Uciekł z gliwickiego więzienia w hollywoodzkim stylu. Pomagała mu matka

Zdzisław Najmrodzki, pseudonim "Szaszłyk" był jednym z najbardziej nieuchwytnych przestępców w naszym kraju. Aż 29-krotnie uciekał organom ścigania. Niektóre z jego wyczynów przeszły do historii, jak chociażby ucieczka z gliwickiego więzienia.

Więcej podobnych tematów znajdziecie na Gazeta.pl

Zdzisław Najmrodzki kochał adrenalinę, którą zapewniały mu kradzieże samochodów czy rabowanie pewexów. Dla ówczesnej milicji był nieuchwytny, ale niespecjalnie przed nią się ukrywał. Mimo wszystko, kiedy już udało im się go złapać, nie miał zamiaru zbyt długo siedzieć w zamknięciu. I tym oto sposobem jego ucieczki przeszły do historii

Zobacz wideo Kryminalne (i tragiczne) historie, które natchnęły reżyserów

Uciekł z sądu przez okno 

"Szaszłyk" był prawdziwym królem okradania pewexów. W tamtym czasie opracował własną metodę, która okazała się niezwykle pomysłowa. Ze wspólnikami wycinali dziury w oknach, które następnie ukrywali za plakatami. W ten sposób wchodzili i wychodzili ze sklepów, z których ginęły jak na tamte lata, wartościowe przedmioty. 

Sielanka trwała przez jakiś czas, ale w końcu milicji udało się złapać Najmrodzkiego. Ten jednak nie miał zamiaru pójść do więzienia. Jego współpracownicy wynajęli mu adwokata, który miał doprowadzić do tego, by był sądzony w Gliwicach. Dlaczego? Ponieważ tam był już opracowany plan ucieczki. Gangsterzy przepiłowali kraty w pomieszczeniu, w którym przebywał "Szaszłyk", a ten wyskoczył przez okno i w pośpiechu odjechał. Ten wyczyn przeszedł jako pierwszy do historii. 

Później Zdzisław Najmordzki zaczął kraść Polonezy. To nie spodobało się milicji, która za punkt honoru ustaliła sobie schwytanie przestępcy. Powstała nawet specjalna grupa operacyjna o nazwie "Polonez". W 1983 roku w końcu udało się go schwytać po pościgu na podwarszawskich ulicach. Nikt jednak nie wiedział, że on tylko czekał na kolejną okazję do ucieczki.  Udało mu się to w 1984 roku, kiedy był prowadzony na rozprawę sądową. Eskortował go wtedy tylko jeden funkcjonariusz. Najmrodzki ogłuszył go, wyciągnął klucze z jego kieszeni, uwolnił się i uciekł. 

Dwa lata później ponownie został złapany, osadzony na warszawskiej Białołęce i skazany na 15 lat więzienia za popełnione przestępstwa. Wyrok miał odsiedzieć w Gliwicach. 

Przeżywał zaginięcie córeczek i ciężarnej żony. Okazało się, że był potworemPrzeżywał zaginięcie córeczek i ciężarnej żony. Okazało się, że był potworem

Podczas widzeń z matką cały czas mówił o ucieczce

Zdzisław Najmrodzki nie miał zamiaru spędzić 15 lat w więzieniu. Cały czas planował ucieczkę. Tym razem przy pomocy swojej matki. Wysyłał grypsy, w których prosił o spotkanie ze znajomym, Kazimierzem O., które w rezultacie doszło do skutku. Najmrodzka poprosiła mężczyznę, żeby pomógł jej zorganizować ucieczkę dla syna. Ten się zgodził i w 1989 roku przyjechał do Gliwic.

Matka "Szaszłyka" i Kazimierz O. za pomocą dwóch saperek oraz łomu wydrążyli 8-metrowy tunel, którego wylot znajdował obok wyłożonego betonowymi płytami spacerniaka. W miejscu wylotu pozostawili tylko cienką warstwę ziemi, a samo miejsce oznaczyli metalowym ostrzem, które nieznacznie wystawało z podłoża. Tuż obok więzienia była szkoła i to właśnie przez nią miał uciec Najmrodzki. Podejrzewano również, że któryś ze strażników był zamieszany w cały plan ucieczki, bo "Szaszłyk" był na bieżąco informowany o postępie prac. 

Zdzisław Najmrodzki "zapadł się pod ziemię"

Do spektakularnej ucieczki doszło 3 września 1989 roku. Kazimierz O. podstawił pod wejście do szkoły motocykl. Wszedł do tunelu i czekał na "Szaszłyka". Około południa na spacerniaku pojawił się Najmrodzki z innymi współwięźniami. Nagle stanął on w wyznaczonym wcześniej miejscu, wykonał podskok i dosłownie zapadł się pod ziemię. Tam spotkał się z Kazimierzem O. i uciekł na motocyklu do mieszkania matki. W celi uciekiniera znaleziono list, w którym "Szaszłyk" dziękował za gościnę. 

Kiedy wsiadała do samochodu, myślała, że to Uber. To była śmiertelna pomyłkaKiedy wsiadała do samochodu, myślała, że to Uber. To była śmiertelna pomyłka

Ponownie skazany i ułaskawiony przez Lecha Wałęsę 

Oczywiście po ucieczce wrócił do swojego przestępczego życia i dalej okradał pewexy i kradł samochody. Wpadł po raz kolejny w ręce policji w 1991 roku, kiedy pod wpływem alkoholu wjechał w jeden ze słupów w Krakowie. Został skazany na 7,5 roku więzienia, ale nie odsiedział całego wyroku bo w 1994 roku został ułaskawiony przez ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę. Szczęście przez lata mu dopisywało, ale rok później go opuściło. W 1995 roku zginął w wypadku samochodowym. Prowadzone przez niego BMW zderzyło się czołowo z samochodem ciężarowym. Oprócz niego śmierć poniosło dwóch synów jego znajomego. 

O Zdzisławie Najmrodzkim pseudonim "Szaszłyk" powstał film inspirowany jego historią pt. "Najmro". 

Wasze historie i opinie są dla nas ważne. Czekamy na Wasze listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.

***

Kobieta.gazeta.pl jest dla Was i to dla Was cały czas piszemy na różne tematy. Nie oznacza to jednak, że Ukraina schodzi na dalszy plan. To cały czas bieżąca i bardzo istotna kwestia. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie tutaj: wiadomości.gazeta.pl, kobieta.gazeta.pl/ukraina

Więcej o: