zabiegów, by moja cera w dniu ślubu była pięknie rozświetlona, a następnie za to zapłaciła. Nie ukrywam, że byłam w szoku. Myślę, że to był moment przełomowy w naszej znajomości, bo od tego momentu regularnie chodzimy razem do kosmetyczki czy na paznokcie. 

'Nie będzie nas, bo za daleko. Na następny dzień wstawili zdjęcia z Majorki', czyli jak goście odwołują obecność na weselu (zdjęcie ilustracyjne)"Nie będzie nas, bo za daleko. Na następny dzień wstawili zdjęcia z Majorki"

Nie raz spotkałam się już z taką sytuacją, gdzie znajome pytały mnie, czy lubię swoją teściową? Ja wtedy odpowiadam, że nie tylko ją lubię, ale traktuję trochę jak przyjaciółkę. Często ze sobą rozmawiamy. Zdarza się, że nawet codziennie i to nie dlatego, że potrzebuję jej pomocy przy dzieciach, ale dzwonimy do siebie zapytać, co tam w pracy, czy co ostatnio udało nam się kupić. 

Czasami zastanawiam się, czy to ja tak dobrze trafiłam, czy reszta nie ma szczęścia? Wiem, że teściowe bywają różne, znam również takie historie, gdzie teściowe mocno ingerują w życie małżonków i chcą być nie tylko obecne, ale mieć głos decyzyjny w niektórych sprawach. W naszych relacjach czegoś takiego nie ma, za to jeśli potrzebuje pomocy z czymkolwiek, to wiem, że mogę do niej zadzwonić i jeśli będzie mogła, to mi pomoże. Cieszę się, że mój mąż ma tak wspaniałą mamę, którą ja mogę nazwać swoją przyjaciółką. Dlaczego zatem wciąż słyszę, że to nienormalna relacja i powinnam jej nie lubić?

Kasia, czytelniczka. 

Terapia par pomaga również małżeństwom po rozwodzie"Zdrada jako powód rozwodu to pójście na skróty. Ważne jest, jak do niej doszło"

Wasze historie i opinie są dla nas ważne. Czekamy na Wasze listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.

***

Kobieta.gazeta.pl jest dla Was i to dla Was cały czas piszemy na różne tematy. Nie oznacza to jednak, że Ukraina schodzi na dalszy plan. To cały czas bieżąca i bardzo istotna kwestia. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie tutaj: wiadomości.gazeta.pl, kobieta.gazeta.pl/ukraina

Więcej o: